| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
piątek, 27 lipca 2012
Co słychać u Koteczki?

Co ja tam będę pisać, popatrzcie na zdjęcia. Przypomnę tylko, że Koteczka to Mama Henia i Harpii. Harpia szybciutko znalazła dom, Koteczka czekała na niego dłużej. Nawet bardzo długo. Doczekała się jednak takiego, jaki można sobie dla kota tylko wymarzyć. Przyjęli ją pod swój dach Pani Aleksandra i Pan Andrzej. Co jakiś czas przysyłają nam MMS-y i króciutkie relacje i pozdrowienia. My też pozdrawiamy. Najserdeczniej i najcieplej jak potrafimy. A teraz - zdjęcia Koteczki.

Tak sypiają tylko szczęśliwe koty. Uwielbiam grzybowy nosek Koteczki. Tzn. w kolorach grzybowych. Fot. Pan Andrzej

Tak sypiają tylko szczęśliwe koty. Uwielbiam grzybowy nosek Koteczki, tzn. w kolorach grzybowych.

Tu z lewej jest Kocia, wielka przyjaciółka Koteczki. Poczatkowo nie pałaly do siebie wielkim uczuciem. Ale teraz... Fot. Pan Andrzej

Tu z lewej jest Kocia, wielka przyjaciółka Koteczki. Początkowo nie pałały do siebie wielkim uczuciem, bo trudno tak od pierwszego spotkania. Ale teraz...

Tu Kocia i Koteczka na działce. Maja karę i ogród obserwują przez okno. Chwilę wcześniej zapolowały na ptaszka. Koteczka wdrapała się nawet do gniazda. Fot. Pan Andrzej

Teraz za to wszystko robią razem. Rozrabiają też razem. Tu Kocia i Koteczka na działce. Maja karę i ogród obserwują przez okno. Chwilę wcześniej zapolowały na ptaszka. Koteczka wdrapała się nawet do gniazda.

No tak, Koteczka - uosobienie niewinności. Fot. Pan Andrzej

No tak, Koteczka - uosobienie niewinności.

A tu koci pieszczoch. Henio też tak się wygina podczas głaskania. Rodzinne najwyraźniej. Fot. Pan Andrzej

A tu koci pieszczoch. Henio tez sie tak wygina podczas głaskania. Widać to rodzinne.

A tu Kocia ze sznaucerkiem, który przez kilka dni mieszkał z Panem Andrzejem i Panią Aleksandrą. Fot. Pan Andrzej

A tu Kocia ze sznaucerem, który przez kilka dni mieszkał z Panem Andrzejem i Panią Aleksandrą.

Historię o sznaucerku należy ciut rozwinąć, bo pokazuje u jak wspaniałych ludzi jest Koteczka. Było tak: Pan Andrzej podjechał na stację benzynową po paliwo. Kiedy tankował, do samochodu wskoczył mu śliczny młody sznaucer. I nie zamierzał wysiąść. O właścicielu pieska nikt nic nie wiedział, żadnych klientów na stacji poza Panem Andrzejem też nie było. Pan Andrzej zabrał więc psa do domu, by u niego poczekał na opiekuna, albo został na zawsze, jeśli była to kolejna ofiara wielkich wakacji. - Kotki szybko go zaakceptowały, a pierwsza Koteczka - napisał mi. Po kilku dniach jednak szczęśliwie znalazł się właściciel psa. Wcale nie chciał się go pozbyć. Piesek się zgubił. W domu czekało na niego zapłakane dziecko. Ta historia mogła się skończyć dla psa znacznie gorzej, gdyby nie trafił na Pana Andrzeja.

Zdjęcia: Pan Andrzej

12:37, joannagrabowska_net , Znalazły dom
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 lipca 2012
Wodę mi popsuli!

Żar taki, że strach. Koty dyszą, zamieniają się w płaszczki na względnie chłodnej podłodze, szukają miejsc jak najzimniejszych, a tu w całym domu 26 stopni albo i więcej. Na dworze jeszcze gorzej. I zero przeciągu, choć okna na przestrzał pouchylane.

Spróbowałyśmy z Magdą zaradzić choć trochę tym kocim dolegliwościom. Magda znalazła w internecie dwa sposoby:

Pierwszy - zimne okłady na rozgrzane łebki. Elka zdziwiły trochę, położył uszy i - jak to on - cierpliwie czekał z okładem na głowie, na zakończenie tej szopki. Z ulgą przyjął zdjęcie z łebka wilgotnego ręcznika. Furia - ta nawet nie przerwała drzemki. Tylko nogi przeciągnęła. A Henio... odmówił współpracy. Uciekł pod stół i zaczął śmigać między nogami krzeseł. Nie mamy zdjęć, niestety, bo Magda zajęta była tymi okładami, a ja nie mogłam włączyć się do akcji.

Drugi - kostka lodu do miski z wodą. Sprawia, że woda nie zamienia się szybko w ciepłą zupę. Furia wykazała zero zainteresowania. I wodą, i pływającym w niej lodem. Elek zbliżył się do strefy karmienia zwabiony zachowaniem Henia. A Henio...

O, a co tu robicie? Fot. Magda Grabowska

O, a co tu robicie? Macie coś dla mnie?

Co to jest!?!Fot. Magda Grabowska

Co to jest!?!

Kto i dlaczego mi wodę spaskudził? Ja chce pić!Fot. Magda Grabowska

Kto i dlaczego mi wodę spaskudził? Ja chcę pić!

To mi przeszkadza! Czy to się rusza?Fot. Magda Grabowska

To mi przeszkadza! Czy to się rusza?

Elus, Elus, patrz, wodę popsuli! Fot. Magda Grabowska

Eluś, Eluś, patrz, wodę popsuli!

I co teraz będzie? Ja chcę piiiić!Fot. Magda Grabowska

I co teraz będzie? Ja chcę piiiić!

Poczekam zboczku, może wyskoczy? Fot. Magda Grabowska

Poczekam z boczku, może zaraz wyskoczy?

Eluś, chodź tu. To nie wyskakuje! Fot. Magda Grabowska

Eluś, chodź tu. To nie wyskakuje!

Ale znika, bo to lód. Nie hałasuj, mały! Fot. Magda Grabowska

Ale znika, bo to lód. Nie hałasuj, mały!

Lóóód?!? Fot. Magda Grabowska

Lóóód?!?

To może ja poczekam? Fot. Magda Grabowska

A kiedy, on zniknie? To może ja poczekam?

Dlugo jeszcze? Może już? Fot. Magda Grabowska

Długo jeszcze? Może już?

Sprawdzam, sprawdzam! Fot. Joanna Grabowska

Sprawdzam, sprawdzam!

Nie ma! Ale ten Eluś mądry. Tego

Nie ma! Tego "lóda" naprawdę nie ma. O, nawet łapką sprawdzam! Nie ma! Ale ten Eluś mądry...

Wreszcie mogę sie napić! Fot. Joanna Grabowska

Wreszcie mogę się napić!

Zdjęcia: Magda i Joanna Grabowskie



piątek, 20 lipca 2012
W kolorach im do twarzy

Przeczytałam gdzieś, że koty nie lubią czerwonego. Chyba jednak nie wszystkie ;).

Elek z upodobaniem układa się w czerwieni :) Fot. Magda Grabowska

Elek z upodobaniem układa się w czerwieni :)

Furia jak widać też. Kocnaprawde jest czerwony w słońcu tak pozmieniał kolory :) Fot. Magda Grabowska

Furia jak widać też. Koc naprawdę jest czerwony w słońcu tak pozmieniał kolory :)

Henio - ich adoptowane dziecko - też lubi czerwień. Fot. Magda Grabowska

Henio - ich adoptowane dziecko - też lubi czerwień. I poduszkę z kociakami.

Lubią tę czerwień nie dlatego, że muszą, bo innych koców i narzut nie mamy. Oto dowód. :)

Furia. Fot. Magda Grabowska

Furia

Elek. Fot. Magda Grabowska

Elek

Henio. Fot. Magda Grabowska

Henio na tej samej narzucie co Furia i Elek, ale w cieniu. Oj, oszukuje to słońce.

Zdjęcia: Magda Grabowska

czwartek, 19 lipca 2012
Dzień Dzidziusia

Dzidziuś. Fot. Łukasz ŁuckaDzidziuś - w przeciwieństwie do Totka - jest kotem niewychodzącym, czyli kanapowym. Może słowo kanapowy jest w jego przypadku trochę na wyrost, bo akurat na kanapie spędza najmniej czasu a zwykle przesiaduje na innych meblach albo na oknie, ale chodzi po prostu o to, że nie jest wypuszczany na dwór. Owszem w przeszłości zdarzyło mu się kilka wypadów za kuchenne okno, ale wszystkie kończyły się w ogródku - a najdalej pod świerczkiem, spod którego wydobywano go i na rękach transportowano do domu. Dzidziuś miewał wtedy minę zwycięzcy, zdobywcy, herosa prawdziwego, choć za pierwszym razem po prostu trząsł się ze strachu.

Dzięki "niewoli" Dzidziuś jest najlepiej zorientowany w kociopodworkowych sprawach. To on sprawdza - mniej lub bardziej ukryty za kuchenną firanką - kto przychodzi na posiłki, ile je i jak często. To on stoi na straży karmy, którą chcą wyjadać gołębie, i kuchni, do której usiłuje zakraść się wścibski i złośliwy Kuba.

Ostatnio jednak kocur najwyraźniej uznał swe uwięzienie za jawną niesprawiedliwość. No bo dlaczego właściwie ma tylko oglądać świat zza firanki? I dlaczego ma strzec wszystkiego z domu a nie na dworze? W ostatnie upały zatem Dzidziuś wymknął się wieczorem i... nie wrócił do rana.

- Aleśmy się go naszukali po nocy. Kilka razy wychodziliśmy. Łukasz miał rano szykować ogłoszenia, powiadomiliśmy sąsiadów, a zwłaszcza Panią Ewę, która z wysokości trzeciego piętra ma doskonały widok na nasze podwórko i nie raz pomagała w łapaniu kotów - wspominała w poniedziałek Janka. - Ale rano, tak około siódmej, Dzidziuś się znalazł. Siedział pod ogrodzeniem z siatki ukryty w trawie i krzaczkach. Nie było go widać, ale usłyszałam jego biedniutkie "miau", kiedy otwierałam okno. W piżamie po niego pobiegłam. Na szczęście sąsiedzi jeszcze spali.

Tak więc Dzidziuś szczęśliwie powrócił na domu łono. Na razie nie interesuje się dworem. Bez protestów poprzestaje na oglądaniu świata zza firanki i samodzielnym organizowaniu sobie dnia. Czy się nudzi? Nie wiemy. W każdym razie przejawia dużą inwencję, by ewentualną nudę zabić. Oto próbka jego dokonań z jednego tylko dnia.

Tu mamy Dzidziusia w welonie. Twórczo wykorzystał w tym celu firankę przygotowaną do powieszenia na oknie. Fot. Łukasz Łucka

Dzidziuś w sieci. Twórczo wykorzystał w tym celu firankę przygotowaną do powieszenia na oknie.

Dzidziuś na lodówce. Im wyżej tym lepszy widok, prawda? Fot. Łukasz Łucka

Dzidziuś na lodówce. Z góry lepiej widać, prawda?

Dzidziuś anektujący przestrzeń przy chlebaku i mikrofalówce. A co, ktos ma coś przeciwko?!? Fot. Łukasz Łucka

Dzidziuś anektujący przestrzeń przy chlebaku i mikrofalówce. A co, ktoś ma coś przeciwko?!?

Kiedy inne koty przychodzą na okno zjeść, Dzidziuś natychmiast melduje się przy nich. Ciekawe na co się tu zapatrzył z Mandarynem? Miła najwyraźniej uznała jedzenie za sprawę istotniejszą. Fot. Łukasz Łucka

Kiedy inne koty przychodzą na okno zjeść, Dzidziuś natychmiast melduje się przy nich. Ciekawe na co się tu zapatrzył z Mandarynem? Miła najwyraźniej uznała jedzenie za sprawę istotniejszą.

I na koniec zagadka. Ile tu jest kotów? :) Fot. Łukasz Łucka

I na koniec zagadka. Ile tu jest kotów? :)

Zdjęcia: Łukasz Łucka

10:43, joannagrabowska_net , Dzidziuś
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lipca 2012
Duch

Mam niejasne wrażenie, że kiedyś już pisałam tu coś o jakimś duchu. Sprawdzałam nawet, ale... nie znalazłam nic poza tą miną Diabła uwiecznioną przez Łukasza na zdjęciu niżej.

Diabeł. Zobaczył ducha? Fot. Łukasz ŁuckaNieważne. Ważne jest natomiast to, że Duch to nowy kociak, który pojawił się w poprzednią niedzielę na Kocim podwórku. Oczywiście zdjęcia nie mamy, bo to Duch. Polowania na niego trwają już od kilku dni, ale - jak dotąd - bezskuteczne. Ducha słychać, czasem przez mgnienie oka widać. O ile można w nocy zobaczyć czarnego i w dodatku małego kota.

- Podobno ma jakieś białe elementy, ale ja ich nie widziałam - opowiadała mi Janka.

Duch zamieszkał w najgorszym z możliwych miejsc na podwórku. Pod maskami samochodów zaparkowanych wzdłuż kamienicy. Zmienia je ciągle, więc nawet nie wiadomo, gdzie dokładnie jest. No i przemieszcza się jak błyskawica. Kiedy jest głodny daje o tym znać głośnym miauczeniem. Dostaje wtedy jadło od Janki, Pani Małgosi (to ona go wypatrzyła) albo od Sąsiadki Pani Małgosi.

Janka wymyśliła - bardzo słusznie zresztą - że póki co malca trzeba związać z jednym niejeżdżącym samochodem, skoro taki z niego miłośnik motoryzacji. Kot dokarmiany jest więc w jednym miejscu, żeby do czasu odłowienia go był bezpieczny, o ile w tych warunkach w ogóle to możliwe. Jest nadzieja, że w czwartek Jance uda się pożyczyć klatkę-łapkę (w tej lecznicy, w której leczy się Dzikuska). Wtedy ktoś zasadzi się na małego i będzie czekać, aż Duch wpadnie do niej.

Metalowej łapki na noc zostawić nie można, bo skoro złomiarze ukradli kiedyś wszystkie klamki od drzwi wejściowych na klatki w naszej kamienicy, to takiej okazji tym bardziej by nie przepuścili.

Co do pozostałych kotów, to wszystko z nimi w porządku. Tylko August znowu gdzieś wywędrował. Pewnie szuka kotek. Mamy nadzieję, że wróci.

09:36, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lipca 2012
Dzikuska na zastrzykach

Dzikuska. Fot. Łukasz ŁuckaDziś - a właściwie wczoraj, bo północ właśnie minęła - dłuuugo porozmawiałyśmy sobie z Janką o kotach na kocim. O wszystkich, ale szczególnie o Dzikusce. Tak jak obie się obawiałyśmy, leki. które mała dostała podczas pierwszej wizyty u weta, nie wystarczyły. Zaleczyły tylko oczka. W zeszłym tygodniu Dzikuska zrobiła się osowiała i przestała jeść. Janka pojechała więc z nią ponownie do wetki - tej samej, u której była za pierwszym razem. Pani doktor tym razem dokładniej zbadała kotkę (łącznie z badaniem temperatury) i zaordynowała Dzikusce antybiotyk w zastrzykach. Stwierdziła, że u małej rozwinął się jednak calicivirus. Jeden zastrzyk kotka dostała od razu w gabinecie, a dwa następne Janka wzięła dla niej do domu. Dziś zrobiła pierwszy, a w środę będzie drugi. W czwartek wizyta kontrolna.

- Ale już teraz widać, że kotce jest lepiej - opowiadała mi Janka. - Zaczęła jeść, bawi się. Po prostu znów staje się sobą, czyli rozbrykaną Dzikuską.

Pytałam Jankę o co chodzi z tymi płytkami w pyszczku kotki, stwierdzonymi podczas pierwszej wizyty. Obie nadal nie bardzo wiemy, więc nie będę kombinować. Faktem jest, że teraz w pyszczku mała ma nadżerki. Dostała na nie Aftin. - Nadżerki powinny być smarowane nim, ale który kot pozwoli posmarować sobie czymś język - mówiła Janka. - Po jedzeniu wpuszczamy więc jej do pyszczka po kropelce leku.

Pani doktor zdecydowała, że Janka nie będzie płacić za to obecne leczenie kotki. Nie muszę chyba pisać, że nas to ucieszyło ;), zwłaszcza że...

No właśnie..., ale o tym napiszę jutro. :).

poniedziałek, 16 lipca 2012
Ciepło, cieplej, gorąco!

Czy w jakimkolwiek kraju na świecie służby meteo potrafią prawidłowo przewidzieć pogodę? Bo tutejsze są z reguły równie skuteczne jak te w Polsce. Na sobotę i niedzielę przewidywały po 18-19 stopni C, zachmurzenie i deszcz a było stopni 26-27, piękne słońce przez większość weekendu i tylko od czasu do czasu niewielkie chmurki, które czasami kapnęły pojedynczymi kropelkami. Ludzie nawet parasoli nie rozkładali tylko korzystali z chwilowej ochłody.

Aż nie wiem, czego spodziewać się w kolejne dni nowego tygodnia. Ponoć ma być 28 stopni C i słońce bez jednej chmurki... Przy granicy błędu 8-9 stopni, powinno zrobić się... Oj, wolę nie liczyć. Nie znoszę upałów.

Nasze kocury chyba też nie, ale już taka Furia na przykład... Taaak ta to wie, do czego służy ciepło i łowi je każdym włoskiej swojej sierści.

Furia łowi słońce. Fot. Magda Grabowska

Furia łowi słońce na łóżku Magdy. Okno jest po stronie zachodniej, słońce zaczyna w nie zaglądać dopiero po południu, ale Furia trwała na posterunku już od południa, zajmując pozycję strategiczną. Kiedy słońce się przesunie, ona przewędruje wraz z jego promieniami. Bo promienie muszą padać wprost na nią.

Elek i Furia na plazy.Furia łowi słońce. Fot. Magda Grabowska

Elek za ostrym słońcem nie przepada. Ale bardzo lubi towarzystwo Furii. Układa się więc w pobliżu, ale tak, by słoneczne promienie nie padały mu na futerko. A co Henio robi w tym czasie?

Henio się chłodzi. Fot. Magda Grabowska

Kiedy starszyzna wypoczywa w słońcu i cieniu, Henio się chłodzi. Przybiera przedziwne pozycje. Ta na żabę jest jedną z lepszych. Ale potrafi i tak, jak niżej:

W tej pozycji - na plecach - potrafi leżeć godzinami. Jest wtedy tylko troche mniej skręcony. Tu najwyraźniej chciał się usmiechnąć Magdzie do aparatu. Ale chyba nie zdążył ;). Fot. Magda Grabowska

W tej pozycji - na plecach - potrafi leżeć godzinami. Jest wtedy tylko trochę mniej skręcony. Tu najwyraźniej chciał się uśmiechnąć Magdzie do aparatu. Ale chyba nie zdążył ;).

A żebyście nie myśleli, że Henio odrzucony jest przez Elka i Furię, pokażę jeszcze trzy inne foty, już niezwiązane z pogodą :)

Drzemka Henia z Elkiem. W naszej sypialni na małżeńskim łożu. Fot. Magda Grabowska

To jest to, co Henio lubi najbardziej - spokojna drzemka z Elkiem w naszej sypialni na małżeńskim łożu.

Drzemka w

Drzemka w "trójkącie" na łóżku Magdy.

A tego Henio nie lubi. Po jego napiętej minie widać, że się zastanawia: Czego tu ona szuka? Ja chcę spać, a ona trzęsie drapakiem. Fot. Magda Grabowska

A tego Henio nie lubi. Po jego napiętej minie widać, że się zastanawia: Czego tu ona szuka? To mój drapak! Ja go odkryłem! Niech sobie idzie na swoja poduszkę na słońcu!

Zdjęcia: Magda Grabowska

Dzikuska była u weta

Dzikuska. Fot. Łukasz ŁuckaStraszne zaległości porobiły mi się na Kocim. Brakuje mi czasu na pisanie, bo szykujemy się do kolejnej przeprowadzki. Do większego mieszkania. Zapewniam jednak, że zaległości są tylko w pisaniu, a nie w opiece nad kotami :).

Karmę zamawiamy na bieżąco – według zapotrzebowania: dla dorosłych i ostatnio dla juniorów - a jakieś dwa tygodnie temu Janka była z Dzikuską do weterynarza. Dzięki Pani Beacie, która na badanie i leczenie małej przesłała pieniądze na konto Niechcianych i Niezapomnianych. Niestety wizyta została wyznaczona nie w naszych ulubionych Czterech Łapach, tylko tam, gdzie Jankę skierowała Pani Natalia z Fundacji. Szkoda, zwłaszcza że...

„Uczucia mam ambiwalentne - napisała mi Janka. - Z jednej strony pani doktor bardzo miła, a z drugiej nie zmierzyła temperatury ani nie posłuchała kota. Kotka ma coś w pyszczku (płytkę jakąś ???), w uszach jakieś zaczerwienienie (nie jest to raczej świerzbowiec) i trochę zaczerwienione oczy. Na to wszystko dostałam lekarstwa a poza tym została odpchlona i odrobaczona.”

I tyle. :( A w Czterech Łapach mieliśmy zawsze pełną i wyczerpującą informację. Wszystko od razu było wyjaśniane i tłumaczone. Koty nie zawsze miały mierzoną temperaturę, by ich nie męczyć i nie stresować nieprzyjemnym badaniem, gdy nie ma takiej potrzeby, ale... osłuchiwane były zawsze.

Dzikuska. Fot. Łukasz Łucka

Dzikuska została „oceniona” na trzy miesiące (na tym zdjęciu ma zatem ze dwa z kawalątkiem). Dostała książeczkę i jest teraz intensywnie oswajana przez całą rodzinę Janki.

Tabletki na odrobaczenie dostały i pozostałe koty. Nie będą z tego powodu szczęśliwe. Nie zapomnę, jak je aplikowałyśmy im z Magdą, kiedy byłyśmy jeszcze w Łodzi. W sumie to nawet im się nie dziwię, skoro na karmę z domieszką zmielonej na proszek odrobaczającej tabletki nawet muchy nie chciały siadać ;).

Zdjęcie: Łukasz Łucka

niedziela, 15 lipca 2012
Co się przytrafiło Mandarynowi?

Mandaryn. Fot. Łukasz ŁuckaPoza nim samym nie wie tego nikt. Było to jednak coś niedobrego zapewne, bo Mandaryn nie pojawił się przez kilka dni. Nie było go ani w ciągu dnia, ani w nocy. Nawoływania i poszukiwania nie przyniosły efektów. Janka zaczęła się niepokoić. Ale... Po sześciu dniach nieobecności wreszcie przyszedł.

- Wychudzony i markotny. I bardzo, bardzo głodny. Chyba ktoś gdzieś go zamknął niechcący - podejrzewa Janka. To bardzo możliwe, bo teraz Mandaryn trzyma się Kociego... i stara nie odchodzić na inne podwórka. Nocuje pod oknem w skrzyni, albo w pobliskich komórkach.

A oto nasz piękny Mandaryn na zdjęciach, które mu zrobił Łukasz.

Jest na co popatrzeć, prawda? :)

Zagadka: gdzie tu jest kot? Fot. Łukasz Łucka

Najpierw zagadka. Gdzie tu jest kot? I na dodatek zwany Mandarynem?

Tu musicie uwierzyć na słowo - wraz z Miłą na oknie Janki pożywia się Mandaryn. Na jego lewym boku widać kłaczącą się sierść. Mógłby kocur bardziej dbać o higienę ;(. Fot. Łukasz Łucka

Tu musicie uwierzyć na słowo - wraz z Miłą na oknie Janki pożywia się Mandaryn. Na jego lewym boku widać kłaczącą się sierść. Mógłby kocur bardziej dbać o higienę ;(.

O, to z tej foty wycięłam piekny portret Mandaryna, który już znacie. Fot. Łukasz Łucka

O, to z tej foty wycięłam piękny portret Mandaryna, który już znacie.

Nie macie wrażenia, że Mandaryn upodobnił sie tu do szopa?Fot. Łukasz Łucka

Nie macie wrażenia, że Mandaryn upodobnił się tu do szopa?

A tu Mandaryn (z prawej) w towarzystwie Diabła, którego lubi najbardziej spośród wszystkich stworzeń na świecie. Fot. Łukasz Łucka

A tu Mandaryn (z prawej) w towarzystwie Diabła, którego lubi najbardziej spośród wszystkich stworzeń na świecie.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

13:49, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (2) »
środa, 13 czerwca 2012
Dzikuska, August i Mandaryn wyszli z ukrycia

Dzikuska po swych nocnych obserwacjach Rodziny Janki najwyraźniej uznała, że może jej zaufać. Może coś tam jej Dzidziuś powiedział na ucho? Może Tot? A może za szczyt poświęcenia uznała codzienne czołganie się po podłodze z latarką w dłoni i przepatrywanie wszystkich kątów w poszukiwaniu jej kociej wysokości?

Dzikuska z Panem Ryszardem. Fot. Łukasz Łucka

Dzikuska z Panem Ryszardem. Koteczka wygląda teraz jak niewiniątko

Nie dość jednak, że wyszła z ukrycia – i to z własnej i nieprzymuszonej woli - niemal od razu wpakowała się Panu Ryszardowi, Mężowi Janki, do łóżka, a Jance - na kolana. Łukaszowi nie mogła nigdzie wejść, bo robił jej zdjęcia w tych niezwykłych okolicznościach.

Dzikuska na kolanach Janki. Fot. Łukasz Łucka

Dzikuska na kolanach Janki.

To bardzo dobry znak. Zwłaszcza, że Pan Ryszard ma rewelacyjną rękę do oswajania kociaków. Leżakują na jego ramionach, rozmruczane patrzą na wszystkich z góry kiedy nosi je na rękach. Najwyraźniej niedługo Dzikusce trzeba będzie zmienić imię.

August w ogródku Janki. Fot. Łukasz Łucka

August w ogródku Janki.

Wkrótce napiszę o jej wyjściu do ludzi więcej, bo mam nadzieję dziś skontaktować się z Janką, a teraz dodam jeszcze tylko, że coraz śmielej poczyna sobie także August. To piękne imię przyniósł sobie ten buro-biały kocurek w dniu, w którym po raz pierwszy pojawił się na naszym podwórku. Piękny jest. Trochę niepokojąco przypomina urodą Kubę, ale najwyraźniej nie jest wredny, bo nawet Ryś dzieli się z nim swoją miską.

August pozwolił już Łukaszowi pogłaskać się i zagląda nawet do kuchni Dzidziusia. Tak, tak – odkąd Dzidziuś wypędził z niej Kubę można śmiało tak pisać, zwłaszcza, że skoro kuchnia jest Janki, a Janka Dzidziusia, to... i kuchnia jest Dzidziusia, prawda? A wracając do Augusta – możliwe, że i on zaprzyjaźni się z Dzidziusiem i zmieni się w fajnego domowego kota, któremu szybko będziemy szukać domu. :)

Mandaryn, o którym obiecałam dziś napisać, bo też częściej pojawia się w godzinach kiedy można go sfotografować, musi poczekać do jutra. Ale tylko notka. Teraz pokażę zdjęcie, jakie sobie do niej przygotowałam. Piękne. :)

Mandaryn. Fot. Łukasz Łucka

Mandaryn

Zdjęcia: Łukasz Łucka

11:18, joannagrabowska_net , Wieści z Łodzi
Link Komentarze (4) »