Blog > Komentarze do wpisu
O cudach, rudym i dziecku Jasnej

To, co się wczoraj wydarzyło zakrawa na cud.

Po pierwsze: najwyraźniej rudy będzie miał dom.

Yeti. Fot. Magda GrabowskaPo drugie: znalazłyśmy wreszcie i zabrałyśmy do domu kociaka Jasnej. Ślicznego stalowo-srebrzystego - najwyraźniej najmłodszego potomka Polarnika. Niestety, kociak jest tylko jeden, choć Jasna miała trzy. Prawdopodobnie dwa jej zamarzły. Strasznie nam przykro z tego powodu.

Za półtorej godziny jadę do „Psa, czyli Kota”: przekazać nowej opiekunce Rudzielca, a Pani Doktor Joannie Rabiedze dać do przebadania kociaka. Wszystko opiszę (i pokażę zdjęcia) po powrocie z lecznicy.

A na razie – relacja z wczorajszej akcji łapania malucha Jasnej. Długa dosyć, bo jeszcze ją przeżywam. Nie obrażę się jednak, jeśli jej czytanie odpuścicie sobie. Ja muszę się wypisać, żeby wreszcie przestać o tym myśleć.

Yeti. Fot. Magda GrabowskaNa początek przypomnienie: Jasna, dzika mieszkanka Małego Podwórka, urodziła kociaki pod koniec listopada - w zacisznym kącie podwórka, na piernatach przygotowanych jej przez Panią Irenę, dozorczynię, i Panią Ewę, lokatorkę z kamienicy. Była bezpieczna i dokarmiana. Planowałyśmy odłowić małe i matkę, ale Jasna - z ludzkiego punktu widzenia niecnota, ale wierna kocim obyczajom - pokrzyżowała nam te plany. W przedwigilijny weekend przeniosła małe z piernatów do komórki. Nie wiedziałyśmy, do której, bo bardzo sprytnie nas zwodziła i chodziła do dzieci jakimiś opłotkami. Dopiero na początku stycznia zrobiła się mniej ostrożna i wreszcie wypatrzyłyśmy, która to komórka stała się domem całej czwórki. Niestety, była dla nas całkowicie niedostępna. Pozostało nam tylko czatowanie na małe, które powinny wkrótce zacząć samodzielnie wychodzić na świat. Jeśli przeżyły falę mrozów... Podejrzewałyśmy, że tak, bo Jasna przychodziła na karmienia z wyciągniętymi sutkami.

Yeti. Fot. Joanna Grabowska

Mały ma już imię - Yeti. W następnej notce napiszę kto to wymyślił i dlaczego

Tydzień temu usłyszałyśmy z Magdą kocie piski z komórki, a cztery noce temu – zobaczyłyśmy malucha gramolącego się niezdarnie po parkanie przy komórce. Zanim jednak przebiegłyśmy z naszego Kociego podwórka na Długie, mały zdążył się schować. Dochodziła północ, ciemno zimno. Nie wiedziałyśmy – wracać, czekać? Z pomocą pospieszył nam Łukasz, syn Janki. Ale i on nie mógł dosięgnąć kociaka. Baliśmy się zostawić go ot tak sobie w mroźną noc, ale na szczęście z kłopotu wybawiła nas Jasna. Naburczała dzielnie na nas, weszła do kryjówki malucha i już z nim została.

Doszłam do wniosku, że takie nocne polowanie jest bez sensu. Akcję łapania kociaka należało przeprowadzić w dzień. Umówiłam się więc z Panią Ewą, że jak tylko zobaczy z okna kociaka (ma kapitalny widok na Małe i Długie Podwórko) dzwoni do mnie, a ja organizuję naszą grupę. Modliłam się tylko (chyba jednak kiepsko), żeby nie wypadło to w piątek, bo ja w redakcji miałam dyżur, Magda prezentację na uczelni. Generalnie - prawie wszyscy byliśmy poza domami. I Pani Ewa zadzwoniła – oczywiście w piątek, krótko po godz. 12.30. Sama pobiegła z karmą do kociaka, a ja zaczęłam wydzwaniać po sąsiadach i organizować sobie szybki transport z pracy na długie podwórko. Pomógł mi oczywiście Piotrek Wasiak, który akurat skończył pisać swój tekst. Kiedy przyjechaliśmy, na Długim podwórku była już Pani Ewa i Janka z kontenerem.

Była też Jasna z kociakiem – pod ładnym, ale całkowicie zaśnieżonym i stojącym w zaspie samochodem. Musiałam wyglądać na zdrowo stukniętą, kiedy przed tym autem padłam na kolana. Chciałam jednak sięgnąć po kociaka. Jasna, która go początkowo zasłaniała sobą, pogapiła się chwilę na mnie, a potem wybiegła spod samochodu do komórki. Zupełnie jakby pozwalała zabrać sobie to dziecko. Tyle że ja miałam za krótkie ręce. Krążyłam wokół wozu na kolanach, sięgałam pod podwozie, a malec ciągle mi się wymykał. W końcu wlazł pod maskę i schronił się przy silniku.

Czas mijał, a on nie wychodził. Zrobiło się dobrze po godz. 14. Oboje z Piotrkiem na 15 powinniśmy być w redakcji na kolegium, ale kociak miał to najwyraźniej w nosie. Ruszyłam po klatkach w poszukiwaniu właściciela auta. Jakiegoś chorego biedaka w piżamie zmusiłam do wyjścia na klatkę, żeby obejrzał samochód i powiedział mi, do kogo należy. Nic. Byłam już trochę zrezygnowana. I wtedy na podwórku pojawiło się dwóch mężczyzn. Jeden niósł torbę z piwem, drugi miał na sobie jakąś taką odblaskową kamizelkę. Dziwnie na nas – skupionych wokół auta – popatrzyli i zaczęli wycofywać się do bramy.

– Nie wiecie Panowie, czyj to samochód? – zawołałam do nich, choć wątpiłam w sens tego pytania.

– Mój – odparł ten w kamizelce.

- Pan żartuje, naprawdę? – zauważyłam roztropnie, ale na szczęście mężczyzna się nie obraził. Wysłuchał za to opowieści o kociaku pod maską jego wozu, wyraził zdumienie, że teraz odławianiem kotów zajmują się już ludzie z Wyborczej, a nie ze schroniska przy Marmurowej, i poszedł do domu po kluczyki.

Z radości i niecierpliwości odśnieżyłam całą przednią połowę auta. Kiedy wreszcie zajrzeliśmy pod maskę, kociak spojrzał na nas kompletnie oszołomiony. My również zagapiliśmy się na niego. On jednak oprzytomniał pierwszy. Chciał prysnąć, ale chwycił go ten drugi człowiek – od piwa. I podał mi.

Kociak trafił do Janki, Pani Ewa poszła do fryzjera, a my z Wasialdem zdążyliśmy na zebranie. Obu Panom z Długiego Podwórka oczywiście bardzo serdecznie podziękowaliśmy za pomoc.

A teraz szykuję się do wyjazdu do lecznicy. Zdjęcia podepnę po powrocie.

Zdjęcia: Magda i Joanna Grabowskie

sobota, 30 stycznia 2010, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

Komentarze
2010/01/30 12:38:08
GRATULACJE, to była nerwowa akcja - z niecierpliwością czekam na fotki malucha, pozdrawiam
-
2010/01/30 14:04:24
Ja też się nie mogę doczekać dalszego ciągu relacji.
-
abigail090
2010/01/30 18:25:23
Jejku :)! Jakie dobre wieści! Czekam, jak inni, na ciąg dalszy, na więcej. Co z Rudzielcem? - kto jest tym szczęśliwcem, któremu będzie mruczał?

Yeti jest prześliczny!!! Dobrze, że Kotka się zgodziła..., albo przynajmniej wycofała.
-
2010/01/30 22:12:41
Yeti naprawdę zachwyca. Cieszę się z powodu Rudzielca i czekam na dalsze emocjonujące relacje. Pozdroofka :-)
-
cynthia76
2010/01/30 22:25:42
Jeszcze planowałyście złapać Jasną, żeby ja wysterylizować. To będzie jeszcze większy cud.
Kotek jest piękny.
-
2010/01/30 22:27:44
Dalsze wieści też są dobre, ale - proszę - poczekajcie. Właśnie czyszczę z czarnej sierści Zielonookiej i Elegantka kremowy dywan. Chyba nie muszę tłumaczyć, że tego nie lubię? Ale koty bardzo. Muszę więc pogodzić oba te uczucia. Na blog zajrzałam w przerwie i trochę z ciekawości, czy zdołaliście przeczytać przydługi wpis o polowaniu na Yeti. A teraz pozdrawiam wszystkich gorąco i... wracam do dywanu. :)