Blog > Komentarze do wpisu
Rudzielec podbija serca

Kiedy zadzwoniłam dziś do lecznicy "Pies, czyli Kot", odebrała Doktor Aneta. Jest zachwycona Rudzielcem. - Strasznie krzyczał w tej swojej klatce. Musiałam go w końcu z niej wypuścić. Biega teraz zadowolony po lecznicy i szuka kolan, na których mógłby przysiąść. Cały czas mruczy i dopomina się pieszczot - opowiadała rozbawiona. - Ktoś musiał go bardzo rozpieścić.

Rudzielec. Fot. Joanna Grabowska

Rudzielec dorobił się już nowego imienia. Łukasz nazwał go Fidel - z powodu tej całonocnej przemowy i pokrzykiwań, którą im zafundował, kiedy był jeszcze w domu Janki.

Powiedziała też, że kocur ma się dobrze. Ładnie je i wyraźnie leki mu pomagają. Ma jednak jeszcze stan podgorączkowy.

Na ogłoszenia o kocie na razie nikt nie odpowiedział. Wiszą kartki w kiosku i w sklepie zoologicznym. Był też krótek z masą zdjęć na portalu Gazety (zasługa Doroty Szczepańskiej :D - dzięki Dorotko), a jutro ten sam tekścik i zdjęcie będą w papierowym wydaniu łódzkiej Gazety. Zależy mi na odnalezieniu opiekuna tego kocura, bo widać, że dbał o niego, a teraz pewnie się martwi.

Mam jeszcze dwie dobre informacje: o tym jak pomaga nam sklep zoologiczny z ul. Kilińskiego i jak pomógł wczoraj Indesit (nie martwcie się, nie zafundował nam na mrozy lodówki :D). Zasługują jednak na oddzielną notkę - taką naprawdę dziękczynną - więc napiszę o tym jutro.

I jeszcze o kotach z Kociego podwórka... :) Po przeprowadzeniu Rudzielca do Pani Doktor Rabiegi, wszystkie koty natychmiast wróciły do domu - już nie tylko w nocy, także w dzień w nim siedzą. Tylko Pipa, głuptas, najdłużej nad czymś dumała, ale cała reszta znowu objęła w posiadanie kuchnię Janki i pokój Łukasza.

Dzięki temu karmienia w ogródku trwają teraz krócej, bo najliczniejsze kocie towarzystwo zjada swoje porcje w domu. Na dworze karmimy zwykle Rysia i Mandaryna. Dziś ten drugi nie pokazał się jednak - podobnie jak Cyklop i Polarnik. Tyle, że ci dwaj ostatni przychodzą nieregularnie i raczej w dzień. Zostawiamy też ciepłą wodę i suche jadło dla ewentualnych "obcych". Do rana karma zwykle całkiem znika, a woda zamienia się w gustowny kryształ. Potem pędzimy na Małe Podwórko do Miłej i Transweta. Ledwo nas usłyszą, gramolą się z piernatów i przestępując z łapki na łapkę czekają na miski z jedzeniem. Wszystko idzie bardzo szybko, bo koty wyraźnie marzą o tym, by jak najprędzej pochować się w swoich kryjówkach. Dziś to wieczorne karmienie zajęło nam zaledwie 40 minut. I to z poszukiwaniem i nawoływaniem trzech nieobecnych - Mandaryna, Cyklopa i Polarnika. Niestety, nie pokazali się. Chyba mają gdzieś jakąś jeszcze jedną stołówkę. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Zaraz wyjdę jeszcze na chwilę, może przyjdą spóźnione...

sobota, 23 stycznia 2010, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

Komentarze
olisek
2010/01/23 13:24:41
Piekny ten rudzik! Moze rzeczywiscie komus sie zagubil i ogloszenia w gazecie przyniosa efekty. Trzymam za to kciuki!
-
2010/01/23 20:48:58
Fidel - dowcipnie, oby się odnalazł jego dom!