| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
środa, 05 września 2012
Tot odszedł

We śnie, wczoraj ok. 23.30. Strasznie nam ciężko.

Tot w czasach, kiedy był zdrowy i w pełni sił. Fot. Magda Grabowska

01:37, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (11) »
niedziela, 02 września 2012
Tot jest bardzo chory

Chory Totek. Z calego ciałka największą ma teraz główke. Tak schudł. Fot. Łukasz ŁuckaPonad tydzień temu przyszykowałam zupełnie inną notkę na blog. Ale chciałam dobrać do niej zdjęcia i nie opublikowałam jej od razu. Zaraz potem dowiedziałam się od Janki, że Totek bardzo źle się czuje i zapomniałam o notce.

Janka pojechała z Totem do Dr Justyny do Czterech Łap. Wspaniała lekarka, wspaniała lecznica. Dr Justyna zrobiła badanie krwi Totkowi i zaordynowała konieczne leki, choć na konto lecznicy nie wpłynęły jeszcze pieniądze, które wysłałam na leczenie.

Okazało się, że Totek ma niewydolność nerek i silną anemię. Do tego z powodu spadku odporności odnowił mu się zaleczony w przeszłości koci katar. Dr Justyna zaordynowała antybiotyk, kroplówki sterydy i lek wspomagający odporność. Ale... wszystko teraz zależy od Totka. Musi najpierw pokonać infekcję i oczywiście jeść. A z tym jest różnie. Totek raz je, innym razem tylko poliże a częściej nie chce nic. Nigdy nie był podtyty, a ostatnio wręcz szczupły, ale w ciągu ostatnich kilku dni został z niego cień.

Chory Totek. Z calego ciałka największą ma teraz główke. Tak schudł. Na łapce ma bandaż przytrzymujący wenflon przez który ma podawane kroplówki. Fot. Łukasz Łucka

Chory Totek. Z całego ciałka największą ma teraz główkę. Tak schudł. Na łapce ma bandaż po pobraniu krwi. Kroplówki dostaje podskórnie, a nie dożylnie, jak napisałam początkowo z rozpędu. Po drugiej stronie szyby widać czuwających przy Totku Rysia (z lewej) i Miłą.

Wczoraj Janka napisała mi o Totku: "Krew jest bardzo zła. Ma bardzo niski poziom hematokrytu, bardzo blade spojówki i język. Katar utrudnia mu jedzenie więc praktycznie przestał jeść. Nerki też są kiepskie i Justyna nie wie czy anemia jest wynikiem niewydolności nerek - to bardzo możliwe - czy jest jakaś inna przyczyna."

Tu też po drugiej stronie szyby czuwają przy Totku Ryś (z lewej) i Miła. Fot. Łukasz Łucka

Tu też po drugiej stronie szyby czuwają przy Totku Ryś (z lewej) i Miła.

Bardzo trudno mi o tym pisać, ale... dopiero kiedy Tot zwalczy infekcję, będzie można wprowadzić właściwe - to znaczy bardziej intensywne - leczenie nerek i anemii. Na razie od tygodnia, dzień w dzień, Janka jeździ z Totem do lecznicy. Wprawdzie skończyło się 120 zł, które przesłałam, ale wkrótce powinnam dostać wierszówkę za ostatni tekst.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

17:23, joannagrabowska_net , Tot
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lutego 2011
Totek jest jak młody bożek i bardzo dziękuje

O ile sformułowania „młody bożek” można użyć w odniesieniu do bezzębnego staruszka. :) Je, bawi się, łasi i biega. Jest po prostu nie ten sam. Martwiłyśmy się, jak on zniesie narkozę i operację, ale poza lekką biegunką, która trwała niecały dzień (przez nią zrobiła się afera z ucieczką Diabła ;) ) nie wydarzyło się już nic niedobrego.

Niedziela 13 lutego. Totek przysiadł na oknie Janki i czeka na wejście. Chwilę wcześniej brykał jak młodzieniec. Zrobiłam mu tylko tę jedną fotkę, bo koty czekały na jedzenie i trochę się niecierpliwiły. Fot. Joanna Grabowska

Niedziela 13 lutego. Totek przysiadł na oknie Janki i czeka na wejście. Chwilę wcześniej brykał jak młodzieniec. Zrobiłam mu tylko tę jedną fotkę, bo koty czekały na jedzenie i trochę się niecierpliwiły

Drodzy Czytelnicy, Totek jest zdrowy dzięki Wam.

Na jego leczenie wpłynęło od Was na konto Fundacji Niechciane i Zapomniane 205 zł. To dane do niedzieli, ale jak mi powiedziała dziś Pani Kasia z NiZ są jeszcze dalsze wpłaty, o których powiadomię później. Na razie wiem o Paniach: Annie z Radomia (35 zł), Magdalenie ze Słupska (50 zł), Iwonie z Łodzi (20 zł) i Dorocie z Chorzowa 100 zł. Pani Beata z Łodzi (100 zł) uregulowała rachunek Diabełka bezpośrednio w Czterech Łapach (prześwietlenie leki i zastrzyki i jeszcze trochę zostało).

Operacja Tota kosztowała około 100 zł (jeszcze nie miałam w ręku faktury). Zostało więc 105 zł plus to coś jeszcze, o czym wkrótce się dowiem. Ponieważ dopuszczaliście taką możliwość, przeznaczymy je na inne koty. Skorzystają: Mała Czarna i Buraska, które w poniedziałek zostaną wysterylizowane.

Obie sterylizacje są już konieczne. Siedmiomiesięczna Mała Czarna ma za sobą pierwszą rujkę. Buraska - też (choć młodsza o miesiąc). Chyba że tak świetnie Małą Czarną naśladowała. Poza tym, Mała Czarna, chyba przez te swoje hormony, parę razy już uciekła z domu Janki. Ostatnio prysnęła we wtorek około godz. 21. Ganialiśmy ją po podwórku dobre pół godziny. Świetnie się bawiła. My mniej, bo było zimno i wietrznie. Poza tym domyślacie się, co to znaczy wypatrzyć czarnego kota wieczorem na nieoświetlonym podwórku. Magda złapała ją podstępem. Na zabawkę. Mała nie mogła przejść obojętnie obok poruszającego się patyczka ze skórzanymi tasiemkami. Gdy podbiegła, była już Magdy. Nawet nie protestowała, tylko zagadywała, jakby chciała powiedzieć, że przecież nic się nie stało i należy jej się trochę ruchu na świeżym powietrzu.

Drodzy Przyjaciele Kociego podwórka, jeszcze raz serdecznie dziękujemy za pomoc. Bez Was wspieranie podwórkowców na Kocim... byłoby dla nas o wiele trudniejsze. Jeszcze raz bardzo dziękujemy i życzymy Wam, Waszym wyrozumiałym Rodzinom, Waszym kotom i innym zwierzakom dużo zdrowia i radości. Tej ostatniej co najmniej tyle, ile my doznajemy, kiedy tak pomagacie naszym podopiecznym :)

20:56, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (4) »
piątek, 11 lutego 2011
Totek ciutek kołowaty

Tot. Fot. Magda GrabowskaSzybko powtórzyłam w myślach te trzy słowa i... straciły sens. A ich sens jest taki prosty: wczoraj wieczorem Janka przywiozła Tota z Czterech Łap już wybudzonego, ale - jak określiła - trochę kołowatego. Bardzo mi się to słowo spodobało, a że wszystko poszło dobrze, można się nim pobawić.

Tot stracił niestety wszystkie zęby. Dr Agnieszka, która go operowała, miała nadzieję, że przynajmniej kły uda mu się uratować, ale jednak nie. Dziś Tot tylko po trochu ma jeść – miękkie - a jutro może już sobie folgować.

Byle nie łaził po śmietnikach. To jego ulubione zajęcie poza spaniem. Nawet najedzony po dziurki w nosie łazi tam, gdzie najwięcej odpadków.

Za chwilę przygotuję wieści o Sówce, a potem o Diabełku...

Ale wcześniej chcę podziękować. Właśnie w tym miejscu, bo to Totka dotyczy. Leczenie kocura wsparła wpłatą na konto Fundacji Niechciane i Zapomniane Dorota (zajrzyjcie do komentarzy w poprzedniej notce). Bardzo, bardzo Ci dziękujemy, Doroto. A wcześniej – jeszcze w styczniu – Pani Małgosia zasiliła leczenie Tota (przed operacją) i teraz częściowo Diabła. Zapłaciła bezpośrednio część rachunku w lecznicy. I to już kolejny raz. Pani Małgosiu, ogromnie dziękujemy. Idealnie trafiła Pani z pomocą. Styczeń po Bożym Narodzeniu zawsze u nas cieniutki. Serdecznie pozdrawiamy i ściskamy.

A jeśli ktoś jeszcze zechciałby pomóc bezdomniakom z Kociego podwórka, to prosimy o wpłaty na konto Niechcianych (w tytule przelewu prosimy o zaznaczenie, że to na Tota lub koty z Kociego podwórka), albo bezpośrednio do lecznicy Cztery Łapy. Jeszcze raz dziękujemy i serdecznie pozdrawiamy.

10:40, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 lutego 2011
Totek pojechał na operację

Tot. Fot. Magda GrabowskaStraci najprawdopodobniej wszystkie zęby. Przedwczoraj kiedy pojechałyśmy z Magdą do Czterech Łap na kontrolną wizytę z Diabłem, wzięłyśmy ze sobą naszego najstarszego na podwórku kocura - Tota. Trochę nam zdziadział ostatnio - wybacz Tocie - i przestał jeść. Okazało się, że ma ostry stan zapalny w pyszczku. Znowu. Miał go już tej zimy i został z niego wyciągnięty, a w zeszłym roku w maju przeszedł nawet operację, podczas której z powodu fatalnego stanu dziąseł stracił kilka zębów. Najwyraźniej dziąsła i zęby to przewlekły problem Tota. Teraz ma zajęte dziąsła przy wszystkich zębach trzonowych - z obu stron. Bardzo cierpi. Podczas mycia, kiedy trącił sobie pyszczek łapką, po prostu zapłakał z bólu.

Doktor Agnieszka orzekła, że powinien mieć operację jak najszybciej. Umówiłyśmy się na czwartek, czyli na dziś, choć nie miałam pojęcia, jak to sfinansuję. Ale... Tot, a my z nim, ma trochę szczęścia. Pomoc obiecała Pani Kasia z Fundacji Niechciane i Zapomniane. A jeśli i Wy, Drodzy Czytelnicy Kociego podwórka, zechcielibyście pomóc, będziemy bardzo, bardzo wdzięczni. Numer konta Fundacji jest tutaj, a w tytule przelewu wystarczy napisać, że to na Tota z Kociego podwórka, albo po prostu, że na Kocie podwórko.

Fundacja pomoże nam także w leczeniu Miłej, już rozmawiałam o tym z Panią Kasią, najpierw musimy jednak wyprowadzić kotkę z kataru, którego się nabawiła, no i poradzić sobie z Totkiem i nadal cierpiącym Diabłem.

O dolegliwościach Miłej i o Diabełku napiszę oddzielne notki. Podobnie jak o Sówce. Wieści jest dużo, ale jeśli zechcę je wpychać do jednej notki, to nigdy jej nie opublikuję, bo nie mam jednorazowo wystarczająco dużo czasu. Cierpliwości więc, bardzo proszę ;)

12:13, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 sierpnia 2010
O dziurawym kocie i Buce z ogonem skunksa

Tot. Fot. Magda GrabowskaOd kiedy Magda jest na wakacjach jej mama dziwaczeje. Co wieczór opowiada nam o dziurawym kocie, czyli Heniu, i jego siostrze i matce, czyli o Harpii i Koteczce. A kiedy nie mówi o nich to gada do Buki. To ta szylkretowa przybłęda z ogonem napuszonym jak u skunksa (tak o jej ogonie mówi Pani Janka). Buka nawiedza nas co wieczór od kilku tygodni.

Z tym Heniem to ciekawa nawet historia. On ma dziurę w nodze. Lekarze celowo jej nie zaszyli, żeby z tej nogi wypływał płyn, który zbiera się wokół gwoździa, na którym zrasta się złamana kość. Mama Magdy przemywa te dziurę wodą utleniona, żeby nie zrobił się na niej strupek. Bo wtedy płyn nie wypływa, zbira się w balonik i wybucha. Raz tak wybuchł, kiedy mama Magdy akurat sprzątnęła klatkę Henia i Harpii. Ochlapał obie klatki, podłogę i biurko, które stoi w pokoju Koteczki i jej kociaków. I mama Magdy znów wszystko myła. Dlatego raz przyszła spóźniona do nas na karmienie. Było już po północy, ale my cierpliwie czekaliśmy, bo wiedzieliśmy, że przyjdzie.

Buka. Fot. Joanna Grabowska

Buka pojawia się tylko w nocy, dlatego ma tylko "nocne" zdjęcia.

No ale jak przychodzi na te karmienia to powinna rozmawiać na przykład ze mną, podwórkowym seniorem, a nie z Buką. Fakt, pamięta zawsze o mnie – i o innych kotach też - bo podsuwa miskę z karmą, i głaszcze mnie i mówi "co słychać Tocie", ale robi to jakoś tak machinalnie, jakby nie skupiała się na mnie. Przynajmniej takie mam wrażenie.

Buka. Fot. Joanna Grabowska

I chyba nie tylko ja tak myślę. Ryś też. Dlatego pojawia się na karmieniach tylko od czasu do czasu, żeby pokazać, że żyje i żeby Magda się nie martwiła, kiedy jej mama opowiada o nas wieczorem na jakimś tam "skajpie". Wiem, bo o tym mama Magdy też nam powiedziała. Hm, naprawdę dziwaczeje.

Buka. Fot. Joanna Grabowska

Właściwie to lubię te wieczorne rozmowy. Uspokajają mnie. Nas. I w dodatku wszyscy jesteśmy witani po imieniu. Buka też. Tylko że ona chyba nie wie, że to jej podwórkowe imię. Bo ona chyba jednak ma dom. Mama Magdy i Pani Janka twierdzą, że jest za czysta jak na bezdomniaka. Ja tam nie wiem. Buka nam się nie zwierza. Ona ciągle tylko burczy i grzmi, żeby żadne z nas do niej się nie zbliżało. Dlatego ma na imię Buka. Bo straszy.

Wieczorami mama Magdy milknie tylko wtedy, kiedy już wszyscy mamy jedzenie na miskach i znad wszystkich roznosi się głośnie mlaskanie. Nasze oczywiście. Trochę to krępujące, że wtedy akurat się w nas wsłuchuje. Mówi, że bardzo lubi ten moment karmienia, bo wszystkie jesteśmy takie zadowolone i uspokojone i widać, że czujemy się bezpiecznie. A jak mamy się czuć? Aż do końca kolacji zawsze stoi nad nami i pilnuje, żeby nikt nam nie przeszkadzał.

Buka też się wtedy uspokaja. Ciekawe, co ci nasi ludzie z nią zrobią. Nie chcą już teraz jej łapać, bo podejrzewają, że może na wieczory wychodzić komuś z domu, a nie chcieliby jej ukraść. Z drugiej strony boją się, że może jednak jest bezdomna, a wtedy nie powinna długo mieszkać na podwórku. Ja tam bym wolał, żeby ją złowili i poszukali jej domu. Miałbym trochę świętego spokoju, choć na podwórku. Bo u Pani Janki rządzi teraz ta Mała Czarna Chudzinka. Podporządkowała sobie nawet Dzidziusia. No i oczywiście Rodzinę Pani Janki też.

Przez nią i przez Bukę to jestem teraz całkiem bezdomny. Bo ani w domu, ani na podwórku nie mogę sobie spokojnie podrzemać. Oj biedny ze mnie kot-Tot.

12:45, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 czerwca 2010
Tocia operacja

Tot jeszcze przed operacją. Fot. Magda GrabowskaTak się zastanawiałem, dlaczego ostatnio Pani Janka odpuściła mi leki. Teraz już wiem. Szykowała mnie do operacji. Miałem ją wczoraj. Najpierw mnie wygłodziła, potem przed południem zawiozła do Czterech Łap i zostawiła. A tam - horror. Uśpili mnie! I zoperowali! Zębów mi część usunęli! Te z przodu i kły! Jak ja teraz wyglądam! Podobno to było konieczne, bo przez nie chorowałem. Może i tak, bo często nie mogłem jeść, tak mnie w pyszczku wszystko bolało. Ale potem wyleczyli mnie i mi przeszło. To po co ta operacja? Nie rozumiem ludzi.

A po operacji Pani Janka mnie zabrała do domu. I znowu nie dała jeść. Tak jej lekarze powiedzieli. Że do rana nie powinienem nic dostać. I Pani Janka ich posłuchała! Chodziłem za Nią przez cały wieczór, patrzyłem Jej w oczy, ocierałem się o nogi. Wiedziała, co do Niej mówię. Słyszałem jak powtarzała mamie Magdy moje słowa. A mówiłem mniej więcej tak: „Jeśli nie masz co dać mi do jedzenia, to po prostu wypuść mnie na dwór. Znajdę sobie coś na śmietniku”. Ale ani jeść nie dała, ani nie wypuściła mnie na podwórko. Powtarzała w kółko, że nie wolno i muszę jakoś wytrzymać - i w domu, i z nimi. Dom to dom, dał się wytrzymać, ale ten głód! Na wierzchu nie było żadnego jedzenia, żebym mógł coś podkraść. Wszystko parę razy sprawdziłem. A Dzidziuś to był karmiony w łazience! Myśleli, że nie wiem, ale jego mlaskanie głośne jest przecież. A już szczytem bezczelności było to, że mama Magdy podała wieczorem Pani Jance kocie mleczko Whiskasa dla mnie. Myślałem, że od razu je dostanę. Nie dostałem! Dopiero dziś rano. Ale do tego mleczka miałem też trochę mokrego i suchego. To suche było super. Łaskotało mi dziąsła, bo coś mnie tak swędzą trochę.

Ale na dwór dziś jeszcze mnie nie wypuścili. Siedzę na oknie jak więzień i patrzę na inne koty. Wylegują się na trawie albo ganiają po podwórku. Też bym tak chciał. Jak mnie za długo będą trzymać w domu to im się załatwię na podłogę! Tylko pewnie to nic nie da, bo już parę razy zostawiłem kupę koło kuwety, a Pani Janka powiedziała tylko, że jestem stary brudas i sprzątnęła ją. No to parę razy skorzystałem z kuwety, żeby pokazać, że wiem do czego ona służy. Ale najchętniej to za potrzebą wychodzę na dwór...

12:05, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 31 maja 2010
Przykrość trzeba znieść z godnością

No, wreszcie ludzie zainteresowali się mną jak należy. Już dwa razy Pani Janka była ze mną w Czterech Łapach. I zanosi się na to, że to nie koniec.

Tot czuje się już wyraźnie lepiej. Fot. Magda Grabowska

Tot czuje się już wyraźnie lepiej.

Pierwsza wizyta - w czwartek - była do zniesienia. Dostałem zastrzyki od Pani Doktor Agnieszki i wróciłem do domu. Usłyszałem, że mam silny stan zapalny w pyszczku i że koniecznie trzeba to wyleczyć, bo z tego powodu nie jem. Od razu po tych zastrzykach zrobiło mi się lepiej i pokazałem to ludziom, bo sporo zjadłem. Nie bolało, więc mogłem sobie wreszcie pofolgować.

Oburzyła mnie tylko mama Magdy. Podczas wieczornego karmienia stwierdziła, że powinienem na starość skończyć z podjadaniem resztek na śmietniku. I że najwyższa pora żebym zmądrzał, bo przecież zawsze mam pełna miskę u Pani Janki i u Magdy.

A ja muszę do tych śmietników zaglądać, nawet kiedy w nich nic dla mnie nie ma. Muszę i już. Całe życie do nich przecież zaglądałem.

Potem była wizyta w piątek. Obraziłem się na Panią Jankę, bo nie dała mi przed nią nic jeść. I jak tu ludziom wierzyć? Niby mam u nich miskę, ale mi jej nie dali! Choć pokazywałem Pani Jance jaki jestem głodny. Nawet do lodówki Ją podprowadzałem, a Ona wiecie co zrobiła? Zabrała z okiennego parapetu w kuchni nawet talerzyk z suchą karmą, żebym się do niej nie dobrał. Zamknęła tę miskę w pokoju Łukasza z Dzidziusiem. Mogłem się tylko oblizywać. A potem zawiozła mnie do lecznicy. Tym razem było gorzej, bo miałem pobieraną krew. Patrzyłem na Panią Jankę z wyrzutem, ale postanowiłem tę przykrość znieść z godnością. Chyba mi się udało, bo i Doktor Agnieszka, i Pani Janka podziwiały mnie, że taki grzeczny i spokojny jestem. A co miałem robić? Szarpać się, pyszczek drzeć? Pewnie by jeszcze coś gorszego wymyśliły. A tak przykrość przynajmniej szybko się skończyła. W nagrodę po powrocie z lecznicy dostałem dużo jeść. Owszem zjadłem, ale nie zostałem w kuchni Pani Janki, gdzie ostatnio tak dużo spałem, tylko wyszedłem na podwórko. Musiałem pokazać ludziom, że jestem na nich obrażony.

A w sobotę mama Magdy, która zadzwoniła do Czterech Łap, powiedziała Pani Jance, że wyniki w sumie mam dobre. Nerki i wątroba są zdrowe, tylko za dużo jest jakichś tam leukocytów i że to oznacza silny stan zapalny. Leczą mnie teraz tabletkami. We wtorek jadę na kontrolę.

Mama Magdy po tej telefonicznej naradzie z lecznicą powiedziała też, że te stany zapalne będą mi powracać, bo mam chore dziąsła i zęby. I że zaradzić temu można tylko wyrywając mi to, co popsute. Nie brzmi dobrze. Mówiła też coś o narkozie. To pewnie jakaś kolejna tortura, którą ludzie wymyślili dla takich Totów jak ja. Nie podoba mi się to ludzkie knucie. Niedługo mam dziewiąte urodziny - 2 czerwca - a oni chcą mi taki prezent dać. Wstyd.

A wiecie, dlaczego ludzie wiedzą, że moja mama Paskuda urodziła mnie 2 czerwca? Bo Pani Janka to widziała. Magda i jej mama jeszcze wtedy na Kocim podwórku nie mieszkały, więc Pani Janka im o tym opowiadała. A ja usłyszałem, bo pamiętać przecież nie mogę.

No więc na prezent urodzinowy chcą mi zafundować operację z usuwaniem zębów, żebym już nie chorował na ten swój pyszczek. Nie chorować to fajne, ale ta operacja mnie niepokoi. Ludzi chyba też, bo słyszałem, jak się naradzali i mówili, że musi się udać, bo serce mam zdrowe i te inne rzeczy w środku też.

Fot. Magda Grabowska

13:40, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 kwietnia 2010
Dzidziuś, łobuzie, złaź!

Tot. Fot. Magda GrabowskaRudzia nam się chyba zestarzała. Najwyraźniej z wiekiem łagodnieje. Może nie powinienem tego mówić ja - Tot, senior, na Kocim podwórku - ale przynajmniej nikt nie może zarzucić, że szczeniaki z dorosłych się wyśmiewają. A było tak. Rudzia spała sobie na oknie w kuchni Pani Janki. Tak jej po ostatniej zimie zostało. I innym kotom też. Z przyzwyczajenia wracają do domu na noc i jeszcze upominają się, żeby je wpuścić, choć noce są już wystarczająco ciepłe, jak na kocie potrzeby. Ale Pani Jance to nie przeszkadza, że nadal ma zakoconą kuchnię i wszystkich chętnych wpuszcza.

O, Magda zrobiła mi wreszcie zdjęcie. Ciągle zachwyca się Rysiem i Transwetem, to myślałem, że o mnie zapomniała... Fot. Magda Grabowska

O, Magda zrobiła mi wreszcie zdjęcie. Ciągle zachwyca się Rysiem, Transwetem albo Kisią, to myślałem, że o mnie zapomniała...

Otóż Rudzia spała w kuchni na oknie i wskoczył do niej z rozpędu rozbawiony Dzidziuś. Rudzia, zaspana nawet nie zdążyła zareagować we właściwy dla niej sposób, czyli nie walnęła go wściekle łapą, tylko drzemała dalej. A ten Dzidziuś położył się wtedy koło niej, przytulił i tak został. I Rudzia na to pozwoliła. Leżała tak z nim całkiem długo, bo nawet Łukasz zdążył im zdjęcia zrobić. I te zdjęcia mama Magdy pokazuje teraz na dowód, że Rudzia wcale taka złośnica nie jest i że Dzidziuś ją cywilizuje.

Rudzia i Dzidziuś zgodnie uśpione. Fot. Łukasz Łucka

Rudzia i Dzidziuś zgodnie uśpione...

A tu Rudzia już się budzi i po chwili był koniec tej sielanki. Fot. Łukasz Łucka

A tu Rudzia już się budzi i po chwili był koniec tej sielanki.

Ale ja tam wiem swoje. Jeszcze tego samego dnia, z całej siły walnęła w łeb Dzidziusia, jak za bardzo do niej podczas zabawy się zbliżył. Dzidziuś wtedy miał trochę głupią minę. Bo faktycznie trudno zrozumieć, dlaczego Rudzia najpierw pozwala mu ze sobą spać, a parę godzin później tłukła wściekle po głowie. Nie zna mały kobiet, to znaczy kotek, chciałem powiedzieć...

Tak generalnie to ten Dzidziuś całkiem jest fajny, ale dzieciak jeszcze. Czasem nawet się z nim pobawię chwilę, ale nie za często, bo on nie zna miary. Bo kto to słyszał, żeby wskakiwać Pani Jance na plecy. A Dzidziuś ciągle to robi, zwłaszcza wtedy, gdy Pani Janka wieczorem wygląda przez okno do Magdy i jej mamy. I tak śmiesznie znad jej głowy gapi się na koty, które jedzą w ogródku. A Pani Janka zawsze wtedy woła: ”Dzidziuś, łobuzie, złaź”. A Dzidziuś, nie złazi.

Zdjęcia: Magda Grabowska i Łukasz Łucka

20:01, joannagrabowska_net , Tot
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 października 2009
Koteczka wbiła się do Janki

Tot, fot. Magda GrabowskaTu Tot. Długo milczałem, ale cos niezdrów jestem. Kicham na mokro, łzy z oczu mi płyną. Tylko nie myślcie, że ze mnie narzekający tetryk. Owszem lata mam, ale jakoś do niedawna zdrowie mi dopisywało. Teraz Pani Janka i Magda stwierdziły, że trzeba mi pomóc. Dostaję unidox. Smaczny to on nie jest, ale lepiej mi się oddycha odkąd go biorę. Ale o czym innym chciałem…

Ostatnio bardzo zirytowała mnie Koteczka. Po prostu wbiła się do domu Pani Janki. Pani Janka zaprosiła ją przez okno na chwilę, bo była ciekawa, co mała zrobi. A ta wlazła do domu przez okno, obeszła parapet i zjadła jakieś resztki po mnie. Potem zaczęła myszkować po kuchni. Wyszedłem do niej, żeby wyjaśnić, że to tylko chwilowa wejściówka, a ona nafukała na mnie, żebym się nie mądrzył. Co za rozwydrzona młodzież jest teraz.

Koteczka. Fot. Magda Grabowska

Koteczka

Wyszła potem przez okno, ale ciągle się kręciła w pobliżu. Widać bardzo jej się u Pani Janki podobało. No, myślę! Ja też jej kuchnię lubię. Raz Koteczka stanęła na takie deski pod oknem, które są ludziom do czegoś potrzebne, i prawie wszystkie rozwaliła. Magda musiała je układać. Za grosz uwagi, wdzięku i kociej gracji w tej młodej nie ma. Nie wiem, co ludzie w niej widzą.

Mandaryn, fot. Magda Grabowska

Mandaryn

Ale nie cała młodzież jest zła. Mandaryn to mądry młody kocur. Przyprowadził Magdzie na nocne karmienie Cyklopa. To kumple. W jednej komórce śpią, ale Cyklop bardzo jest strachowity. I kiepsko jadał ostatnio, bo się a to Batmana, a to Rysia, albo i mnie boi. A przede wszystkim ludzi. Magda go ciągle po całym podwórku szukała, a on nie wychodził na wołanie. Chyba ktoś go postraszył, bo w wakacje lepiej z nim było. I ten Cyklop, dzięki Mandarynowi, boisko do bouli odkrył. No, że tam stałe karmienia są. I teraz Cyklop spokojnie tam je, a w tym samym czasie Kisia, Transwet, Koteczka i Diabeł bawią się z Magdą gałązką. Nawet Mandaryn trochę do niej doskakiwał, ale nieśmiało tak, bo też bojaźliwy. A Cyklop, jak już się najadł, to na te zabawy się zagapił. Ale nie odważył się podejść bliżej do gałązki. Tylko zaczął się jakimś jabłkiem zgniłym bawić. Normalnie je turlał jak piłkę. Ale się Magda śmiała…

Cyklop. Fot. Magda Grabowska

Cyklop

A co do tej Koteczki, to nadal zły na nią jestem. Bo zimą część nas, starych kotów, ma wejściówkę do kuchni Pani Janki, żeby się najeść, ogrzać i podrzemać. Ta Koteczka jednak chce być chyba stałą lokatorką. Tak Pani Janka się śmiała. Ale przecież miejsca nie ma.

Podsłuchałem, że szukają teraz dla niej domu na zimę, bo boją się, że nie poradzi sobie sama. Szczerze życzę im powodzenia…

Zdjęcia: Magda Grabowska

08:55, joannagrabowska_net , Tot
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2