Blog > Komentarze do wpisu
Co myśli Diabeł?

W niedzielę w nocy Magda złapała Diabła. Pewnie kombinował sobie, że skoro udało mu się wytrwać na wolności całą sobotę i niedzielę, to i tym razem postawi na swoim. Przeliczył się czorcik jeden.

A było to tak:

Jeszcze po godz. 2 w nocy z piątku na sobotę szukałyśmy go z Magdą. Bez skutku. Widać uznał, że ma dość naszego stada i przepadł. Ale w sobotę przyszedł na śniadanie. Potem jeszcze wieczorem. Nie pozwolił się do siebie zbliżyć. Uciekł nawet na widok wabiącego go do domu Łukasza stojącego w otwartym oknie.

Nie wiedzieliśmy, skąd wyszedł, gdzie nocuje, więc w niedzielę przeszłam się z Magdą w stronę komórek z sąsiedniej posesji. Diabeł nie pokazał się przy nich, ale kiedy już stałyśmy przed klatką i rozmawiałyśmy z jedną z naszych sąsiadek, objawił się nieoczekiwanie między zaparkowanymi samochodami. Tym razem widać było, że przyszedł z tej samej strony, z której chwilę wcześniej wróciłyśmy. Magda natychmiast wyrzuciła mu na talerzyk fest porcję karmy i podsunęła pod nos. Ostentacyjnie odsunęła się, żeby pokazać kotu, że nie będzie łapany, że ma tylko zjeść.

Jak tylko Diabeł się pojawił Magda nałożyła mu pełen talerzyk karmy. Fot. Magda Grabowska

Jak tylko w niedzielę w dzień Diabeł się pojawił Magda nałożyła mu pełen talerzyk karmy

Taką strategię ustaliłyśmy w domu. Uznałyśmy, że kiedy nie będziemy Diabła łapać, to ten wieczorem podczas karmienia będzie kombinował tak, jak chcemy: „Ludzie wreszcie zmądrzeli i przestali na mnie polować. Mogę bezpiecznie przychodzić na posiłki.”

Jadł i łypał na nas. Chorą ma tę swoją prawa łapkę, czyli dla nas z lewej. Fot. Magda Grabowska

Jadł i łypał na nas. Chorą ma tę swoją prawa łapkę, czyli dla nas z lewej

Po jedzeniu siedział jakiś czas taki biedniutki. Dreptał w kółko i znowu siadał. Fot. Joanna Grabowska

Po jedzeniu siedział jakiś czas taki biedniutki. Dreptał w kółko i znowu siadał

Wreszcie zacząl się myć. Skończyl toaletę na tej chorej łapce. Fot. Joanna Grabowska

Wreszcie zaczął się myć. Zakończył toaletę na tej chorej łapce

Zostawiałyśmy go z ciężkim sercem. I z nadzieją, że się nie mylimy, że przyjdzie wieczorem... Fot. Joanna Grabowska

Zostawiałyśmy go z ciężkim sercem. I z nadzieją, że się nie mylimy, że przyjdzie wieczorem... Tę chorą łapkę ma w górze. Dziwnie tu wygląda jego sierść w słońcu. Diabeł jest przecież czarny... ;)

Jak pomyślał tak zrobił. Przyszedł po 23 na kolację. Ale nie do ogródka pod oknem Janki, tylko pod naszą klatkę. Magda zostawiła mnie więc z Rysiem, Miłą i Mandarynem i popędziła z saszetką puszką i talerzykiem do Diabła. Opracowała sobie całą strategię: najpierw nałożyła na talerzyk zawartość saszetki. Diabeł dosłownie oblizywał się na ten widok. Nie mógł się doczekać, kiedy zacznie jeść. Magda minimalnie podsunęła mu talerzyk. Diabeł początkowo trochę niepewnie, ale z każdym liźnięciem jedzenia coraz śmielej, zaczął bezwiednie podsuwać się coraz bliżej i bliżej dojedzenia. W końcu trudno jeść z szyją wyciągniętą jak u strusia. Magda otworzyła wtedy puszkę, Diabeł rozochocony wizją dokładki przysunął się do talerzyka już całkiem blisko i pozwolił sobie dorzucać jedzenie. Łakomstwo przypłacił utratą wolności, bo Magda w pewnym momencie zostawiła łyżkę w puszce i jedną ręką mocno chwyciła Diabła za kark. Kocur tylko miauknął zawiedziony, jakby z rezygnacją w głosie, że znów się pomylił i pozwolił wziąć się na ręce. Na ten widok zadzwoniłam do Janki, by otworzyła okno.

Diabeł pozwolił się przetransportowac do niego i podać Łukaszowi. Tak jakby z ulgą nawet wszedł do środka. Magda wróciła jeszcze po jego talerz z jedzeniem i podałyśmy je Jance, bo przecież nie można było pozbawiać głuptasa przysmaku. Spokojnie zjadł, posiedział trochę w pokoju Łukasza i... ukrył się koło kosza w szafce pod zlewem. Z krótkimi przerwami siedział tam do dziś – a jest już wtorkowy wieczór. Kiedy zabierałyśmy go na badanie do Doktor Justyny Orzeł do Czterech Łap, Łukasz musiał go z tego miejsca wyciągać na siłę.

Zestresowany Diabeł koncertował nam przez całą drogę do lekarza. Na szczęście Pan Andrzej (ten z przewozu osób) jest wyrozumiały i nie przeszkadzają mu takie kocie zawodzenia. W końcu przeżył już i jego kupę – trafiła się Diabłu w drodze powrotnej podczas jednej z wcześniejszych wizyt. Co do kupy to oczywiście i tym razem Diabeł pokazał, co potrafi. Załatwił się nam w kontenerze na poczekalni – na chwilę przed wejściem do gabinetu. Wizytę u doktor Justyny zaczęłyśmy więc od czyszczenia i szorowania. Doktor Justyna pucowała kocie łapki i stół, który nimi ubabrał, i instruowała mnie skąd mam wziąć rękawiczki, papierowe ręczniki i środki dezynfekujące do czyszczenia kontenera. Głupio mi było, a Ona pocieszała nas, że to prawo serii. Przed Diabłem kupę zrobił w gabinecie inny kot, a potem królik.

Migiem doprowadziłyśmy i Diabła i kontener do porządku. Zaczęło się badanie. Diabełek nadal ma stan zapalny i obrzęk w miejscu rany, ale ropa już stamtąd nie ciekła. Nie miał gorączki, ale widać po nim stres. Wąsy dosłownie stały mu prostopadle do nosa. Szybko dostał więc zastrzyk przeciwzapalny i dostał zapas tabletek na tydzień. Pierwszą z nich dostanie jednak dopiero jutro wieczorem, bo lek w zastrzyku działa dobę. Tyle czasu Diabeł ma więc spokój. A potem znowu dwa razy dziennie po pół tabletki i mleczko osłonowe na flaczki.

Teraz Diabeł znowu siedzi pod zlewem. Ciekawe, co sobie myśli... ;)

Zdjęcia: Magda i Joanna Grabowskie

wtorek, 15 lutego 2011, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

Komentarze
jagus161
2011/02/16 07:47:20
Oj Diabeł wyluzuj troszkę. Wszyscy chcą dla ciebie jak najlepiej a ty najpierw uciekasz i wszyscy się martwią o ciebie a teraz siedzisz zestresowany gdzieś w szafkach.
-
2011/02/16 09:04:11
Oj, co ten Diabeł wyprawia to ja dobrze znam. Mój kot jak miał chorą tylną prawą łapę, to nie dał jej sobie w ogóle obejrzeć i w domu i u lekarza. O siedzeniu w domu też nie było mowy. Skończyło się na "głupim jasiu" u lekarza podczas każdej wizyty i mocnym opatrunku, aby go nie zgubił podczas swoich wędrówek. Diabeł taka sama niezależna bestia widać jest.
Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i spokoju na podwórku :)
-
2011/02/16 13:48:10
Bachus ze zrozumieniem pokiwał głową - on wie czym się przypłaca niepohamowane łakomstwo, nawet nie na frykasy, tylko zwykłą karmę - wpychaniem do gardła gorzkiego świństwa wielkości spodka, czyli piguły metronidazolu. I jeszcze większe UFO - Enrobioflox, tyle że nie takie wstrętne w smaku. I na nic zdają się próby udawanie, że jest się niewidzialnym. Na pocieszenie Diabełka - nawet najbardziej przykra kuracja w końcu się kończy :)
-
2011/02/16 14:52:00
tabletka Diabełka ani trochę nie przypomina wielkością metronidazolu. Na dodatek to tylko połówka. Ale Diabeł i tak wszystko co robimy przy nim uznaje za zamach na swoją wolność i godność ;)
Drodzy czytelnicy, od wczorajszego wieczoru mam poważne problemy z zamieszczaniem notek na blogu. O Tocie już napisałam (wraz z megapodziękowaniami za Waszą pomoc), teraz pisze o Sówce i wszystko czeka, bo cały czas przy próbie zapisu pojawia mi się komunikat, że na stronie jest błąd. Mam nadzieję, ze nie potrwa to długo. Cały czas będę sprawdzać. Na szczęście komentarze są jeszcze łykane i dlatego tu piszę... Za utrudnienia bardzo przepraszam
-
2011/02/16 17:51:45
no to czekamy na dobre wieści
a jakie atrakcje przewidujecie na Kocim z okazji Dnia Kota ?
;)