Blog > Komentarze do wpisu
Hm, wykolegowałem Rysia...

Mandaryn. Fot. Magda GrabowskaPrzez prawie trzy doby nie pokazywałem się ludziom z Kociego Podwórka, ale wczoraj wieczorem wreszcie się im objawiłem, bo zaczęli się niepokoić. Postanowiłem też przenocować w koszu, co bardzo nie spodobało się Rysiowi. To było tak: kiedy Magda z Mamą przyszły do ogródka z kolacją, kręciłem się w pobliżu jak inne koty. Był Tot, Rudzia, Pipa, Kuba jakiś mocno wygłodniały, Diabeł i ja, czyli Mandaryn. Koteczka była wcześniej, Kisia siedziała w domu, Miłej i Jasnej nie chciało się przyjść z Małego Podwórka, bo Pani Irena je tam wcześniej nakarmiła, a Transwet obrażony po awanturze z Kubą w kurniku poszedł sobie. Cyklop i Polarnik gdzieś zabalowali i już od kilku dni się nie pokazują, a Dzidziuś tradycyjnie podglądał nas z kuchennego okna Pani Janki.

Ten Dzidziuś to bezczelny się zrobił. Jak Pani Janka przez to okno wygląda i rozmawia z Magdą i jej Mamą, to wskakuje Pani Jance na plecy i gapi się na nas z wyżyn jej pleców. I tak śmiesznie szyję wyciąga i głową w dół i w górę porusza. Magda się śmieje, że „robi wielbłąda”. Mam nadzieję, że nie jest to obraźliwe, bo tak robią wszystkie Koty czymś zaciekawione, a jednocześnie lekko niepewne.

Ale dosyć o Dzidziusiu. Miałem opowiedzieć, jak Rysia wykolegowałem. Ryś ostatnio zagarnął dla siebie kosz. W skrzyni nie śpi, bo mu za ciepło, ja z tego samego powodu też z niej zrezygnowałem. Chciałem pospać w koszu, bo ostatnio nocowałem w komórkach i zapragnąłem odrobiny luksusu. A tu Ryś przy tym koszu ciągle się kręcił. Ja też. Kiedy Magda rozstawiła nam talerzyki z jedzeniem, obleciałem szybko wszystkie, bo musiałem wybrać to, co najsmaczniejsze, i wybrałem jeden - ten najbliżej kosza. We wszystkich jedzenie było to samo więc przynajmniej miejsce trzeba było wybrać strategicznie. Ryś sam sobie winien, że o tym nie pomyślał. Kiedy zjadłem, natychmiast do tego kosza wskoczyłem. Zwinąłem się w muszelkę i udawałem, że już śpię. Nie spałem oczywiście, bo spodziewałem się Rysia i nie pomyliłem się. Ryś zjadł, wysikał się, obwąchał ogródek i zaczął pchać się do kosza. No to podniosłem głowę i wytrzymałem to jego groźne spojrzenie. Nawet nie drgnąłem. Ryś obszedł więc dookoła deskę zasłaniającą kosz i popatrzył z pretensją na Magdę i jej Mamę. Chyba oczekiwał ich interwencji. Zorientowałem się, bo usłyszałem Magdę. - Wybacz, Rysiu, Mandaryna też lubię, albo będziecie spać razem, bo miejsca jest dosyć a przy koszu jest jeszcze jeden koc, albo poszukasz sobie innego miejsca - powiedziała. Ryś popatrzył na nią zasępiony, a potem znowu zajrzał do mnie. I mroził mnie tym swoim spojrzeniem. Miałem poparcie Magdy, więc nie ustąpiłem. Ryś zaczął wąchać koc obok, ale nie podobało mu się, że ma mi ustąpić i poszedł sobie. Że niby na obchód ogródka. Zostałem w koszu. Ryś znalazł sobie inny nocleg i tak skończyła się ta historia.

Ale nie martwcie się. Ja tylko tak w tę jedną noc chciałem sobie wygodnie pospać. Zwykle chodzę przecież na Przyjazne Kotom Podwórko i tam nocuję z Cyklopem. A kosz jest przecież nie tylko dla Rysia, i - oczywiście - nie tylko dla mnie. Jest dla wszystkich kotów, które go potrzebują. Tak jak ja tej nocy...

piątek, 02 kwietnia 2010, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

Komentarze
2010/04/02 18:30:53
Spryciarz ;-) Pozdrawiam świątecznie :-)