Blog > Komentarze do wpisu
Już nie przychodzą pod naszą klatkę

I całe szczęście, bo to oznaczałoby, że były za bardzo z nami związane. Teraz na posiłki grzecznie stawiają się w ogródku pod oknem Janki.

Podczas pożegnalnej sesji grzecznie pozował nam Ryś, Diabełek i Dzidziuś (na zdjęciach niżej). Miła była w lecznicy (bo to był poniedziałek), Tot gdzieś polazł, a Mandaryn jak zwykle przyszedł, gdy zrobiło się ciemno, więc foty nie ma. Fot. Magda Grabowska

Podczas pożegnalnej sesji grzecznie pozował nam Ryś, Diabełek i Dzidziuś (na zdjęciach niżej). Miła była w lecznicy (bo to był poniedziałek), Tot gdzieś polazł, a Mandaryn jak zwykle przyszedł, gdy zrobiło się ciemno, więc foty nie ma

Diabełek. Fot. Magda Grabowska- Miła zawsze przychodzi rano – opowiadała mi wczoraj Janka. - Najada się, daje się trochę pogłaskać i znika gdzieś na cały dzień. Pojawia się dopiero wieczorem na kolacji. Po tej operacji zębów wygląda znacznie lepiej. Nawet się trochę zaokrągliła. Ryś jest na wszystkich posiłkach, ale je mało. Zawsze coś zostawia na talerzyku, choć nie daję mu dużych porcji, żeby jedzenie się nie marnowało. Mandaryn za to przychodzi coraz częściej także w dzień. Siada na oknie i wpatruje się w nie dopóty, dopóki nie dostanie karmy. Potem przychodzi także wieczorem. Nie boi się. Mogę operować miskami tuż przy nim i nie ucieka. Tylko ten Ryś taki nieufny się zrobił... Patrzy na mnie bokiem, jakby pytał, co z wami? Nie pozwala się Dzidziuś. Fot. Magda Grabowskadotknąć, choć widać, że chciałby być pogłaskany. Kiedy jestem za blisko miski odskakuje. Podchodzi, gdy odsuwam się. A Diabeł i Tot są obrażone, bo przeszkadza im w domu obecność Dezyderia. Z nim to najbardziej zaprzyjaźnił się Dzidziuś. Nawet spią w jednym pudełku, które sobie znalazły.

Na szczęście na razie karmy Jance nie brakuje. Zostawiłyśmy jej cały składzik. Ponad 50 dwustugramowych puszek mokrej i około 20 kg suchej. Z myślą o Dezyderiuszu i ewentualnych innych małych kociakach, które mogą trafić do Janki i Jej Rodziny, dałyśmy Jance jeszcze zamykany koszyk piknikowy i dokupiłyśmy jeden plastikowy kontener. Bo ten szmaciany, był już mocno I jeszcze raz Ryś - podczas toalety. Fot. Magda Grabowskanadwyrężony przez inne koty, no i oznakowany przez Małego Elka, kiedy był wieziony na kastrację. Czyściłyśmy go z Janką i szorowałyśmy, wietrzyłyśmy przez długie godziny, ale zapaszek pozostał. Znacznie mniejszy, ale jest. Mam nadzieję jednak, że kontenery nie będą szybko potrzebne.

W lipcu postaramy się zaopatrzyć Kocie podwórko w kolejne partie jedzenia. Postanowiłyśmy z Magdą, że Kocie podwórko nie może ucierpieć z powodu naszego wyjazdu. Zostawienie wszystkiego na głowie Janki i Jej Rodziny byłoby nie fair.

Poza tym pewnie mamy nadzieję choć trochę zagłuszyć w ten sposób nasze wyrzuty sumienia. Że zostawiłyśmy te koty i wyjechałyśmy. - Widać było, że początkowo tęskniły za wami – opowiadała mi jeszcze tydzień temu Janka. - Przychodziły wieczorem pod waszą klatkę i trzeba je było stamtąd wołać na kolację.

Czy muszę dodawać, że i my tęsknimy za Kocim podwórkiem?

Zdjęcia: Magda Grabowska

niedziela, 05 czerwca 2011, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

Komentarze
2011/06/05 19:55:12
Kocie moze przecież polegać też na nas, czytelnikach blogu! W każdej chwili dołączymy sie do p. Janki, aby pomóc jej chociażby w zakupie karmy, czy leczeniu kociaków.
Mam też nadzieję, że mimo Pani wyjazdu, dalej będą organizowane akcje zbierania darów dla osób dokarmiajacych czworonoznych bezdomnych łodzian, wszak "kocie" jest tylko jedno... A może nie? Może są inne podwórka, gdzie dobrzy ludzie po cichu robią to samo? Prężnie działa Fundacja Niechciane i Zapomniane - opowiadajmy o niej, może co roku coraz większa liczba ludzi odda jej swój procencik:9
Pozdrawienia od Bachusa i Minki
-
2011/06/05 20:07:54
Pani Beato, naprawdę dziękujemy :) Pamiętam o Pani pytaniach z e-maila i jak tylko będę coś wiedziała o zbiórce na zwierzaki, dam znać. Chciałabym o to poprosić jedną z moich redakcyjnych koleżanek, ale póki z nią o tym nie porozmawiałam, póty nie chciałabym pisać, kto to taki. A jeśli będą potrzebne pieniądze na leczenie kotów z Kociego... natychmiast z Janką napiszemy o tym na blogu. Bardzo dziękuję za ten komentarz. I najserdeczniej pozdrawiam. Co do karmy... Na razie wszystko jest pod kontrolą. W razie potrzeby, napiszę i do Pani (jeszcze raz bardzo dziękujemy za dotychczasową pomoc), i na blogu. A jeśli chodzi o takie Kocie podwórka, jak nasze, jestem pewna, że są. Tylko że Ludzie z nich nie opisują tego, co robią... Szkoda, bo wtedy widać by było, jak wielu jest Przyjaciół tych Wspaniałych Zwierzaków.
Jeszcze raz bardzo gorąco pozdrawiam