Blog > Komentarze do wpisu
Jak to napisać...? Rudzia się wściekła

Biało-rudy Brudas. Fot. Joanna GrabowskaŁukasz z Janką złapali nowego rudzielca... Kocur jest równie piękny jak zaniedbany. I ma wyraźnie chore oczy. Właśnie godzinę temu go u nich zobaczyłam. Walczy z klatką, w której został zamknięty. I cały czas miauczy. A kiedy tak go fotografowaliśmy i sobie o nim plotkowaliśmy siknął z klatki w moją stronę. Taki z niego facet.

Kolejny nowy to ten sam rudo-biały kocur, którego jakiś czas temu widziałyśmy z Magdą na naszym podwórku. Przed świętami wpadał tu śliczny, odkarmiony, zadbany i... znikał. Miał wtedy czerwoną obróżkę na szyi.

Ze trzy tygodnie temu, może dwa, pokazał się znowu - ale już bez obróżki, tylko z wyraźnym śladem po niej. I nie był już tak czysty. Wyglądał zdrowo. Dał się dotknąć, zamruczał i pobiegł za swoimi sprawami. Zaznaczył po drodze teren na samochodzie i w bramie, a potem zniknął nam z oczu. Myślałyśmy, że urwał się komuś z domu w poszukiwaniu kotek. Ale najwyraźniej nie, bo od kilku dni zaczął się pokazywać w ogródku Jance i Łukaszowi. Dożywiał się pod ich oknami. A w nocy z soboty na niedzielę najwyraźniej zdecydował się poprosić o pomoc. Wskoczył przez otwarte okno do kuchni, obszedł pokój Łukasza i... zaznaczył teren. - Rudzia na jego widok dosłownie się wściekła - opowiadała mi Janka. - Inne koty też powitały go syczeniem, ale rudo-biały brudas nic sobie z nich nie robił.

Jak ludzie mogą tak krzywdzić koty. Musimy wyleczyć tego pięknego kociego wojownika. Na nosie ma blizny po starciach z innymi kocurami. Przed Bożym Narodzeniem nie miał ich. Fot. Joanna Grabowska

Jak ludzie mogą tak krzywdzić koty. Musimy wyleczyć tego pięknego kociego wojownika. Na nosie ma blizny po starciach z innymi kocurami. Przed Bożym Narodzeniem nie miał ich.

Janka z Łukaszem nakarmili go i wypuścili, żeby nie wywołać w domu kociego buntu, ale los rudzielca nie dawał im spokoju. Dziś podczas porannego karmienia doszliśmy więc wszyscy do wniosku, że kocura trzeba jednak złapać, wyleczyć, wykastrować, a potem poszukać mu domu. Myślałam, że po nocnej wizycie pojawi się za kilka dni, a ten, jakby wiedział, że już mamy plan i przyszedł po południu. Jak do swoich. No to został. Janka zamknęła go w klatce, w której do tej pory był Yeti, i przetrzyma do jutra. Po pracy powiozę go do lecznicy.

Co z Yetim? Awansował na pokoje, czyli do sypialni, do której dotąd nie miał wstępu. Trzeba było go odseparować, bo Yeti wkrótce pójdzie do własnego domu. Po ogłoszeniach w Gazecie i Internecie zgłosiło się osiem chętnych osób. Po wstępnych rozmowach zostały trzy rodziny. Sympatyczni i budzący zaufanie ludzie. Do jutra musimy ostatecznie zdecydować, do kogo trafi Yeti. (Ups, przed chwilą odkryłam kolejne zgłoszenia mailowe). A może przy okazji znajdzie się dom dla rudego Brudaska? Ale, nic na siłę. Poza tym trzeba go najpierw wykastrować. Biedna Janka szoruje teraz podłogę. Ja muszę tylko wrzucić spodnie do pralki, bo zahaczył o nie koci strumyczek…

Cały czas się zastanawiamy, skąd ten nagły wysyp rudych kotów na naszym podwórku. W ciągu niespełna dwóch miesięcy trafił się nam – po Fidelu i Raulu - już trzeci (Ciemnoruda nie liczę, bo pokazał się nam we wrześniu). Dochodzimy do mało przyjemnych wniosków. Albo ktoś gdzieś w sąsiedztwie umarł i jego wychuchane koty rodzina wyrzuciła na dwór, albo ktoś wyjechał i w ten sam sposób się ich pozbył. Bo gdyby komuś zginęły (ale wszystkie trzy jednocześnie???) to byłyby tu gdzieś porozwieszane plakaty, a nie było żadnych. Nie potrafię tego zrozumieć. Nikt z nas na Kocim... nie potrafi.

No nic. Trzeba będzie biedaka wykurować, wykastrować i znaleźć mu dom. Ciekawe ile może mieć lat. Manier raczej nie trzeba go uczyć. A że dwa razy zaznaczył w domu Janki teren... To tylko wina ludzi, którzy go w porę nie wykastrowali.

Zdjęcia: Joanna Grabowska

niedziela, 28 lutego 2010, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

Komentarze
2010/03/01 19:10:58
Naprawdę wysyp tych rudzielców macie. Ten jednak wygląda na najbardziej doświadczonego przez dni podwórkowej tułaczki. Pomoc jest tu niezbędna. Pozdroofka dzielni ratownicy :-)
-
2010/03/02 20:20:56
Masz rację, Jasiffo, rudobiały bardzo potrzebuje pomocy i domu. Teraz jest w lecznicy u Pani Doktor Joanny Rabiegi. Wkrótce więcej o nim napiszę. Dzięki też za pokrzepienie i pozdrowienia.
Przepraszam, że tak hurtem to robię, ale... dziękujemy z Kociego... wszystkim, którzy tak kibicują naszym kociakom i kotom. Nie macie pojęcia, jak bardzo takiego wsparcia potrzebujemy i jak bardzo jesteśmy za nie wdzięczni. :)