Blog > Komentarze do wpisu
Ciemnorud otruty. Walczy o życie

Po tygodniu nieobecności pojawił się wczoraj wieczorem. Nie chciał jeść. Był nieswój. Pomiaukiwał tylko cichutko. W ciemności trudno było orzec, co mu dolega. Dziś wczesnym popołudniem Magda wypatrzyła go ponownie. Siedział na śmietniku. Obok przebiegał jakiś buldog, a on nawet nie drgnął.

Podeszła bliżej, bo nie jest to normalne dla kota zachowanie. Zauważyła, że kocisko jest potwornie wychudzone, ma czarny nos, choć zwykle był różowy i dziwne ciemne bąble w pyszczku. Nie było nad czym się zastanawiać. Z Łukaszem, synem Janki, złapała go do kontenera, wsiadła w taksówkę, zabrała mnie spod pracy i pojechałyśmy do lecznicy "Cztery łapy".

Naszym Ciemnorudem zajął się dr Aleksander Korzeniowski. Brudnego i cuchnącego badał, jak najbardziej wypieszczonego kociaka z rodowodem. Nie poznawałam Ciemnoruda. Z pięknego kota został cień. Matowa i jakby poszarzała sierść i kupka kości powleczonych skórą.

Dr Aleksander orzekł, że kot najwyraźniej walczy z trucizną. Był anemiczny, miał bardzo niską temperaturę i był bardzo odwodniony. Pobrana z łapki krew wyglądała jak cienka zupa buraczkowa. Choć kocia krew jest gęsta i ciemna.

Potem podał Ciemnorudowi masę zastrzyków i kroplówkę. Glukoza nie chciała kapać, bo kot cały czas się kulił i napinał. Udało mi się wreszcie go położyć i wyprostować łapkę w której ma wenflon. Próbował fukać, ale nie miał siły, by naprawdę walczyć.

Ciemnoruda znamy od miesiąca, może ciut dłużej. Początkowo przychodził do Jasnej, a potem i do nas - najeść się. Nie pozwalał się dotknąć, ale bacznie nas obserwował. I zawsze siadał tak, by nas dobrze widzieć i żebyśmy jego widziały. Gdy się najadł, szedł sobie. Następnego wieczoru stawiał się na kolację. Potem zniknął na tydzień. I wrócił chory.

Nie wiadomo, skąd ta trucizna. Może dostał ją z jakimś jedzeniem, a może po prostu zjadł mysz, która z kolei pożywiła się trutką...

Teraz pozostaje nam tylko czekanie. Dr Aleksander i dr Agnieszka Butkiewicz, która też przyszła zobaczyć Ciemnoruda, powiedzieli, że jeśli po tych wszystkich lekach kot przeżyje do rana, będzie można myśleć o dalszym leczeniu. Niestety, kosztownym. W grę wchodzi także przetaczanie krwi.

Można to zrobić tylko w lecznicy Lancet. Ale wtedy potrzebujemy 100 zł na określenie grupy krwi, 315 zł na jedną jednostkę krwi (50 ml), 50 zł na jej przetoczenie.

Nie mamy takich pieniędzy. Hania, sąsiadka z kamienicy, już zapowiedziała, że się dołoży i znajomych ponagabuje. Roześlę też maila po firmie z prośbą o pomoc.

Niech tylko Ciemnorud przeżyje tę noc. Tak wyglądał tydzień temu. Nie mamy zdjęć z dzisiejszego dnia. Nie miałyśmy głowy do robienia ich.

Ciemnorud. Fot Magda Grabowska

Ciemnorud.

Fot Magda Grabowska

piątek, 18 września 2009, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

  • Ciemnorud pojechał do domu

    Tak, to najwspanialsza wiadomość. Pan Piotr Krupa przyjechał po niego dziś wieczorem z Podkowy Leśnej. Najpierw przyjechał do nas do redakcji. Czekałyśmy tam ra

  • Ciemnorud znalazł dom

    Środa to superdzień Ciemnoruda. Kocisko zdrowieje i... znalazł dom. Magda zrobiła mu z tej okazji sesję zdjęciową. Ale najpierw o zdrowiu. Wtorkowe badania jego

  • Ujemny test Ciemnoruda

    Dziś Ciemnorud miał pobieraną krew na kolejne, dokładniejsze badania. Zdecydowałyśmy się też zrobić mu test białaczkowy. Z pobraniem krwi były już problemy. Cie

Komentarze
cynthia76
2009/09/19 22:03:42
Biedaczek :( A skąd on ma takie imię, przecież ma jasne futro.
-
2009/09/19 23:59:48
Wszystko przez jeszcze jednego rudzielca, który zagląda na nasze podwórko. Tamten ma jeszcze jaśniejsze futerko, ale też rude. Musieliśmy je jakoś rozróżnić. Będzie kłopot, jeśli pojawi się u nas prawdziwie ciemnorudy kot ;)