| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
piątek, 21 września 2012
Mandaryn zasnął

Dowiedziałam się o tym wczoraj wieczorem, ale do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Nikt z nas nie może uwierzyć, ani zrozumieć, co się stało.

Tego lata Mandaryn miał juz odwagę zaglądać do domu Janki. Wskakiwał przez otwarty lufcik. Fot. Łukasz Łucka

Tego lata Mandaryn miał już odwagę zaglądać do domu Janki. Wskakiwał przez otwarty lufcik.

Wygląda to tak, jakby Mandaryn wygodnie zwinął się w kłębek do drzemki w swoim ulubionym miejscu pod kolczastymi, gęstymi krzakami w ogrodzie Janki i już się nie obudził.

Janka znalazła go martwego, ale nadal zwiniętego w kłębek, jakby nadal śpiącego. Mandaryn śpi teraz koło Totka, blisko miejsca, w którym lubił się wygrzewać na słońcu.

To jedna z najdziwniejszych kocich śmierci z jaką się zetknęłam. Czy ktoś potrafi mi powiedzieć, co mogło stać się Mandarynowi? Czy zdrowy kot może tak po prostu położyć się spać, zwinąć wygodnie w kłębek i już się nie obudzić?

Przyznam szczerze, że chciałam w tej notce pożegnać Mandaryna i zamknąć Kocie podwórko. By nie przekazywać już więcej złych wiadomości. Magda odwiodła mnie od tej myśli, bo pewno Mandaryn nie chciałby, by tak to wszystko się zakończyło.

Prawda jest jednak taka, że nie ma już kota dzięki któremu akurat ja włączyłam się w pomaganie bezdomnym kotom i rozpoczęłam opisywanie ich na blogu. To do chorego Mandaryna kociaka sprowadziła mnie Magda kilka lat temu i poprosiła o pomoc. Mandaryn miał koci katar. Jego przyzwyczajanie go do nas i odławianie zajęło nam kilka dni, ale "po drodze" wytoczyła się nam na ścieżkę w ogródku równie zakatarzona i drżąca od gorączki Kisia.

Kisi też już nie ma. I nawet nie wiemy, co jej się stało. Lepiej będzie, jeśli przestanę wspominać.

Zdjęcie: Łukasz Łucka

11:10, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (13) »
niedziela, 15 lipca 2012
Co się przytrafiło Mandarynowi?

Mandaryn. Fot. Łukasz ŁuckaPoza nim samym nie wie tego nikt. Było to jednak coś niedobrego zapewne, bo Mandaryn nie pojawił się przez kilka dni. Nie było go ani w ciągu dnia, ani w nocy. Nawoływania i poszukiwania nie przyniosły efektów. Janka zaczęła się niepokoić. Ale... Po sześciu dniach nieobecności wreszcie przyszedł.

- Wychudzony i markotny. I bardzo, bardzo głodny. Chyba ktoś gdzieś go zamknął niechcący - podejrzewa Janka. To bardzo możliwe, bo teraz Mandaryn trzyma się Kociego... i stara nie odchodzić na inne podwórka. Nocuje pod oknem w skrzyni, albo w pobliskich komórkach.

A oto nasz piękny Mandaryn na zdjęciach, które mu zrobił Łukasz.

Jest na co popatrzeć, prawda? :)

Zagadka: gdzie tu jest kot? Fot. Łukasz Łucka

Najpierw zagadka. Gdzie tu jest kot? I na dodatek zwany Mandarynem?

Tu musicie uwierzyć na słowo - wraz z Miłą na oknie Janki pożywia się Mandaryn. Na jego lewym boku widać kłaczącą się sierść. Mógłby kocur bardziej dbać o higienę ;(. Fot. Łukasz Łucka

Tu musicie uwierzyć na słowo - wraz z Miłą na oknie Janki pożywia się Mandaryn. Na jego lewym boku widać kłaczącą się sierść. Mógłby kocur bardziej dbać o higienę ;(.

O, to z tej foty wycięłam piekny portret Mandaryna, który już znacie. Fot. Łukasz Łucka

O, to z tej foty wycięłam piękny portret Mandaryna, który już znacie.

Nie macie wrażenia, że Mandaryn upodobnił sie tu do szopa?Fot. Łukasz Łucka

Nie macie wrażenia, że Mandaryn upodobnił się tu do szopa?

A tu Mandaryn (z prawej) w towarzystwie Diabła, którego lubi najbardziej spośród wszystkich stworzeń na świecie. Fot. Łukasz Łucka

A tu Mandaryn (z prawej) w towarzystwie Diabła, którego lubi najbardziej spośród wszystkich stworzeń na świecie.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

13:49, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 września 2010
Co Mandaryn o Buce opowiada

Mandaryn. Fot. Magda GrabowskaFajną akcję przedwczoraj widziałem. Był wieczór. Ciemno jak nie powiem gdzie i mokro. Bo lało jak z cebra. Jak zwykle z innymi kotami czekałem pod samochodami przy klatce Magdy na kolację. Najpierw wyszła jej mama. Zapalić, bo w domu nigdy nie pali. Buka, która siedziała trochę dalej od nas, pod takim czerwonym samochodem, na jej widok od razu zaczęła się drzeć. Jakby ją coś opętało. Fakt mokra była, zmarznięta i głodna, ale przecież jak my wszyscy, więc o co ten krzyk. Mama Magdy uznała jednak, że Buka chce, żeby jej pomóc. Chyba miała rację, bo ta Buka - odkąd się u nas pojawiła - dziwnie się zachowywała. Gapiła się po oknach, zaczepiała miaukaniem niektórych ludzi, jakby czegoś albo kogoś szukała. No i nie potrafiła się z nami dogadać. Podczas karmień zawsze na nas warczała i kłóciła się, nawet jak jej schodziliśmy z drogi. Aż Magda nazwała ją Buka, bo nas tym swoim buczeniem odstraszała. Zwyczajnie nieprzystosowana jakaś.

Buka. Fot. Joanna Grabowska

Buka - już u Pani Małgosi. Tu jeszcze w klatce, ale wypuszczona z niej zaczęła wczoraj wieczorem pięknie ocierać się o nogi Pani Małgosi i mruczeć

No więc ta Buka nie tylko się darła, ale zaczęła też wycierać się o spodnie mamy Magdy i mruczeć, i na łapki stawać. Dosłownie tańczyła jej przy nogach. Mama Magdy gdzieś wtedy zadzwoniła - raz, drugi, trzeci. Z kimś się naradzała, a potem zniknęła. Najpierw w domu Pani Małgosi, to jedna z sąsiadek, która też o nas pamięta i nas czasami dokarmia, a później w domu Pani Janki. A potem, jak w jakimś teatrze zaczęły się otwierać kolejne drzwi klatek i pojawiać się coraz to nowe osoby. Najpierw mama Magdy z kontenerem. Potem Pan Ryszard, mąż Pani Janki z klatką, jeszcze później Magda. Pan Ryszard wszedł z klatką do domu Pani Małgosi i wkrótce wyszedł. A deszcz cały czas lał. Mama Magdy wyglądała jak strzyga, bo nie miała parasola i kompletnie zmokła. Magda po chwili wyglądała tak samo jak ona i jak my. Ale nie było czasu na myślenie o tym, bo na podwórku zaczęły się dziać nowe rzeczy.

Buka zawiera znajomość z Biszkoptem. Chwilę wcześniej oba zwierzaki dotkneły się nosami. Ani razu nie prychały, ani nie warczały na siebie. Czyżby Buka w swoim pierwszym domu miała psa?

Buka zawiera znajomość z Biszkoptem. Chwilę wcześniej oba zwierzaki dotkneły się nosami. Ani razu nie prychały, ani nie warczały na siebie. Czyżby Buka w swoim pierwszym domu miała psa?

Magda i jej Mama podeszły do tego czerwonego samochodu Buki i zaczęły ją wołać. No to się wszyscy - ja, Diabeł, Kisia, Ryś i Kuba - przysunęliśmy pod to auto, żeby lepiej widzieć. I wtedy Magda wzięła na ręce Bukę, żeby ją do tego kontenera włożyć. A Buka, wystraszona przez Kubę, który ją tak bezinteresownie zaatakował, wyrwała się Magdzie. Podrapała ją trochę, ale Magda się do niej nie zraziła tylko dalej tę Bukę wołała. Buka jednak schowała się pod inny samochód i przestraszona nie chciała wyjść, choć pokazaliśmy jej wszyscy, że nie ma czego się bać i podeszliśmy do Magdy. Kiedy nie wzięła z nas przykładu, to się znowu schowaliśmy, bo nie chcieliśmy jeszcze bardziej moknąć. Wtedy mama Magdy powiedziała, że nie ma zamiaru tkwić tak bez sensu na deszczu i poszła do domu. Ale zaraz wróciła - z puszką i talerzykami. To był dobry ruch. Ci ludzie czasami niegłupi są. Magda ponakładała nam jedzenie i podeszła do Buki, żeby ją tym jedzeniem wywabić spod samochodu. Buka myślała, że to kolacja i wyszła. Głuptaska. Nie wiedziała, że kolacji nie jadamy na parkingu tylko w ogródku, i wyszła spod auta. I wtedy Magda ją znowu złapała, ale już mocno, za skórę na karku, i włożyła do podstawionego przez mamę Magdy kontenera. Buka była tak zaskoczona, że zapomniała, że może protestować, drzeć się i szarpać. A potem zamknięta w tym kontenerze zniknęła z mamą Magdy w klatce Pani Małgosi.

Przez pierwszą dobę u Pani Małgosi Buka była cicha i spokojna. Fot Joanna Grabowska

Przez pierwszą dobę u Pani Małgosi Buka była cicha i spokojna.

Magda szybko zebrała talerzyki z jedzeniem i poprowadziła nas do ogródka, żeby nikt nie miał pretensji, że karmi koty przy samochodach, a potem też poszła do Buki. Bo Bukę przygarnęła na razie do swojego domu Pani Małgosia.

Pani Małgosia ma psa, Biszkopta, znajdę, którego przygarnęła jesienią, jak się go wyparli pierwsi właściciele, którym ciągle uciekał. Ciekaw byłem, co Biszkopt powie na towarzystwo Buki. Podejrzewałem, że będzie wojna, a okazało się, że nie było nawet bitwy. Podczas prawdziwej kolacji, kiedy już Buka była urządzona u Pani Małgosi, usłyszałem jak mama Magdy relacjonowała wszystko Pani Jance, która wróciła późno z pracy i nie widziała tego wszystkiego, co ja. Mama Magdy powiedziała, że Buka z Biszkoptem obwąchały sobie nosy i ani ona ani Biszkopt nie zdenerwowały się na siebie. Kto wie, może nawet się zaprzyjaźnią?

Biszkopt bardzo interesuje się Buką. Wygląda na to, że chciałby się z nią zaprzyjaźnić. Fot. Joanna Grabowska

Biszkopt bardzo interesuje się Buką. Wygląda na to, że chciałby się z nią zaprzyjaźnić.

Buka była wczoraj z mamą Magdy u lekarza. U Pani Doktor Justyny w Czterech Łapach. Magda została w domu, bo się przeziębiła. Ma przykazanie siedzieć w domu kilka dni i leczyć się. Ale na wieczorne karmienie przyszła, bo zawsze musi nas odliczyć i sprawdzić, czy jesteśmy zdrowi. No i chciałaby złowić tego małego kociaka, który już trzy razy pokazał się jej i jej mamie na kolacji. Ale ten kociak ucieka, kiedy się do niego podchodzi. Śmieszny jest, bo z jednej strony się boi, a z drugiej miauka, żeby pokazać, gdzie jest i gdzie należy postawić mu miskę z karmą. Szybko zjada i znika. Powinien się nazywać Duszek, bo drugiego tak szybko rozpływającego się w powietrzu kota na naszym podwórku nie ma.

Zdjęcia: Joanna Grabowska

08:50, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (3) »
piątek, 02 kwietnia 2010
Hm, wykolegowałem Rysia...

Mandaryn. Fot. Magda GrabowskaPrzez prawie trzy doby nie pokazywałem się ludziom z Kociego Podwórka, ale wczoraj wieczorem wreszcie się im objawiłem, bo zaczęli się niepokoić. Postanowiłem też przenocować w koszu, co bardzo nie spodobało się Rysiowi. To było tak: kiedy Magda z Mamą przyszły do ogródka z kolacją, kręciłem się w pobliżu jak inne koty. Był Tot, Rudzia, Pipa, Kuba jakiś mocno wygłodniały, Diabeł i ja, czyli Mandaryn. Koteczka była wcześniej, Kisia siedziała w domu, Miłej i Jasnej nie chciało się przyjść z Małego Podwórka, bo Pani Irena je tam wcześniej nakarmiła, a Transwet obrażony po awanturze z Kubą w kurniku poszedł sobie. Cyklop i Polarnik gdzieś zabalowali i już od kilku dni się nie pokazują, a Dzidziuś tradycyjnie podglądał nas z kuchennego okna Pani Janki.

Ten Dzidziuś to bezczelny się zrobił. Jak Pani Janka przez to okno wygląda i rozmawia z Magdą i jej Mamą, to wskakuje Pani Jance na plecy i gapi się na nas z wyżyn jej pleców. I tak śmiesznie szyję wyciąga i głową w dół i w górę porusza. Magda się śmieje, że „robi wielbłąda”. Mam nadzieję, że nie jest to obraźliwe, bo tak robią wszystkie Koty czymś zaciekawione, a jednocześnie lekko niepewne.

Ale dosyć o Dzidziusiu. Miałem opowiedzieć, jak Rysia wykolegowałem. Ryś ostatnio zagarnął dla siebie kosz. W skrzyni nie śpi, bo mu za ciepło, ja z tego samego powodu też z niej zrezygnowałem. Chciałem pospać w koszu, bo ostatnio nocowałem w komórkach i zapragnąłem odrobiny luksusu. A tu Ryś przy tym koszu ciągle się kręcił. Ja też. Kiedy Magda rozstawiła nam talerzyki z jedzeniem, obleciałem szybko wszystkie, bo musiałem wybrać to, co najsmaczniejsze, i wybrałem jeden - ten najbliżej kosza. We wszystkich jedzenie było to samo więc przynajmniej miejsce trzeba było wybrać strategicznie. Ryś sam sobie winien, że o tym nie pomyślał. Kiedy zjadłem, natychmiast do tego kosza wskoczyłem. Zwinąłem się w muszelkę i udawałem, że już śpię. Nie spałem oczywiście, bo spodziewałem się Rysia i nie pomyliłem się. Ryś zjadł, wysikał się, obwąchał ogródek i zaczął pchać się do kosza. No to podniosłem głowę i wytrzymałem to jego groźne spojrzenie. Nawet nie drgnąłem. Ryś obszedł więc dookoła deskę zasłaniającą kosz i popatrzył z pretensją na Magdę i jej Mamę. Chyba oczekiwał ich interwencji. Zorientowałem się, bo usłyszałem Magdę. - Wybacz, Rysiu, Mandaryna też lubię, albo będziecie spać razem, bo miejsca jest dosyć a przy koszu jest jeszcze jeden koc, albo poszukasz sobie innego miejsca - powiedziała. Ryś popatrzył na nią zasępiony, a potem znowu zajrzał do mnie. I mroził mnie tym swoim spojrzeniem. Miałem poparcie Magdy, więc nie ustąpiłem. Ryś zaczął wąchać koc obok, ale nie podobało mu się, że ma mi ustąpić i poszedł sobie. Że niby na obchód ogródka. Zostałem w koszu. Ryś znalazł sobie inny nocleg i tak skończyła się ta historia.

Ale nie martwcie się. Ja tylko tak w tę jedną noc chciałem sobie wygodnie pospać. Zwykle chodzę przecież na Przyjazne Kotom Podwórko i tam nocuję z Cyklopem. A kosz jest przecież nie tylko dla Rysia, i - oczywiście - nie tylko dla mnie. Jest dla wszystkich kotów, które go potrzebują. Tak jak ja tej nocy...

11:54, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 stycznia 2010
Nowy na podwórku

Mandaryn. Fot. Magda GrabowskaStrasznie późno przyszła dziś na karmienie Mama Magdy ze Starszą Córką. Nawet u Pani Janki w oknach światła już pogasły, choć zawsze długo się świecą. Mama Magdy tłumaczyła nam, że to przez jakieś kino i że długo trwał film.

Co tam. Najważniejsze, że przyszły, bo nas w ogródku i na podwórku dużo na nie czekało. Byłem ja, czyli Mandaryn, Diabełek, Koteczka, Transwet, Pipa i Kuba. Kuba to uspokoił się ostatnio. Może mrozy go ostudziły. Dostaliśmy suche i mokre jedzenie i dwie miski ciepłej wody. Dobrze było się troszkę jej napić.

A potem Starsza Córka wypatrzyła jeszcze Nowego. Mama Magdy od razu pognała go nakarmić i przy okazji go obejrzeć. Orzekła, że jest Kubopodobny. Ma dużo białego i burego, ale burego więcej niż Kuba. No i nie ma tego nieprzyzwoicie różowego nosa, tylko czarny, a może po prostu brudny. Bo ten Nowy to cały strasznie jest brudny. I wszystkich nas się boi. Nawet mnie. I ucieka przed nami.

Mamie Magdy i Starszej Córce wcale się to nie podobało i zrobiły tak, że nie mogłem go straszyć i ganiać. To znaczy postawiły na śniegu przy garażu miskę z jedzeniem. Od razu się nią zająłem, choć miała być dla Nowego. Nie byłem głodny, bo zjadłem w ogródku, ale przecież to moje podwórko. Tylko że zaraz potem Mama Magdy wyczarowała jeszcze jedną miskę z jedzeniem i wsunęła go pod samochód, pod który ten Nowy się schował. Starsza Córka pilnowała, żebyśmy mu nie przeszkadzali. Skuteczna była. Nowy zjadł. A Kubę głuptasa odciągnęła od niego śnieżką. Rzuciła ją w jego kierunku a ten głupolek myślał, że się z nim bawi. Normalnie ubaw miałem.

Polarnik. Zdjęcie jest z pierwszego rzutu zimy, ale trzeba go przypomnieć. Fot. Magda Grabowska

Polarnik. Zdjęcie jest z pierwszego rzutu zimy, ale trzeba go przypomnieć.

A potem pokazał się jeszcze Polarnik. On nie mieszka na naszym podwórku, ale przychodzi tu jeść. Nie wiem, dlaczego i Magda, i jej Mama, i Starsza Siostra, i ich Tata tak bardzo go lubią. Mówią, że piękny i że to chodzące geny Rysia. No i co z tego, że piękny i podobny do Rysia. Ja też jestem piękny, mimo że czarny. Przyznaję jednak, że mnie też lubią. Ja też je lubię, a zwłaszcza ich jedzenie i staram się jak najczęściej czekać na nie wieczorem pod ich klatką.

Temu Polarnikowi Mama Magdy też od razu miskę jedzenia podsunęła. Ile ona nosi tego ze sobą? Koteczka próbowała Polarnika wykolegować, ale on się nie dał. A jak się najadł to od razu za śmietniki wskoczył i nawet nie machnął ogonem w podziękowaniu. Ja tam zawsze pamiętam, że pokręcić się jeszcze koło nich, żeby nie myślały, że tylko na kolacje przychodzę. A jutro wraca do nas Magda. To dobrze. Trochę nam jej brakuje.

Zdjęcia: Magda Grabowska

02:46, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 października 2009
Męskie bitwy i układy

Mandaryn. Fot. Magda GrabowskaMam na imię Mandaryn. Muszę się przypomnieć, bo dawno nic nie opowiadałem. Jestem skromnym kotem i trochę milczącym, ale dziś muszę podzielić się z kimś moimi przemyśleniami.

Otóż nie podobają mi się zachowania niektórych kotów na naszym podwórku. Chodzi mi o cztery kocury: Rysia, Tota, Kubę i Batmana. Nie lubią się nawzajem. Jak tylko siebie zobaczą to warczą i wymyślają sobie ile sił w płucach mają. Jakby jakimiś prostymi ludźmi byli, co to beż żenady klną i wrzeszczą aż się po całym podwórku i pobliskiej ulicy niesie.

Te cztery koty jednoczą się tylko w jednej sytuacji - na widok Cyklopa, mojego serdecznego przyjaciela. Wszyscy czterej natychmiast rzucają się na niego i chcą go wygonić z naszego podwórka. To strasznie podłe. Cyklop jest od nich słabszy i ślepy na jedno oko. Ale jest niewykastrowany i chyba to im najbardziej przeszkadza. Bo Tot, Ryś i Kuba są wykastrowani. Batman nie, ale on się odgrywa na Cyklopie za wszystkie swoje upokorzenia ze strony tych trzech, a zwłaszcza Kuby, który też ciągle go prześladuje.

To jest mój przyjaciel Cyklop. Fot Magda Grabowska

To jest mój przyjaciel Cyklop.

A to ten okropny Batman. Fot Magda Grabowska

A to ten okropny Batman.

Niedobry Ryś, choć mi nic nie robi... Fot. Magda Grabowska

Niedobry Ryś, choć mi nic nie robi...

Tot. Też niedobry, choć na torbie do laptopa u Łukasza w pokoju wygląda jak niewiniątko. Tot jako jedyny ma aż tam wejście i jak jest chłodno stara się z tego korzystać. Fot. Magda Grabowska

Tot. Też niedobry, choć na torbie do laptopa u Łukasza w pokoju wygląda jak niewiniątko.

 

Kuba. Fot. Magda Grabowska

No i najgorszy z nich. Kuba.

Hm, ja też jestem wykastrowany, ale Cyklopa bardzo lubię. Czy ktoś potrafi mi wytłumaczyć zachowania Rysia, Tota, Kuby i Batmana wobec mojego przyjaciela?

Fot. Magda Grabowska

13:04, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 października 2009
Z notatnika Mandaryna

Mandaryn. Fot. Magda GrabowskaMama Magdy wróciła. Magda od razu wyprowadziła ją na podwórko, żeby ją nam pokazać. Ucieszyliśmy się wszyscy, ale nie od razu jej to okazaliśmy. Bo jak można było porzucić nas na tyle dni? Musieliśmy jakoś wyrazić tę naszą urazę i nikt, dosłownie żaden kot z podwórka nie pozwolił się jej pogłaskać na dzień dobry. Nawet Elegantka, taka kulturalna, powąchała tylko z daleka jej palec i odwróciła się ogonkiem. Za to wszyscy - no prawie, bo ja jak zwykle nie - pozwolili się pogłaskać Magdzie. Żeby mama Magdy wiedziała, ile straciła.

Ale mama Magdy i tak była zachwycona nami. I powiedziała Magdzie, że tak ładnie się podpaśliśmy. Ja powiedziałbym raczej, że przygotowujemy się do zimy, ale widać ludzie są mało kumaci. Dlatego usłyszeliśmy, że się podpaśliśmy.

Mamie Magdy spodobało się też, że przyprowadzam na karmienia Cyklopa. Często sam nie jem i czekam aż on się nasyci, bo wiem, że potem i tak Magda da mi nową porcję, jak jej pokażę, że też jeszcze coś bym przekąsił. Wącham pusty talerzyk i popatruję na nią. Nigdy jeszcze mnie nie zawiodła. I Cyklopa zawsze szuka, jak się gdzieś zapodzieje. Pomagam jej więc, przyprowadzając go do niej. Bo Cyklop to mój przyjaciel.

Cyklop. Fot. Magda Grabowska

Cyklop

A poza tym sam też częściej wychodzę do Magdy, bo jak się zrobiło zimno - to znaczy od tego dnia, kiedy spadł śnieg - Magda zaczęła karmić nas też w dzień. Trochę bałem się przychodzić na te karmienia, ale łatwiej znosić zimno z pełnym brzuchem niż z pustym.

Mandaryn (z lewej) i Cyklop. Fot. Magda Grabowska

Mandaryn (z lewej) i Cyklop.

Ten atak zimy zaskoczył Magdę. Nas też. Szybko musieliśmy sobie znaleźć cieplejsze schronienia. Magda i Pani Janka pomogły nam, bo zmieniły cienkie szmatki w naszych schowankach na grube. Teraz zrobiło się już trochę cieplej, ale wilgotno jest. A wilgoci nie lubię prawie tak samo jak zimy. I inne koty z naszego podwórka też.

Zdjęcia: Magda Grabowska

21:57, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 sierpnia 2009
Mandaryn, od którego wszystko się zaczęło

Mandaryn, fot. Magda GrabowskaZgłupieli ci ludzie. Nazwali mnie Mandaryn, a ja nie wiem, dlaczego. Coś tam gadali o zwisających wąsach, a mi nic nie wisi. Wąsy mam wspaniałe. Możecie zresztą sprawdzić na zdjęciu.

Jak mam dobry humor to nawet reaguję na tego ich Mandaryna.

Mieszkam na jednym ze śródmiejskich podwórek w Łodzi. Nie powiem dokładnie, gdzie, bo: po pierwsze nie znam adresu (i bez tego wiem, jak tu trafić), a po drugie ludzie, którzy się mną opiekują mówili, że to dla mojego i innych kotów bezpieczeństwa. Nie wiem, o co dokładnie im chodzi, ale może o takich, co mnie parę razy ganiali albo psami szczuli?

Podsłuchałem raz, że podobno na moim podwórku ode mnie zaczęła się jakaś kocia akcja. Skoro tak, to moja opowieść będzie pierwsza. A więc zaczynam:

Moją mamą jest Cykusia. Piękna i czarna jak ja. Tylko ciągle przestraszona. Krótko po moim urodzeniu zniknęła i nikt nie wie, co się z nią stało. Mną i moim rodzeństwem zajęli się ludzie. Brata nazwali Diabeł, a siostrę Pipa. Dziwacznie. Ale niech oni sami wyjaśniają, dlaczego.

Na podwórku jest nas dużo. Oprócz mnie, Diabła i Pipy są jeszcze: Elegantka, Tot, Rudzia, Zielonooka, Kisia i Rysio. Czasami wpada Cyklop, ale tylko wieczorem i zawsze wypłoszony jakiś. Poza tym w domu jednej z naszych opiekunek są jeszcze dwa takie małe i brzydkie bobki - Hela i Mela.

Z dzieciństwa pamiętam mało. Ale bardzo lubiłem taką jedną Magdę, która codziennie wychodziła mnie karmić. Któregoś dnia nie spodobały się jej moje piękne oczy, ale nie przestała mnie karmić. Sprowadziła za to swoją mamę, która długo się na mnie gapiła. Nie podobało mi się to, ale na szczęście sobie poszła. Nie miałem wtedy ochoty na nowe znajomości. Katar zatykał mi nos, przeszkadzał w jedzeniu. No i słabo widziałem, jak przez mgłę. Marzyłem tylko, żeby wrzucić coś do żołądka i znaleźć sobie cichy kąt w komórkach. Byłem już przy śmietniku, gdy nagle pojawiła się Magda z mamą i jakieś ich sąsiadki. Normalnie zaczęły polować na mnie. Coś tam mówiły, że chcą mnie do weterynarza jakiegoś zabrać. Ale ja wiedziałem swoje. I nie dałem się. Uciekłem.

Parę godzin później znów mnie znalazły. Chyba chciały przeprosić, bo przyniosły miseczkę z pysznym jedzeniem. Tylko dla mnie. Coś tam słyszałem, że dodały jakiś Unidox. Wtedy myślałem, że to przyprawa…

Po paru dniach tych miseczek z Unidoksem zrobiło mi się lepiej. W nagrodę pozwoliłem im nawet zbliżać się do mnie. I wiecie, co wtedy te wredne baby zrobiły? Złapały mnie! Do klatki. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, do czego służy takie druciane coś, do którego się wstawia jedzenie. Ale teraz już wiem. Jak podszedłem do miski w tej druciance, to zamknęło się za mną jedyne wyjście. Myślałem, że oszaleję. Co za wstyd. I strach. Najpierw karmią, a potem tak zdradziecko łapią! Nie wiedziałem, co ze mną zrobią. Strasznie się wściekłem. Ta klatka cała ze mną aż chodziła na boki. Chyba bały się, że coś sobie zrobię, bo nagle zobaczyłem, że drzwiczki klatki podniosły się i mogłem wejść do takiego ciemniejszego miejsca. Teraz wiem, że to kontener. Uspokoiłem się, bo lubię ciemność. Łatwiej mi się wtedy myśli. Ale nie dały mi tak długo siedzieć. Powiedziały, że teraz pojadę taksówką i żebym nie nabrudził, bo będzie wstyd. A niech się wstydzą. Tylko, że akurat nie chciało mi się ani siku, ani kupy. Jak na złość. Tą taksówką zawiozły mnie do miejsca, które nazwały Cztery Łapy. Magda wyjęła mnie z kontenera i postawiła na taki wysoki stół. Przyszła jeszcze jedna kobieta, w czymś takim niebieskim. Teraz wiem, że to doktor Justyna. I wiecie, co się stało? Wszystkie siły mnie opuściły. Rozpłaszczyłem się na tym stole, jęknąłem słabo i popuściłem ze strachu. Ale nikt nie krzyczał, ani się nie śmiał.

Pani doktor - tak do niej mówiła Magda - wytarła mnie i moje siuśki i zaczęła dotykać. Tak delikatnie, miło. Ale oburzyłem się gdy mi zajrzała pod ogon i wetknęła tam szklaną rurkę. A ja? Ruszyć się nie mogłem i tak mi się źle robiło.

Potem ta doktor powiedziała, że nie mam już kociego kataru, Unidox pomógł, można mi go więcej nie podawać i że teraz warto mnie odrobaczyć i zaszczepić przeciwko grzybicy, bo coś tam znalazła na moich uszach. Zanim zdążyłem pomyśleć, co to wszystko dla mnie znaczy, szybko włożyła mi coś do pyszczka. Ani się obejrzałem, jak to połknąłem. A kiedy potem zastanawiałem się, co to było i jaki miało smak, coś ukłuło mnie w pupę. Byłem w szoku, ale na szczęście szybko znowu włożyli mnie do kontenera. I znowu pojechałem, ale już nie taksówką tylko autobusem. Tam było bardzo dużo ludzi i strasznie się bałem.

Marzyłem, żeby to wszystko wreszcie się skończyło. Chciałem wrócić do mojej komórki. Nic z tego. Trafiłem znowu do klatki. Takiej dużej, w domu pani Janki. I wiecie, kogo w tej klatce spotkałem? Kisię i Carusa! A co było dalej opowiem wam innym razem.

Mandaryn, fot. Magda Grabowska

Mandaryn, fot. Magda Grabowska

13:54, joannagrabowska_net , Mandaryn
Link Komentarze (2) »