| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Sytuacja pilna bardzo

Właśnie odkryłam w kociopodwórkowej skrzynce bardzo pilną wiadomość. Wraz z jej nadawczynią – Panią Martą – bardzo proszę o pomoc.

Pani Marta napisała tak:

„Piszę do Was z prośbą o pomoc. Między świętami a nowym rokiem do mojej pracy ktoś podrzucił kota. Dokładnie pisząc, wyrzucił z samochodu i odjechał. Śliczny rudy tygrysek, widać, że domowy kot. Niestety nie znam płci. Sama mam dwa koty w tym jednego ze schroniska, więc nie mogłam go wziąć. Zadzwoniłam do schroniska, i go wzięli aczkolwiek strasznie płakałam, gdy go oddawałam :-((( Straszny miziak, umie korzystać z kuwety, tak na oko ma dwa lata. Może ktoś ma miejsce w domu dla kotka??

Z góry dziękuję. Załączam zdjęcie - słabej jakości, ale było robione na szybko.

Pozdrawiam.

Marta”

Lepiej, że jest w schronisku a nie na ulicy, ale... Jeśli tylko możecie, roześlijcie tekst i zdjęcie, gdzie tylko się da. Oto fota:

Kot. Marta J. 1-01-2012

środa, 28 grudnia 2011
A na imię ma teraz Balbina

BalbinaWczoraj dostałam cztery zdjęcia od nowego Człowieka Tekli, czyli Kotencji, a od tygodnia i już na zawsze - Balbiny.

Nowa opiekunka, do której Balbina trafiła tydzień przed Świętami, napisała mi o kotce: "Jest spokojna i myślę, że szczęśliwa".

Na pewno jest szczęśliwa :) Wystarczy popatrzeć na zdjęcia kocicy.

Muszę jeszcze dodać, bo to bardzo ważne, że sterylizacja kotki, przeprowadzona w lecznicy Gdańska 81, została sfinansowana przez łódzką Fundację Niechciane i Zapomniane - SOS dla Zwierząt. Jak zwykle mogliśmy na nią liczyć. A ja ponownie przeznaczę dla niej swój 1 procent. Jeśli wolno mi podpowiedzieć, to podpowiadam - zróbcie to samo :)

Balbina

Balbina

Balbina

Balbina. I śliczna, i szczęśliwa.

10:18, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2011
Mikołaj był na podwórku :)

Tę notkę zaczęłam pisać 12 grudnia. I nie dokończyłam. Pojęcia nie mam dlaczego, bo jest bardzo ważna, dziękczynna i po prostu o dobroci ludzkiej. Dokończę ją więc teraz, a potem - obiecuję - nadrobię wszelkie inne zaległości. Tak więc...

Mikołaj był na podwórku...

A nazywa się: Pani Beata. I przywiózł łódzkim futrzakom 7 kg suchej karmy :) Teraz przywiezie jeszcze styropian do uszczelnienia skrzyni, w której pewnie będzie zimować Ryś. Diabła, Mandaryna i Miłą podejrzewamy o plan zimowania w kuchni Janki. Diabeł już się zresztą przestawił na zimowanie, jak mi powiedziała tuż przed Świętami Janka. Ryś też mógłby, ale to honorny chłopak i konsekwentny. Tylko... o co mu chodzi?

Koty Pani Beaty i Jej RodzinyAle wracam do Pani Beaty. Mało że ma własne koty – Bachusa i Minoltę (pokazywałam je już kiedyś na blogu, ale obok przypominam, bo koty są tak piękne, że przecież można oglądać je w nieskończoność) - to w sierpniu uratowała życie kolejnemu - Frotce-Skarpetce.

- Której płacz powalił i mnie, i córkę – napisała mi jakiś czas temu Pani Beata. - Maleństwo Frotka. Fot. Beata Sikiryckaokazało się być u kresu wytrzymałości, była tak zabiedzona, że wzięłyśmy ją za „świeżego” kotka, a ona miała już 2 miesiące, ale ważyła niecałe 450 gr. Dzisiaj Skarpeta (to jak jest mało grzeczna, bo jak przychodzi na miziaki - jest Frotką) nabrała ciałka i wyraźnie widać, że jest nylonowa, nie do zdarcia... Ma piękne białe skarpetki, a na tylnej nóżce - białą podwiązkę. Uszczęśliwia swoim towarzystwem naszą najbliższą rodzinę.

Poza tym po znalezieniu Skarpety, Pani Beata zbudowała w swoim ogrodzie budkę dla bezdomnych kotów. - Nigdy nie wiadomo, może akurat jakiś „przechodzień” będzie potrzebował noclegu? - napisała mi w kolejnym mailu. - Mamy w okolicy trochę kotów, które karmią sąsiedzi, zimą nawet niektórzy wpuszczają je do domu, ale nigdy nie wiadomo. Nasza Frota-Skarpeta nie spadła przecież z nieba... Jest już coraz większa - na szczęście nie mieści się już do otworu pod wanną :) Natomiast bardzo lubi pakować się do pralki - już raz Tata ją stamtąd wyciągnął, całe szczęście, że przed włączeniem.

Frotka.

Frotka

Frotka. Fot. Beata SikiryckaW listopadzie dostałam kilka fotek Froty. - Patrząc na te zdjęcia trudno uwierzyć, że w ostatnim tygodniu sierpnia ta, wówczas ośmiotygodniowa, piękność mieściła się na dłoni, ważyła jedynie 450g i wydawała się równo i jednostajnie szara – pisze o kotce Pani Beata. - Dzisiaj w niczym nie przypomina tego rozpaczającego kocięcia, które nagle stanęło na naszej drodze.

Największym miłośnikiem kotki jest zdaje się Tata Pani Beaty. Wprawdzie narzeka, że kicia jest „równie nieposkromiona co ładna, ale ponieważ mówi to z uśmiechem, więc wyraźnie widać, że jest 'wzięty' i kota ma absolutnie już stały adres.”

Frotka. Fot. Beata SikiryckaOstatnio ulubionym zajęciem Skarpety jest wspinaczka po firankach. - Maleństwo śmiga po firankach jak alpinista po turniach! - pisze Pani Beata i pyta, czy mam jakiś sposób na oduczenie kota takiej wspinaczki.

Niestety, mam jeden: pozbyć się firanek ;) , ale obawiam się, że to akurat nie przejdzie. Czy ktoś potrafi coś w tej sprawie podpowiedzieć?

W kolejce czekają: wieści z Wrocławia, potrójne z Łodzi, z Paryża i... z Rosji (to nowość, którą mi przesłała Basia Deroin). Nowe sesje zdjęciowe miały też zrobione nasze emigracyjne Frotka. Fot. Beata Sikiryckakotwory, ale one to już muszą się uzbroić w cierpliwość – pierwszeństwo mają goście.

 

 

Zdjęcia: Beata Sikirycka

15:17, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 grudnia 2011
Świątecznie i serdecznie :)

Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie Magda - znów mnie wyręczyła i zrobiła tę kartkę świąteczną. Zamieszczam ją zatem z najgorętszymi i najserdeczniejszymi uściskami dla wszystkich Czytelników Kociego podwórka :)

Wszystkiego najlepszego... ;) Fot. Magda Grabowska

Aaaaa... zapomniałam powiedzieć: Tekla ma dom. To superwiadomość na gwiazdkę :)

O niej i o wielu innych wydarzeniach wkrótce napiszę :)

czwartek, 08 grudnia 2011
Oszust, naciągacz i uciekinierka

W życiu bym nie pomyślała, że takie przydomki mogą zyskać koty z Kociego podwórka. A jednak. Jestem po kilku kolejnych skajpowych rozmowach z Janką. Te przydomki to ich efekt.

Ale, po kolei: na podwórku wszystko gra. Karmy jest dostatek, bo ostatnio zrealizowałyśmy duże zamówienie w naszym ulubionym sklepie zoologicznym w Łodzi, a właściciele sklepu od siebie dorzucili jeszcze dwa kilogramy suchej karmy (koty bardzo dziękują :) ). Tylko że ostatnio niektórym futrzakom co i rusz coś odbija. Nie może być za spokojnie, prawda? Trójka tych kocich oszołomów to Tot, Rys i...

Tot. Fot. Łukasz ŁuckaO Tocie Janka tak mi opowiadała: - Dziadzio się z niego zrobił, ale z naturą młodzieńca. Nie gardzi zabawą z Dzidziusiem, za co Dzidziuś jest mu bardzo wdzięczny. Ale nie za częste są te zabawy, bo jeszcze Dzidziuś straciłby do niego szacunek, a to byłoby nie do pomyślenia. Poza tym, po co ludzie mają wiedzieć, że Tot jest w dobrej kondycji. Jeszcze by zaczęli mniej o niego dbać może? Totek dba więc o to, by utrzymać nas w przeświadczeniu, że jako wiekowemu należą mu się szczególne względy. Czasami tak się zapędza w tym pokazywaniu, jaki to on starutki, że trzeba go niemal na parapet podsadzać, bo niby sam nie może na niego wskoczyć. Nawet po tej szafce w ogródku, która specjalnie dla niego została pod oknem postawiona. Któregoś dnia wyszłam jednak po coś do tego ogródka i patrzę a tu jakiś kot śmiga po śmietnikach i komórkach. Podobny do Tota, ale przecież zbyt żwawy, jak na tego biedaka. Pomyślałam - nowy jakiś. I zawołałam kici kici, żeby sprawdzić, czy będzie się bał. Kot początkowo nie zareagował, ale po chwili spojrzał w moją stronę, a potem zaczął się zbliżać. Najpierw susami, potem tylko truchtem, aż wreszcie coraz wolniej i wolniej ledwo ciągał łapę za łapą. Gdy wreszcie zobaczyłam co to za kot - a było to oczywiście Tot, którego z daleka nie poznałam - ten szedł już z wielkim trudem. Pod oknem niemal całkiem opadł z sił i patrzył na mnie tak, jakby oczekiwał, że podsadzę go na ten okienny parapet. Nie podsadziłam oszusta jednego.

Ryś. Fot. Łukasz ŁuckaRyś z kolei jest naciągaczem. I na dodatek rycerza udaje. - Ewidentnie wykorzystuje chwilowe braki w komunikacji między mną a moim mężem. Dzięki temu je po kilka porcji dziennie - opowiadała mi Janka.

A wygląda to tak. Kilka razy dziennie Ryś stawia się na kuchennym parapecie, zasiada na nim „twarzą do środka” i wgapia się na ludzi w kuchni. Patrzy tak długo i namolnie, że w końcu każdemu (Jance, Łukaszowi albo Panu Ryszardowi) mięknie serce i przychodzi do głowy myśl, że może Ryś nie załapał się na śniadanie i jak dadzą Rysiowi coś jeść, to przestanie ich tak hipnotyzować spojrzeniem. Nie raz i nie dwa zdarzało się więc, że kiedy Janka wracała z pracy Pan Ryszard meldował jej: - Nakarmiłem Rysia.

- Ja też go przecież karmiłam - odpowiadała Janka. A potem okazywało się, że Ryś dostawał jeszcze coś i od Łukasza. Bo też mu wyglądał na głodnego. Podobnie bywa z kolacją. Ponieważ koty na Kocim jadają regularnie dwa razy dziennie, zdarza się, że Ryś dostaje nawet cztery, sześć razy. W zależności od tego, ilu członków Rodziny Janki zdoła naciągnąć na dodatkowe porcje. - Ale choć tak je, to nie widać tego po nim. Nie jest chudy, ale też nie jest gruby. Taki w sam raz. Najwyraźniej sprawia mu przyjemność, kiedy tak nami manipuluje - śmieje się Janka. I nie zamierza oszczędzać na karmie dla Rysia. Widać Ryś takiego częstego karmienia potrzebuje.

A dlaczego kocur udaje Rycerza? Kiedy już tak się załapie na dodatkowe racje żywnościowe u Janki chodzi syty. I nawet Miłej nie odgania od miski. Opowiadała mi Pani Ewa z Małego Podwórka - ta, dzięki której można było prawie rok temu pomóc Jasnej i jej ślicznym dwóm córeczkom. - Czasami wynoszę im jakieś skrawki kurczaka, czy wołowiny z rosołu. Nie za często, żeby nie przeszkadzać Pani Jance i nie zaburzać kotom pór karmienia. Wtedy chętna do poskubania jedzenia jest zawsze Miła. A Ryś po rycersku siedzi i patrzy jak ona zajada - zachwycała się Pani Ewa. Nie wiedziała wówczas nic o niecnych praktykach Rysia. A Rysiowi nietrudno było o rycerskie zachowanie, kiedy miał pełny brzuch, prawda? :)

No, ale w końcu mógł przecież Miłą odpędzać tak dla sportu, albo ze zwykłej kociej złośliwości, a tego przecież nie czynił...

Tekla. Fot. Łukasz ŁuckaNo i jeszcze o uciekinierce. Nie, nie... Nie chodzi o Miłą. Ta niemal zamieszkała u Janki. To ta paskudna, niegrzeczna i śliczna Tekla zwana Kotencją. Gdy śpi jest ucieleśnieniem niewinności. Kociej naturalnie, ale kiedy czuje wolę bożą... Po prostu zwiewa z domu. Już dwa razy była na ucieczce. Raz wróciła po kilku godzinach. Ale ostatnio... po prawie trzech dobach. - Zwiała mi przez okno w środę, kiedy Diabeł czort się kręcił i nie wiedział, czy chce w domu czy na dworze siedzieć. Pognała ścieżką prosto do komórek, jakby się bała, że ją złapię. Wybiegłam za nią do ogródka, ale szans na złapanie jej nie miałam żadnych. Od razu powiadomiłam Panią Ewę, że mi Tekla uciekła i poprosiłam, żeby popatrywała ze swojego okna (jest na trzecim piętrze i całe Kocie podwórko świetnie z niego widać) i powiadomiła mnie, jak ją zobaczy.

Ale Tekla nie miała ochoty szybko wracać. Dopiero gdy się wyszumiała i podmarzł jej ten koci tyłek. Najwyraźniej trzeba będzie uzupełnić notkę na portalu łódzkiej Gazety, w okienku "Przygarnij zwierzaka" o informację, że dla tej małej przydałby się dom z ogródkiem... Chyba że mała się uspokoi po sterylizacji, którą ma załatwioną dzięki Pani Kasi z Fundacji Niechciane i Zapomniane.

20:16, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 listopada 2011
Taką jesień koty lubią

Z Monte Urgull mamy taki  widok na zatokę. Trochę kiczowaty, ale to sama natura ten kicz  stworzyła. Fot. Magda Grabowska

Z Monte Urgull taki jest  widok na zatokę. Trochę kiczowaty, ale sama natura ten kicz  stworzyła.

Oto my. Prawda, że urosłyśmy? Fot. Joanna GrabowskaMinęła połowa listopada a tu słońce i temperatury takie, że w Polsce latem bywało chłodniej: od 17 do 20 stopni, niebo jaskrawoniebieskie, chmury pojedyncze. Z 18 dni listopada zaledwie trzy były takie, że nie chciało się wychodzić z domu. Wiało i lało tak, że okoliczne rzeki wsparte wodą z pobliskich gór wystąpiły z brzegów i podtopiły trochę domów.

Ale nie w samym San Sebastian. Tu było mokro, ponuro i... ciepło. 17-18 stopni. Koty z Monte Urgull poukrywały się przed deszczem w zabytkowych ruinach twierdzy i spokojnie przeczekały niepogodę. Żaden nawet kataru nie dostał. A w ładne dni wylegują się w słońcu i leniwie obserwują turystów, których jakoś nie ubywa.

A tu miejscowa szpakowata ptaszyna. Fot. Magda GrabowskaW jesiennych kolorach Urgulla koty wyglądają po prostu pięknie. Dwa czy trzy dni temu wybrałyśmy się do nich - po raz pierwszy od miesiąca chyba - ze zsypkami suchego Royala po naszych kotach. Zebrało nam się ich trochę, a głupio jakoś je wyrzucać. Gromadzimy je więc w torebkach i czekają na nasze wycieczki na Urgull. Tym razem porobiłyśmy zdjęcia nie tylko kotom, ale i innym okolicznościom przyrody. No i nam. Jedno z nich stoi obok ;). Nawet mi się podoba. Wysokie na nim jesteśmy, choć ciutek pokraczne.

Rozkrzyczana szylkretka lubi drzemki na drzewach. Fot. Magda Grabowska

Rozkrzyczana zwykle szylkretka tym razem drzemała na gałęziach drzewa - tuż nad kilkumetrowym urwiskiem pod którym rozlokowało się boisko szkolne.

Zawsze dostaję gęsiej skórki, kiedy podchodzi do nas po tych chwiejących się nad urwiskiem gałęziach. A podchodzi zawsze, bo widzi w moich rękach torebkę z jedzeniem. Fot. Magda Grabowska

Zawsze dostaję gęsiej skórki, kiedy podchodzi do nas po tych chwiejących się nad urwiskiem gałęziach. A podchodzi zawsze, bo widzi w moich rękach torebkę z jedzeniem. Zawsze przy tym głośno do nas zagaduje.

No, kocica już na ziemi. Odetchnęłam z ulgą. Fot. Magda Grabowska

No, kocica już na ziemi. Odetchnęłam z ulgą.

Szylkretowa Sówka z Kociego podwórka w Łodzi, która jest teraz u Justyny i Arka, miała zabawne umaszczenie. I zawsze wydawało mi sie, że bardzo rzadkie (te różne rękawki na przednich łapkach), a tu proszę, jeszcze jedna panienka, której sie kolory pomieszały :) Fot. Magda Grabowska

Szylkretowa Sówka z Kociego podwórka w Łodzi, która jest teraz u Justyny i Arka, miała zabawne umaszczenie. Zawsze wydawało mi się, że bardzo rzadkie - te różne rękawki na przednich łapkach... A tu proszę, jeszcze jedna panienka, której się kolory pomieszały :)

Na jednej z gałęzi koło szylkretki drzemał sobie tym razem ten cudowny, stalowy kocur. Jest niesamowicie ufny i przyjazny. Na nasz widok natychmiast wrócił na ziemię i zaczął ocierać się o moje spodnie. Fot. Magda Grabowska

Na jednej z gałęzi koło szylkretki drzemał sobie tym razem ten cudowny, stalowy kocur (o, popatrzcie, w prawym dolnym rogu jest to boisko, o którym pisałam chwilę wcześniej). Jest niesamowicie ufny i przyjazny. Na nasz widok natychmiast wrócił na ziemię i zaczął ocierać się o moje spodnie.

Ja nie wiem, co mu się porobiło z ogonem na tym zdjęciu. Wnaturze ogon tego kocurka jest rownie - no, może ciut ciemniejszy - co reszta futra, a tu... wyszedł brąz. Fot. Magda Grabowska

Ja nie wiem, co mu się porobiło z ogonem na tym zdjęciu. W naturze ogon tego kocurka jest równie stalowy jak reszta futra, a tu... wyszedł dziwny jakiś - dużo ciemniejszy i nawet wpada w brąz.

Zza płotu oddzielajacego nas od urwiska (jest za nim jeszcze z pół metra pochyłego stoku a potem już tylko niemal pionowa sciana) wygladala do nas jeszcze jedna smiala kocia dusza. Magda orzekła, że to tutejsza dzika Furia. Ależ ma mroczne spojrzenie. Fot. Magda Grabowska

Zza płotu oddzielającego nas od urwiska (jest za nim jeszcze z pół metra pochyłego stoku a potem już niemal pionowa ściana) wyglądała do nas jeszcze jedna śmiała kocia dusza. Magda orzekła, że to tutejsza dzika Furia. Ależ ma mroczne spojrzenie... ;)

No proszę, niby dzikuska, ale wyszła do nas i czuła się zupełnie swobodnie. Chwile wczesniej porozstawiała po katach kilka innych kotów, bo pchały się do tego jedzenia, ktore ona chciała skosztować.  Fot. Magda Grabowska

No proszę, niby dzikuska, ale wyszła do nas i czuła się zupełnie swobodnie. Chwilę wcześniej porozstawiała za parkanem po kątach kilka innych kotów, bo pchały się do tego jedzenia, które ona chciała skosztować. Karmę wysypujemy kotom w tych miejscach, w których zawsze dostają jedzenie od swojej stałej opiekunki. Czyli za parkanem, żeby żaden pies ich nie zaskoczył. A psów tu jest mnóstwo, nie wszystkie na smyczy i nie wszystkie kotolubne.

Magdzie udało się podejrzeć stalowego kocura podczas jedzenia naszego suchego. Innych kotów, a było ich z tymi trzema na zdjęciach w sumie osiem, nawet nie próbowała, bo płoszyły się. Fot. Magda Grabowska

Magdzie udało się podejrzeć stalowego kocura podczas jedzenia naszego suchego. Innych kotów, a było ich z tymi trzema na zdjęciach w sumie osiem, nawet nie próbowała fotografować, bo płoszyły się.

No i na koniec dwa widoczki ze ścieżki. Tu w strone zatoki. a niżej - na Urgull. Fot. Magda Grabowska

No i na koniec dwa widoczki ze ścieżki. Tu patrzymy w dół, w stronę zatoki, a niżej, spoglądamy na Urgull

Jesień na Monte Urgull. Fot. Magda Grabowska

Zdjęcia: Magda Grabowska.

20:44, joannagrabowska_net , Na Kociej Górce
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 listopada 2011
Będzie wielkie odpchliwanie

- Koty miewają się dobrze, ale się drapią. Musimy je odpchlić - powiedziała mi Janka w niedzielę. Prawie godzinę rozmawiałyśmy na skajpie o mieszkańcach Kociego podwórka i ich potrzebach. Trzeba przecież przygotować się do zimy. A istotnym punktem tych przygotowań jest właśnie odpchliwanie. Nie można dopuścić, żeby koty zapchliły Jance mieszkanie, a zanosi się na to, że większość z nich zamierza u Niej przynajmniej nocować. To oznacza, że najpierw - po operacji odpchliwania - wszystkie będą na Nią ciężko obrażone. Całą operację należałoby więc przeprowadzić jak najprędzej, żeby przed mrozami zdążyły się odobrazić.

Diabełek. Fot. Łukasz Łucka

Diabełek (wybaczcie, to zdjęcie z lata; na razie nie mam świeżych).

Tot. Fot. Łukasz ŁuckaNa szczęście Miłą, Diabła, Tota i nawet Mandaryna Janka będzie w stanie złapać i bez problemu zakropli im odpchliwacz na kark. Tekla i Dzidziuś cały czas są w domu i "pod ręką" – z nimi zatem też kłopotu nie będzie. Gorzej z Rysiem. Ucieka przed Janką, choć po kilka razy przychodzi do ogródka jeść i doskonale wie, kto mu to jedzenie podsuwa.

Jeśli chodzi o jedzenie, to niektóre koty zaczęły zachowywać się dosyć dziwacznie. - Któregoś dnia utarłam buraki – opowiadała mi Janka. - Podczas mieszania wypadło mi ich trochę na podłogę. Zanim zdążyłam to sprzątnąć, dorwał się do nich Totek. I zjadł. Coś takiego pierwszy raz widziałam.

Mandaryn z kolei tak zainteresowany jest jedzeniem, że pozwala się już Jance regularnie dotykać, a żeby przypadkiem nie stracić posiłku wskakuje na parapet okienny w kuchni a potem przez uchylone okno wchodzi na parapet wewnętrzny i zasiada przy Jance szykującej talerzyki z jedzeniem. Miła wcina jak odkurzacz - wszystko, co się jej da. I bardzo dobrze. Jesienne i zimowe chłody to nie pora na grymasy. Tot częściej ma ochotę na resztki z wędlin (konsekwencja śmietnikowych upodobań), a Diabeł – jak to kot z ADHD. Wierci się, kręci, czasem na noc nie przyjdzie, ale jak tylko jest głodny, to od razu o tym mówi. Potem skubnie – mniej, lub więcej (jak ostatnio wszystkie) – i znów gdzieś gna.

Niedawno Kocie podwórko odwiedziła Pani z Dużą Kraciastą Torbą, wypchaną oczywiście jedzeniem dla kotów. Okazuje się, że nadal krąży po łódzkich podwórkach i pomaga futrzastym bezdomniakom. Pisałam o Niej kiedyś w opowieściach o Furii, o której wtedy częściej mówiłyśmy Zielonooka. To właśnie Pani z Dużą Kraciastą Torbą nauczyła kotkę, że są ludzie i ludzie, że jedni - tak jak Ona - przyniosą jedzenie i pogłaszczą, a drudzy - których lepiej unikać - w najlepszym razie natupią.

Tak sobie myślę, że Pani z Kraciastą Torbą przyszła na Kocie podwórko tak na wszelki wypadek, żeby sprawdzić, czy koty nadal mają tu opiekę. A Janka ponownie zapewniła Ją, że tak i że Furia również ma się u nas bardzo dobrze.

A dlaczego tak rozpisałam się o Pani z Dużą Kraciastą Torbą? Bo powiedziała Jance, że i Ona zaobserwowała, że zwierzaki mają wyjątkowo duży apetyt. I też - jak Janka - obawia się, że na srogą zimę.

Jak poradzi sobie z nią Ryś. Fot. Łukasz ŁuckaRyś? Nadal przecież - w przeciwieństwie do pozostałych kotów - nie wchodzi do Janki. - Cały czas zachowuje dystans, nie chce, żeby go dotykać. Gapi się tylko i z nosem przyklejonym do szyby obserwuje nas w mieszkaniu - opowiadała mi Janka.

Czy Ryś zamieni zimne lokum w skrzyni na kuchnię Janki? To naprawdę ulubieniec całej Janki rodziny...

12:25, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (5) »
niedziela, 06 listopada 2011
Nowa zabawka, czyli koty patrzą na nas z góry

I najwyraźniej wszystkie to lubią. Nawet ten nasz najmłodszy – Henio.

Ponieważ nasze mieszkanie w San Sebastian jest o jakieś 15 mkw mniejsze od tego w Łodzi, koty zaczęły nam tyć. Układ pokoi i mebli jest tu taki, że nawet porządnie pogalopować sobie nie mogą, bo od razu na coś by się nadziały. A ruchu potrzebują. Postanowiliśmy więc - po rodzinnej naradzie - kupić im „rascador”. To cokolwiek obce słowo, ale oznacza zwyczajny i swojsko po polsku brzmiący „drapak”. No, może nie zupełnie zwyczajny... bo drapak jest ogromny.

Kiedy kurier przyniósł nam paczkę z drapakiem do domu,koty drzemały na łóżku Magdy. Na Furia i Elek nie zareagowały na hałas. Tylko Henio zdawał się zastanawiać, wiać pod łóżko, czy poczekać na rozwój wypadków. Fot. M. i J. Grabowskie

Kiedy kurier przyniósł nam paczkę z rascadorem do domu, koty drzemały na łóżku Magdy. Furia i Elek nie zareagowały na hałas. Tylko Henio zdawał się zastanawiać: wiać pod łóżko, czy poczekać na rozwój wypadków? Ostatecznie został - dzielny ;)

Normalnie nie byłoby nas na takie cudo stać, ale w tutejszym Zooplusie była wyprzedaż. Kupiliśmy ten drapak za 50 proc. ceny, a w dodatku dołożyła się do niego Magda.

Nowa zabawka, choćby i w częściach, to rzecz godna uwagi...  Fot. M. i J. Grabowskie

Nowa zabawka, choćby i w częściach, to rzecz godna uwagi. Zwłaszcza kiedy obcy poszedł i zostali sami domownicy...

Nawet starszyzna zainteresowała się wreszcie, dlaczego czołgamy się po podłodze i sapiemy skręcając coś dziwacznego. Fot. M. i J. Grabowskie

Nawet starszyzna zainteresowała się wreszcie, dlaczego czołgamy się po podłodze i sapiemy skręcając coś dziwacznego.

Nasze kotwory, a zwłaszcza Furia i Elek, z dystansem obserwowały Magdę i mnie, kiedy składałyśmy drapak. Zaciekawienia nie potrafił ukryć młody. Chwilę poleżał ze starszyzną na łóżku Magdy, a potem plątał się nam między rękami. Wszystkie części musiał obwąchać, w każdą dziurę zajrzeć. No i pierwszy zaczął to cudo oswajać.

"Co za licho?"  zdają się mówić oczy Henia, który zajrzał najpierw do części z hamakiem.

Ooo, a co to? Poduszeczka z kocimietką? Henio wykazał najwyższe zainteresowanie. Nic już się nie liczyło. Fot. M. i J. Grabowskie

Ooo, a co to? Poduszeczka z kocimiętką!?! Henio wykazał najwyższe zainteresowanie. Nic już się nie liczyło.

A w namiocie? Co tu ciekawego? Fot. M. i J. Grabowskie

O, namiot. Co tu ciekawego?

No, przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem! Tylko... jak się stąd schodzi? Fot. M. i J. Grabowskie

No, przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem! Tylko... jak się stąd schodzi?

Starszyzna, obserwująca wszystko spod przymrużonych powiek w końcu też nie wytrzymała. Najpierw Elek – ostrożnie i nieśmiało, jak to on. A potem, kiedy wyszłyśmy z pokoju – niejakie zainteresowanie drapakiem wykazała wreszcie i Furia. Najwyraźniej czekała na moment, kiedy nas nie będzie. Może nie podobały się jej komentarze, jakimi okraszałyśmy każdy wyczyn Henia i Elka? To prawdopodobne, bo kiedy wróciłyśmy do pokoju wiała z tego drapaka jakby ją kto gonił i chwilę później udawała, że ani przez moment nie interesowała się nowym sprzętem.

Elek w końcu nie wytrzymał. Coś tam szepnął Heniowi do ucha i przystąpił do lustracji drapaka. Fot. M. i J. Grabowskie

Elek w końcu nie wytrzymał. Coś tam szepnął Heniowi do ucha i przystąpił do lustracji drapaka.

Hamak, przy którym spotkal się z Heniem, nie przypadł mu do gustu. Co innego namiot... Fot. M. i J. Grabowskie

Hamak, przy którym spotkał się z Heniem, nie przypadł mu do gustu. Co innego namiot...

W namiocie Elek zatrzymał sie nawet dłuższą chwilę. Fot. M. i J. Grabowskie

W namiocie Elek zatrzymał się nawet dłuższą chwilę.

Potem zasiadł na półce nad namiotem i rozejrzał się dumnie. Fot. M. i J. Grabowskie

Potem zasiadł na półce nad namiotem i rozejrzał się dumnie.

On również dotarł na szczyty zwabiony poduszeczka z kocimietką. Fot. M. i J. Grabowskie

On również dotarł na szczyty zwabiony poduszeczką z kocimiętką.

A kiedy mu ją zabrałyśmy, spojrzał na nas zawiedziony i jeszcze z lekka chyba oszołomiony. Fot. M. i J. Grabowskie

A kiedy mu ją zabrałyśmy, spojrzał na nas zawiedziony i jeszcze z lekka chyba oszołomiony.

Po chłopakach drapak obejrzała Furia. Coś jej się w nim nie podoba - spójrzcie na te

Po chłopakach drapak obejrzała Furia. Coś jej się w nim nie podoba - spójrzcie na te "ostrożne"  uszy.

Henio poczynania Furii obserwował z namiotu. Normalnie zaczaił się na nią. Smark jeden - zero respektu dla starszych... :( Fot. M. i J. Grabowskie

Henio poczynania Furii obserwował z namiotu. Normalnie zaczaił się na nią. Smark jeden - zero respektu dla starszych... :(

No, wreszcie i Furia mogła zajrzeć do namiotu. Ostrożnie obwąchiwala każdy jego centymetr kwadratowy, a my cierpliwie ogladałyśmy jej zadek i

No, wreszcie i Furia mogła zajrzeć do namiotu. Ostrożnie obwąchiwała każdy jego centymetr kwadratowy, a my cierpliwie oglądałyśmy jej zadek i "myślący"  ogonek. Nie mogłyśmy doczekać się jej opinii

Kiedy się wreszcie wychyliła, od razu poszła do kuwety... Czyżby nam w ten sposób mówiła: wiele hałasu o nic...? Fot. M. i J. Grabowskie

Kiedy się wreszcie wychyliła, od razu poszła do kuwety... Czyżby chciała nam w ten sposób coś powiedzieć?

Teraz – po kilku dniach zaznajamiania się z nową zabawką – najczęściej i najchętniej korzysta z drapaka Heniek. Ja nie wiem, jak z tym swoim tłuściutkim, różowym brzuchem mieści się na tych naprawdę niewielkich półeczkach. A jednak. Potrafi na nich nawet spać i nie boi się, że zleci.

Elek najbardziej upodobał sobie namiot. Wczoraj na wyścigi przegalopował do niego z naszej sypialni najwyraźniej ścigając się z Heńkiem. Ale namiot jest jednoosobowy. Heniek wyścig przegrał i został na podłodze. Ale kiedy Elek namiot opuścił, Henio stracił zainteresowanie tym schronieniem. Wskoczył na najwyższą półkę i obrzucił nas spojrzeniem zdobywcy.

Henio najwyraźniej docenił dziwne wyposażenie drapaka, ale podczas korzystania z niego miewa miny cokolwiek, hm..., dziwne? Fot. M. i J. Grabowskie

Henio najwyraźniej docenił dziwne wyposażenie drapaka, ale podczas korzystania z niego miewa miny cokolwiek, hm..., dziwne?

Bąbel na górze, bąbel na dole. Ile tego jest? Biedny Henio nie wie, którym się bawić. Fot. M. i J. Grabowskie

Bąbel na górze, bąbel na dole. Ile tego jest? Biedny Henio nie wie, którym się bawić.

No tak, drapak chyba mu się trochę już znudził. Fot. M. i J. Grabowskie

No tak, drapak chyba mu się trochę już znudził.

Cała trójka uwielbia tak patrzeć na nas z wysokości. No i wreszcie ma trochę więcej niż zwykle ruchu. Ciekawe, kiedy te nasze kotwory zaczną gubić sadełko – zwłaszcza Heniowi by się to przydało...

Zdjęcia: Magda i Joanna Grabowskie

środa, 02 listopada 2011
Mieliśmy gości z prezentami na Kocim...

W poprzedni weekend Kocie podwórko odwiedziła Pani Małgosia Kuczyńska. Oczywiście – swoim zwyczajem – przywiozła naszym podwórkowcom prezenty. Jakie? Naturalnie żarełko. 28 puszek Feliksa i worek suchego Friskiesa.

Pani Małgosiu, w imieniu wszystkich naszych podwórkowców – Rysia, Diabła, Mandaryna, Miłej i Tota – serdecznie dziękujemy. Dziękuje również Tekla, zwana Kotencją, której szukamy domu, ale jakoś na razie bez efektu. Od ponad tygodnia jest na pierwszym miejscu w okienku „Przygarnij zwierzaka” na łódzkim portalu „Gazety” i nic. Nikt nie dzwonił w jej sprawie... W pełni zgadzam się z Łukaszem który wczoraj w mailu tak o niej napisał: „Szkoda ponieważ jest bardzo ładna, jej sierść się pięknie błyszczy i nie jest już tak wychudzona. W dodatku jest bardzo sympatyczna, wskakuje na kolana, dużo mruczy i czasem 'gada'”.

A oto Tekla zwana Kotencją. Prawda że piękna? Fot. Łukasz Łucka

A oto Tekla zwana Kotencją. Prawda że piękna?

Tekla pozostaje więc póki co w domu Janki, na wspólnym kociopodwórkowym garnuszku, do czasu aż się szczęście do niej uśmiechnie.

O, a tu jeszcze jedna fotka ślicznej Kotencji. Fot. Łukasz Łucka

O, a tu jeszcze jedna fotka ślicznej Kotencji.

Pozostałe koty nie narzekają: „są zadowolone i w dobrej formie. Mają większy niż zazwyczaj apetyt. Oby nie oznaczało to szybkiego przyjścia zimy” – napisał jeszcze Łukasz. I przysłał zdjęcie (zrobione komórką więc prosi o wyrozumiałość) najwyraźniej „zadomowionej” w kuchni Miłej. Widać, że kocica zamierza przeczekać jesień i zimę pod dachem.

Miła. Ma śliczne zdrowe oczy i uśmiechnięty pyszczek. Widać, że operacja zebów bardzo jej pomogła, a dzięki opiece Janki i jej rodziny, nie męczy jej także koci katar. Fot. Łukasz Łucka

Miła. Ma śliczne zdrowe oczy i uśmiechnięty pyszczek. Widać, że operacja zębów bardzo jej pomogła, a dzięki opiece Janki i jej rodziny, nie męczy jej także koci katar.

To tyle wieści na dziś. Same wspaniałe i dobre. Pani Małgosiu, jeszcze raz dziękujemy :)

Zdjęcia: Łukasz Łucka



22:59, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (3) »
czwartek, 13 października 2011
Chats de Mongolie, czyli koty mongolskie

Skoro blog nam się trochę umiędzynarodowił, to chyba nie popełnię grzechu, jeśli dziś na Kocim podwórku zaserwuję Wam kilka zdjęć Basi Deroin, mojej koleżanki fotografki z Paryża, która wróciła właśnie z Mongolii. Basia sama napisała nam nawet o tej wyprawie kilka zdań – po polsku i po francusku, by nie tylko polscy Czytelnicy wszystko zrozumieli, ale i Jej francuscy znajomi, którzy do nas zaglądają. A jeśli francuski tekst jeszcze komuś się przyda, to tym lepiej.

Kolejność materiałów będzie taka: tekst polski, zdjęcia, tekst francuski.

Oto opowieść Basi:

„Mongolia jest ogromnym krajem, krajem gór, stepów i pustyń. Trzykrotnie większa niż Francja, ale zamieszkana jedynie przez trzy miliony ludzi. Koczownicy hodują owce, kozy, wielbłądy, konie, krowy, jaki i khainaki (mieszanka krowy z jakiem) a na północy - renifery.

A ja postanowiłam, że w czasie tej podróży „upoluję” fotograficznie jakieś kociaki. W czasie moich poprzednich pobytów w tym kraju nie widziałam nigdzie żadnego kota. Zaintrygowana zapytałam o nie mojego przewodnika Nyamka. Okazuje się, że w Mongolii koty nie są zbyt lubiane. Według wierzeń ludowych pies jest wierny człowiekowi, natomiast kot śpi nad głową swego opiekuna i kiedy ten zasypia – zabija go.

Przez 24 dni przemierzyłam Mongolię od granicy syberyjskiej do pustyni Gobi i miałam tym razem szczęście spotkać te miłe stworzenia. Po raz pierwszy w rejonie Bulganu. Najpierw obejrzeliśmy tam krater nieczynnego wulkanu Uran Togoo. Na noc zatrzymaliśmy się w jurtach (po mongolsku ger) w obozowisku. A rano - przed samym odjazdem – ujrzałam „mojego” kocurka. Oczywiście błyskawicznie zrobiłam zdjęcia i nazwałam go Uran.

Drugi raz zobaczyłam koty w rejonie Tsetserleg na campingu „Altan nutag” gdzie są gorące źródła. Altan w języku mongolskim znaczy złocisty. A ja zobaczyłam złotą kotkę z maleńkim tygrysikiem. W następnych wędrówkach po Mongolii zobaczę może rysia lub śnieżnego lamparta?"

Basia Deroin

Wulkan Uran Togoo. El volcan Uran Togoo. Fot. Barbara Deroin

Wulkan Uran Togoo. El volcan Uran Togoo.

Obozowisko Uran Togoo. Le camp Uran Togoo. Fot. Barbara Deroin

Obozowisko Uran Togoo. Le camp Uran Togoo.

Kot Uran w obozowisku Uran Togoo. Le Chat Uran dans le camp Uran Togoo. Fot. Barbara Deroin

Kot Uran w obozowisku Uran Togoo. Le Chat Uran dans le camp Uran Togoo.

Uran. Fot. Barbara Deroin

Uran. Fot. Barbara Deroin

Kot Altan w obozie Altan Nutag. Le chat Altan dans le camp Altan Nutag. Fot. Barbara Deroin

Kot Altan w obozie Altan Nutag. Le chat Altan dans le camp Altan Nutag.

Altan i mały Tygrysek. Altan et petit Tigre. Fot. Barbara Deroin

Altan i mały Tygrysek. Altan et petit Tigre.

Rodzina koczowników. La famille de nomades. Fot. Barbara Deroin

Rodzina koczowników. La famille de nomades.

Pozdrowienia z Mongolii. Fot. Barbara Deroin

Pozdrowienia z Mongolii.

„Pendant 24 jours j'ai sillonné la Mongolie patrie des descendants de Gengis Khan de la frontière siberienne jusqu'a le désert de Gobi. Immense pays trois fois plus grande que la France mais seulement 3mln habitants.

Les paysages sont magnifiques et le peuple mongol est très accueillant. Les nomades élevent de moutons, de chèvres, de chameaux, de chevaux, de yaks, de khaïnaks (yak et la vache) et dans le nord de cerfs et de rennes.

Et moi j'ai cherché des chats mongols...

Nyamka mon accompagnateur/guide m'a dit que les chats ne sont pas trop aimés en Mongolie. D'après la superstition populaire "le chien est fidèle mais le chat qui dort au-dessus de la tête de son maître de que celui dort le chat le tue".

J'ai eu de la chance de voir ces sympatiques animaux. Le premier j'ai appelé Uran car je l'ai vu au camp Uran Togoo (nom de volcan) dans la région de Bulgan. La patronne de camp aime les chiens et les chats.

Dans la région de Tsetserleg où se trouvent les sources chaudes j'ai aperçu un soir tout petit tigre et le lendemain matin sa maman dorée qui se dit en mongol Altan.

Dans le futur au retour en Mongolie verrais-je peut-être un lynx ou un léopard des neiges?"

Barbara Deroin

Zdęcia: Barbara Deroin

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32