| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
niedziela, 21 kwietnia 2013
Nie jest na to za młoda?

Właściwie nie ma kota, który by mnie nie zaskoczył. Podobnie jest z Szurą. Janka zawiozła ją w środę, czyli przed operacją Miłej, na sterylizację. Darmową, w ramach miejskiej akcji walki z bezdomnością kotów.

Szura. Fot. Łukasz Łucka

Szura. Tak się prezentowała w nocy z czwartku na piątek. Wtedy Łukasz zrobił jej to zdjęcie. Nie wygląda źle, ale jest jednak osowiała. Niecierpliwie czekam na dalsze wiadomości o niej

Zaskoczyło mnie jedno zdanie w Jej e-mailu: - Okazało się, że to był ostatni moment bo koteczka miała już... początki ropomacicza.

Ropomacicze u półrocznej kotki?! Jak, skąd, dlaczego?

Całe szczęście, że mimo wszystkich zawirowań z kotami, i masy własnych codziennych obowiązków i pracy, Janka znalazła czas dla Szury. Uratowała jej życie. Teraz Szura dochodzi do siebie. Nie jest to proste. W porównaniu z Miłą, operowaną w czwartek, czuje się gorzej. - Dużo leży, mało je - napisała mi w czwartek Janka. W przyszłym tygodniu ma być pokazana wetom.

Wczoraj wieści od Łukasza były bardziej pocieszające: - Szura je i mruczy – napisał mi na FB-czacie.

Poza tym wyszła na jaw jeszcze jedna sprawa. - Szura ma tasiemca i prawdopodobnie reszta kotów też - napisała Janka. A to oznacza dalsze leczenie. Jak nie urok, to przemarsz wojska. Czy te kocie problemy nigdy się nie skończą?

Wkrótce na sterylizację pojedzie także Kotuńcia. Ale trzeba poczekać aż przejdzie jej ruja. Teraz małolata „molestuje Diabła, który wieje na dwór i trudno mu dać antybiotyk” - referuje Janka. Dodała też pewną wiadomość, której - wybaczcie - jeszcze (a może nigdy, bo nie wypali) nie zdradzę. Nie chcę zapeszyć. Ale czekam z wielką niecierpliwością.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

00:05, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 kwietnia 2013
Miła po operacji ma się dobrze

Właściwie ten tytuł nijak się ma do jakichkolwiek zasad pisania. Od razu zdradza wszystko, co najważniejsze. Liczę się jednak z tym, że nie każdy ma czas na czytanie niekiedy dosyć rozwlekłych notek na blogu, więc... odkładam na bok zasady ;)

Miła po operacji. Fot Łukasz Łucka

Miła po operacji. Zniosła ją bardzo dobrze. Podobnie jak wybudzenie po narkozie

Operacja była wczoraj. Janka zawiozła Miłą do Czterech Łap i jeszcze tego samego dnia odebrała. Tak jak było ustalone, lekarz wyłuskał kotce guzek spod lewej pachy (w karcie informacyjnej napisał, że jest wielkości dużej wiśni), a potem wydłubał jej wszystkie pozostałe po pierwszej operacji zęby.

Pooperacyjny szew i łysinka. Fot Łukasz Łucka

Pooperacyjny szew i łysinka.

Wieczorem Janka napisała mi w mailu: „Miła ma się dobrze a nawet bardzo dobrze. Domaga się jedzenia, ale na razie nie mogę jej dać. Zabieg kosztował 303 zł, a badanie histopatologiczne dodatkowo kosztowałoby 70 zł dlatego nie zdecydowałam się na nie. Dostałam tego guza w pudełeczku, jest w formalinie i można go kiedyś zbadać. Miła zostanie u mnie do niedzieli a potem może wyjść. Jak się da złapać, to pokazać ją trzeba za 10 dni. Ona chce wyjść, przez ostatnie dni musieliśmy jej bardzo pilnować”.

Kocica zawsze sprawgniona jest pieszczot. Po operacji otrzymała zwiększoną ich dawkę :) Fot. Łukasz Łucka

Kocica zawsze spragniona jest pieszczot. Po operacji otrzymała zwiększoną ich dawkę :)

A w nocy Łukasz przysłał mi pooperacyjne zdjęcia kotki.

- Miła w ogóle nie wygląda na kota po zabiegu. Szkoda, że ludzie tak nie mogą – skomentował je.

A tu Miła uśmiechnięta i z szalonym błyskiem w oku :) Fot. Łukasz Łucka

A tu Miła uśmiechnięta i z szalonym błyskiem w oku :)

Faktycznie, gdyby nie mała łysinka i szew za lewym łokciem nikt by się nie domyślił, że kotka była operowana. Najbardziej zadziwia jej pyszczek – na jednym ze zdjęć kotka wręcz uśmiecha się, choć kilka godzin wcześniej miała usunięte zęby. Bardzo możliwe, że kiedy je miała, dokuczały jej bardziej niż ranki po nich. Biedna kotka.

Operacja jest całkowicie opłacona. Poszły na nią pieniądze, które zostały na koncie lecznicy po odejściu Tota, to co wpłaciła Pani Beata i co ja dorzuciłam. Kiedy wpłynie mi wierszówka, a to nastąpi już wkrótce, zbadamy guzek. Co słychać u pozostałych kotów, napiszę w następnej notce. A sporo słychać.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

11:25, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Na Diabła to zawsze można liczyć

Diabeł. Fot. Łukasz ŁuckaPani Beata, tak jak zapowiedziała, zawiozła dziś Jankę z Miłą i Diabłem do Czterech Łap. Miła ma zbadaną krew. Jak pisze Janka wyniki są dobre. Operacja torbieli i paszczy została zatem wyznaczona na czwartek. Współczuję koteczce, że będzie musiała nauczyć się żyć bez zębów, ale Totek, też miał usunięte wszystkie, a kilka lat radził sobie bez problemów - nawet z suchym. Podobno kotom twardnieją dziąsła. Nie wiem, nie sprawdziłam i teraz żałuję.

Co do Diabła... po raz kolejny okazało się, że można na niego liczyć. W najgorszym tego słowa znaczeniu. Kiedy z Magdą woziłyśmy go do lecznicy w ciągu kwadransa potrafił nam zaserwować to, co najbardziej upierdliwe podczas jazdy: do dzikich wrzasków dorzucał siku i kupę. Dobrze, że woził nas zaprzyjaźniony Pan Andrzej. Zatrzymywał się, wychodził z taksówki, my z Magdą sprzątałyśmy kontener, żeby można było oddychać i aby Diabeł przed wizytą u weta nie utytłał się w tym swoim złocie, odczekiwał chwilę aż się wywietrzy, wsiadał i jechał z nami dalej. Świętej cierpliwości człowiek. Ani razu złego słowa nie powiedział, a jak słyszał, że będzie wiózł Diabła, to od razu mówił, że w takim razie szykuje się na diable atrakcje.

Diabeł. Fot. Łukasz Łucka

Okazuje się, że Pani Beata i Janka zostały narażone na to samo. „Tak jak uprzedzałaś zrobił kupę i siku a na dodatek darł się cały czas. Straszny nerwus.” - podsumowała Janka w mailu, który przed chwilą przeczytałam.

Bardzo obu Paniom współczuję, ale... od razu dodaję. Dzięki Diabłu bez problemu przewiozłyśmy nasze trzy koty do Hiszpanii. 2500 km w jedną stronę, to cała wyprawa. Przeszła bezproblemowo po treningu, który nam kilkakrotnie zafundował Diabeł. Kto zatem wie, co komu pisane i do czego mogą przydać się kolejne doświadczenia... ;)

Dziś na zdjęciach tylko Diabeł, bo czekam na nowe fotki Miłej. Fot. Łukasz i Janka Łucka

Dziś na zdjęciach tylko Diabeł, bo czekam na nowe fotki Miłej

Diabeł pojechał dziś na przegląd, bo Pani Beata chciała mu zafundować komplet szczepionek, takich jak Miłej i Rysiowi (Ryś jest wg Dr Justyny zdrów, więc nie było sensu stresować go badaniem krwi). Kocur oczywiście znowu postawił na swoim. Nie został zaszczepiony, „bo ma powiększone węzły chłonne i dostał Unidox na 10 dni” - podsumowała Diabła Janka.

Pani Beata zapłaciła więc za wizytę i badanie krwi Miłej, a potem wpłaciła na konto lecznicy 80 zł na koty z Kociego... Dysponujemy w tej chwili 240 zł. Wszystko przeznaczymy na operację Miłej. Możliwe, że trzeba jeszcze będzie dopłacić. Ale z tym nie będzie problemu. Wkrótce powinnam dostać wierszówkę. I jak zwykle, zanim się pojawi, już wiadomo na co pójdzie. No i Diabeł jak wyzdrowieje zostanie zaszczepiony - tak, jak chciała Pani Beata :).

Pani Beato bardzo, bardzo dziękujemy za pomoc. Nie wiem, czy kiedykolwiek w imieniu kotów z Kociego... się Pani wywdzięczymy.

A ponieważ do Łodzi zajrzała wreszcie wiosna, dom Janki trochę się odkocił. „Posprzątałam kotom w skrzyni, śpi tam tylko Rysiek, który po wyjściu na dwór znowu nie chce do nas wrócić.” - napisała mi Janka i dodała: „Teraz Diabeł i Miła bardzo chcą wyjść, ale ich nie wypuszczam, bo mogą nie wrócić.”

Jestem pewna, że zwłaszcza Diabeł by nie wrócił, a musi regularnie brać antybiotyk. Co do Miłej... To mądrala, może przed środowym wieczorem, kiedy trzeba by zacząć jej przedoperacyjny post, też zniknęłaby, a potem w cudowny sposób odnalazłaby się w porze, kiedy na operację nie można by jej już zawieźć, bo wiadomo, czego napchałaby do tego swojego brzucha?

Zdjęcia: Janka i Łukasz Łucka

21:55, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (4) »
środa, 10 kwietnia 2013
Brudne uszy, popsute zęby i operacja

Ja nie wiem, jak Ryś i Miła odwdzięczą się Pani Beacie za to, co dziś dla nich zrobiła. Mało, że je zawiozła do Czterech Łap, to jeszcze zapłaciła za wizytę i komplet szczepień. Całe 150 zł. W dodatku już dziś zapowiedziała, że powiezie je - i Jankę oczywiście - ponownie w poniedziałek. Wtedy dopiero będzie umawianie się na operację i pobieranie krwi. Dziś koty niestety nie pościły odpowiednio długo.

Operację będzie miała Miła. Podwójną. Dr Justyna stwierdziła, że guzek (wielkości dużej mirabelki albo małej węgierki) trzeba wyciąć, bo może jeszcze urosnąć a wtedy kotka może nim o coś zaczepić i będzie nieciekawie. Druga operacja będzie w pyszczku. Miłej znowu z niego cuchnie. To przez tę resztkę zębów, która jej została po operacji sprzed dwóch lat. Niestety popsuły jej się i trzeba będzie je usunąć. Biedna Miła. A taka grzeczna była podczas badania. Pozwalała zrobić ze sobą wszystko.

Nie mam zdjęcia na którym Mila byłaby sama. Ona chyba naprawde nie lubi sie fotografować. Pokazuję więc inne ujęcie Miłej i Rysia na kolanach Łukasza. Fot. Janka Łucka

Nie mam zdjęcia, na którym Mila byłaby sama. Ona chyba naprawdę nie lubi się fotografować. Pokazuję więc inne ujęcie Miłej (pyszczkiem zwrócona w naszą stronę) i Rysia na kolanach Łukasza

Ryś był jej przeciwieństwem. Jak opowiadała mi Janka, darł się całą drogę do lecznicy i potem do domu. Histeryzował tak, że aż dostał zadyszki. W lecznicy też wrzeszczał i się wyrywał. Ja nie wiem, jak Dr Justynie udało się wyczyścić mu uszy. Miał w nich brud zebrany przez całe swoje życie. Dr Justyna czyściła mu je i czyściła a tego paskudztwa jakby nie ubywało. Kiedy w Rysiowych uszach się przejaśniło, zaaplikowała mu lek na świerzb. Ryś był przecież jedynym kotem, który nie poddał się kuracji w zeszłym roku. Nie pozwolił Jance nawet dotknąć się do uszu i wiał ledwo się do niego zbliżyła. Przez te uszy i szarpaninę nie został dokładnie obmacany. Ale – podobnie jak Miłą – udało się go zaszczepić. No i miał obejrzaną paszczę. Jest w porządku. Ryś ma zdrowe zęby. Farciarz.

Ryś, tu jako niewiniątko. Fot. Janka Łucka

Ryś, tu jako niewiniątko

Oba koty z ulgą wyszły w domu z kontenerów. Ryś próbował schować się w jakiejś szafce, ale szybko mu przeszło. Pojadł trochę z Miłą (akurat kurier przyniósł im ponad 40 puszek karmy, które wczoraj z Magdą kupiłyśmy; była wśród nich ich ulubiona kaczka z marchewką w galaretce) i oboje poszli spać. - Mam nadzieję, że szybko dojdą do siebie po tym stresie – powiedziała Janka.

Ja też mam taką nadzieję.

A następna notka będzie o innych kotkach. Razem z Rysiem i Miła Janka ma ich teraz w domu aż sześć. Dwa swoje - Dzidziusia i Kotuńcię - Szurę, której nieustannie szukamy domu, no i Diabła oczywiście. Mam nadzieję, że choć o jednym czy dwóch napiszę jeszcze przed niedzielą. A potem będzie poniedziałek, kolejna jazda do lecznicy (Pani Beato, wszyscy na Kocim... jesteśmy Pani bardzo wdzięczni za pomoc) no i relacja, co dalej.

Zdjęcia: Janka i Łukasz Łucka

22:59, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (6) »
Miła i Ryś jadą do weta

Dziś po południu i oczywiście do „Czterech Łap”.

Jankę i oba koty zawiezie tam Pani Beata, od kilku już lat prawdziwa przyjaciółka Kociego podwórka. Wczoraj przeczytała na blogu o zniewolonej u Janki parce - Rysiu i Miłej. Zadzwoniła więc do Janki i zaproponowała, że skoro oba koty są w domu, to może chce je przebadać u weta?

Ryś na oknie w kuchni Janki. Z reguły oglądał je z drugiej strony - z własnęgo wyboru - teraz lubi tam jeść. Fot. Janka i Łukasz Łucka

Ryś na oknie w kuchni Janki. Z reguły oglądał je z drugiej strony - z własnego wyboru - teraz lubi tam jeść.

Trafiła w samo sedno planów Janki, która jeszcze przed świętami zapowiadała, że pojedzie z nimi do dr Justyny, skoro ma je w domu. Obie Panie umówiły się na środowe popołudnie. A wizyta jest bardzo potrzebna, bo wprawdzie Ryś lepiej już wygląda, nawet ładnie przytył, ale podczas głaskania nie lubi, gdy dotyka się okolic jego nerek. Miłej z kolei wyskoczył dziwny guzek na jednym boczku.

Ryś w kuchni. Jak to kocu, lubi patrzec na włości z wyżyn. Siedzi na kuchennych szafkach. Obok leżanka, ale pusta. Czyżby Ryś lubił niewygody? Fot. Janka i Łukasz Łucka

Ryś w kuchni. Jak to kocu, lubi patrzeć na włości z wyżyn. Siedzi na kuchennych szafkach. Obok leżanka, ale pusta. Czyżby Ryś lubił niewygody?

Oba koty będą więc miały pełne badania krwi i badania ogólne. Tyle na razie. Potem okaże się, jak będziemy je leczyć.

O Rysiu i Miłej Janka mogłaby opowiadać i opowiadać. Wczoraj, kiedy rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się niesamowicie z tej parki.

Bo jak się nie śmiać, skoro ten Ryś-Macho musi mieć kuwetę ze swoją ulubioną prasą dokładnie w jednym kącie w przedpokoju. Jeśli jest choć trochę przesunięta, to wceluje łobuz między kuwetę a ścianę! Kuweta ma być w narożniku i basta. On tu sobie żadnych zmian nie życzy.

Janka mieszka w kamienicy, sufit jest wysoko, szafki wiszą wysoko, bo też cała Rodzina jest wysoka. Jak ten Ryś tam wskakuje? Fot. Janka i Łukasz Łucka

Janka mieszka w kamienicy, sufit jest wysoko, szafki wiszą wysoko, bo też cała Rodzina jest wysoka. Jak ten Ryś tam wskakuje?

Miła z kolei, zdawałoby się nasza leciwa staruszka, tak się wycwaniła, że ukradła Jance z kanapki wędlinę. Janka zostawiła ją na stole dosłownie na moment. Miłej to wystarczyło. Bystrzacha jedna zwinęła wyłącznie kiełbasę i uciekła. Janka zobaczyła tylko śmigający zadarty ogon kotki.

I jeszcze jeden news: kiedy tak sobie rozmawiałyśmy z Janką nagle usłyszałam jej zdumiony okrzyk. - Ryś wskoczył mi na kolana - wyjaśniła po chwili. - Pierwszy raz. Kręcił się, kręcił i wskoczył, żeby go pogłaskać.

A tu cuda! Ryś i Miła gniotą się na kolanach Łukasza. Już rozumiem, dlaczego Janka któregos dnia stwierdziła, że koty zawarły z nim chyba jakis układ. Fot. Janka Łucka

A tu cuda! Ryś i Miła gniotą się na kolanach Łukasza. Już rozumiem, dlaczego Janka któregoś dnia stwierdziła, że koty zawarły z nim chyba jakiś układ.

W tej sytuacji musiałam ustąpić Rysiowi pola. Szybko skończyłyśmy rozmowę, bo Janka potrzebowała obu rąk dla Rysia. Telefon Jej przeszkadzał. Janka zdążyła mi jeszcze powiedzieć, że Ryś, choć ciągle ma ten zafrasowany wyraz pyszczka, to jednak teraz już mniej. - I pojawił mu się taki radosny błysk w oczach - cieszyła się, głaszcząc kocura.

Martwię się tylko, że jutro Ryś znowu na Jankę się obrazi. Badanie, pobieranie krwi... Takich rzeczy Ryś Człowiekowi, nawet najlepszemu, nie zapomni. Pewnie będzie złośliwie, bo na oczach Janki, garnąć się do Łukasza (co cały czas robi) i do Pana Ryszarda.

A tak wyglądało Kocie podwórko w tegoroczną Wielkanoc. Fot. Janka Łucka

A tak wyglądało Kocie podwórko w tegoroczną Wielkanoc. Zgroza. Nie wiem po co Wam to pokazuję, takie obrazki z Łodzi znacie przecież z autopsji...

Janka martwi się o stan skrzyni. Czy przetrwa zimę tej wiosny? Fot. Janka Łucka

Janka martwi się o stan skrzyni. Czy przetrwa zimę tej wiosny?

Zdjęcia: Janka i Łukasz Łucka

00:15, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 kwietnia 2013
Wszystkie koty w domu!

I to już trzeci tydzień! Na dodatek wyjdą dopiero wtedy, gdy wiosna na dobre przepędzi zimę z Łodzi. Tak zapowiedziała Janka. Ale po kolei...

Diabeł. Fot. Łukasz Łucka

Diabełek na kuchennym oknie

Ryś.  Fot. Łukasz ŁuckaChoć na długo przed Świętami Wielkanocnymi zrobiło się na Kocim... - i nie tylko - naprawdę zimno, bardzo martwiliśmy się wszyscy, co będzie z Rysiem. Gamoń jak wyszedł na dwór po poprzednim pobycie u Janki, nie chciał wrócić. I nie wiadomo dlaczego. Bo z ciepła i zawsze pełnej michy korzystał naprawdę chętnie. Poza tym w domu czuł się wyraźnie dobrze. Gorzej miała Janka i Jej Rodzina. Ryś nieprzyuczony do kuwety załatwiał się na podłogę w kąciku w przedpokoju. Kiedy się trochę ociepliło i można było wypuścić kocura do ogródka, dom odetchnął. Ale nie na długo. Chłody szybko powróciły, ale Ryś do domu już nie.

Miła. Fot. Łukasz Łucka

Miła

- Dosłownie uciekał przed nami, a z Łukaszem bawił się w chowanego. Najpierw wskakiwał na jego okna i stukał łapą w szybę. Łukasz myślał, że Ryś się wprasza i otwierał mu okno, a Ryś hop i zeskakiwał z parapetu. Potem nagle pojawiał się przy oknie kuchennym. Znowu pukał, a Łukasz, którego pokój jest obok, otwierał mu. Ryś nie myślał jednak korzystać z gościny tylko... przeskakiwał na okno do pokoju. I tak kilka razy - opowiadała mi Janka.

Szura - w środku - z Kotunią i Dzidziusiem. Fot. Łukasz Łucka

Szura - w środku - z Kotunią i Dzidziusiem.

Można się było z tego śmiać, ale Jance do śmiechu za bardzo nie było. Ryś nocujący w skrzyni sam, bez ciepła Miłej, która oczywiście nocowała w domu (bo to może mało urodziwa kotka, ale za to nieprzeciętnie mądra) zaczął marnieć w oczach. Przede wszystkim schudł. Niby jadł i to dużo, ale po jego boczkach nie było tego widać.

Któregoś dnia przed Wielkanocą Janka zdybała go jednak w ogródku i zaniosła do domu. Tak sobie myślę, że Ryś chyba chciał już być złapany i wniesiony do mieszkania, tylko nie chciał tracić twarzy. W końcu on jest tym ostatnim dzikim kocurem na podwórku, a taki tytuł zobowiązuje!

Po łapance Ryś znowu osiadł jednak w ciepłych pieleszach. W sumie nie ma wyjścia. Janka postanowiła przetrzymać go w niewoli.

31 marca napisała mi: „Miła i Diabeł wychodzą jak chcą a Ryśkowi nie pozwalamy. Ten pobyt w domu dobrze mu zrobił, wygląda lepiej, bo jak został sam na dworze to trochę zdziadział. Co do czystości, to Miła, która chyba nigdy nie była w domu, nauczyła się korzystać z kuwety. Łukasz jest z niej bardzo dumny, że taka mądra. Niestety Ryś nie jest taki bystry.”

Na szczęście spodobała mu się pewna gazeta. Nie napiszę jaka, żeby nie robić jej reklamy, ale prawda jest taka, że Ryś z upodobaniem zostawia na niej swoje siuśki i kupy. Najpierw robił je na gołą gazetę rozłożoną na podłodze. Potem Janka zaczęła ją wkładać do starej kuwety. Rysiowi najwyraźniej to nie przeszkadza i nadal robi na tę swoją ulubioną prasę. Janka trochę odetchnęła. Za jakiś czas spróbuje dosypywać na gazetę żwirek, czy jednak Ryś to zaakceptuje? Literki mu znikną z oczu...

Janka nie zamierza jednak odpuścić. Zimno ma podobno trzymać do połowy kwietnia. Choć z całego serca życzę wszystkim, by skończyło się wcześniej. I to wcale nie ze względu na Ryśka.

Sami jednak przyznacie, że przyuczyć do kuwety stare koty, które nigdy domu nie zaznały, to prawdziwa sztuka.

A teraz przypomnienie. Nadal nie mamy domu dla Szury. Popytajcie wśród znajomych, prosimy. Może ktoś jej zapragnie?

Szura. Fot. Łukasz Łucka

Kontakt w sprawie Szury: e-mail: kociepodworko@gazeta.pl

Zdjęcia: Łukasz Łucka

15:29, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (11) »
czwartek, 21 marca 2013
Co tam słychać u Kacperka?

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Jak widać, bardzo dobrze słychać. :)

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Minęło pół roku odkąd jest w nowym, dobrym i ciepłym domu. To ten Kacper, którego Opiekun nagle zmarł. Kocur został sam w pustym mieszkaniu. Nowy dom dla Kacpra znalazła Anka-wrocławianka. Najpierw przyjechała po kota do Łodzi, potem go podleczyła a w końcu znalazła oddanych mu Ludzi.

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kilka dni temu Pani Anna z Wrocławia, nowa Opiekunka Kacpra, przysłała mi dwa maile. W jednym – kilka zdań o kocurku i trzy zdjęcia z komórki (to te nr: 2, 3, 4), w drugim zdjęcia z aparatu (pozostałe - uwielbiam to pierwsze!). Te ostatnie, jak zwykle - po prostu piękne.

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

O Kacperku napisała tak:

Jest cierpliwy do 6 rano, a potem pięknie usadawia się i posyła znaczące pomruki. Jak zaczyna gadać, to znak, że cierpliwość mu się skończyła.

Po śniadaniu jest aktywność kocia. Trochę zabaw, a potem spanie... Spać lubi na miękkim kocyku, lub wymalowanym obrusie, oczywiście białym, ewentualnie przy grzejniku.

Ponieważ ma doskonały apetyt, to zaczyna wyglądać dostojnie. Jest wyluzowany i w domu żadne odgłosy nie robią na nim wrażenia. Jest inny niż parę miesięcy temu... Myślę, że znalazł swoje miejsce na ziemi.”

Ja też tak myślę i bardzo się cieszę.

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Żeby tak jeszcze Szura (to ta piękność na ostatnim zdjęciu) znalazła swój dom i swoich Ludzi...

Szura. Fot. Łukasz Łucka

Szura bardzo potrzebuje domu.

Zdjęcia Kacpra: Pani Anna z Wrocławia

Zdjęcie Szury: Łukasz Łucka

20:33, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 marca 2013
Wieści o Sówce, Edku i...

Sówka. Fot. J. i A. Szajnowscy

Sówka

Proszę, niech mi będzie wybaczone długie niepisanie o Sówce i jej Ludziach. Nie znajduję na to żadnego usprawiedliwienia. Wręcz przeciwnie. Sama jestem na siebie strasznie zła. Tym bardziej, że u Sówki w ciągu ostatniego roku wydarzyło się tyle dobrego!

Edek i Sówka. Fot. J. i A. Szajnowscy

Edek i Sówka.

Przede wszystkim od roku ma koleżankę – Czarną, śliczna kotkę z bursztynowymi oczami.

Pojawiła się u Justyny i Arka w maju ubiegłego roku. Znikąd. Chciała od razu się wprowadzić, ale... zaprotestowały Edek i Sówka. Bali się jej. Edek z lękiem wychodził na dwór, choć Czarna wcale groźna nie była. Przeciwnie, przymilała się, jakby wiedziała, że od opinii Edka i Sówki zależy jej przyszły los.

Czarna od początku była kotem, o którego względy nie trzeba było zabiegać. Dobrze wiedziała i wie, do czego został stworzony człowiek. Ma służyć kotu. Fot. Justyna Szajnowska

Czarna od początku była kotem, o którego względy nie trzeba było zabiegać. Dobrze wiedziała i wie, do czego został stworzony człowiek. Ma służyć kotu.

Nie wiadomo jak długo by to trwało, gdyby nie Justyna i Arek. Pewnego dnia zdecydowali, że Czarna też będzie miała u Nich dom. Wzięli małą do weta, wysterylizowali i pilnie obserwowali, co będzie się działo. Tylko ich wielka cierpliwość i miłość do kotów sprawiły, że się nie załamali. Bo koty... darły ze sobą koty. Edek obrażony wychodził i nie wracał, Sówka chowała się po kątach. I trwało to tak kilka tygodni.

W końcu jednak nastał pokój. Teraz Sówka, Edek i Czarna żyją w najlepszej komitywie, a ich Ludzie mogą mieć wielką satysfakcję z życia z kapitalną kocią trójką, która robi z nimi co chce.

Czarna i Sówka. Fot. J. i A. Szajnowscy

Czarna i Sówka.

Sówka. Fot. Arek Szajnowski„Sówka dosłownie wchodzi nam na głowę, co widać na kilku zdjęciach. Bo w końcu czemu by na niej nie posiedzieć skoro już jest w pobliżu? – napisała mi Justyna w jednym z maili. - Przychodzi na głaskanie, a gdy jej się znudzi to albo dostajemy łapą albo gryzie i ucieka. Ma swoje humory. Raz nie możemy się od niej odgonić a innym razem - nawet nie pozwoli się nam zbliżyć. Tylko Edek ma wszelkie prawa. Nawet jak syknie na nią, to ona potulnie kładzie się przy nim i nawet nie drgnie, byle tylko być przy nim.”

Ostatnio Sówka zrobiła się strasznie rozmowna. „Śpiewająca” - jak to określiła wczoraj Justyna. Wystarczy na nią spojrzeć, dotknąć, albo szykować koci posiłek, a Sówka zaczyna swoje śpiewy. Z tej strony malej nie znałam. Raczej zawsze patrzyła wokół szeroko otwartymi oczami i albo łaskawie pozwalała się głaskać, albo... uciekała.

Napisałam to wszystko dosłownie w telegraficznym skrócie, choć mam nadzieję, że zbiorę kiedyś w całość wszystkie maile i czaty z FB, którymi wymieniałyśmy się z Justyną. Byłaby to wówczas bardzo burzliwa historia kociej przyjaźni :).

Mam jeszcze trochę filmików z tą kocią trójką. Jak tylko się z nimi jakoś uporam, pokażę je.

Zdjęcia: J. i A. Szajnowscy




19:51, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Komentarze (3) »
środa, 13 marca 2013
Szura pragnie domu. Kto zapragnie Szury?

Szura. Fot. Łukasz Łucka

Szura. Fot. Łukasz ŁuckaGdzie jest dom szczęśliwych kotów, tam jest dom szczęśliwych ludzi” napisał poeta*. Dlatego z całego serca prosimy i proponujemy: ofiarujcie dom ślicznej szylkretowej kotce. Uszczęśliwicie i ją, i siebie.

Piękna Szura ma około pół roku. Któregoś zimowego dnia po prostu pojawiła się głodna i zziębnięta na naszym Kocim podwórku w Łodzi. Doświadczeń z ludźmi nie miała chyba najlepszych, bo trochę trzeba było się natrudzić, by ją oswoić. Ale, raz wzięta do domu, natychmiast się do niego przyzwyczaiła, jakby zawsze była kotką „na pokojach”.

Szura jest zdrowa (po badaniach u lekarzy w Czterech Łapach”), odrobaczona, czysta (korzysta z kuwety) i - jak to zadbana młodzież bez trosk na głowie - rozbrykana. Kiedyś mruczała ze strachu i by się uspokoić. Teraz mruczy, gdy coś sprawia jej przyjemność i jest po prostu szczęśliwa. Bardzo lubi głaskanie, zabawy i towarzystwo innych kotów. Lubi też ludzi, kiedy ich zna i gdy im ufa. Szura trafi do swoich nowych opiekunów wysterylizowana i zaopatrzona w książeczkę zdrowia. Kontakt: tel. 795 023 582; e-mail: kociepodworko@gazeta.pl

* Franciszek Klimek, autor wierszy o kotach

Szura. Fot. Łukasz Łucka

Drodzy Czytelnicy Kociego podwórka,

możecie nam pomóc w poszukiwaniu domu dla Szury? Zechcielibyście umieścić tę notkę u siebie na FB, albo na swoich blogach? Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania, albo potrzebowali zdjęć w większej rozdzielczości, piszcie na kociepodworko@gazeta.pl.

Dziękujemy i pozdrawiamy.

Ludzie Kociego podwórka

sobota, 23 lutego 2013
Dokonał się cud

- Dobry wieczór, poznaje Pani kota domowego? - zapytał Łukasz, syn Janki i Pana Ryszarda, który zdybał mnie dziś wieczorem na fejsbukowym czacie. I pokazał to zdjęcie:

Ryś drzemie na krześle w kuchni Janki. Fot. Łukasz Łucka

Ryś drzemie na krześle w kuchni Janki.

- Ryś?!!! W domu? Co się stało? - byłam naprawdę zaskoczona.

- Wciągnąłem go i mu się spodobało - odparł Łukasz. I pokazał jeszcze śpiącą z Rysiem Miłą.

Ryś i Miła w kuchni Janki. Fot. Łukasz Łucka

Ryś i Miła w kuchni Janki.

- Ale się cieszę! Wyglądają jak stare dobre małżeństwo - rozczulałam się nad kolejnymi zdjęciami, wrzucanymi na czat przez Łukasza.

Ryś w przedpokoju. Fot. Łukasz Łucka

Ryś w przedpokoju.

Ryś w przedpokoju. Fot. Łukasz Łucka

Ryś swoim uczynkiem zaszokował najwyraźniej także sam siebie. Bo jak inaczej tłumaczyć tę minę? Fot. Łukasz Łucka

Ryś swoim uczynkiem zaszokował najwyraźniej także sam siebie. Bo jak inaczej tłumaczyć tę minę? Przecież to mądry kot, nie żaden tam gamoń.

Patrzyłam na foty naprawdę zszokowana. W końcu, po zdjęciach napłynął tekst od Łukasza: - Cztery dni temu go wciągnąłem Rysia do domu pierwszy raz. Nocował u nas. Rano wyszedł, ale później znów go złapałem. Spędził u nas dwa dni i nie chciał wyjść. Dziś rano poszedł na dwór, ale mama go złapała. Miła jest bardziej ostrożna, jednak dzisiaj sama wbiegła nam do domu, jak Diabeł. I też nie chce wyjść.

To jest cud. Na tę chwilę: udomowienia Rysia, czekaliśmy kilka lat. No i proszę. Łukasz postawił kropkę nad "i". Po prostu go "wciągnął." :) Nie cackał się, tylko "wciągnął". Dzięki, Łukaszu! :)

Ale jest pewien bardzo poważny problem. Ryś i Miła nie potrafią korzystać z kuwety. Janka i jej rodzina mają więc przed sobą prawdziwe wyzwanie - nauczyć stare dzikusy korzystania z toalety, tzn. z kuwety...

To tyle na dziś. Za dzień, albo dwa, napiszę o Szurze, Kotuni, jej Narzeczonym, Diable i Dzidziusiu.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

23:44, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (13) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40