| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
niedziela, 02 września 2012
Tot jest bardzo chory

Chory Totek. Z calego ciałka największą ma teraz główke. Tak schudł. Fot. Łukasz ŁuckaPonad tydzień temu przyszykowałam zupełnie inną notkę na blog. Ale chciałam dobrać do niej zdjęcia i nie opublikowałam jej od razu. Zaraz potem dowiedziałam się od Janki, że Totek bardzo źle się czuje i zapomniałam o notce.

Janka pojechała z Totem do Dr Justyny do Czterech Łap. Wspaniała lekarka, wspaniała lecznica. Dr Justyna zrobiła badanie krwi Totkowi i zaordynowała konieczne leki, choć na konto lecznicy nie wpłynęły jeszcze pieniądze, które wysłałam na leczenie.

Okazało się, że Totek ma niewydolność nerek i silną anemię. Do tego z powodu spadku odporności odnowił mu się zaleczony w przeszłości koci katar. Dr Justyna zaordynowała antybiotyk, kroplówki sterydy i lek wspomagający odporność. Ale... wszystko teraz zależy od Totka. Musi najpierw pokonać infekcję i oczywiście jeść. A z tym jest różnie. Totek raz je, innym razem tylko poliże a częściej nie chce nic. Nigdy nie był podtyty, a ostatnio wręcz szczupły, ale w ciągu ostatnich kilku dni został z niego cień.

Chory Totek. Z calego ciałka największą ma teraz główke. Tak schudł. Na łapce ma bandaż przytrzymujący wenflon przez który ma podawane kroplówki. Fot. Łukasz Łucka

Chory Totek. Z całego ciałka największą ma teraz główkę. Tak schudł. Na łapce ma bandaż po pobraniu krwi. Kroplówki dostaje podskórnie, a nie dożylnie, jak napisałam początkowo z rozpędu. Po drugiej stronie szyby widać czuwających przy Totku Rysia (z lewej) i Miłą.

Wczoraj Janka napisała mi o Totku: "Krew jest bardzo zła. Ma bardzo niski poziom hematokrytu, bardzo blade spojówki i język. Katar utrudnia mu jedzenie więc praktycznie przestał jeść. Nerki też są kiepskie i Justyna nie wie czy anemia jest wynikiem niewydolności nerek - to bardzo możliwe - czy jest jakaś inna przyczyna."

Tu też po drugiej stronie szyby czuwają przy Totku Ryś (z lewej) i Miła. Fot. Łukasz Łucka

Tu też po drugiej stronie szyby czuwają przy Totku Ryś (z lewej) i Miła.

Bardzo trudno mi o tym pisać, ale... dopiero kiedy Tot zwalczy infekcję, będzie można wprowadzić właściwe - to znaczy bardziej intensywne - leczenie nerek i anemii. Na razie od tygodnia, dzień w dzień, Janka jeździ z Totem do lecznicy. Wprawdzie skończyło się 120 zł, które przesłałam, ale wkrótce powinnam dostać wierszówkę za ostatni tekst.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

17:23, joannagrabowska_net , Tot
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 sierpnia 2012
Kot w pustym mieszkaniu

Kacper pilnie potrzebuje domuZ Kacprem jest tak, jak z kotem z wiersza Szymborskiej. Przez dziewięć pięknych lat śliczny, spokojny i bardzo szanujący ludzi rudzielec żył ze swoim człowiekiem w Łodzi. Ale jego opiekun zmarł. Biedny Kacper został sam - w domu i na całym świecie. Nikt go teraz nie chce. Na razie mieszka w pustym mieszkaniu swego opiekuna. Ale mieszkanie trzeba zdać właścicielom – bez kota.

Co czeka Kacpra? Ci, co go nie chcą, mówią nawet o jego uśpieniu. A to byłoby barbarzyństwem. Kacper jest zdrowy, wykastrowany i bardzo grzeczny. Kiedy wychodzi do ogródka, nie ucieka, ale jeśli nie może wyjść z domu załatwia się do kuwety. Kacper bardzo chce mieć dom i swego człowieka, któremu mógłby pomruczeć.

Do tego zdjęcia, o które poprosiliśmy, ustawił się natychmiast, jakby wiedział, że może to być dla niego jakaś nadzieja.

Bardzo prosimy o dom dla Kacpra. To, że nie jest kociakiem w oczach wielu ludzi działa na jego niekorzyść, ale każdy wielbiciel kotów wie, że życie z dojrzałym, dobrze wychowanym, mądrym i lubiącym ludzi kocurkiem to sama przyjemność. Kontakt: tel. 601 222 221, e-mail: kociepodwórko@gazeta.pl

O tej sprawie powiedziały mi Janka i Pani Ewa. To bardzo pilne. Proszę, roześlijcie tę wiadomość, gdzie się da. A może ktoś zechciałby przygarnąć Kacpra choć na jakiś czas, dopóki nie znajdziemy mu stałego domu?

czwartek, 16 sierpnia 2012
Żar z nieba się leje

Dziś były 32 st. C, jutro ma być 35, pojutrze 34. W niedzielę 28, w poniedziałek tylko 27 a we wtorek wracają upały - 34. Koty przesypiają całe dnie. I ziewają tak, jak Elek niżej.

Cudny :) Fot. Joanna Grabowska

Chwilę później znów zasnął :)

Zdjęcie: Joanna Grabowska

sobota, 11 sierpnia 2012
Kuba nie żyje

Godzinę temu przeczytałam maila od Janki, ale nie mogłam się zabrać do przygotowania tej informacji. Janka napisała o Kubie:

„Miał zmiażdżony tylny odcinek kręgosłupa, widocznie ktoś jednak na niego najechał. Prześwietlili go i stwierdzili, że nie ma dla niego nadziei. Bardzo mi go szkoda. Mimo, że prowadziłam czasem z nim wojnę, to go lubiłam jak wszystkie koty. Niestety koty nie najlepiej radzą sobie z motoryzacją i faktycznie nie powinny wychodzić na dwór.”

Kuba. Fot. Magda Grabowska

Kuba.

Ja też tak uważam. Koty domowe, nie powinny wychodzić na dwór. Paradoksalnie czyha tam na nie więcej zagrożeń niż na bezdomniaki. Bo koty domowe są zbyt ufne, za bardzo przekonane o tym, że wszyscy ludzie się nimi zachwycają i że wszyscy powinni ustępować im z drogi. Tak czują się w domu i tego spodziewają się na dworze. Nawet bardzo sprytny i zaradny Kuba.

Janka pisała mi w środku dnia - kiedy jeszcze nie wiadomo było, co z Kubą – że ranny kocur leżał pod płotem ogrodu. Czyli na swoim podwórku. W pobliżu zawsze parkują auta. „Czasem leżał praktycznie obok tych parkujących aut. Łukasz mi opowiadał, że jak kiedyś wyjeżdżał stamtąd brat jego kolegi,to musiał długo czekać aż kot odejdzie. Może ktoś nie miał takiej cierpliwości?”

Zdjęcie: Magda Grabowska

01:37, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (5) »
piątek, 10 sierpnia 2012
Co się stało Kubie?

Kuba.Nie o Kubie miała być ta notka, ale życie chciało inaczej. Przed chwilą zajrzałam do skrzynki i znalazłam mail od Janki. Wysłany przed 40 minutami. Wyraźnie zdenerwowana napisała:

"coś się  stało Kubie. Nie wiem czy potrąciło go auto czy też dostał jakiegoś paraliżu, ale leżał nieruchomo i tylko takie drgawki miał wzdłuż ciała. Jego właścicielka płakała, że nie żyje, ale my mówiliśmy, że oddycha. Jak przekładaliśmy go do kontenera to podnosił głowę. Pojechali z nim do lekarza. Nikt nie wie, co się stało. Nie miał żadnych ran. (...) bardzo mi go szkoda."

Mi też Kuby szkoda, choć tak łobuzował i tyle na niego wydziwiałam. Janka obiecała, że jak tylko się czegoś dowie, napisze.

Jak ja nie lubię czekać...

12:28, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 sierpnia 2012
O kocie w butach

Znacie tę baśń?

Lepiej sprawdźcie ;)

Henio w butach. Fot. Magda Grabowska

Henio. Upał na łebek mu zaszkodził? Ale i tak go uwielbiamy :)

Zdjęcie: Magda Grabowska

czwartek, 02 sierpnia 2012
Jak Ryś z Mandarynem

Trzeba przyznać, że to dosyć dziwna przyjaźń, ale jeśli kotom odpowiada, ludzie powinni się tylko cieszyć.

Mandaryn. Fot. Łukasz Łucka

Mandaryn ostatnio obraził się trochę na Jankę, bo mu przy każdym "widzeniu się" wyskubywała wielbłądzie kłaki. Trzyma się zatem w bezpiecznej odległości od Jej dłoni

Kiedyś, kiedy Ryś nie był jeszcze wykastrowany, a Mandryn pojawił się w jego pobliżu, awantura wisiała w powietrzu. Tylko wisiała - dzięki ugodowemu postępowaniu Mandaryna. Ryś, macho, nie znosił kastratów, do tego nieśmiałych i cichych jak Mandaryn. Mandaryn dobrze o tym wiedział i unikał go jak ognia. Gdy tylko Ryś się zbliżał wycofywał się na z góry upatrzone pozycje i czekał aż kocur zaspokoi pragnienie albo głód. Dobrze na tym wyszedł. Nie obrywał od Rysia tak, jak to zdarzało się innym kotom. A swoją miskę z jedzeniem i piciem i tak zawsze miał zagwarantowaną.

Gdy Ryś został wykastrowany, uspokoił się nieco. Pani Dozorczyni z Małego Podwórka stwierdziła nawet, że zdziadział. Ale my się z tym nie zgadzamy - już nie. Teraz Ryś - po krótkotrwałej depresji - znów jest sobą i rozdaje łaski w ogródku Janki.

Ostatnio jednak nastąpiło coś niezwykłego. - Mandaryn i Rys bardzo się ze sobą zaprzyjaźniły - opowiadała mi ostatnio Janka. - Ocierają się na powitanie, wąchają, pukają łebkami.

Czego Ryś-świntuch szuka pod ogonem Miłej, tylko on wie. W głębi August bada jakąś wędlinę, którą wystawili kotom sąsiedzi Janki. Wzięcia chyba nie ma ;) Fot. Łukasz Łucka

Czego Ryś-świntuch szuka pod ogonem Miłej, tylko on wie. W głębi August bada jakąś wędlinę, którą wystawili kotom sąsiedzi Janki. Wzięcia chyba nie ma, bo należałoby ją pokroić trochę ;), a poza tym: "koty z Kociego są rozbestwione" i tylko za puszkami się oglądają orzekli ci sami sąsiedzi, choć cierpliwie do ogródka Janki wynoszą to i owo.

Kiedy jednak Janka wystawia kotom karmę - wraca stare. Pierwszy do misek podchodzi Ryś. Potem Miła, Diabeł i Tot - te ostatnie w różnej kolejności. Ale nie Mandaryn. Mandaryn usuwa się w kącik i cierpliwie czeka. - Podchodzi dopiero wtedy, gdy zje Ryś, albo Miła i któreś z nich odsunie się od miski - mówi Janka. - Szkoda mi tego Mandaryna, bo wyraźnie ma jakieś kompleksy i sam decyduje się na tę swoją niską pozycję wśród kotów.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

10:15, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (2) »
wtorek, 31 lipca 2012
Do czego służy kotu drabina?

Dzikuska. Fot. Łukasz ŁuckaDzikuska, gdyby umiała mówić, rzuciłaby pewnie komentarz, że to głupie pytanie i odparłaby, że oczywiście do wspinania się.

Zwłaszcza, że sprawa jej dotyczy. Któregoś dnia Janka zostawiła w przedpokoju przy pawlaczu drabinę. Czekała na wyniesienie jej do piwnicy. I co zrobiła Dzikuska? Wdrapała się po niej na pawlacz. - Widać bardzo jej się tam spodobało, bo przysnęła sobie. Spała smacznie, kiedy szukaliśmy jej po całym mieszkaniu. W końcu objawiła się bardzo zadowolona ze swego dowcipu - opowiadała mi Janka.

Wspominałam już, że Dzikuska wreszcie wyzdrowiała. Jest też wreszcie bardzo oswojona z ludźmi i należałoby dać jej nowe imię. - Pozostaniemy jednak chyba przy Dzikusce, bo to co wyprawia w domu to obłęd. Skacze, biega i zwisa ze wszystkiego w co tylko zdoła wbić pazury - opowiadała mi Janka. - Niczym się nie zraża. Często źle wymierzy skok, rozpaczliwie wtedy chwyta się wszystkim co w pazury jej wpadnie i ściąga to na siebie i na podłogę. Czort nie kot. Ostatnio bardzo zaprzyjaźniła się z Dzidziusiem. Ciągle się wylizują po uszach i łebkach. I sypiają wtulone jedno w drugie. Rozrabiają oczywiście też razem, choć mała bardziej. W końcu Dzidziuś to już dorosły kot.

Wkrótce będziemy szukać Dzikusce domu. Zrobimy jej zdjęcia i zamieścimy ogłoszenia gdzie tylko się da. Na razie Dzikuska szaleje u Janki.

I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili. Janka właśnie mi napisała, że August nadal jest na Kocim podwórku i albo nawołuje, albo awanturuje się z Kubą. Obiecała napisać więcej wkrótce - na razie potwierdzała tylko dostawę karmy, którą kupiłyśmy dla Kociego.

I jeszcze jedno - koty z Kociego nadal są wspierane puszkami przez Panie: Agnieszkę i Justynę. - Co miesiąc przynoszą po kilka puszek Kitekata - mówiła mi Janka. Obu Paniom bardzo dziękujemy.

Jest August :)

August Fot. Łukasz ŁuckaDziś dostałam maila od Janki. Napisała:

"Na podwórku pojawił się August, mąż zauważył go już rano, a ja dopiero teraz. Nie wygląda na zabiedzonego i wystraszonego. Podejrzewam, że może mieć dom. Poczęstował się  konserwą i zaległ w chwastach".

To "teraz" Janki było krótko przed godz. 16, bo wtedy do mnie pisała. No to trochę nam ulżyło. Szkoda, że nie powrócił również Duszek.

Z powrotem Augusta pojawił się jednak inny problem. Skoro jest podejrzenie, że on jednak domowy i tylko wymyka się komuś, to przecież nie można go kastrować. A jeśli gdzieś tam tylko się stołuje, jak u nas, to należałoby się nim zająć. Tylko jak trafić kocimi ścieżkami do celu, czyli ewentualnych opiekunów, w miejskiej dżungli?

August w chwastach. Fotka sprzed miesiąca, ale najwyraźniej aktualna. Fot. Łukasz Łucka

August w chwastach. Fotka sprzed miesiąca, ale najwyraźniej aktualna.

Jutro napiszę o Dzikusce. Cywilizuje się kociczka :)

Zdjęcia: Łukasz Łucka

00:02, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 lipca 2012
Nie ma Ducha, nie ma Augusta

August w ogródku Janki. Fot. Łukasz ŁuckaO zniknięciu Ducha dowiedziałam się od Janki w poniedziałek (23 lipca). Miałam nadzieję, że odezwie się z lepszymi wiadomościami. Nic z tego. Bardzo nam żal obu kotów.

Duszek zniknął następnego dnia po naszej poprzedniej rozmowie. Jeszcze o 6 rano słyszał go dozorca, a potem ślad po nim przepadł. Bardzo boimy się, że ktoś go niechcący wywiózł pod maską samochodu... A może wypłoszył go ten truteń i rozbójnik Kuba. - Skaranie boskie z nim mamy - opowiadała mi Janka. - W ogródku dosłownie wyżera z misek wszystko na co trafi. Diabeł i Mandaryn boją się go jak ognia. Mimo to podczas karmienia i oswajania Ducha, prowadziłam Kubę do ogródka, żeby Pani Małgosia mogła kociaka spokojnie nakarmić. 

August w ogródku Janki. Fot. Łukasz Łucka

August w ogródku Janki czuł się dosyć pewnie. No i szukał kotek. A takich, jakich potrzebował, nie mógł znaleźć. Miła wysterylizowana, Dzikuska za mała

August (na wszystkich zdjęciach) z kolei sam się oddalił. Nie ma go już ze trzy tygodnie, albo i ciut dłużej. To aż dziwne, że do tej pory nie wrócił choćby po to, żeby się najeść. Wiedział, że w ogródku zawsze coś się znajdzie dla niego a w upały zawsze jest tam woda. On też nie znosił Kuby.

Na szczęście Dzikuska jest już zdrowa i wszystkie pozostałe koty też. Tyle dobrego. A tak chciałam opisać tu same dobre historie.

Zdjęcie: Łukasz Łucka

17:57, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40