| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
sobota, 25 stycznia 2014
Koty, do domu!

Diabeł wpatrzony w okno. Fot. Łukasz ŁuckaMróz, mróz, mróz. Janka z Rodziną zaprosiła więc koty do swojej kuchni. Te nawet słuchać nie chciały. Ale i po nocy, i w dzień grzecznie stawiały się na posiłki.

W piątek wieczorem Łukasz napisał mi na FB:

- Mamy w domu Diabła i Miłą, Rysiek nie dał się wciągnąć.

Łukasz dorzucił też zdjęcia. Diabeł, jak zwykle ukryty pod domowymi sprzętami, albo na kuchennym oknie z oczami tęsknie wpatrzonymi w zimę. Miła natomiast, jak domowa koteczka – na miękkim, ciepłym kocyku rozłożonym na kuchennym krześle.

Żeby jeszcze tylko ten Ryś dał się złapać... Gdy to nastąpi, dam znać.

Zdjęcia: Łukasz ŁuckaMiła. Fot. Łukasz Łucka

01:52, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 stycznia 2014
Poszedł Rysiek po bułki, wrócił z kotem do spółki

Rysiek - niech mi będzie wybaczona poufałość - to Pan Ryszard, mąż Janki. A rymowankę podrzucił mi na początku sierpnia Łukasz. Już wtedy zamierzałam wykorzystać ją na blogu, ale nagle rozchorował się nasz Elek i straciłam serce do wszystkiego, co nie było z nim związane.

A z kotem z rymowanki było tak:

30 lipca w drodze do piekarni Pan Ryszard natknął się na małego, wychudzonego małego kociaka, który biegał przestraszony na środku ruchliwej ulicy. Wyglądał i brzmiał – bo pomiaukiwał – jak ostatnie nieszczęście. Rozpacz i strach w jego głosie usłyszał tylko Pan Ryszard. Wszystkim innym ludziom los małego kotka był całkowicie obojętny.

Pan Ryszard zabrał kotka do domu. Wracał z nim trochę niepewnie, bo zastanawiał się, co powie Janka. W kuchni grasowała już przecież kocia gromada, ale... jak tu zostawić małego na zatracenie?

Pierwsze chwile w domu Janki. Fot. Łukasz Łucka

Pierwsze chwile w domu Janki

Pierwsze chwile dni w domu Janki. Fot. Łukasz Łucka

Pierwsze chwile dni w domu Janki - oswajanie podłogi w kuchni

31 lipca 2013. Ignaś przechodzi kwarantannę w klace. Fot. Łukasz Łucka

31 lipca 2013. Ignaś przechodzi kwarantannę w klace

W domu po bliższych oględzinach okazało się, że mały kotek, choć ledwie dwumiesięczny, ma za sobą już jakieś ciężkie przeżycia. Pamiątka po nich to co najmniej jedna łapka złamana i złamany ogon. Kiedy mały kotek chodził albo biegał, ogon wlókł się za nim, a łapka „klapała” o podłogę. Wizyta u weta pokazała dodatkowo, że złamana była też miednica, ale dosyć dawno, bo - podobnie jak nóżka - już się zrosła.

Jak to maleństwo przeżyło tak ciężkie obrażenia? I co zrobić, żeby mogło normalnie żyć? Do wszystkich problemów małego kotka doszedł jeszcze jeden - uciążliwy i dla niego, i dla ludzi, którzy się nim zajęli. Kotek brudził się kupą. Wszystko wokół też. Wyglądało to tak, jakby nie kontrolował wypróżnień.

- Bo nie jest brudasem – opowiadała mi Janka. - Siku zawsze robi jak należy, do kuwety, ale ta kupa...

Ignaś-Klapek od razu zaprzyjaźnił się z Koszką. W tle mistrzyni drugiego planu - Miła. Fot. Łukasz Łucka

Ignaś-Klapek od razu zaprzyjaźnił się z Koszką. W tle mistrzyni drugiego planu - Miła

Porady wetów były różne: od „zostawić jak jest, tylko znaleźć małemu dom wychodzący”, po „obciąć mu ogon”. Pierwsze niemal niewykonalne, drugie niebezpieczne - po amputacji ogona mogło być jeszcze gorzej z tymi kupami.

No i koszt amputacji. 300 zł w Czterech Łapach. Nie mieliśmy tyle.

Tymczasem w kuchni Janki mały kotek szybko dochodził do siebie. Dostał na imię Ignaś i widać było, że podoba mu się w mieszkaniu. Jemu tak, ale Jance i jej rodzinie mniej. Kiedy w pewnym momencie problem kup zaczął dominować nad wszystkimi innymi, Ignaś, a w zasadzie wtedy już Klapek (od tej klapiącej prawej nóżki) trafił do klatki, bo tylko tak można było choć częściowo zapanować nad jego wypróżnieniami. Ale jakie może być życie w klatce?

Wczesną jesienią, podczas poszukiwania lecznic z bezpłatnymi (a raczej finansowanymi przez miasto) sterylizacjami, Janka trafiła do doktora Grzegorza Króla, właściciela poradni Wierzbowa.

- Wcześniej pracował na Widzewie i na Retkini w lecznicy Fauna. Bardzo miły, z podejściem do zwierząt. Ogon obiecał amputować podczas tej bezpłatnej kastracji Klapka. Za amputację zapłaciliśmy 100 zł - opowiadała mi Janka.

Kilka pierwszych dni po operacji było bardzo trudnych. Klapek nadal gubił kupy, ale nie ciągnąc za sobą bezwładnego ogona przynajmniej nie rozmazywał ich po podłodze i meblach. Potem jednak kupy coraz częściej lądowały w kuwecie.

Klapek po amputacji ogonka. Fot. Łukasz Łucka

Klapek po amputacji ogonka

Klapek po amputacji ogonka. Fot. Łukasz Łucka

- Kot jest teraz czysty, prawie sprawny i tylko trochę psio wygląda. Jest grzeczny ale trudno mu podawać lekarstwa, a robienie mu zastrzyków z trudem przeżyłam – pisała mi Janka, ucieszona udanym leczeniem.

W tej chwili Klapek jest najbardziej czystym kotem w domu Janki. - Bo ciągle jest lizany przez Kotuńcię, Szurę i Koszkę – śmieje się Janka. Jak bardzo ta czwórka jest zaprzyjaźniona widać na tym zdjęciu z „kocią poduszką”.

Rozwiązanie zagadki: Koty są cztery. Wyliczanie ich zaczynam od pingwinka i potem zgodnie z ruchem wskazówek zegara: pingwinek to nasz przystojniak Ignaś-Klapek, na jego brzuchu spoczywa Kotuńcia, szylkretka Janki i Jej rodziny), szara miss to Koszka, a szylkretka na pierwszym planie to Szura. Fot. Łukasz Łucka

Rozwiązanie zagadki: Koty są cztery. Wyliczanie ich zaczynam od pingwinka i potem zgodnie z ruchem wskazówek zegara: pingwinek to nasz przystojniak Ignaś-Klapek, na jego brzuchu spoczywa Kotuńcia, szylkretka Janki i Jej rodziny), szara miss to Koszka, a szylkretka na pierwszym planie to Szura

Ignaś-Klapek. Fot. Łukasz Łucka

Co jeszcze można napisać o Klapku? Janka: - Jest to bardzo twardy kot, odważny. Jak wpadnie do pokoju to strasznie rozrabia, bo wszystkiego jest ciekawy. Przewrócił choinkę, zrzucił laptopa i znalazł kryjówkę w kanapie. Jakiś czas temu mogłam go złapać na zabawę patyczkiem, ale szybko zorientował się, jaki będzie koniec zabawy i już nie daje się nabrać. Pyszczek ma śliczny, bardzo krótką sierść i według nas jest duży. Naśladuje pozostałe koty, wspina się po półkach ale przez swoje kalectwo nie daje rady wejść na pawlacz. To bardzo dobrze, bo te wstrętne kocie baby rozdrapały mi karimaty.

Ale nie tylko dla Klapka pawlacz jest nieosiągalny. Nie zagląda tam także Dzidziuś, kot Janki i Jej Rodziny. Bo na pawlaczu rządzą "kocie baby". Nawet biednego Diabła stamtąd przegoniły...

Koszka, Klapek Szura. Wszystkie szukają domu. Ale o tym będzie inna notka. Fot. Łukasz Łucka

Koszka, Klapek Szura. Wszystkie szukają domu. Ale o tym będzie inna notka

Na koniec obie z Janką mamy pytanie: dlaczego niektóre koty, kiedy się już najedzą, zakopują resztę jedzenia, a przynajmniej usiłują to zrobić? Kiedyś robiła to Sówka, i to dosłownie, kiedy jeszcze jako dzikuska dożywiała się pod świerczkiem w ogródku Janki. Rano zawsze znajdowałyśmy tam dokładnie przysypany ziemią talerzyk często pełen jeszcze suchej karmy. Bardzo nas to martwiło, bo inne koty przez to nie dojadały. Problem szybko dał się jednak rozwiązać, bo Sówka została złapana. Nadal jednak „zakopywała” miski w domu drapiąc podłogę. To samo w naszym domu robi Henio a u Janki - Klapek. Ktoś coś wie o tym obyczaju?

Zdjęcia: Łukasz Łucka

10:36, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (6) »
wtorek, 21 stycznia 2014
Kocia poduszka

Patrzcie i podziwiajcie. Takie cuda ma Janka w domu.

Kocia poduszka. Fot. Łukasz Łucka 

Zdjęcie jest świeżutkie - z wczoraj. Łukasz mi je przysłał do nowej notki. Notka będzie w środę, ale nie mogłam się powstrzymać przed pokazaniem tego kociego kłębka. Ciekawa jestem, ilu kotów się doliczycie? Teraz dodam tylko, że wśród nich jest bohater najbliższej opowieści i wracam do francuskich czasowników. Mam ich 500 plus odmiany i drugie tyle ich hiszpańskich odpowiedników. Sprawdzian - najprawdziwsza pod słońcem klasówka - w środę.

Zdjęcie: Łukasz Łucka

00:28, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (7) »
czwartek, 16 stycznia 2014
Ona jedna i oni dwaj

Taki tytuł zobowiązuje. Powinien powstać pod nim jakiś romans, opowieść o zawiłych związkach, a będzie... o kotach.

Ale nie o jakichkolwiek kotach.

Ona – to Miła, Oni – Ryś i Diabeł. A cała ta trójka to po prostu najstarsi mieszkańcy Kociego podwórka.

Karmienie. Miła (na dole zdjęcia), Diabeł (w środku) i Ryś. Fot. Łukasz Łucka

Karmienie. Miła (na dole zdjęcia), Diabeł (w środku) i Ryś

W tej chwili to właściwie jedyne koty z Kociego..., które obie z Magdą znamy osobiście. Pozostałe doszły już po naszym wyjeździe. Fakt jest jeszcze Dzidziuś, ale on jest bardziej Janki i Jej Rodziny nie kociopodwórkowy. Podobnie jak nasza Furia i Henio – też już nie kociopodwórkowcy.

W tym roku cała trójka - to znaczy Miła, Ryś i Diabeł - została wyposażona w nowe domki. Są zrobione z grubych kartonów ocieplonych styropianem i włożonych pod daszek ze starego stołu. W środku - nowe piernaty. Z koców i kołder.

Po prawej, z okrągłą dziurką - domek nowy. Obok niego - Miła. Po lewej stara skrzynia. Fot. Łukasz Łucka

Po prawej, z okrągłą dziurką - domek nowy. Obok niego - Miła. Po lewej stara skrzynia

Ze względów sentymentalnych Janka zostawiła jeszcze starą skrzynię, ale koty już w niej nie sypiają. Wybrały nowe mieszkania, zwłaszcza że tegoroczna zima na razie nie mrozi.

Z tego samego powodu Miła, Ryś i Diabeł nie nocują także w kuchni Janki. Diabeł właściwie raz próbował wejść, ale jak zobaczył liczną i bezczelnie uwaloną na „jego” miejscach młodzież, uciekł przez otwarte okno. Młodzież - poza Dzidziusiem zaliczają się do niej: Kotuńcia, Koszka, Klapek i ponownie Szura - zajęła nie tylko „jego” miejsca (np. pawlacz), ale też nie daje mu spokoju. Zaczepia, skubie za ogon, próbuje namówić do zabawy. A przecież Diabeł nie z tych, co to towarzystwo lubią. Diabeł lubi święty spokój, którego w kuchni Janki już nie znajduje. Sypia więc na dworze z Miłą i Rysiem, z którymi też spożywa wszelkie posiłki.

- Mimo to jest duży, ciężki i zdrowo wygląda - cieszy się Janka.

Zdrowo wyglądają także Miła i Ryś, co widać na podesłanych mi przez Łukasza zdjęciach. Miła dużo czasu spędza w swojej nowej budce. Tak się w niej zadomowiła, że czasami nie chce wyjść nawet na karmienie. - Stawiamy jej więc jedzenie obok budki i zawsze w końcu zjada - napisał mi Łukasz. Poza tym Ryś i Miła też nie przepadają za młodymi. Miła potrafi na nie nafukać, Ryś ogranicza się do ewentualnego popatrywania przez szybę w kuchennym oknie.

Chcę jeszcze napisać o tym, że w tym roku tuż przed świętami, przyszedł na Kocie... święty Mikołaj. Zostawił pod świerkami stosik kocich puszek. Ten „Mikołaj” na co dzień nosi imię Beata, a Pani Beata, to ta Osoba, która o kotach z Kociego... zawsze pamięta. I do lekarza podwoziła, i szczepienia czy leczenie fundowała, i także w zwykłe dni podrzucała to i owo do kocich misek.

Pani Beato, bardzo, bardzo dziękujemy.

A teraz jeszcze kilka zdjęć. Łukasz zrobił je 8 stycznia.

Miła i Ryś. Fot. Łukasz Łucka

Miła i Ryś

Diabeł jak zwykle spóźniony. Fot. Łukasz Łucka

Diabeł jak zwykle spóźniony

Diabeł i Ryś jeszcze jedzą, a Miła już przy swoim domku. Fot. Łukasz Łucka

Diabeł i Ryś jeszcze jedzą, a Miła już przy swoim domku

Zdjęcia: Łukasz Łucka

15:25, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (6) »
sobota, 04 stycznia 2014
Co z tą kotką? Czyli historia jednej adopcji

Szura. Fot. Łukasz ŁuckaTa śliczna szylkretka na zdjęciu to Szura. Na Kocie podwórko wprowadziła się ukradkiem w grudniu 2012 roku. Janka wypatrzyła ją pod świerczkiem tuż przed świętami. Wychudzona, około dwumiesięczna i brudna jak nieboskie stworzenie szylkretka pochłaniała z kocich misek karmę i wiała do komórek. Taki drobiazg miał niewielkie szanse na przeżycie zimy na dworze.

Oswajanie dzikuski trwało miesiąc. Poszłoby szybciej, ale raz ciekawski Dzidziuś niechcący przeszkodził, a potem wystraszyły ją noworoczne fajerwerki. W połowie stycznia 2013 zdesperowana pojawiła się ponownie i... pozwoliła się złapać. Zamieszkała, jak inni mieszkańcy Kociego... - w kuchni Janki. Życie z ludźmi najwyraźniej nie było jej obce, bo w domu pozwalała się głaskać, brać na kolana i bez problemów korzystała z kuwety. Możliwe więc, że została wymieciona z jakiegoś domu w ramach „przedświątecznych porządków”.

Styczeń 2013. Szura zakrada się na okno Janki, gdzie na wszelki wypadek zawsze czeka pełna miska dla głodnego kota. Fot. Łukasz Łucka

Styczeń 2013. Szura zakrada się na okno Janki, gdzie na wszelki wypadek zawsze czeka pełna miska dla głodnego kota

Później była norma: wet, odpchliwanie, odrobaczanie. A na początku kwietnia, kiedy zima w Łodzi wreszcie odpuściła, Janka zawiozła ją na sterylizację. Trochę wcześnie, ale okazało się, że w samą porę, bo kotka miała już początki ropomacicza. Po operacji długo dochodziła do siebie, ale w końcu wyzdrowiała. Tylko że nie oznaczało to wcale końca leczenia. Zaczęło się inne. Poddana mu była i Szura, i wszystkie inne koty w domu i na dworze. Bo okazało się, że Szura ma tasiemca. To, co Janka przeszła podczas tępienia pasożyta u tylu kotów można próbować sobie wyobrazić, ale i tak tylko Janka będzie wiedzieć, jak bardzo było to trudne. Tym bardziej, że w tym samym czasie chorowały i inne koty. Miła miała aż dwie operacje. Po wszystkim rozpoczęło się poszukiwanie domu dla Szury.

Tak wyglądała Szura krótko po sterylizacji. Była wyraźnie osowiala, ciągle spała. Fot. Łukasz Łucka

Kwiecień 2013. Tak wyglądała Szura krótko po sterylizacji. Była wyraźnie osowiała, ciągle spała

Nowi opiekunowie pojawili się na początku października. Dobrze im z oczu patrzyło. Mówili Jance, że mieli już kota, zapewniali, że uwielbiają koty, że znają ich zwyczaje na tyle, na ile można je poznać.

Szura (w środku) świetnie dogadywala się z Kotuńcią (z lewej) i Dzidziusiem. Fot. Janina Łucka

Szura (w środku) świetnie dogadywała się z Kotuńcią (z lewej) i Dzidziusiem. Kotuńcia i Dzidziuś to koty Janki i Jej Rodziny

11 października Szura pojechała do ich mieszkania przy ul. Strycharskiej róg Ciołkowskiego, niedaleko lecznicy Cztery Łapy. Nawet lekarza nie musiałaby zmieniać. Nowych ludzi Szury Janka uprzedzała, że kotka nadal jest dzikuską. Prosiła, by nie zostawiali jej w pomieszczeniach z otwartym oknem, by uważali na drzwi dopóki się do nich i ich mieszkania nie przyzwyczai. „Wiemy, zadbamy, wszystko będzie dobrze”- usłyszała zapewnienia i obietnicę, że będą ją informować o postępach w oswajaniu się kotki w ich domu. I co? I zadzwonili. Z informacją, że pierwszej nocy Szura wymknęła się im przez uchylone w kuchni okno...

W niebieskim jej do twarzy,prawda? Fot. Łukasz Łucka

W niebieskim jej do twarzy, prawda?

Janka z Łukaszem natychmiast pojechała na poszukiwania kotki. Przeszukali blokowisko, pytali o kotkę przechodniów, dotarli do kilku kocich karmicielek. Nic. W następne dni – to samo. Łukasz przygotował ogłoszenia ze zdjęciem. Rozwiesili je na całym osiedlu. Jedno zanieśli też do Czterech Łap. Ogłoszenie zamieścił na swojej stronie KOTYlion. Inne kocie fundacje nie, choć Janka o to prosiła.

To wszystko wygląda beznadziejnie. To szukanie igły w stogu siana. I jeszcze kobieta, która zgubiła nam Szurę w ogóle się nią nie interesuje!” - pisała mi w mailach Janka, kiedy wracała z kolejnej wyprawy do blokowiska przy Ciołkowskiego.

Pocieszaliśmy się tylko, że kotce podczas ucieczki raczej nic się nie stało. Mieszkanie było na pierwszym pietrze, pod kuchennym oknem jest daszek nad drzwiami do klatki schodowej, a wokół trawniki.

Mijały dni, ale poszukiwania nie przynosiły efektów pomimo niemal cowieczornych wypraw Janki na blokowisko. Wreszcie ostatniego dnia listopada telefon zadzwonił. To była Pani Marzena, jedna z kocich karmicielek. Wypatrzyła ogłoszenie o Szurze w Czterech Łapach i skojarzyła kotkę ze zdjęcia z nowym kotem, którego zobaczyła w piwnicy. 1 grudnia Janka pojechała więc do Niej. Po powrocie napisała mi: „Tak to Szura, ale niestety nie dała się złapać. Całe szczęście, że żyje i że przychodzi na jedzenie.

Kolejne próby złapania kotki kończyły się fiaskiem. Janka poprosiła więc KOTYlion o pożyczenie klatki-łapki. Zgodzili się chętnie, umówiła się z wolontariuszką na 22 grudnia. I wtedy zdarzył się cud.

21 grudnia późnym wieczorem Janka przysłała mi maila: „Dzisiaj przywiozłam do domu Szurę! Udało się ją złapać Pani Marzenie, która ją dokarmiała od jakiegoś czasu. Odwołałam już wolontariuszkę a teraz napiszę podziękowanie do KOTYliona. Więcej napiszę niedługo.”

Następny mail przyszedł 25 grudnia. Janka relacjonowała:

Szura dobrze się czuje, nie jest chuda. Ale przez pierwszy dzień cały czas jadła. Bałam się, że pęknie. Prowadziła nas do miski i pokazywała, że chce jeść a teraz bardzo dużo odpoczywa na pawlaczu. Od razu poznała dom, wiedziała jak się poruszać i robiła to z ogonem postawionym do góry. Kotuńcia tradycyjnie nasyczała na nią, ale za chwilę razem spały. Klapek jest przez nią lizany, reszta też dobrze się z nią czuje.”

Miejsce między regałem a komputerem jestjednak niewystarczajacym schronieniem przed Łukaszem z aparatem w dłoni. Szura jest wyraźnie niezadowolona. Fot. Łukasz Łucka

Miejsce między regałem a komputerem jest jednak kiepskim schronieniem przed Łukaszem z aparatem w dłoni. Szura jest wyraźnie niezadowolona

Wczoraj Janka dodała: „Szura wygląda świetnie, nie je już tak dużo, ostrożnie włącza się w kocie zabawy, ale chętniej bawi się sama. Sypia przytulona do Klapka, lub Kotuńci.”

Tym razem i Szura, i my mieliśmy szczęście. A mieliśmy je dzięki Pani Marzenie. Nigdy nie zapomnimy jej pomocy. Poświęciła kotce trzy tygodnie, by ja przyzwyczaić do siebie i złapać. To niesamowita kobieta. Mało, że w domu ma sześć kotów, które zabrała na zimę z działki, to jeszcze razem z mamą dokarmia koty pod blokiem, w którym mieszka. Celowo nie piszę przy jakiej ulicy. Złe nie śpi. Ale warto zapamiętać ulicę, przy której mieszkają „dobrzy ludzie”, którzy nie pomogli Jance w poszukiwaniu zgubionego przez nich kota. Janka nie zapomni ich nigdy...

Podziękowania należą się też KOTYlionowi, który nie tylko zamieścił ogłoszenie, ale też przepytał o Szurę współpracujące z nim kocie karmicielki i gotów był czynnie pomagać w odławianiu kotki. Szkoda, że nie możemy podziękować innym fundacjom, do których Janka zwróciła się z prośbą o pomoc...

Padły tu imiona kotów, których nie znacie. Napiszę o nich wkrótce, ale najpierw - o Rysiu, Miłej i Diabełku. To najstarsi mieszkańcy Kociego podwórka.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

23:12, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (11) »
czwartek, 02 stycznia 2014
Puk, puk...

... czy ktoś tu jeszcze zagląda?

Jeśli tak, to:

przyjmijcie życzenia wspaniałego nowego - 2014 - roku.

Niech będzie lepszy niż poprzedni.

Niech kłopoty omijają Was, Wasze Rodziny i Wasze zwierzaki.

Niech w domach gości tylko radość.

I niech nie zabraknie Wam sił na realizację noworocznych postanowień.

Kocie podwórko

PS. Noworoczne postanowienie: regularne - co najmniej raz w tygodniu - wieści o mieszkańcach Kociego. Ten tydzień zaczniemy notką o Szurze.

niedziela, 25 sierpnia 2013
Odszedł

Umarł nasz Elek. 7 sierpnia o 5 nad ranem. Nie potrafiłam tego wcześniej napisać.

Nie wierzcie, że koty nie chorują i nie umierają na toksoplazmozę.

Jedno z naszych pierwszych zdjęć Elegantka. Jesień 2008 r. Fot. Magda Grabowska

Jesień 2008 r. Jedno z naszych pierwszych zdjęć Elegantka. Moje ulubione

Zdjęcie: Magda Grabowska



środa, 03 lipca 2013
O szczęściu w podwójnym nieszczęściu

Dostałam dziś maila od Janki. Bardzo ciekawego i mimo wszystko optymistycznego. Mimo wszystko, bo to historia o kolejnym kocie, który przeżył swojego opiekuna.

Jedną z bohaterek tej opowieści jest Pani z Dużą Kraciastą Torbą, która przychodziła na nasze podwórko dokarmiać koty. Kiedyś pisałam o Niej na Kocim. Raz, dwa razy w tygodniu targała gary z ugotowanymi kurczakami z ryżem i wykładała je w „kocich” miejscach. To były czasy, kiedy my z Magdą jeszcze nie włączyłyśmy się do opieki nad podwórkowcami, kiedy nawet nie wiedziałyśmy, że jest ich prawie 20.

Pani z Kraciastą Torbą (niestety nie znam Jej imienia) krążyła tak po wielu okolicznych podwórkach. Z ulgą dowiedziała się od Janki, że na naszym zawsze będzie mile widziana, ale nie musi już karmić kotów. Może je zwyczajnie tylko odwiedzać. Bo naprawdę ją lubiły, a zwłaszcza Zielonooka, która teraz mieszka z nami, bo tak zdecydowała.

Ta właśnie Pani mieszka w jednej z kamienic w pobliżu III LO w Łodzi. A w sąsiedniej kamienicy - dokładnie naprzeciwko ogólniaka - mieszkała na pierwszym piętrze ze swoim opiekunem pewna kotka.

Pewnie była szczęśliwa, ale niestety pan zmarł - napisała Janka. - Kotka około tygodnia przebywała ze zmarłym w domu. Kiedy do mieszkania weszli obcy ludzie (pogotowie, policja itp.) otworzyli okno. Kotka ze strachu przez nie wyskoczyła. Nie mogła się pozbierać i leżała na podwórku. Wtedy pewien młody człowiek, który dotąd zawsze przeganiał z podwórka karmicielki kotów, tym razem pobiegł po nie. Były to nasza znajoma (czyli Pani z Dużą Kraciastą Torbą) i jej sąsiadka. Zaniosły kotkę do lekarza. Okazało się, że tylko mocno się potłukła i ogólnie jest w niezłej kondycji. Musiała mieć dostęp do jedzenia i wody. Kotka ma pięć lat. Sąsiadka naszej znajomej zaadoptowała ją. A żeby było bardziej wzruszająco: młody człowiek, który nie lubi kotów, a tego uratował, jeszcze zwrócił paniom pieniądze za leczenie.”

Niezwykła historia, prawda?

A na Kocim... wszystko w porządku. Napiszę o tym później.

18:43, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 czerwca 2013
Miła terrorystka

Dużo się działo na Kocim... przez ostatni pond miesiąc. Zwłaszcza w życiu Miłej, a przez nią w Rodzinie Janki. W skrócie wyglądało to tak:

13 maja

Dostałam maila od Janki. Wieści nie były dobre. Pomimo długiego leczenia antybiotykami Janka nie widziała u kotów żadnej poprawy. Diabeł nadal miał powiększone węzły chłonne i zrobił się jeszcze bardziej nerwowy. Janki po prostu się bał i przed nią uciekał. O Miłej Janka napisała:

Chyba boli ją ta nowa zmiana bo protestuje kiedy dotykamy blisko tego miejsca.”

Zdecydowałyśmy więc z Janką, że Miła będzie miała jednak kolejną operację, choć bardzo obawiałyśmy się kolejnego zabiegu z narkozą.

17 maja

Miła pojechała na operację. Tego dnia wieczorem rozmawiałyśmy z Janka na skajpie. Kotka dobrze zniosła zabieg, ale przed Janką i Jej Rodziną pojawiło się poważne zadanie. Przetrzymać kocicę dziesięć dni w domu. Wyzwanie o tyle trudne, że Miła, odkąd zakosztowała wolności na ciepłym podwórku, przychodziła do domu tylko zjeść.

Miła po operacji przez dziesięć dni musiała przebywać

Miła po operacji przez dziesięć dni musiała przebywać "w niewoli". Nikt mi nie wmówi, że było jej źle, np. na kolanach Janki. :) Teraz już nie straszy tą wygoloną łatką na tyłeczku

19 maja

Janka pożaliła mi się w mailu, że Miła dobrze się czuje ale bardzo rozrabia:

Drapie szybę, usiłuje zwiać z domu przy każdej okazji, jest bardzo ruchliwa. Swoje niezadowolenie wyładowuje na pozostałych kotach. Tłucze je po pyszczkach i wrzeszczy przy każdym spotkaniu. Od nas domaga się tak intensywnie pieszczot, że aż strach wejść do kuchni. Musi u nas wytrzymać do zdjęcia szwów.”

26 maja

Minęło dziesięć dni. Janki pojechała z Miłą do Czterech Łap. Wszystko ładnie się zagoiło. Pani Doktor zdjęła kotce szwy i pozwoliła wypuścić ją na dwór. Odstawiła też antybiotyk, bo choć oczy i nos Miłej nadal pozostawiały dużo do życzenia, to jednak kotka za długo już brała lekarstwa. W domu Janki zapanował względny spokój. Terrorystka wypuszczona na wolność znowu stała się dawną Miłą.

Szkoda, że Diabeł nie przeszedł żadnej przemiany. Nadal nie pozwala Jance zbliżyć się do siebie i nie nocuje w domu.

Miła zaraz po powrocie z Czterech Łap została wypuszczona w ogródku. Zdaje się nie dowierzać swemu szczęściu. Fot. Łukasz Łucka

Miła zaraz po powrocie z Czterech Łap została wypuszczona w ogródku. Zdaje się nie dowierzać swemu szczęściu

Od razu wyruszyła na przegląd włości. Fot. Janka Łucka

Od razu wyruszyła na przegląd włości

Poszła oczywiście także na Małe Podwórko. Fot. Janka Łucka

Poszła oczywiście także na Małe podwórko

Trzeba było sprawdzić, co to za samochody i kto się pod nimi kryje. Fot. Janka Łucka

Trzeba było sprawdzić, co to za samochody i kto się pod nimi kryje

Na koniec zajrzała do skrzyni, która podwórkowcom słuzy jako koci domek. Fot. Janka Łucka

Na koniec zajrzała do skrzyni, która naszym podwórkowcom służy jako koci domek

15 czerwca

Miła nadal jest zdrowa. Janka napisała mi, że nie zaobserwowała u kotki żadnych nowych zmian na skórze, a wygolona część jej grzbietu ładnie zarosła futerkiem.

Wkrótce napiszę o dwóch nowych przybyszach na Kocim podwórku. Pojawili się w drugiej połowie maja... Janka zastanawia się czy to spacery domowych kotów, czy może jakieś pogubione kocie sierotki...

Zdjęcia: Janka i Łukasz Łucka

sobota, 11 maja 2013
Kiedy to leczenie się skończy?

Jak na moje oko, Miła dziwnie tu siedzi. Może jej przeszkadza ten nowy guzek? Fot. Łukasz Łucka

Jak na moje oko, Miła dziwnie tu siedzi. Może jej przeszkadza ten nowy guzek?

Miła wydobrzała po jednej operacji, już biegała po dworze, a tu znowu jakieś paskudztwo zrobiło się jej na grzbiecie - u nasady ogona. To otwarta ranka, z jakimś zgrubieniem. Możliwe, że nowy guzek, który Miła sobie rozdrapała. Janka powiedziała mi, że Miłą musi to boleć, bo nie pozwala się tam głaskać (co uwielbia) ani dotykać. Dr Justyna, której Janka to pokazała orzekła, że potrzebna będzie kolejna operacja. Biedna Miła.

A tu, przy ogonie, widać to nowe chore miejsce. Fot. Łukasz Łucka

A tu, przy ogonie, widać to nowe chore miejsce

Na razie kotka dostała antybiotyk, bo znowu zaczęły jej łzawić oczy. W poniedziałek jedzie do Czterech Łap. Zobaczymy, kiedy będzie ten nowy zabieg. Na razie Magda (o której dawno nie wspominałam, choć co miesiąc przekazywała część swego kieszonkowego na karmę) uciułała 40 euro na zbadanie guzka. Zastanawiamy się tylko, którego - tego starego w formalinie, czy nowego?

Mamy też pieniądze na leczenie. Uszczknęłam je z domowego budżetu, bo wierszówka jeszcze nie wpłynęła. Ale koty nie mogą czekać. Euro poszło już do Polski.

Diabeł nie wygląda źle, ale dlaczego ma te powiekszone węzły chlonne? Przez to nie można mu zafundować szczepień. Fot. Łukasz Łucka

Diabeł nie wygląda źle, ale dlaczego ma te powiększone węzły chłonne? Przez to nie można mu zafundować szczepień.

Napisałam, że koty nie mogą czekać, bo okazuje się, że Diabłu się nie poprawiło. Nadal ma powiększone węzły chłonne. Niedobrze. Ile czasu może brać antybiotyk?

Poprosiłam Jankę, żeby tym razem, zamiast tabletek i codziennych zastrzyków, poprosiła Dr Justynę o te antybiotyki "dwutygodniowe" - o ile będą skuteczne. Są droższe, ale po tak długim leczeniu tabletkami i zastrzykami nie ma sensu nadal męczyć kotów. To ważne zwłaszcza w przypadku Miłej, bo kotka zaczęła bać się Janki, która robiła jej te zastrzyki. Nie możemy ryzykować, że ucieknie z domu ze strachu. Jest przecież leczona i czeka ją dalsza kuracja.

W poniedziałek Pani Beata znowu zawiezie Jankę z Diabłem (obu wycieczki z nim nie zazdroszczę) i Miłą do Czterech Łap. Tydzień temu też z nimi była. Nie wiem, jak dziękować. To pomoc zawsze nieoceniona, a szczególnie przy takiej Diablej kompanii.

Pani Beato, bardzo, bardzo dziękujemy. Wszyscy.

Ryś, a za szybką Dzidziuś (z lewej) i Szura. Fot. Łukasz Łucka

Ryś, a za szybką Dzidziuś (z lewej) i Szura

I jeszcze kilka słów o Szurze. Jest już zdrowa. Dostała też lek na swojego tasiemca. W zasadzie nie jest to już jej tasiemiec, bo go nie ma. Wreszcie udało się ją wyczyścić z robali. A jak Szura spędza wolny czas, pokażę jutro na zdjęciach.

16:45, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40