| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Kisia zaginęła

Kisia. Fot. Magda GrabowskaW niedzielę minął tydzień odkąd jej nie ma. Nie pisałam o tym, bo cały czas miałam nadzieję, że się znajdzie. I nie chcialam wszystkim psuć światecznego nastroju.

Od wtorku krążymy codziennie z jej zdjęciami Kisi po sąsiednich podwórkach, zaczepiamy ludzi, pytamy czy ktoś jej nie widział i... nic.

W sobotę usłyszałyśmy wieści, których wolałybyśmy nie słyszeć. Mężczyzna z Przyjaznego Kotom Podwórka (mamy podejrzenie, że przyjazne już nie jest, bo nie ma tam miseczek wystawionych dla kotów, a są psy, no i dwa okienka piwniczne są zamurowane) powiedział nam, że we wtorek lub w środę, kiedy szedł do pracy przed godz. 6, widział przy tramwajowym torowisku martwego czarnego kota. Mamy nadzieję, że to nie Kisia. Ona tam się nie zapuszczała... Co innego podwórko...

To w ogóle dziwne, że Kisia gdzieś się oddaliła. Zawsze pilnowała się ogródka i  to tej części, pod oknami Janki. Jeśli gdzieś szła, to na trzy sąsiednie podwórka: Małe, Długie i Przyjazne... Poza tym zawsze stawiała się grzecznie na kolację, nawet gdy nie jadła.

Kisia. Fot. Magda Grabowska

Janka ostatni raz widziała ją w ogródku. W ciągu dnia w poprzednią niedzielę. My - w sobotę wieczorem, podczas karmienia. Jak zwykle nie miała specjalnego apetytu, ale ochotę na pieszczoty. Głaskałam ją więc na boisku do buli, a Magda krzątała się przy jedzących kotach.

Do głów przychodzą nam różne myśli, że ktoś ją złapał i po prostu zabrał do swojego domu (od tej wersji bardziej życzylibyśmy sobie tylko powrotu kotki), że ktoś ją wywiózł niechcący samochodem, że pogonił ją Kuba, albo jakiś pies czy zły człowiek. Tylko... dlaczego nie wraca?

Zdjęcie: Magda Grabowska

21:16, joannagrabowska_net , Kisia
Link Komentarze (7) »
środa, 22 września 2010
Kisi zabawy i ploteczki o Rysiu

Dawno, dawno temu, czyli pod koniec sierpnia, mama Magdy zrobiła mi całą serię zdjęć podczas zabawy. Kisia na drzewie, Kisia na stole, Kisia w zeskoku i w wykroku... A potem te zdjęcia mama Magdy gdzieś w swoim komputerze upchnęła i zapomniała. No dobrze, nie zapomniała, tylko nie miała czasu spisać mojej opowiastki. A ja opowiadać dużo nie chciałam. Chciałam tylko pokazać, jak piękna jestem w słońcu.

Kisia szczególnym upodobaniem darzy drzewa. Fot. Joanna Grabowska

Kisia szczególnym afektem darzy drzewa

Nie chciałam opowiadać, ale odczuwam wielką potrzebę, bo Ryś nasz podwórkowy bardzo się zmienił. On polubił ludzkie pieszczoty. Łasi się i do Magdy, i do jej mamy. Ucieka jednak przed wszystkimi innymi ludźmi. Mama Magdy mówi, że to dobrze i martwi się, że Ryś tak się z nimi oswoił, bo dla bezdomniaka to już sytuacja zagrożenia. Mama Magdy uważa, że jak bezdomniak pozostaje bezdomniakiem, to nie powinien być oswajany. Tylko jak nie oswoić się z nią i z Magdą, skoro karmią nas dwa razy dziennie?

A Ryś to zmienił się niesamowicie. Ociera się o nie, mruczy, podstawia łebek do głaskania i wyciąga do Magdy łapki, żeby dalej go pieściła. Robi to zawsze wieczorem. Nawet do ich klatki je odprowadza i jeszcze na dobranoc rzuca przeciągłe spojrzenia, jakby mówił: "no zostańcie jeszcze trochę".

No, dosyć tego plotkowania - popatrzcie lepiej, jak się bawię. Podpisów mamy Magdy nie czytajcie, bo sobie w nich ze mnie żartuje...

Wspina sie po nich jak błyskawica, aż dziw, że udało nam się zrobić tę i kilka nastepnych ujęć najzwyklejszą cyfrówką. Fot. Joanna Grabowska

Wspina się po nich jak błyskawica, aż dziw, że udało mi się zrobić tę i kilka następnych fotek najzwyklejszą cyfrówką.

A kiedy jeszcze Magda zachęca ją do tego patyczkiem... Fot. Joanna Grabowska

A kiedy jeszcze Magda zachęca ją do tego patyczkiem...

... to zapędza się wysoko, wysoko, niemal na czubek. Fot. Joanna Grabowska

... to zapędza się wysoko, wysoko, niemal na czubek.

Z zejściem jest trochę gorzej... Fot. Joanna Grabowska

Z zejściem jest trochę gorzej...

Od biedy można jednak zastosować styl „na gruchę”. Fot. Joanna Grabowska

Od biedy można jednak zastosować styl „na gruchę”,...

... a potem udawać, że właśnie o taki zeskok chodziło. Fot. Joanna Grabowska

... a potem udawać, że właśnie o taki zeskok chodziło i dalej się bawić.

Zdjęcia: Joanna Grabowska

23:49, joannagrabowska_net , Kisia
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 sierpnia 2010
Ciągle nas tu więcej

Kisia. Fot. Magda GrabowskaMówię to ja, Kisia. Właściwie to nie powinnam wypowiadać się w kwestii nowych przybyszy, bo jestem nimi trochę zirytowana, ale nie potrafię się powstrzymać. Bo przychodzą, próbują się panoszyć i walczyć z nami i wyjadają nam z misek. Najpierw pojawił się Maciuś II. Taki czarno-biały kocur. Ale mama Magdy znalazła mu już dom. Słyszałam, jak opowiadała, że Maciusiowi jest bardzo dobrze w tym nowym domu. Ma tam Panią Elę i Jej męża - Pana Włodka. I oboje za nim przepadają, zwłaszcza Pan Włodek.

Maciuś to dał trochę plamę, bo raz załatwił się do umywalki, ale Pani Ela mu wybaczyła. Bo to było dlatego, że nie chciał załatwię się do zwykłego piasku - takiego jak w piaskownicy - tylko koniecznie do żwirku, a tego jeszcze wtedy nie miał. Hrabia z tego Maciusia.

To ja, Kisia, prawda, że jestem ładna? Magda lubi mnie głaskać, bo mam miekkie jak jedwab futerko. Tak mówi. Tylko że ja nie wiem, co to jedwab. Domyślam się, że coś równie miłego jak ja. Fot. Magda Grabowska

To ja, Kisia, prawda, że jestem ładna? Magda lubi mnie głaskać, bo mam miekkie jak jedwab futerko. Tak mówi. Tylko że ja nie wiem, co to jedwab. Domyślam się, że coś równie miłego jak ja.

Jak tylko Maciuś znalazł dom o względy Magdy i jej mamy na Kocim podwórku zaczęła zabiegać taka młoda szylkretowa kotka. Mama Magdy podejrzewa, że może mieć z rok, albo trochę mniej nawet. To znaczy że ta szylkretka jest młodsza ode mnie. A wiecie co robi? Cały czas na nas fuka i burczy i straszy jak Buka z jakichś tam Muminków. Podsłuchałam jak Magda mówiła swojej mamie dlaczego ją tak nazwała. Tylko że nie wyjaśniła, co to te Muminki, więc nie wiem. Ta prawdziwa Buka podobno jest brzydsza od kotki, która nas odwiedza. Mnie tam wszystko jedno. Kotki nie lubię, bo jest kłótliwa.

Buka przychodzi do nas tylko wieczorami. Wyłania się spod naszych świerczków i zaczyna walczyć o miskę zamiast cierpliwie poczekać, jak wszyscy. Bo to nie jest tylko karmienie, to także głaskanie nas i oglądanie, czy zdrowe jesteśmy. Bo, kiedy Rudzia odeszła, ludzie zaczęli jeszcze bardziej się nam przyglądać. Trochę to irytujące, kiedy zastanawiają się nad każdą łezką w oku czy strupkiem na karku, ale rozumiem, że martwią się, że może przegapili u Rudzi jakieś niepokojące objawy i dopiero, kiedy zniknęła, tak jak kiedyś Pipa, to się zaniepokoili.

Podczas takich oględzin, już z dziesięć albo i więcej dni temu, Magda wypatrzyła na przykład, że Jasna jest chora. Mama Magdy zadzwoniła wtedy do weterynarzy i ustaliła, że trzeba Jasnej przez osiem dni dawać antybiotyk. Taki który nie zaszkodzi jej kociakom. Teraz jasna ma już bardzo ładne oczy a nie takie przekrwione z prawie fioletową trzecią powieką. Tak się jednak przyzwyczaiła do naszych karmień, że ostatnio, nawet kiedy już nie potrzebuje antybiotyku, przychodzi na Kocie podwórko. Wkrótce jednak pewnie przestanie bo Pani Ewa z Małego Podwórka wróciła z urlopu. Rozmawiała z Mamą Magdy o Jasnej i powiedziała, że Jasna ma już śliczne zdrowe oczka. A Jasna jak zobaczyła Panią Ewę, to strasznie się ucieszyła i biegła do niej w podskokach, choć zjadła już przecież z nami kolację.

A w ogóle to mama Magdy karmi nas od wtorku sama. Magda wyjechała na wakacje. Na całe dwa tygodnie. Mama Magdy już teraz się martwi, jak wszystkiemu podoła, bo pracuje i jakiegoś tam Henia i jego rodzinę ma pod opieką. Ten Henio w poniedziałek znów miał operację, ale nie znam szczegółów. Mama Magdy o nim napisze pewnie, bo dziś znowu jedzie z nim do lecznicy.

A tak w ogóle to mama Magdy sama chciała tych kłopotów. Mogła zajmować się tylko nami. Próbowałam dać tym naszym ludziom do zrozumienia, że to ich rozdrabnianie się na wszystkie koty - nawet jeśli to Koteczka i jej dzieci - to nic dobrego. Obrażona nie przychodziłam nawet na niektóre karmienia. Zwłaszcza jak Maciuś się tu plątał, ale Magda tak fajnie mnie głaszcze, że pogodziłam się z myślą, że nie tylko mnie i znów przychodzę.

Mam jeszcze bardzo dużo do opowiadania, bo na przykład nic nie opowiedziałam jeszcze o Biszkopciku i Jasnorudzie, które do nas nawet w dzień już zaglądają, a w nocy prawie zawsze. I o tej Małej Czarnej Chudzince, która jest u Pani Janki powinnam opowiedzieć. Ale zmęczyłam się już trochę. Poza tym o Małej Czarnej powinien opowiedzieć Tot albo Dzidziuś. Tota irytuje, bo rządzi się w domu Pani Janki, a Dzidziuś jest nią zachwycony - w końcu ma żywą zabawkę.

Ja tam domu unikam, wchodzę kiedy pada, bo ta mała mnie też drażni. A teraz już kończę. Ciekawa jestem, czy mama Magdy znajdzie dziś wieczorem chwilę, żeby pobawić się ze mną patyczkiem? Pewnie nie, bo ta szylkretka ciągle się łasi i chce być głaskana...

 

00:26, joannagrabowska_net , Kisia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 czerwca 2010
Kotki Transweta

Kisia. Fot. Magda GrabowskaMam na imię Kisia. Mama Magdy pozwoliła tym razem mi opowiedzieć o tym, co dzieje się na naszym podwórku. Przede wszystkim: Tot jest zdrowy. I bardzo ostatnio wesoły. Kiedy mama Magdy bawi się ze mną patyczkiem po kolacji, on przybiega i zagarnia go dla siebie. Inne stare koty też zbzikowały – czasami muszę czekać w kolejce aż poza Totkiem pobawi się i Miła, i nawet Ryś.

A ten Ryś to strasznie złośliwy się zrobił ostatnio. Magda zostawia nam jedzenie w trzech różnych miejscach, bo choć w większości jesteśmy zgodnymi kotami, to jednak nie zawsze. I w takim jednym najciemniejszym kątku ogrodu Magda zostawia talerzyki z karmą i wodą dla kotów prześladowanych przez Rysia i Kubę. Przez jakiś czas jadła tam nawet Jasna, bo bała się dosłownie wszystkich kotów. Cały czas podjada tam za to Polarnik, który z Rysiem ciągle się kłóci, a czasami Transwet i Biszkopcik.

Magda zrobiła mi serię zdjęć. Bo uważa, że jestem piękna. Może i jestem, ale ja po prostu zawsze cieszę się na Jej widok. Fot. Magda Grabowska

Magda zrobiła mi serię zdjęć. Bo uważa, że jestem piękna. Może i jestem, ale ja po prostu zawsze cieszę się na Jej widok.

To ja -Kisia. Bawię się, a Magda robi mi zdjęcia. Na kilku naastępnych też jestem. Fot. Magda Grabowska

To ja - Kisia. Bawię się, a Magda robi mi zdjęcia. Na naastępnym to też ja.

O tę fotke lubię najbardziej - Magda też. :) Fot. Magda Grabowska

O tę fotkę lubię najbardziej - Magda też. :)

A właśnie – na naszym podwórku pojawił się obcy. To ten Biszkopcik. Dwa razy pokazał się ludziom podczas kolacji, a raz w dzień wylegiwał się na dachu garażu. My – koty – wiemy, że przychodzi tu częściej, żeby się najeść. Bo on doskonale wie, gdzie są miejsca z karmą i gdzie zje spokojnie, bez awantury z Rysiem. Biszkopcik to dzikus na razie. Boi się bliżej podejść. Wcale mu się nie dziwie, bo Ryś to go naprawdę nie lubi. Gania go jak Transweta. Wiecie, że on w tym trzecim „miejscu dla przestraszonych” potrafi stać na warcie, żeby żaden obcy tam nie przyszedł. Głuptas, nie widzi, że te obce koty omijaja go wtedy i przychodzą w te nasze miejsca – pod świerczki. Mi to nie przeszkadza, bo i tak świeże miski i wodę mamy dwa razy dziennie, ale śmieszy mnie, że Ryś niby tak podwórka pilnuje, a naprawdę daje się wykiwać młokosom.

O, tu jest Tot. Wygląda jak niewiniątko, a ciagle podbiera mi patyczek do zabawy. Fot. Magda Grabowska

O, tu jest Tot. Wygląda jak niewiniątko, a ciagle podbiera mi patyczek do zabawy.

A tu są Ryś (siedzi) i Miła (leży). Fot.Magda GrabowskaNo nie wszystkim, bo Biszkopcik w te inne miejsca nie przychodzi. Czeka gdzieś w krzaczkach aż Ryś zmęczy się stróżowaniem i wychodzi, kiedy tamten idzie spać, albo na obchód włości. Magda i jej mama zachwycają się Biszkopcikiem bardzo. Tak nazwały tego kota, bo on ma sierść w kolorach niedopieczonego biszkopta. Brzuch i boki ma kremowe – od niemal białego po biszkoptowy, a na grzbiecie - grubą intensywnie rudą pręgę.

No nie powiem, ładny jest, chociaż nie czarny.

A na tym pionowym zdjęciu obok są Ryś i Miła. Ryś jak zwykle czuwa, i wgapia się w dziurę w siatce, którą przechodzą do nas obcy. A Miła wygrzewa się na słoneczku.

A to jest Jasna. Ona jest już bardzo w ciąży. Drugiej w tym roku. Nasi ludzie bardzo sie o nia martwią, bo chcieliby ja wysterylizować, ale Jasna za często im znika. A jak sie pojawia to w dużej ciąży, albo widać, że karmiąca. Gdyby Jasna zamieszkala u nas, miałaby tak jak jej mama Miła. Bo Miła jest tu bardzo szczęśliwa. Zamieszkała w skrzyni,ludzie ją głaszcza i karmia i bawią się, tak jak ze mną. Fot. Magda Grabowska

A to jest Jasna. Ona jest już bardzo w ciąży. Drugiej w tym roku. Nasi ludzie bardzo się o nią martwią, bo chcieliby ją wysterylizować, ale Jasna za często im znika, bo to jest bardzo dzika kotka. Jak się pojawia to w dużej ciąży, albo widać, że karmiąca. Gdyby Jasna zamieszkała u nas, miałaby tak jak jej mama Miła. Bo Miła jest tu bardzo szczęśliwa. Nocuje w skrzyni, ludzie ją głaszczą i karmią i bawią się, tak jak ze mną.

Jasna zjadła na dachu komórki Jankii ułożyła się do snu. Fot Magda Grabowska

Jasna zjadła na dachu komórki Jankii ułożyła się do snu.

I jeszcze powiem coś zabawnego o Transiku. Ponieważ Ryś jest stary, nie ma siły wskakiwać do kurnika. Mądrala Transik tam więc znalazł sobie schronienie. Do tego kurnika można dostać się tylko potężnym skokiem na obrośniętą roślinami siatkę-ścianę i zeskokiem do środka. Ryś nie ma za bardzo na to siły i ochoty, ale Transwet tak. Dlatego często nocuje w kurniku i odpoczywa w nim w dzień. A perę razy zdarzyło się, że przyczajał się tam przed karmieniami. A kiedy Magda i jej mama przychodziły z jedzeniem, wabił je do siebie jak kotki. Głuptas, nie skojarzył chyba, że do przywołania ludzi wystarczy często kilka krótkich komend. Po co tyle zachodu? Ale Transwet albo o tym nie wie, albo podnosi nam standardy, bo miauka i mruczy, i głos zmienia. Słowem stosuje cała gamę tych dźwięków, które Ryś na przykład rezerwował tylko dla swoich kotek. Ludzie się z tego śmieją, ale Transik osiągnął swój cel. Magda wrzuca mu talerzyk z jedzeniem do kurnika. Pod sam nos.

O, tu jest Ryś. Fot. Magda Grabowska

O, tu jest Ryś.

I jeszcze mój wujek Diabełek. Bo to brat mojej mamy Zezi. Fot. Magda Grabowska

I jeszcze mój wujek Diabełek. Bo to brat mojej mamy Zezi.

A to jest Miła, mama Jasnej. Fot. Magda Grabowska

A to jest Miła, mama Jasnej.

No a tu zaczyna się cała seria zdjęć Transweta. Nie wiem co ludzie w nim widzą. Strasznie o niego dbaja, ciągle go szukaja i próbuja bardziej oswoić. Fot Magda Grabowska

No a tu zaczyna się cała seria zdjęć Transweta. Nie wiem co ludzie w nim widzą. Strasznie o niego dbają, ciągle go szukają i próbują bardziej oswoić.

Transik w kurniku. Fot. Magda Grabowska

Transik w kurniku. Nie mają do niego dostępu inne koty ani ludzie.

Ależ on tu Magdzie pozował... Fot.Magda Grabowska

Ależ on tu Magdzie pozował...

A tu Transik czeka już na talerzyk, a Magda robi fotki :) fot. Magda Grabowska

A tu Transik czeka już na talerzyk, a Magda robi fotki :)

Zdjęcia: Magda Grabowska

12:25, joannagrabowska_net , Kisia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Powrót Cyklopa

Kisia. Fot. Magda GrabowskaAleż zrobiło się miło na naszym podwórku. Jest coraz cieplej i bardziej zielono. A każde karmienie to przyjemność, bo nie trzeba się już kryć przed wiatrem i deszczem. Sama wprawdzie nie korzystam często z niego, bo zwykle jadam u Pani Janki, a poza tym dużo mi nie trzeba, ale obserwuję, co robią inne koty. Zachowują się bardzo zabawnie. Ryś to dosłownie czeka na Magdę i jej mamę. Mandaryn też, ale to gapa i zdarza mu się przyjść za wcześnie, albo spóźnić się. Magda to się śmieje, że kiedy Mandaryn się spóźnia, to biegnie do nich z miną „ojej, mój pociąg odjeżdża”. Ale ten jego pociąg wcale nie odjeżdża, bo one zawsze do Mandaryna - i do każdego innego spóźnialskiego - zawracają, żeby go nakarmić.

O tu sprawdzam, co takiego Magda dała Cyklopowi do jedzenia. Fot. Magda Grabowska

O tu sprawdzam, co takiego Magda dała Cyklopowi do jedzenia.

Magda to bardzo się cieszy, bo od tygodnia Cyklop zaczął się u nas znowu regularnie pojawiać. Wcześniej też przychodził, ale o jakichś dziwnych porach i nie mógł na nie trafić. Wyjadał wtedy resztki spod świerczka i szedł na Przyjazne Kotom Podwórko, bo tam się zadekował w jakiejś piwnicy. Od tygodnia jednak pilnuje karmień, bo przeniósł się do nas. Cieplej jest i może sypiać w takiej komórce, w której od dołu spróchniały drzwi i przez dużą szparę można wejść do środka. To dlatego Cyklop słyszy teraz, kiedy Magda i jej mama do nas przychodzą. I zawsze dostaje oddzielną miseczkę jedzenia, zwykle koło stołu do ping ponga, żeby mu jakiś Ryś albo Kuba nie przeszkadzał.

O, tu mnie Magda złapała, jak sie czaiłam na gołębia. Fot. Magda Grabowska

O, tu mnie Magda złapała, jak sie czaiłam na gołębia.

Bo Cyklop bardzo boi się innych kocurów. Nawet wykastrowanych. A najbardziej boi się Kuby. My Kuby też nie lubimy, ale nie uciekamy tak przed nim jak biedny Cyklopek. 

Cyklop to całkiem ładnie teraz wygląda (widać na tych slajdach wyżej), choć to jego chore oko jest nieciekawe. Magda i jej mama mają jednak nadzieję, że wkrótce pozwoli do siebie na tyle blisko podejść, że będzie można go złapać i zawieźć w końcu na tę operację do Pani Doktor Rabiegi.

Magda zrobiła nam niedawno dużo zdjęć. Mi i Cyklopowi. Cyklop wygląda na nich naprawdę interesująco. Ja też - jak zwykle. A kim jestem? Oczywiście czarną ślicznotką - ludzie mówią o mnie Kisia. A ja reaguję, bo podoba mi się to imię. To tyle ode mnie. Słyszałam, że następna będzie opowieść Dzidziusia. A może o Dzidziusiu? Zobaczymy, kogo mama Magdy dopuści do głosu. A może znowu Rysia, gadułę, bo ten z kolei ma jakieś ciekawe wieści o Koteczce. A i są jakieś najświeższe wieści o Yetim!

12:57, joannagrabowska_net , Kisia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 grudnia 2009
Śnieg, huk i obyczaje Diabła

Kisia. Fot. Magda GrabowskaTo ja Kisia. Muszę powiedzieć, że lubię śnieg. I Pipa też. Obie dziś buszowałyśmy po podwórku. Ale tylko w ciągu dnia, kiedy głupich dzieciaków z petardami i kapiszonami nie było w pobliżu, a później dopiero koło północy. Te dzieciaki to strzelają bez opamiętania i nie wiadomo dlaczego je to cieszy. Nas nie. Obie z Pipą na ich widok chowałyśmy się gdzie się dało. Żeby nas nie widziały, bo wtedy strzelały jeszcze więcej. Chyba je cieszyło nasze przerażenie. Na szczęście obie możemy schować się u Pani Janki w domu. I Diabeł, i Tot, i Rudzia też.

Na podwórku zostaje jednak Transwet, Miła i Koteczka. Nie znają Pani Janki i jej ciepłej kuchni. Pewnie dlatego do niej nie przychodzą. Bardzo mi ich żal, bo nie wiedzą gdzie się podziać. A Mandaryn też mógłby schować się u Pani Janki, ale nie chce. Szuka jakichś komórek i tam z Cyklopem przesypia najtrudniejsze dni.

Pod świerczkiem zawsze na koty czeka karma

Pod świerczkiem zawsze na koty czeka karma

No właśnie, Cyklop. Znowu nie pojawił się dzisiaj. Wczoraj w dzień też go nie było. Zjawił się dopiero wieczorem, wrzucił w siebie zawartość miski i zniknął. Nawet nikt nie zauważył, kiedy. On coraz bardziej jest wypłoszony. Mama Magdy mówi, że to bardzo niedobrze, bo Cyklop miał mieć operację oka u dr Rabiegi w "Pies czyli Kot" i że dawno byłoby już po wszystkim, gdyby dał się złapać. A on nie tylko się nie dał, ale zaczął unikać i mamy Magdy, i samej Magdy, zanim jeszcze wyjechała.

Śnieg śniegiem, ale kawałek suchego gruntu się przydaje. Kisia pod stołem do ping-ponga

Śnieg śniegiem, ale kawałek suchego gruntu się przydaje. Kisia pod stołem do ping-ponga

Pewno te polowania na Cyklopa zaczną się znowu po powrocie Magdy. Ciekawa jestem czy się udadzą, bo Cyklop naprawdę jest teraz bardziej niż zwykle przestraszony. Może gorzej się czuje?

A Transwet głośno oddycha. Mama Magdy to zauważyła i chciała mu dziś podać Unidox w karmie, bo on chyba się przeziębił. Ale Transwet wybierał ciągle inne miski. Tą, w której było lekarstwo, bardzo zgrabnie omijał. No i nie zjadł leku.

Ale dosyć zmartwień, jutro jest nowy dzień i może będzie lepszy. Dziś mam coś specjalnego. Diabeł u Pani Janki bardzo śmiesznie załatwia się do kuwety. Łukasz, syn Pani Janki, podpatrzył go i zrobił mu zdjęcie w trakcie sikania. Zobaczcie, jaki ten Diabełek zabawny :)

Diabełek podczas siusiania... fot Łukasz Łucka

Diabełek podczas siusiania... Fot. Łukasz Łucka

00:08, joannagrabowska_net , Kisia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 grudnia 2009
Uciekać, Wielka Matka je!

Kisia. Fot. Magda GrabowskaRzecz niesłychana wydarzyła się wczoraj podczas karmienia. Magda zdenerwowała się i zawołała do nas: "Uciekać, Wielka Matka je!" Byliśmy bardzo zaskoczeni, bo nigdy na nas głosu nie podniosła, no, chyba że na Kubę. Ale na nas?!? A my, czyli ja - Kisia - Transwet, Pipa i Diabełek, kręciliśmy się po prostu po boisku do buli i nic złego nie robiliśmy. Tylko trochę zaglądaliśmy tej Wielkiej Matce do talerzyka.

Ta Wielka Matka to oczywiście Jasna. Odkąd ma małe to co wieczór Magda, jej mama i oczywiście my koty, pilnujemy, żeby zjadła swoją porcję i napiła się ciepłego mleka. Jasna przybiega do nas z małego podwórka na boisko do buli. Magda każe wtedy mamie stać na warcie i pilnować, żeby nikt jej nie przepłoszył - a zwłaszcza ten złośliwy Kuba. To wtedy Transwet bawi się z mamą Magdy patyczkiem, żeby jej się nie nudziło. Mama Magdy bardzo to lubi.

A Jasna jest Wielką Matką dzięki Pani Irenie, dozorczyni z małego podwórka. Któregoś dnia wiosną, podczas karmienia, Pani Irena potrząsając miotłą oznajmiła Magdzie: - To Wielka Matka, Wielka Matka. Tylko na chwilę dzieci zostawia. Żeby się najeść. I zaraz do nich wraca! I z tymi wrednymi kocurami, co się tu plączą bez przerwy, walczy.

Bo wiosną Jasna też miała kociaki. Cztery udało się naszym ludziom wyłapać, oswoić i znaleźć im domy. Z Jasną pozostał tylko Transwet. Bardzo dzielnie się chował przed ludźmi i fajny kocur z niego wyrósł. Nie rozumiem więc, dlaczego ludzie ciągle żałują, że nie dał się złapać...

Kisia. Fot. Magda Grabowska

Kisia, tak jak Pipa, bardzo lubi skakać po drzewach

A o Jasnej to ludzie cały czas teraz rozmawiają. To przez te jej najnowsze małe. Słyszałam, jak uradzili, że na razie maluchy zostaną z nią, bo w niewoli może je odrzucić, albo stracić pokarm. Nawet się jakichś specjalistów radzili. Ludzie chcą, żeby Jasna jak najdłużej te kociaki karmiła, żeby nabrały jakiejś tam odporności. Polowanie na Jasną i jej dzieci zaplanowali sobie na przerwę między Bożym Narodzeniem a sylwestrem. Ale jeśli przyjdą duże mrozy, zrobią to wcześniej. Te małe zamieszkają w klatce w domu Pani Janki, a Jasną Magda i jej Mama zawiozą na sterylizację i kiedy już będzie można - wypuszczą.

Biedna Jasna. Przyznam, że nie zawsze rozumiem tych naszych ludzi. Z jednej strony podziwiają, jakie to piękne dzieci ma ta ich Wielka Matka, a z drugiej - knują, jak i kiedy ją schwytać, żeby zawieźć na sterylizację. Przecież wiedzą, że będzie za dziećmi tęskniła, a jednak się na to decydują. Bardzo są dziwni...

18:06, joannagrabowska_net , Kisia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 listopada 2009
Nowa zabawka Transweta

Kisia. Fot. Magda GrabowskaTo ja, Kisia. Muszę opowiedzieć o Transwecie i zabawach na boisku do bouli. Kilka dni temu Magda zaszalała i kupiła nam zabawkę. Taki patyk z wiązką skórzanych paseczków na jednym końcu. Transwet na jej widok - tzn. tej zabawki - oszalał po prostu. Skakał, wił się, boksował ją i gryzł. Mama Magdy mówi, że bawi się tym jak domowy kociak, choć to dzikus zupełny i nawet nie da się pogłaskać jak normalny kot.

Przy tej zabawce Transwet tak się zapomina, że nawet nie zauważa, że wpada ludziom na nogi, albo że go dotykają. Coś mi się wydaje, że Magda i jej mama zaczęły kolejny etap jego oswajania. Bo chcą Transweta wykastrować, a nie mają jak go złapać. Pewnie któregoś dnia chwycą go szybko podczas zabawy, włożą do kontenera i zawiozą do lecznicy. Mnie, Pipę i Diabełka tak łapią, żeby nam dać lekarstwa. Ja dostaję antybiotyk, bo kicham, Pipa brała lek na odporność, a Diabełek na tasiemca i inne robale. Oj głupiutki, ten Transwet...

Transwet tuż przed zabawą nową zabawką. Fot. magda Grabowska

Transwet tuż przed zabawą nową zabawką.

Transwet. Fot. Magda Grabowska

Transwet. Fot. Magda Grabowska

Transwet. Fot. Magda Grabowska

Transwet. Fot. Magda Grabowska

Transwet. Fot. Magda Grabowska

Transwet. Fot. Magda Grabowska

Transwet. Fot. Magda Grabowska

A mnie ta nowa zabawka wcale nie bawi. Nie lubię jej i już. Dlatego, kiedy np. mama Magdy bawi się nią z Transwetem, Magda bierze starą gałązkę, którą przechowuje pod parkanem i bawi się nią ze mną i z Diabełkiem. Bo Pipa rzadziej już do nas na boisko przychodzi. Boi się, że znowu ktoś zapoluje na nią, żeby zjadła leki. A ona ich już nie potrzebuje. Tak dr Justyna w Czterech Łapach powiedziała. Biedna ta Pipa. nawet nie wie, ile traci.

Zdjęcia: Magda Grabowska

20:00, joannagrabowska_net , Kisia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 października 2009
Wieczorne harce i awantury nocne

Kisia, fot. Magda GrabowskaAle zimne noce mamy. Dobrze, że Magda przychodzi nas karmić. Tylko że ma mało czasu na zabawę z nami, bo jej mama i tata wyjechali. Magdzie pomaga teraz Pani Janka. Słyszałam jak mówiły, że mama Magdy wróci dopiero w połowie miesiąca. To chyba długo jej nie będzie. Dobrze, że nam Magdę zostawiła.

Noce nie tylko są zimne, ale i niespokojne. Przeszkadza nam na przykład Maciuś. To taki kocur sąsiadów. Nie wiem, dlaczego rządzi się na podwórku. Ma przecież dom, ale do niego nie wraca. Zachowuje się jak drugi Kuba, a może i gorzej. Jednej nocy tak strasznie pruł pysk, że aż Magda do nas wyszła. Zdenerwowała się, bo nas ganiał. A Elegantkę tak zirytował, że aż mu łapką w policzek dała. Tak zgrabnie jej to wyszło. Też bym tak chciała, ale trochę się boję. A Maciuś jak dostał od niej, to aż się zagapił na nią zadziwiony i poszedł sobie.

Kisia na boisku do bouli. Fot. Magda Grabowska

Magda zrobiła mi nowe zdjęcia i wysłała je do mamy do jakiejś tam Hiszpanii. I stamtąd jej mama wkłada je do mojej opowieści...

Przez tego Maciusia, no i Kubę, to Cyklop wyprowadził się na małe podwórko. Do Jasnej i Miłej. Głuptas. Nie wie, że tam i Ryś pomieszkuje? Chyba że zawarł z nim jakąś ugodę… Ale to wątpliwe. Magda się cieszy, bo z tego małego podwórka Cyklop dojrzał wreszcie boisko do buli i przychodzi na nie na kolacje.

Kisia skrada się na boisku do bouli. Fot. Magda Grabowska

Kisia skrada się na boisku do bouli.

Te kolacje to fajna pora. Magda bierze gałązkę i porusza nią po ziemi. Ganiamy za nią z Transwetem ile się da. Kiedyś mama Magdy też się z nami tak bawiła. Dołączał wtedy do nas jeszcze Diabeł, Koteczka i Pipa. Teraz tylko Magdę możemy pomolestować o te igraszki.

Transwet. Fot. Magda Grabowska

Transwet.

A Transwet to fajny kot. Ganiając za gałązką często się zderzamy. Jest prawie taki duży jak ja, tylko bury w pręgi. To syn Jasnej. Jego mama i ciotka, czyli Miła, przestały ostatnio przychodzić na boisko na kolacje. Nie wiem, dlaczego. I Magda nie wie. Wynosi więc im w dzień jedzenie i podaje je czasem Pani Dozorczyni z małego podwórka. Ona stawia je na dach garażu, gdzie Miła i Jasna często przesiadują, a potem sprząta. Wczoraj jak mnie zobaczyła koło Magdy to powiedziała, że mam piękne futerko. Takie lśniące. Cała jestem piękna, ale skoro jej się tylko futro podoba…

Koteczka. Fot. Magda Grabowska

Koteczka

Koteczka. Fot. Magda GrabowskaMuszę jeszcze opowiedzieć o Koteczce. Jest może trochę starsza ode mnie, a ja mam prawie półtora roku już chyba. Mieszkała trzy podwórka dalej. Magda ją tam jeszcze przed latem wypatrzyła i nakarmiła, bo Koteczka była strasznie głodna. Słyszałam, jak z mamą opowiadała Pani Jance o tej Koteczce. Że musiała mieć kiedyś dom. Właściciel jednej kamienicy powiedział im, że ktoś ją tam podrzucił. A po wakacjach Koteczka zaczęła przychodzić do nas na podwórko. Pewnie Diabeł albo Mandaryn, którzy tam często zaglądają, powiedzieli jej, że tu jest kocie podwórko z kolacjami. To przyszła. Pierwszy raz jadła niespokojnie przy śmietniku. Magda się śmiała, że z zadowolenia – w czasie jedzenia – robi jej się taki śmieszny ogon, jak pióropusz. Mi taki się robi, gdy się z kimś kłócę, a Koteczce – na widok Magdy z miską. Teraz Koteczka próbuje rządzić u nas. Tak się ośmieliła. Nawet z Rysiem potrafi mierzyć się wzrokiem nad jedzeniem. Śmieszna jakaś. Nie wie, że u nas jest ustalony porządek. Ryś to król, choć już wykastrowany, i nie powinna stawiać się mu jakaś przybłęda.

Transwet i koteczka bawią się. Fot. Magda Grabowska

Transwet i Koteczka bawią się.

Po przeprowadzce do nas, póki było ciepło, Koteczka spała w trawie. A jak przyszła pierwsza deszczowa i zimna noc to nie miała się gdzie schować. Magda strasznie smutna była, że Koteczka nie radzi sobie. Ale Koteczka jest mądrzejsza niż Magda myśli. Wprowadziła się do komórki, w której ja sypiam z Pipą. Początkowo nie bardzo nam się to podobało, ale… we trzy jest cieplej.

Transwet i Kisiaa bawią się. Fot. Magda Grabowska

Transwet i Kisia bawią się. W tle czają się oczy Diabła, ale coś słabo je widać.

Trochę się rozgadałam. Wystarczy na dziś. Później będą nowe ciekawe wieści. Magda pojechała z Pipą do Czterech Łap. To ta lecznica, w której lekarze uratowali Ciemnoruda. Pipy nie trzeba chyba ratować, ale wyleczyć z kataru i kaszlu. Cały tydzień tabletki jadła – antybiotyk i coś na odporność. Dziś ma kontrolę. Magda chyba z pół godziny łapała ją, żeby wsadzić do kontenera. Bo Pipie te wyjazdy do lecznicy wcale się nie podobają. Głupia ta Pipa. Ja tam jeździłam jak byłam mała i miałam koci katar. Mi to życie uratowali i oczy, bo już bardzo chora byłam. Pipa po powrocie pewnie będzie pyskować. Jak to ona…

Fot. Magda Grabowska

11:35, joannagrabowska_net , Kisia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 sierpnia 2009
Nocna eskapada Kisi

Kisia, fot. Magda GrabowskaPowariowali ci ludzie. Tyle się nami opiekują, a nie potrafią zrozumieć, że czasami kot lubi się trochę tu i tam pokręcić. Wczoraj po południu załapałam się na jedzonko, jak był karmiony Cyklop, i jeszcze trochę od pani Małgosi. Stwierdziłam, że nie będę wychodzić na nocne karmienie tylko pójdę na spacer. No i zaczęło się. Pipa mi opowiadała, że Magda i jej mama krążyły długo po całym podwórku i mnie szukały. Podobno bardzo się martwiły.

Nad ranem, jak była ta okropna burza, to nawet żałowałam, że poszłam z podwórka. Lało, grzmiało i błyskało, a ja tkwiłam w nieznanej mi bliżej komórce i trzęsłam się ze strachu.

Ale rano Magda i jej mama znów wyruszyły mnie szukać. Wyszłam wreszcie spod krzaków, żeby przestały się martwić, a poza tym miałam ochotę coś zjeść. Wiem z doświadczenia, że po nocnej burzy zawsze nam coś wynoszą. Podsłuchałam kiedyś, że to po to, żeby nas odstresować i odliczyć. Czy przypadkiem któreś z nas się nie zgubiło.

Śniadanie po burzy. Fot. Magda Grabowska

Jedzonko było pyszne. Whiskas z puszki. Wszyscy podjedliśmy. Tylko Mandaryna nie było, bo on taki strachowity i woli przychodzić albo skoro świt, albo wieczorem.

Kisia, fot. Magda Grabowska

Idę teraz pospać, bo noc miałam jednak pełną wrażeń.

Kisia po nocnej wycieczce. Fot Magda Grabowska

Fot. Magda Grabowska

10:55, joannagrabowska_net , Kisia
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2