Blog > Komentarze do wpisu
Poszedł Rysiek po bułki, wrócił z kotem do spółki

Rysiek - niech mi będzie wybaczona poufałość - to Pan Ryszard, mąż Janki. A rymowankę podrzucił mi na początku sierpnia Łukasz. Już wtedy zamierzałam wykorzystać ją na blogu, ale nagle rozchorował się nasz Elek i straciłam serce do wszystkiego, co nie było z nim związane.

A z kotem z rymowanki było tak:

30 lipca w drodze do piekarni Pan Ryszard natknął się na małego, wychudzonego małego kociaka, który biegał przestraszony na środku ruchliwej ulicy. Wyglądał i brzmiał – bo pomiaukiwał – jak ostatnie nieszczęście. Rozpacz i strach w jego głosie usłyszał tylko Pan Ryszard. Wszystkim innym ludziom los małego kotka był całkowicie obojętny.

Pan Ryszard zabrał kotka do domu. Wracał z nim trochę niepewnie, bo zastanawiał się, co powie Janka. W kuchni grasowała już przecież kocia gromada, ale... jak tu zostawić małego na zatracenie?

Pierwsze chwile w domu Janki. Fot. Łukasz Łucka

Pierwsze chwile w domu Janki

Pierwsze chwile dni w domu Janki. Fot. Łukasz Łucka

Pierwsze chwile dni w domu Janki - oswajanie podłogi w kuchni

31 lipca 2013. Ignaś przechodzi kwarantannę w klace. Fot. Łukasz Łucka

31 lipca 2013. Ignaś przechodzi kwarantannę w klace

W domu po bliższych oględzinach okazało się, że mały kotek, choć ledwie dwumiesięczny, ma za sobą już jakieś ciężkie przeżycia. Pamiątka po nich to co najmniej jedna łapka złamana i złamany ogon. Kiedy mały kotek chodził albo biegał, ogon wlókł się za nim, a łapka „klapała” o podłogę. Wizyta u weta pokazała dodatkowo, że złamana była też miednica, ale dosyć dawno, bo - podobnie jak nóżka - już się zrosła.

Jak to maleństwo przeżyło tak ciężkie obrażenia? I co zrobić, żeby mogło normalnie żyć? Do wszystkich problemów małego kotka doszedł jeszcze jeden - uciążliwy i dla niego, i dla ludzi, którzy się nim zajęli. Kotek brudził się kupą. Wszystko wokół też. Wyglądało to tak, jakby nie kontrolował wypróżnień.

- Bo nie jest brudasem – opowiadała mi Janka. - Siku zawsze robi jak należy, do kuwety, ale ta kupa...

Ignaś-Klapek od razu zaprzyjaźnił się z Koszką. W tle mistrzyni drugiego planu - Miła. Fot. Łukasz Łucka

Ignaś-Klapek od razu zaprzyjaźnił się z Koszką. W tle mistrzyni drugiego planu - Miła

Porady wetów były różne: od „zostawić jak jest, tylko znaleźć małemu dom wychodzący”, po „obciąć mu ogon”. Pierwsze niemal niewykonalne, drugie niebezpieczne - po amputacji ogona mogło być jeszcze gorzej z tymi kupami.

No i koszt amputacji. 300 zł w Czterech Łapach. Nie mieliśmy tyle.

Tymczasem w kuchni Janki mały kotek szybko dochodził do siebie. Dostał na imię Ignaś i widać było, że podoba mu się w mieszkaniu. Jemu tak, ale Jance i jej rodzinie mniej. Kiedy w pewnym momencie problem kup zaczął dominować nad wszystkimi innymi, Ignaś, a w zasadzie wtedy już Klapek (od tej klapiącej prawej nóżki) trafił do klatki, bo tylko tak można było choć częściowo zapanować nad jego wypróżnieniami. Ale jakie może być życie w klatce?

Wczesną jesienią, podczas poszukiwania lecznic z bezpłatnymi (a raczej finansowanymi przez miasto) sterylizacjami, Janka trafiła do doktora Grzegorza Króla, właściciela poradni Wierzbowa.

- Wcześniej pracował na Widzewie i na Retkini w lecznicy Fauna. Bardzo miły, z podejściem do zwierząt. Ogon obiecał amputować podczas tej bezpłatnej kastracji Klapka. Za amputację zapłaciliśmy 100 zł - opowiadała mi Janka.

Kilka pierwszych dni po operacji było bardzo trudnych. Klapek nadal gubił kupy, ale nie ciągnąc za sobą bezwładnego ogona przynajmniej nie rozmazywał ich po podłodze i meblach. Potem jednak kupy coraz częściej lądowały w kuwecie.

Klapek po amputacji ogonka. Fot. Łukasz Łucka

Klapek po amputacji ogonka

Klapek po amputacji ogonka. Fot. Łukasz Łucka

- Kot jest teraz czysty, prawie sprawny i tylko trochę psio wygląda. Jest grzeczny ale trudno mu podawać lekarstwa, a robienie mu zastrzyków z trudem przeżyłam – pisała mi Janka, ucieszona udanym leczeniem.

W tej chwili Klapek jest najbardziej czystym kotem w domu Janki. - Bo ciągle jest lizany przez Kotuńcię, Szurę i Koszkę – śmieje się Janka. Jak bardzo ta czwórka jest zaprzyjaźniona widać na tym zdjęciu z „kocią poduszką”.

Rozwiązanie zagadki: Koty są cztery. Wyliczanie ich zaczynam od pingwinka i potem zgodnie z ruchem wskazówek zegara: pingwinek to nasz przystojniak Ignaś-Klapek, na jego brzuchu spoczywa Kotuńcia, szylkretka Janki i Jej rodziny), szara miss to Koszka, a szylkretka na pierwszym planie to Szura. Fot. Łukasz Łucka

Rozwiązanie zagadki: Koty są cztery. Wyliczanie ich zaczynam od pingwinka i potem zgodnie z ruchem wskazówek zegara: pingwinek to nasz przystojniak Ignaś-Klapek, na jego brzuchu spoczywa Kotuńcia, szylkretka Janki i Jej rodziny), szara miss to Koszka, a szylkretka na pierwszym planie to Szura

Ignaś-Klapek. Fot. Łukasz Łucka

Co jeszcze można napisać o Klapku? Janka: - Jest to bardzo twardy kot, odważny. Jak wpadnie do pokoju to strasznie rozrabia, bo wszystkiego jest ciekawy. Przewrócił choinkę, zrzucił laptopa i znalazł kryjówkę w kanapie. Jakiś czas temu mogłam go złapać na zabawę patyczkiem, ale szybko zorientował się, jaki będzie koniec zabawy i już nie daje się nabrać. Pyszczek ma śliczny, bardzo krótką sierść i według nas jest duży. Naśladuje pozostałe koty, wspina się po półkach ale przez swoje kalectwo nie daje rady wejść na pawlacz. To bardzo dobrze, bo te wstrętne kocie baby rozdrapały mi karimaty.

Ale nie tylko dla Klapka pawlacz jest nieosiągalny. Nie zagląda tam także Dzidziuś, kot Janki i Jej Rodziny. Bo na pawlaczu rządzą "kocie baby". Nawet biednego Diabła stamtąd przegoniły...

Koszka, Klapek Szura. Wszystkie szukają domu. Ale o tym będzie inna notka. Fot. Łukasz Łucka

Koszka, Klapek Szura. Wszystkie szukają domu. Ale o tym będzie inna notka

Na koniec obie z Janką mamy pytanie: dlaczego niektóre koty, kiedy się już najedzą, zakopują resztę jedzenia, a przynajmniej usiłują to zrobić? Kiedyś robiła to Sówka, i to dosłownie, kiedy jeszcze jako dzikuska dożywiała się pod świerczkiem w ogródku Janki. Rano zawsze znajdowałyśmy tam dokładnie przysypany ziemią talerzyk często pełen jeszcze suchej karmy. Bardzo nas to martwiło, bo inne koty przez to nie dojadały. Problem szybko dał się jednak rozwiązać, bo Sówka została złapana. Nadal jednak „zakopywała” miski w domu drapiąc podłogę. To samo w naszym domu robi Henio a u Janki - Klapek. Ktoś coś wie o tym obyczaju?

Zdjęcia: Łukasz Łucka

czwartek, 23 stycznia 2014, joannagrabowska_net

Polecane wpisy

Komentarze
2014/01/23 17:58:19
Cześć Joasiu:-) na początek gorące pozdrowienia i gratulacje z powodu udanych klaswek:-) musze Ci powiedzieć ze Sówka od początku bycia u nas tylko czasami zakopuje miski z pozostałościami. Niestety nie zauważyłam jakiś prawidłowości i regularnosci w tym zakopywaniu. Dodam tylko ze od czasu do czasu Edek również stara się przysypać resztki choć idzie mu tu nie udolnie ze względu na brak piachu przy miskach :-D może robią to tak jak psy ze chowają kości na później czy z obawy przed zjedzeniem przez inne osobniki?
-
2014/01/24 12:21:04
Hej, hej Justynko, i ja pozdrawiam :-). Sowka tak sie zachowywala glownie na dworze pod swierkiem. W domu mniej, ale sie zdarzalo. Mi tez ¨psio¨to wyglada, ale nie jestem pewna, czy o takie magazynowanie jedzenia chodzi. Koty to czysciochy, brudnej karmy raczej nie jadaja. Przepraszam za brak polskich liter, ale pisze z hiszpanskiej klawiatury, bo wlasnie zrobilam sobie przerwe w komponowaniu wypracowania z hiszpanskiego.
-
2014/01/24 12:46:49
Wszystkie koty, jakie kiedykolwiek mielismy (poza Baszuniem) od czasu do czasu "zakopywały" miskę. Nasza Minusia posuwa się też czasem do "zakopania" miski Baszuniowi - najpierw skrada się do jego stanowiska na żarełko, wącha, a potem ze wszystkich dostępnych stron starannie zakopuje. Zdarza sie jej także "odkopywać" miskę z wodą :), padamy wtedy ze smiechu, a moja córka mówi, że Minunia kopie studnię, żeby napic się swieżej wody. Nie wiem na czym to polega, ale najwyraźniej kot w ten sposób zabezpiecza swoje jedzenie przed nieproszonymi gosćmi. Baszunio tak nie robi, bo albo tak długo je, aż pożre wszystko, albo mu się nie chce tracić kalorii na zbędne ruchy :) (co jest bardziej prawdopodobne). Natomiast ciekawa jestem, czy ktos zaobserwował, jak kot pije wodę z miski - łapką. Naszą rudą damę przyłapujemy na tym często, widok powala! Kotka nabiera wody w "dłoń" i wypija ją z łapy, aż się chciałoby dać jej łyżeczkę :)
-
2014/01/24 12:52:57
a propos kopania jeszcze - czy Wasze futrzaki w kuwecie tez przekopują się przez fundamenty? Baszunio nie (to też zbędna strata kalorii), ale Minunia ho, ho, ho! Najpierw kopie żeby przygotować sobie miejsce, potem natomiast zakopuje zajadle, żeby broń Boże nikt nie znalazł tego, co tam zostawiła. Gdyby nie to, że kuweta jest od góry zamykana, żwirek miałabym na suficie łazienki! Jej wizyta w kuwecie w srodku nocy stawia dom na równe nogi... Ale i tak uważam, że nie ma nic wspanialszego od kota, za wyjątkiem następnego kota :)
-
abigail090
2014/01/24 17:20:45
Jak to dobrze, że Klapkowi pomogła amputacja ogonka... Miałby o wiele mniejsze szanse na nowy domek... Ślicznie razem śpią :), aż nie można oczu oderwać :)...
-
2014/02/15 17:17:18
Dzien Dobry,
ogladalam kiedys program o dzikich kotach, pumach konkretnie, i jak taka puma zlowi cos wiekszego i sie naje to reszte zostawia sobie na pozniej i zakopuje to, zeby nie przyciagnac potencjalnie niebezpiecznej konkurencji. W tym swietle zakopywanie sluzy ochronie i siebie i zdobyczy.
Mialam kotke, ktora zakopywala i swoje swoje, i nasze resztki(niesprzatniete poobiednie talerze). Nasze obrusem i gazetami, swoje czym popadlo. Najlepsze jest to, ze przy nas na stol wchodzila tylko wlasnie w celu zakopywania talerzy, poza tym wiedziala, ze jej nie wolno(zapewne i tak wchodzila jak nas nie bylo :) ). Traktowalismy to jak dowod jej przywiazania- kicia chciala nas ochronic przed drapieznikami.

Pozdrawiam :)