| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
poniedziałek, 05 listopada 2012
Kacper po prostu szczęśliwy

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Dostałam od Opiekunki Kacpra nowe zdjęcia. Szkoda je trzymać „na później”. Patrzcie zatem i cieszcie się jego szczęściem :), a potem przeczytajcie, co Pani Anna napisała o kocurze.

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Z Kacperkiem poznajemy się nawzajem. On przyzwyczaja się do odgłosów naszego domu, a my poznajemy jego zwyczaje.

Jest mądrym kotem, lubiącym towarzystwo ludzi. Na początku nie chciał jeść, potem apetyt był olbrzymi a teraz zaczyna grymasić.

Nasz dom na co dzień jest domem cichym - nie mamy małych dzieci. We wtorek odwiedził nas głośny trzylatek, a Kacperek nie schował się. Może to świadczyć o tym, że się zadomowił.

Bardzo byśmy chcieli, aby był szczęśliwym u nas kotem.

Ciepło kota wylegującego się na brzuchu, który jeszcze pięknie mruczy jest doskonałą nagrodą za wszelkie troski.” - napisała Pani Anna.

A jak zakończymy tę notkę? Oczywiście jeszcze jednym zdjęciem Kacperka :)

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Zdjęcia: Pani Anna z Wrocławia




00:35, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Komentarze (4) »
wtorek, 30 października 2012
Dobre wieści z domu Kacpra

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Pamiętacie Kacpra (to ten na zdjęciu), łódzkiego rudzielca, który poruszył tak wiele ludzkich serc? To ten kocurek, który przeżył swego opiekuna i został całkiem sam w pustym mieszkaniu.

Dzięki Ance-Wrocławiance, która znalazła mu nowych Opiekunów, ma teraz własny dom - we Wrocławiu. Jego Opiekunowie - Pani Anna i Jej Mąż - pracują w jednym z wrocławskich muzeów. Mają już jednego kota - pięknego białego Imbira, który jest w tym samym wieku co Kacper.

Ludzie Kacpra mają jeszcze jeden niezaprzeczalny atut: potrafią robić kotom przepiękne zdjęcia. Żadne tam sztuczne, pozowane, ale takie, jakie może zrobić tylko ktoś, przy kim koty czują się całkowicie bezpiecznie.

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Pierwszy miesiąc Kacpra nie był łatwy ani dla jego nowych Opiekunów, ani dla niego samego. Okazało się, że kocur wcale nie był tak zdrowy, jak na to wyglądał.

„Miał świerzba głęboko w uszach i zatkany kanalik łzowy” - napisała w mailu Pani Anna. Dodała, że Kacper teraz „uszy ma czyste, ale w oku stan zapalny czasem mu powraca.”

Mimo leczenia - i dla kota, i dla Opiekunów raczej nieprzyjemnego - Kacper w nowym domu czuje się jak u siebie. No bo o czym innym świadczyć mogą te słowa Pani Anny (i wszystkie zdjęcia, które oglądacie):

„Kacerek wymusza spanie na nas, jest bardzo przywiązany do ludzi. Lubię jak gada i chce się przytulić. Serce mu bije jakby miał cztery lata mniej. Ma skłonność do alergii. Lubi suche kocie jedzenie bardziej niż saszetki.”

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Tak pisze się tylko o zwierzaku, który stał się członkiem rodziny. A teraz dosyć gadania. Pozostawiam Was ze zdjęciami: Kacpra i czasem Kacpra z Imbirem. Wszystkie przysłała Pani Anna. Nie wiem, czy sama je robiła, czy Jej Mąż, a może Oboje. Są piękne.

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper i Imbir. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper i Imbir w pościeli. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Imbir w ogonie Kacpra. Fot. Pani Anna z Wrocławia

Kacper i Imbir. Fot. Pani Anna z Wrocławia

20:05, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Komentarze (4) »
środa, 10 października 2012
Yeti i jego banda

Yeti. Fot. Pani Anna z WarszawyKrótko po tym gdy zamieściłam notkę o odejściu Mandaryna, napisała do mnie Pani Ania z Warszawy, Człowiek Yetiego. Yeti, to ten srebrzysty kociak, syn Rysia i Jasnej, którego ponad dwa lata temu wyławiałam spod samochodu na Długim Podwórku. Nurkowałam w głębokim śniegu po to, żeby łobuz wlazł pod maskę auta i usadowił się w pobliżu silnika. Ale udało się i potem Yeti, kot śniegu i mrozu, pojechał do Warszawy – z Panią Anią i Jej Tatem.

Yeti, zmęczony dokazywaniem. Te potężne łapska z czarnymi

Yeti, zmęczony dokazywaniem. Te potężne łapska z czarnymi "stopami" odziedziczył po ojcu - Rysiu.

Pani Ania napisała piękny list. Zgodziła się, bym zamieściła tu jego fragmenty:

„Zajrzałam na kocie podwórko. Przykro mi, że w ostatnim czasie tak wiele przykrych zdarzeń dotyka tak wspaniałe miejsce. Wierzę, że nie zamknie Pani Kociego... (...) W wielu domach, również moim, zagościła radość z posiadania kociaka. Niestety złe wiadomości są i będą nam wszystkim towarzyszyć, mniej lub bardziej, ale jednak...

Yeti i jego paszcza :) Fot. ze zbiorów Pani Anny z WarszawyMam nadzieję, że tym mailem i paroma zdjęciami podniosę Panią na duchu :)
Yeti ma się dobrze, jest prawdziwym kocim księciem. Parę miesięcy temu zdobył prawdziwego kumpla do rozrabiania. A jest nim... owczarek niemiecki :) Taki duży, 40 kilo żywego czarnego, psiego łobuza. Wiele się u mnie w życiu zmieniło przez te dwa lata. Wyszłam za mąż i za sprawą małżonka dorobiłam się owego owczarka - też zresztą porzuconego. Był od małego wychowywany na psa co ma kochać cały świat i każde stąpające po nim zwierzątko. (...) Zamieszkaliśmy z mężem u moich rodziców i oto nasza drużyna to: cztery człowieki, Yeti oraz Nico. Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu zwierzaki z miejsca się polubiły, nie ukrywam, że bywają momenty spięć i to pies zawsze obrywa po pysku :) Ganiają po całym mieszkaniu, Yeti, jako ten ukryty Tygrys, wiesza się z dziką przyjemnością na długim psim ogonie. W momentach melancholii pozwala psu umyć sobie uszy i leżą we dwóch najczęściej na psim posłaniu. Tzn. Yeti leży na psim posłaniu, a pies poza nim :) Są o siebie niesamowicie zazdrośni, wyjadają sobie nawzajem z misek jedzenie (woda z psiej miski jest taka pyszna!) i toczą bitwy o nasze zainteresowanie. Chyba wyrzucimy z domu telewizory, przy tych naszych dwóch łobuzach nie ma lepszej telewizji :).”

Nico, kumpel Yetiego. Fot. ze zbiorów Pani Anny z WarszawyPomysł z wyrzuceniem telewizorów doskonale rozumiem. Furia, Elek i Henio również dostarczają nam mnóstwo uciechy - zwłaszcza teraz gdy galopują po stosach przeprowadzkowych pudeł zawalających nasze nowe mieszkanie - ale... same lubią pooglądać to i owo. Zwłaszcza przyrodnicze programy o ptaszkach. :)

Serdecznie pozdrawiam Bandę Yetiego (to nie moje określenie, to Pani Ani :) ) - Mamę i Tatę Pani Ani, Panią Anię i Jej Męża Pawła, Nico ściskam łapę, a samego Yetiego najchętniej wytarmosiłabym za uszami, tylko... czy on to lubi? ;)

Bardzo dziękuję też za wszystkie słowa wsparcia zamieszczone w komentarzach i innych mailach. Aż mi teraz wstyd, że pomyślałam o zamknięciu Kociego...

Mam jeszcze prośbę: pamiętajcie o Guciu. Upowszechnijcie notkę o nim, gdzie tylko się da. Przed zimą powinien trafić do własnego domu.

A teraz jeszcze cała seria zdjęć Yetiego :)

Yeti. Fot. Pani Anna z Warszawy

Yeti. Fot. ze zbiorów Pani Anny z Warszawy

Yeti. Fot. ze zbiorów Pani Anny z Warszawy

Yeti. Fot. ze zbiorów Pani Anny z Warszawy

Yeti. Fot. ze zbiorów Pani Anny z Warszawy

Zdjęcia: Pani Anna z Warszawy

17:35, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Komentarze (13) »
piątek, 05 października 2012
Prosimy o dom dla Gucia

Gucio na rękach Pani Danusi. Fot. Pani BeataO Guciu, blisko rocznym kocurku, napisała do mnie Pani Beata. Wiele razy pomagała kotom z Kociego, ostatnio w leczeniu Totka. Teraz sama obserwuje kocurka, który bardzo pilnie potrzebuje domu. Napisała o nim tak:

„Gucio to młody, czarno-biały kocurek, wesoły i bardzo przymilny. Niestety, został wyrzucony, bo przestał być małą kocią kuleczką i stał się zbędny. Wiemy, kto to zrobił, sąsiadka nawet go tam odniosła, ale... następnego ranka głodny Gucio już płakał na podwórku.

Na tę chwilę ma wikt i pudełko, w którym nocuje, ale niestety nie może zostać na stałe. (...) Gucio przed zimą musi znaleźć dom... Sąsiadka, która trzyma go do zdjęcia, kochana osoba, ma ponad 80 lat, ale nie chce by zwierzak się do niej przywiązał, bo - jak sama mówi - nie chce go skrzywdzić odchodząc i zostawiając samego (po historii Kacpra nie mogę mieć do niej o to pretensji, zwłaszcza, że Pani Danusia partycypuje w opiece nad wielokolorową koteczką). Kotek chyba nie ma jeszcze roku, jest czyściutki (w kamienicy u sąsiadów, gdzie nocuje, jeszcze nigdy nie nabrudził), bardzo lubi się bawić (teraz szaleje z kasztanami) i ufnie lgnie do ludzi. Żal stworzenia :(".

Jeśli ktoś zechciałby przygarnąć Gucia, bardzo proszę, niech zadzwoni do Pani Beaty - tel. 602244383, albo niech napisze maila na Kocie podwórko (kociepodworko@gazeta.pl).

I jeszcze więcej zdjęć Gucia:

Gucio. Fot. Pani Beata

„Ponowiłam próby sportretowania Gucia, ale jak to zrobić jak obiekt nie chce znieruchomieć nawet na ułamek sekundy? Wszystkie są lekko poruszone, nawet te na rękach, bo Guciowi obcy jest bezruch. No chyba poza chwilami, gdy przysypia, ale kiedy tylko ktoś do niego podchodzi, bezruch znika jak sen złoty. I to błyskawicznie” - napisała o Guciu Pani Beata. Dodała, że kocurek świetnie dogaduje się z innymi kotami.

Gucio na rękach Pani Danusi. Fot. Pani Beata

Gucio na rękach u Pani Danusi

Gucio. Fot. Pani Beata

Gucio. Fot. Pani Beata

Zdjęcia: Pani Beata

piątek, 21 września 2012
Mandaryn zasnął

Dowiedziałam się o tym wczoraj wieczorem, ale do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Nikt z nas nie może uwierzyć, ani zrozumieć, co się stało.

Tego lata Mandaryn miał juz odwagę zaglądać do domu Janki. Wskakiwał przez otwarty lufcik. Fot. Łukasz Łucka

Tego lata Mandaryn miał już odwagę zaglądać do domu Janki. Wskakiwał przez otwarty lufcik.

Wygląda to tak, jakby Mandaryn wygodnie zwinął się w kłębek do drzemki w swoim ulubionym miejscu pod kolczastymi, gęstymi krzakami w ogrodzie Janki i już się nie obudził.

Janka znalazła go martwego, ale nadal zwiniętego w kłębek, jakby nadal śpiącego. Mandaryn śpi teraz koło Totka, blisko miejsca, w którym lubił się wygrzewać na słońcu.

To jedna z najdziwniejszych kocich śmierci z jaką się zetknęłam. Czy ktoś potrafi mi powiedzieć, co mogło stać się Mandarynowi? Czy zdrowy kot może tak po prostu położyć się spać, zwinąć wygodnie w kłębek i już się nie obudzić?

Przyznam szczerze, że chciałam w tej notce pożegnać Mandaryna i zamknąć Kocie podwórko. By nie przekazywać już więcej złych wiadomości. Magda odwiodła mnie od tej myśli, bo pewno Mandaryn nie chciałby, by tak to wszystko się zakończyło.

Prawda jest jednak taka, że nie ma już kota dzięki któremu akurat ja włączyłam się w pomaganie bezdomnym kotom i rozpoczęłam opisywanie ich na blogu. To do chorego Mandaryna kociaka sprowadziła mnie Magda kilka lat temu i poprosiła o pomoc. Mandaryn miał koci katar. Jego przyzwyczajanie go do nas i odławianie zajęło nam kilka dni, ale "po drodze" wytoczyła się nam na ścieżkę w ogródku równie zakatarzona i drżąca od gorączki Kisia.

Kisi też już nie ma. I nawet nie wiemy, co jej się stało. Lepiej będzie, jeśli przestanę wspominać.

Zdjęcie: Łukasz Łucka

11:10, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 17 września 2012
Kacper - wrocławiak

Tak, tak, powinno być wrocławianin, ale nic nie poradzę, że nie pasuje mi to do kota. A wrocławiak tak, bo brzmi bardziej swojsko, choć - przyznaję - dosyć prosto :)

Tak jak się umawiałyśmy z Anką-Wrocławianką, podbieram z Jej blogu zdjęcia Kacpra. W tym się zakochałam. Zrobiła je Pani Anna, nowa Opiekunka kocura. Pani Anna ma w domu innego dziewięcioletniego kota - Imbira. Cudnego. Sami zobaczcie. Jest na tej "górnej półce".

Imbir na gornej półce, Kacper - na dolnej. Cudne. Fot. Pani Anna

Imbir na górnej półce, Kacper - na dolnej. Cudne.

A na zestawie fot niżej pierwsze chwile Kacpra w nowym domu.

Kacper w nowym domu. Fot. Nowi Opiekunowie Kacpra

Wszystko jest najwyraźniej w porządku, choć mina Kacpra - bardzo poważna

Te drugie chwile - niedzielne - były dosyć ciężkie, bo Kacper musiał zmierzyć się z wetem. Mocno się z tego powodu zestresował, ale już jest dobrze. Najlepiej świadczy o tym właśnie to pierwsze zdjęcie.

A więcej zdjęć i relacja z pierwszych dni Kacperka w nowym domu oraz ze spotkania z Imbirem - na blogu "Za moimi drzwiami" Anki-Wrocławianki.

Zdjęcia: Pani Anna, nowa Opiekunka Kacperka

11:07, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 września 2012
Kacper znalazł swój dom

W tej sprawie w ostatnich dniach byłyśmy z Anką-Wrocławianką w stałym mailowym kontakcie. Dziś wszystko ma się sfinalizować.

Nowi Opiekunowie Kacpra mieszkają we Wrocławiu. Pracują w muzeum. Mają już dziewięcioletniego kota Imbira, którego kiedyś wzięli ze schroniska. Pięknego - możecie sprawdzić na blogu Anki-Wrocławianki. Ciekawe, czy rówieśnik przypadnie Kacprowi do serca. Mam nadzieję, że tak. Na razie pokazał Ance Wrocławiance, że jest w stanie zaakceptować Jej zwierzęta. Mądrala. Czuje, że coś wokół niego się dzieje. Po szczegóły odsyłam na blog Anki-Wrocławianki, która pięknie opisuje i pokazuje jak Kacper spędził u Niej prawie dwa tygodnie.

Kacper i jego nowa Opiekunka. Fot. Anka-Wrocławianka

Kacper i jego nowa Opiekunka podczas pierwszego spotkania

To teraz nie pozostaje nam nic innego jak czekać na relację, jak Kacper się czuje w nowym domu.

Zdjęcie: Anka-Wrocławianka

14:30, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Komentarze (2) »
środa, 05 września 2012
Tot odszedł

We śnie, wczoraj ok. 23.30. Strasznie nam ciężko.

Tot w czasach, kiedy był zdrowy i w pełni sił. Fot. Magda Grabowska

01:37, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (11) »
wtorek, 04 września 2012
„Boże, jak ja przeżywam, tę odpowiedzialność”, czyli jak Kacper pojechał do Anki Wrocławianki

Kacper. Fot. Anka Wrocławianka

Zanim o tym przeczytacie pozachwycajcie się kocurem. Anka Wrocławianka zrobiła mu wiele pięknych zdjęć, choć jest u Niej dopiero od niedzieli. Pokazuję kilka, więcej znajdziecie na Jej blogu Za Moimi Drzwiami.

Kacper. Fot. Anka Wrocławianka

A teraz obiecana niekrótka opowieść. Głównie dla ciekawych losów Kacpra, ale ze specjalną dedykacją dla tych, którzy zwątpili w nasz zdrowy rozsądek...

Dom Kacpra. Fot. Anka WrocławiankaTo były pierwsze dni ubiegłego tygodnia, poniedziałek, może wtorek. Pani Ewa z Małego podwórka usłyszała o kocie, który od dwóch tygodni mieszka sam w domu swego Opiekuna. Dom to szumna nazwa w tym przypadku: rozsypujący się, zagrzybiony stary drewniak bez kanalizacji, zamieszkany przez trzy rodziny. Ze swoim Opiekunem Kacper - pomimo niedostatku - był z pewnością W słoneczne dni Kacper lubił wygrzewać się na dachu pobliskiej komórki. Wychodzil przez uchylone okno. Fot. Ewa Sikorska szczęśliwy i bardzo zadbany. Ale Opiekun zmarł nagle. Dziewięcioletnim Kacprem nikt nie chciał się zająć. - W najlepszym razie grozi mu bezdomność, a mówią nawet o uśpieniu - opowiadała Jance zdenerwowana.

Janka zaalarmowała mnie, a ja - jak zwykle na początku takich sytuacji - wpadłam w lekką panikę, którą zawsze wywołuje pytanie: „Czy się uda?”. Zwłaszcza, że tym razem było nam trudniej. Nie miałyśmy pojęcia, gdzie Dotychczasowe mieszkanie Kacpra. Był tu szczęśliwy. Opiekun mimo niedostatku bardzo dbał o niego. Fot. Anka Wrocławiankaulokujemy kota, który miał „zwolnić” mieszkanie do 5 września. Ewa przy schorowanym Cypisku musi się nachodzić bardziej niż przy pięciu zdrowych kotach, Janka ma akurat ciężko chorego Totka, szalejącą po domu Dzikuskę, Dzidziusia i jeszcze kociopodwórkowe stadko, a ja jestem od nich 2500 km.

Poprosiłam o zdjęcia. W środę wieczorem To ta fotka tak poruszyła wielu Czytelników blogu.Ewa przysłała jedno. Zrobione komórką przez sąsiadkę Kacpra. - Ustawił się do niego natychmiast, jakby wiedział, że może to być dla niego jakaś nadzieja - relacjonowała Ewie autorka fotografii.

W czwartek informacje o Kacprze dałam na Kocim podwórku, FB, w okienku Przygarnij Zwierzaka na łódzkim portalu Gazety i posłałam do łódzkich For Animalsów. Notka, upowszechniana przez kolejne osoby i przez śląską Fundację MiauKot, zaczęła żyć własnym życiem. Tego samego dnia późnym wieczorem zgłosiła się na maila pewna łodzianka. I tyle było nadziei. Kiedy w piątek rano Ewa zadzwoniła do niej, bardzo przeprosiła, bo jednak nie może wziąć kota. Ona go pragnie, ale rodzina nie.

Obawiałam się tego. Mail był bardzo emocjonalny, napisany w porywie serca – bez wątpienia bardzo dobrego i wrażliwego - ale to o wiele za mało, jak się wielokrotnie przekonałyśmy w przeszłości.

Potem w sprawie Kacpra nastała cisza. Zaniepokojone kombinowałyśmy, co w razie całkowitego milczenia telefonu i maila robić. Szansą był jeszcze dom pewnej znajomej Janki, ale... wiosną odszedł w nim kot chory na białaczkę. W domu są dwa inne, które miały kontakt z tą chorobą. Zaprzyjaźniona weterynarz odradziła.

Sobota rano. Odezwał się telefon. W sprawie Kacpra zadzwoniła do Ewy Anka Wrocławianka. Napisała też na Kocie podwórko:

Od kiedy wczoraj przeczytałam o Kacprze, nie mogę przestać o nim myśleć. Jego historia poruszyła moje serce. Kiedy pokazałam ją mężowi, poruszyła także Jego. Mieszkamy we Wrocławiu, mamy dwa koty (maine coony) i psa (goldena) i moglibyśmy zająć się Kacprem, aż znajdzie dom stały. Może u nas mieszkać dowolnie długo. Wiem, że to dla niego będzie olbrzymi stres, ale znam się na kotach, miałam już kilka tymczasowych i wierzę, że potrafię go jak najmniej boleśnie zaaklimatyzować w naszym domu.”

Ucieszyło nas to i trochę przeraziło. „Kot wyjechałby do dosyć odległego miasta, jak zniesie podróż, jak mu będzie w tymczasowym domu, jak mogłybyśmy zapewnić jego utrzymanie? W gromadzie innych kotów byłoby to dla nas łatwiejsze i tańsze, a tak? No i kim są ludzie, którzy tak wspaniałomyślnie chcą pomóc kocurowi?” myślałyśmy z Janką i Ewą.

Anka Wrocławianka, jakby przeczuwając te rozterki, napisała:

Prowadzę bloga http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/ gdzie może Pani dowiedzieć się o mnie więcej i zobaczyć moje zwierzaki. Blog jest o wszystkim i niczym, generalnie o cieszeniu się życiem - taką przynajmniej mam nadzieję. (…) Po Kacpra moglibyśmy pojechać jutro. Jeśli On znajdzie dom stały, jesteśmy w stanie również go odwieźć do Łodzi, ale można mu przecież szukać domku we Wrocławiu.”

Postanowiłyśmy spróbować. Pod wieczór Ewa zadzwoniła do Anki Wrocławianki. To była długa rozmowa. Ewa pytała o wszystko, żeby upewnić się, że Kacper będzie miał dobrze u Tymczasowych Opiekunów.

Kochani, klamka zapadła, jutro ok.13 przyjedzie Pani Anka Wrocławianka z Mężem po Kacpra. (…) Wypytałam Ją o wszystko, o co prosiłaś. (…). Prosiła tylko, aby nie poprzestać szukać dla niego stałego domu, bo ona traktuje to jako dom tymczasowy, sama będzie szukała we Wrocławiu, ale prosi o wsparcie. (…) - napisała mi Ewa i rozemocjonowana dodała:

Boże, jak ja przeżywam, że wzięłam na siebie tę odpowiedzialność”.

Faktycznie, pierwszy raz znalazła się całkiem sama w tak trudnej sytuacji. Co z tego, że miałyśmy gorącą linię mailową i telefoniczną? To nie to samo.

Anka Wrocławianka i Jej Mąż z Kacprem. Fot. Ewa Sikorska

Anka Wrocławianka i Jej Mąż z Kacprem.

Niedziela, ok. godz. 13. Tymczasowi Opiekunowie podjeżdżają pod dom Kacpra.

Kacper w swoim pokoju. Fot. Anka WrocławiankaKacper początkowo ze spokojem i zaciekawieniem przyglądał się wszystkim z wysokości swoich piernatów. Wyraźnie lubi ludzi i gwar w mieszkaniu. Gorąco zaprotestował jednak przeciwko włożeniu go do kontenera. - Bronił się wszystkimi czterema łapami, ale ani razu nie wyciągnął pazurów. Jest niezwykły - opowiadała mi po wszystkim Ewa.

Dodała, że kot uspokoił się po około 15 minutach jazdy. Podróż zniósł idealnie, czasami tylko zamiauczał. „Jest cudny, grzeczny, spokojny i miły. No i piękny!” - napisała w sms-ie do Ewy Anka Wrocławianka tuż po przyjeździe do domu.

Kacper w kontenerze byl zaniepokojony, ale nie szalał jak to mają w zwyczaju inne przestraszone koty. Fot. Anka Wrocławianka

Kacper w kontenerze był zaniepokojony, ale nie szalał jak to mają w zwyczaju przestraszone koty.

Do mnie zaś napisała: „(...) i jak ja mam Pani odpisać?? Coś mi wlazło na kolanka i siedzi już od godziny:)) (…) jak tylko mnie uwolni, napiszę więcej:)”

To coś pokazała na zdjęciu, a ja całkiem się już uspokoiłam i pozbyłam jakichkolwiek wątpliwości.

Coś, czyli Kacper, na kolanach Anki Wrocławianki. Fot. Anka Wrocławianka

Coś, czyli Kacper, na kolanach Anki Wrocławianki tuz po przyjeździe do Jej domu.

Późnym wieczorem, dostałam wyczerpującego maila pełnego zachwytów nad Kacprem:

(...) przekupiłam cosia puszką moich kotów (tuńczyk w galarecie, nie byle co, ho ho:))) i właśnie pałaszuje ze smakiem. Przywiezionej puszki nie chciał zjeść, ale nie zmarnuje się, zjedzą kotki okoliczne, które dokarmiam. (...)

On jest cudowny! Od razu mi tak wyglądało z tego zdjęcia na Pani blogu, a teraz już jestem przekonana, że to kot absolutnie wyjątkowy i to przywilej móc z nim obcować. Oboje z mężem jesteśmy nim zachwyceni. Jest niezwykle opanowany, łagodny i mądry, otwarty, niezakompleksiony, ufny, odważny, no i prześliczny. Takiego kota to ze świecą szukać! Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że moje potwory zaakceptują nowego domownika. Nie martwię się ani o psa, ani o kotkę, które to są „do rany przyłożyć”, tylko zachowanie naszego Księcia, o iście bandyckich manierach, budzi moją obawę. Mam jednak nadzieję, że u niego, tak, jak u wielu „silnych w gębie” skończy się na pyskówce :). Zamierzam wprowadzić Kacperka w dom ze wszystkimi zasadami. Będzie odizolowany przez parę dni, aż nabierze zapachu domu. Będę mu pokazywać moje zwierzęta i cały dom z bezpiecznej pozycji w transporterze. Wszystko pomału.

Teraz zjadł i chciał wrócić na moje kolana, a tam komputer, więc ułożył się obok (...)

Po jedzeniu Kacper przytulił się do nóg Anki Wrocławianki. Fot. Anka Wrocławianka

Po jedzeniu Kacper przytulił się do nóg Anki Wrocławianki.

Anka Wrocławianka będzie szukać Kacprowi domu we Wrocławiu, my w Łodzi i wszędzie, gdzie się da. Kontakt do nas: 601 222 221, e-mail: kociepodworko@gazeta.pl.

Mąż Anki Wrocławianki z Kacprem. Fot. Anka Wrocławianka

Anko Wrocławianko, bardzo dziękujemy Tobie i Twojemu Mężowi.

Kacper jest w tej chwili na całkowitym utrzymaniu Anki Wrocławianki i Jej Męża.

Kacper jest w tej chwili na całkowitym utrzymaniu Anki Wrocławianki i Jej Męża. "Nie oczekuję zwrotu kosztów, wzięłam Kacpra z całym bagażem odpowiedzialności za niego" - napisała w mailu.

Zdjęcia:. Anka Wrocławianka, Ewa Sikorska (nr 4 i 7) i sąsiadka Kacpra (nr 6) 



poniedziałek, 03 września 2012
Kacper tymczasowo bezpieczny

Kacper gotowy do podrózy do Wrocławia. Fot. Anka Wrocławianka

Kacper gotowy do podróży do Wrocławia.

To oznacza, że po trzech tygodniach samotnego życia w pustym mieszkaniu rudzielec trafił w ręce Dobrych Ludzi do domu tymczasowego. Zaopiekują się kocurem do czasu znalezienia mu domu stałego. Na szczęście stałych opiekunów nie będziemy już szukać pod presją czasu (Kacper musiał opuścić dotychczasowy dom do 5 września) tylko na spokojnie.

Dom tymczasowy Kacpra jest... we Wrocławiu. Oszalałyśmy? Nie. Kocurem zaopiekowali się Wspaniali Ludzie: Anka Wrocławianka i Jej Mąż. Wczoraj przyjechali po niego i powieźli do Wrocławia. Kocur drogę zniósł doskonale, choć prawdopodobnie była to pierwsza podróż w jego dziewięcioletnim życiu. Jaka jest cała historia Kacpra, kim są jego Tymczasowi Opiekunowie, napiszę wkrótce w oddzielnej notce - długiej i szczegółowej. Przeczytają ją tylko Ci, którzy z rozmysłem się na to zdecydują.

Teraz natomiast ponawiam prośbę: rozpowszechnijcie wśród znajomych na FB wiadomość, że piękny, mądry, spokojny i po prostu doskonały (to słowa Anki Wrocławianki) kot pragnie znów mieć stały dom. Przez dziewięć lat mieszkał ze swoim Opiekunem w Łodzi. Może nie w dostatku, ale na pewno w szczęściu: Opiekun go kochał, dbał o niego, szczepił i leczył. Niewiele ponad trzy tygodnie temu wyszedł po zakupy. W sklepie dostał zawału serca. Do domu już nie wrócił. Kacper został sam w pustym mieszkaniu. Jeśli ktoś zechciałby wziąć go do swego domu na zawsze, prosimy o kontakt: tel. 601 222 221 lub e-mail: kociepodworko@gazeta.pl

Kacper jeszcze w łódzkim domu. Fot. Anka Wrocławianka

Kacper jeszcze w łódzkim domu.

Więcej zdjęć wkrótce - w dłuższej notce.

Zdjęcia: Anka Wrocławianka

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40