| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
piątek, 23 września 2011
Operacja: koci pazur

Odkąd wyjechałyśmy z Łodzi liczymy się z tym, że kiedyś trzeba będzie wreszcie pójść z którymś z kotów do tutejszego weta. Ponieważ jesteśmy jeszcze mocno kulawe językowo, ale się pilnie uczymy, miałyśmy nadzieję, że taki moment nastąpi za jakiś znacznie dłuższy czas. Trzy dni temu okazało się jednak, że może to być potrzebne dosłownie już...

A oto nasza Furia. Niestety nie miał kto robić jej zdjęć podczas usuwania pazura, więc nie mamy fotodokumentacji z tego zdarzenia. Ale pewnej nocy kocica tak się Magdzie objawiła. Fot. Magda Grabowska

 A oto nasza Furia. Niestety nie miał kto robić jej zdjęć podczas usuwania pazura, więc nie mamy fotodokumentacji z tego zdarzenia. Ale pewnej nocy kocica tak się Magdzie objawiła

Magda zauważyła, że Furia często podnosi prawą rękę i opiera się przy miskach z karmą tylko na lewej. Pomyślałyśmy początkowo, że to jakaś fanaberia kotki, ale że lepiej ją poobserwować. Ale jak tu obserwować rozleniwionego kota, który tylko leży i ledwo się do kuwety albo jedzenia zwleka?

Ponieważ bardzo się Magdzie spodobała w takim ujęciu, została uwieczniona na kilkunastu fotach. Pokazujemy drugą, którą uznałysmy w sumie za najlepszą. Czy ktoś wie, dlaczego koty tak wystawiaja języki? Furii, a coraz częściej i Elkowi, Bardzo często się to zdarza. Fot. Magda Grabowska

Ponieważ bardzo się Magdzie spodobała w takim ujęciu, została uwieczniona na kilkunastu fotach. Pokazujemy drugą, którą uznałyśmy w sumie za najlepszą. Czy ktoś wie, dlaczego koty tak wystawiają języki? Furii, a coraz częściej i Elkowi, zdarza się to po kilka razy dziennie

Magda postanowiła więc po prostu obejrzeć rękę Furii. Łatwo powiedzieć. Właśnie tę prawą kotka ciągle chowała pod siebie a fukaniem i prychaniem dawała znać, że nie życzy sobie żadnego spoufalania się. Bo niewtajemniczonym albo zapominalskim przypomnę, że Furia to nie jest kotka-przytulanka i lepiej o tym nie zapominać. Wprawdzie wybrała sobie naszą rodzinę (wolała to, niż rozstanie z Elkiem), ale dotąd pozwalała nam na bardzo ograniczony zakres czynności przy niej. Należało ją głaskać i pieścić wyłącznie tam gdzie chciała i wyłącznie wtedy, gdy akurat miała na to ochotę. Należało sprzątać jej kuwetę, wygładzać kocyk w legowisku, karmić i poić, a nade wszystko zapewnić święty spokój, by uszanować jej wybór. Efekt jest taki, że żeby zrobić najprostszy podskórny zastrzyk trzeba było z Furią jechać do Czterech Łap. Tam grzeczna i potulna, wtulona w Magdę, pozwalała Dr. Aleksandrowi zrobić ze sobą wszystko. My, w domu, nie mogłyśmy zrobić jej nic, no, może prawie nic.A tu Furia podczas swojej ulubionej czynności - opalania się. Fot. Magda Grabowska

A tu Furia podczas swojej ulubionej czynności - opalania się

Wieczorem jakimś cudem Magdzie udało się jednak obejrzeć prawicę Furii. Potem obejrzałam i ja. I co...? Odkryłyśmy potężnego pazura (przy środkowym palcu), który zaczął jej wrastać w poduszeczkę. Atmosfera w domu zrobiła się napięta. Furia nabuzowana ułożyła się na łóżku Magdy i popatrywała na nas przez rzęsy, jakby ostrzegała: „lepiej się więcej do mnie nie zbliżajcie”. Magda zakaz oczywiście złamała, bo trzeba było sprawdzić, czy pazur już wrósł, czy tylko kłuje Furię w poduszeczkę. Kiepsko to wyglądało. Nie mogłam pazura podważyć, żeby lepiej mu się przyjrzeć, a w dodatku z poduszeczki starłam ociupinę krwi.

Tu nasi małżonkowie wtuleni w siebie na fotelu. Fot. Magda Grabowska

Tu nasi małżonkowie wtuleni w siebie na fotelu

A taki ogon zaprezentował Elek podczas ucieczki pod łóżko, kiedy Furia zawrzasnęła podczas zabiegu i wyskoczyła Magdzie z rąk. To nie jest ta chwila. Tu akurat podgląda Henia, który rozrabiał w Magdy pokoju. Muszę jednak zauważyć, że Elek zaprezentował wreszcie ogon wart obejrzenia. Zwykle jego ogonek przypomina cieniutki chiński warkoczyk zupełnie nieprzystający do elkowej postaci... Fot. Joanna GrabowskaZdecydowałyśmy się zaryzykować naszym zdrowiem i spróbować jednak obciąć ten szpon, bo do rana mógł wrosnąć głęboko, albo poduszeczka byłaby tak zraniona, że trudno byłoby nawet wetowi cokolwiek zrobić przy kotce.

Gabinet urządziłyśmy w salonie na podłodze. Zawczasu przygotowałam sobie sprzęt: dwie pary nożyczek do kocich paznokci, chusteczki i talerzyk z kostką lodu. Magda wyczytała, że krwawiącą rankę warto potraktować lodem. Potem wzięła rozgniewaną Furię na ręce. Położyła ją sobie na kocyku rozłożonym na kolanach i mocno trzymała ją za kark. Oj nie podobało się to Furii. Nieprzyjemnie zaburczała. Jeszcze mniej przyjemna zrobiła się, kiedy wzięłam jej rękę i nacisnęłam, żeby pazury wysunęły się spomiędzy poduszeczek. Furia ponownie wyfukała nam dobitnie, co o nas sądzi i napięła się, przygotowana do ucieczki. Ale Magda mocno ją trzymała. Nożyczkami do kociakowych pazurków (te dla dorosłych kotów uznałyśmy z Magdą za duże i mniej poręczne) udało mi się delikatnie chwycić zwinięty w fajkę krogulec. Nie zdążyłam ich zacisnąć, by uciąć ten szpon, gdy Furia dziko na nas zawrzasnęła, szarpnęła rękę i dała dyla z kolan Magdy. Elek i Heniek przypatrujący się całej operacji z bezpiecznej odległości, też podskoczyli. Napuszyli ogony i razem z Furią pogalopowali pod łóżko.

Tu Elek z przodu. Fot. Magda Grabowska

Ponieważ na zdjęciu wyżej zaprezentowałam ogon - podobny do tego jaki Elek zaprezentował podczas ucieczki pod łóżko, kiedy Furia zawrzasnęła podczas zabiegu i wyskoczyła Magdzie z rąk - tu pokazuje go z przodu, bo przystojny jest niesłychanie, prawda? Zwykle ogonek Elka przypomina cieniutki chiński warkoczyk zupełnie nieprzystający do jego wspaniałej postaci...

Obie z Magdą również się przeraziłyśmy. Oczami wyobraźni już widziałam skaleczoną kończynę Furii, ale tylko przez chwilę, bo spojrzałyśmy na cążki. Tkwił w nich potężny zrogowaciały pazur, a dokładniej ta jego część, która powinna zejść, kiedy wyrósł pod nią nowy pazurek. Nigdzie nie było śladu krwi, więc uznałyśmy, że najwyraźniej nic kotce złego nie zrobiłyśmy. Magda sprawdziła to jeszcze osobiście, kiedy tylko Furia wyszła spod łóżka. Czyli po około kwadransie. Kicia wyszła spod wyrka lekko, mocno ale z wdziękiem opierając się na wszystkich łapkach. Spojrzeniem pokazywała nam jednak, że mamy trzymać się z daleka, bo mimo wszystko zraniłyśmy jej dumę.

A to słodki Henio z różowym brzuchem. Tak sypia na kanapie. Fot. Joanna Grabowska

A to słodki Henio z różowym brzuchem. Tak sypia na kanapie, a gdzie jeszcze i z kim... o tym napiszę wkrótce

Całe szczęści, że nie rękę. Bo po nocy szukałybyśmy weta... A tak poza wszystkim postanowiłyśmy sobie, że od tej pory, nie bacząc na kocie humorki, będziemy dokładnie przeglądać pazury naszych futrzaków. Łatwiej obciąć pazurek ruchomy i dosyć giętki, niż zrogowaciały i twardy. Do tej pory nie było takiej potrzeby (albo może zabrakło nam wyobraźni), ale lepiej nie ryzykować. Zwłaszcza, że operacja „pazur” wcale nie musiała zakończyć się powodzeniem. Na szczęście wszystko się udało - trochę za sprawą furii Furii - i teraz kocica z godnością przemierza mieszkanie, nie bojąc się bólu.

Zdjęcia: Magda i Joanna Grabowskie