| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
piątek, 20 listopada 2009
O czym myśli Elegantka?

Elegantka. Fot. Magda GrabowskaAleż się porobiło na naszym Kocim podwórku. Od kilku dni buszują u nas Panowie w Granatowych Kombinezonach. Sprowadzili jakiś spychacz, pokopali dołki i przywieźli kilka górek żwirku.

Spychacz nam się nie spodobał. Za bardzo hałasuje. Ale żwirek jest w sam raz do załatwiania w nim kocich potrzeb. Moja przyjaciółka - Zielonooka - natychmiast go wypróbowała. Najciekawszy jest jednak długi dosyć głęboki rowek, w którym się kryjemy i ganiamy. Nawet ja, choć podobno Elegantce to nie przystoi.

Słyszałam jak Magda opowiadała swojej mamie o naszych zabawach. O mnie powiedziała, że kryję się tam jak szpieg. Kurczę się cała i tylko oczy wystawiam. A ja naprawdę nie szpieguję. Ja tylko czaję się na inne koty, albo na... gołąbki.

Czasami starsze panie z kamienicy przy naszym podwórku wysypują dla nich okruchy na trawnik. Trochę nierozsądne to, kiedy je czestują w mojej i innych kotów obecności. Ale może one dla nas tak tuczą te gołąbki? Bo nie ukrywam, że zdarza się nam na nie zapolować...

Na pierwszym planie Cyklop. W tle Elegantka. Fot. Magda Grabowska

Ponieważ Panowie w Granatowych Kombinezonach pracują tylko do godz. 15, koty mają dużo czasu na zabawy w wyrytych przez nich rowkach. Na pierwszym planie Cyklop. W tle Elegantka.

Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że to nie z myślą o nas - kotach - pojawiły się te nowe rozrywki na podwórku. To ludzie zapragnęli zmienić swoje otoczenie i uczynić je przyjaźniejszym dla siebie. Na środku będzie więc żwirowa ścieżka (ten rowek to na jeden z krawężników) a wzdłuż niej ławeczki dla starszych pań, które karmią gołąbki. Będą też dwie zabawki dla małych dzieci. Czasami te dzieci zamieniają się w potwory, które jak się nudzą to nas ganiają. Może kiedy zajmą się zabawkami, dadzą nam spokój... Poza tym w jednym końcu podwórka będzie miniboisko do siatkówki i koszykówki, a w drugim - stół do ping ponga i ławeczki.

Ludzie z podwórka już teraz się boją, że przez te urządzenia mogą przychodzić na nasze podwórko różne lumpy. Nie wiem, dlaczego się martwią. Lumpy przecież i tak przychodzą, o czym my - koty - najlepiej wiemy, bo też w ich obecności nie czujemy się bezpieczne...

Fot. Magda Grabowska

19:33, joannagrabowska_net , Elegantka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 października 2009
Wizyta Pani z Kraciastą Torbą

Elegantka. Fot. Magda GrabowskaCudowny dzień był wczoraj. Wprawdzie padało i kocia młodzież na naszym podwórku szalała ponad miarę, ale... zdarzyła się nam rzecz niecodzienna. I jaka miła...

Odwiedziała nas Pani z Kraciastą Torbą. I poczęstowała przysmakami. Pysznymi i ciepłymi. Tak się wszyscy objedliśmy, że kiedy Magda do nas wyszła z suchą karmą, to nawet na nią nie spojrzeliśmy. Leżeliśmy leniwie na oknie Pani Janki i przysypialiśmy. Magda to nawet powiedziała do mnie z wyrzutem: - I ty, Elegantko, nie witasz się?

A ja naprawdę nie miałam siły, by ruszyć się do niej. No i poza parapetem było mokro, a moje futerko wody nie lubi. Ale Magda nie pogniewała się. Od razu też domyśliła się, kto nas odwiedził. Bo kiedyś spotkała Panią z Kraciastą Torbą i trochę sobie o nas porozmawiały. Magda dowiedziała się sporo ciekawostek o nas z czasów, kiedy jeszcze się nami nie opiekowała. Bo Pani z Kraciastą Torbą odwiedza nas tu od kilku lat. Zielonooką to pamięta, jak jeszcze była małą koteczką. W tej swojej torbie Pani z Kraciastą Torbą przynosiła nam raz, dwa razy w tygodniu jedzenie. Potem przestała. Doszła do wniosku, że my mamy dobrą opiekę, więc ona poszuka jeszcze innych podwórek z kotami w potrzebie. A wczoraj to chyba przyszła sprawdzić, czy Magda nadal o nas dba. No i przy okazji nas poczestowała dawnymi przysmakami. Bardzo miła odmiana.

A wieczorem Magda znowu do nas przyszła. Z mamą. I Pani Janka do nas wyjrzała, ale się przeziębiła, więc tylko na chwilę. Bardzo miły to był dzień...

14:45, joannagrabowska_net , Elegantka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 września 2009
Burza wrogiem elegancji

Elegantka. Fot. Magda GrabowskaAleż lało dziś wieczorem. I grzmiało, i błyskało. I to akurat w tym czasie, kiedy Magda z mamą wychodzą nas karmić. Ostrożnie próbowałam przemknąć między kałużami i pod samochodami pod ich klatkę, żeby pokazać, że mimo deszczu jestem, ale nie pomogły żadne susy i skoki przez wodę, która zalewała podwórko. Zamoczyłam łapki. Futerko też mi zmokło. Bardzo tego nie lubię.

Ale jedzenie dostaliśmy. Dużo nas na nie przyszło: ja, Zielonooka, Mandaryn, Diabełek, Pipa, Cyklop i Rudzia. Na szczęście nie było Kuby. Nikt więc nas nie straszył.

Przed karmieniem mama Magdy wyszła sama i poszła do pani Janki. Trochę się zmartwiliśmy, bo siedzieliśmy pod tymi samochodami. Nawet przez chwilę pomyśleliśmy, że może nic z dzisiejszej kolacji nie będzie. Chociaż nie powinniśmy, bo zawsze to jedzenie dostajemy. Już od prawie dwóch lat. Ale mama Magdy zatrzymała się u pani Janki dłużej. A deszcz padał i padał.

Wreszcie mama Magdy wróciła i powiedziała, że zaraz z Magdą zejdą nas nakarmić. I że trochę kolacja się spóźnia, bo musiała zrobić zastrzyk Dzidziusiowi. Dodała jeszcze, że mały czuje się już dużo lepiej i nawet nie kicha. To dobrze.

A potem wyszła Magda. z talerzykami i kilkoma puszkami karmy dla nas. Ustawiła siedem talerzków pod samochodem i powiedziała, że tym razem będziemy mieć stołówkę pod daszkiem. Rzeczywiście nie mokliśmy, choć cały czas padało. Zasiedliśmy przy talerzykach rzędem i bardzo musieliśmy podobać się naszym opiekunkom, bo cały czas się do nas uśmiechały.

Elegantka. Fot. Magda Grabowska

No i jak można moczyć takie eleganckie futerko?

A po jedzeniu Pipa zachowała się nieładnie. Kiedy Magda przykucnęła, żeby posprzątać puste talerze, Pipa wskoczyła jej na kolana i powycierała się o nią. Jak o ręcznik. To bardzo nieładnie. Ja nigdy bym tak nie zrobiła. Obie z Zielonooką też podeszłyśmy do Magdy. Pogłaskała nas trochę, a potem poszła z mamą na boisko do bouli nakarmić pozostałe koty. Słyszałam, że na kolacji zameldował się jeszcze Tot i Kisia - na oknie u pani Janki, a na boisku - Transwet i Miła. Nie było niestety Jasnej. Ale pojawili się goście z sąsiednich podwórek: Batman, Ciemnorud i Polarnik. Oni też dostali jedzenie. Nikt z nas nie przegania ich stąd. Nie mamy powodu. Dla nas też zawsze jest jedzenie.

Kończę już, bo chyba dziś chce się zaprezentować jeszcze Cyklop. Dosyć go lubię, ale okazało się, że to padlinożerca. Okropność. Ale niech sam o tym opowie... A tu zobaczcie jak sobie jemy: Zielonooka, Cyklop i ja.

Zielonooka, Cyklop i Elegantka podczas ekstrakarmienia. Fot. Magda Grabowska

Zielonooka (od lewej), Cyklop i Elegantka. Fot. Magda Grabowska

23:14, joannagrabowska_net , Elegantka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 sierpnia 2009
Przypadki kociej Elegantki

Elegantka. Fot. Magda GrabowskaLudzie mówią o mnie Elegantka. Żartują, że jestem kocią arystokracją na podwórku. Zachwycają się, moim pięknym futerkiem, długimi wąsami i wdziękiem, z jakim się poruszam. Trochę ich rozumiem. Miło popatrzeć na coś ładnego. Ale to wszystko mi nie pomogło…

Kiedyś miałam własny dom, imię. I bardzo ufałam ludziom. Dziś mam podwórko, na które zostałam podrzucona i wolę schodzić z drogi każdemu, kto przechodzi koło mnie. Pozwalam pogłaskać się tylko czterem osobom: Magdzie, jej rodzicom i pani Jance. I czasami wskakuję na okno pani Małgosi, ich sąsiadki, która zawsze ma coś chrupiącego dla mnie i dla mojej przyjaciółki – Zielonookiej.

Nie pamiętam dokładnie, ale jakieś trzy lata temu, moi poprzedni opiekunowie podrzucili mnie na to podwórko. Potrzymali przez rok w domu, jak zabawkę, nawet wysterylizowali, a kiedy urosłam – wyrzucili. Jak niepotrzebny przedmiot. Nie wiem, jak przeżyłam pierwszy rok, jako kot bezdomny. Chyba jestem dosyć zaradna. Teraz – od dwóch lat – jest mi łatwiej. Najpierw Magda, a potem jej mama i pani Janka zaczęły pilnować, bym codziennie jadła. Zimą nawet dwa razy.

Elegantka jesienią ubiegłego roku. Fot. Magda Grabowska

Elegantka jesienią ubiegłego roku.

Cały czas zastanawiam się, na ile mogę zaufać niektórym ludziom z tego podwórka. Nie wiem, co planują. Kiedyś na przykład weszłam do domu pani Małgosi, bo był straszny mróz na dworze. Uchyliła okno, ciepło sączyło się zachęcająco. Siadłam na parapecie, a pani Małgosia przymknęła okno. Myślałam, że oszaleję. Zupełnie nieelegancko zaczęłam szamotać się po całej kuchni.

Natychmiast mnie wypuściła i bardzo dziwiła się mojemu zachowaniu. Rozmawiała potem o mnie z Magdą i jej mamą. Doszły do wniosku – niestety prawdziwego – że ktoś musiał mnie skrzywdzić w zamkniętym pomieszczeniu.

Próbowały jeszcze kilkakrotnie przyzwyczaić mnie do przymkniętego chociaż okna, ale nie mogłam tego znieść. W końcu pan Ryszard, mąż pani Janki, zrobił koci domek w starej skrzyni na podwórku. Bardzo się przydał zimą. Często z Zielonooką tam spałyśmy całe dnie, zwłaszcza jak były mrozy.

Przyjaciółki. Elegantka i Zielonooka. Fot Magda Grabowska

Przyjaciółki. Elegantka i Zielonooka.

Przyjaciółki. Elegantka i Zielonooka. Fot Magda Grabowska

Zielonooka to najwspanialsza kotka na świecie. Piękna i dobra. Bardzo mi pomogła, choć jest młodsza ode mnie, co najmniej dwa lata. Pod koniec lutego straciłam sierść. To było bardzo upokarzające. Przemykałam chyłkiem przez podwórko, bo bałam się, że ktoś będzie się ze mnie śmiać, albo zechce mnie zabić, bo może roznoszę ciężką chorobę. No i było mi bardzo zimno. Magda i jej mama zawiozły mnie do Czterech Łap. Pani doktor stwierdziła, że nie widzi u mnie żadnej choroby skórnej i możliwe, że tracę sierść z powodu depresji. Miała rację. Do naszej skrzyni zaglądał ciągle tej zimy Ryś, ten z opowieści Tota, i Kuba, domowy kot z sąsiedniego podwórka. Ich obecność była dla mnie bardzo stresująca.

Chora Elegantka i Zielonooka. Fot Magda Grabowska

Chora Elegantka i Zielonooka na swoim domku ze skrzyni.

Pani doktor odrobaczyła mnie, odpchliła, dostałam szczepionkę przeciwko grzybicy i mogłam wrócić na podwórko. Na spotkanie ze mną wyszedł cały koci komitet powitalny. Bardzo się ucieszyłam na jego widok, bo to znaczy, że jestem tu lubiana. A potem przez kilka tygodni Magda z mamą pilnowały, żebym codziennie dostawała pół tabletki na porost i wzmocnienie sierści. Mówiły, że takie stosują zawodowi hodowcy kotów rasowych. Martwiły się, bo przez pierwsze dwa tygodnie, nie było żadnych efektów, tylko jeszcze bardziej sierść mi wypadała. Delikatnie mnie głaskały w miejscach gdzie jeszcze była i zastanawiały się, jak to zrobić, żebym zniosła pobyt i leczenie w zamkniętym pomieszczeniu. I wtedy sierść zaczęła mi odrastać. Nadal dostawałam tabletki, ale już rzadziej.

Zielonooka myje chorą Elegantkę. Fot Magda Grabowska

Zielonooka myje chorą Elegantkę.

W czasie choroby bardzo pomogła mi Zielonooka. Nie uciekała ode mnie jak inne koty. Przytulała się do mnie, myła mi łebek i uszy. Pozwalała jeść ze swojego talerzyka. Bardzo ją lubię. Często spacerujemy po podwórku ze splecionymi ogonkami. Nasze opiekunki bardzo lubią wtedy na nas patrzeć. A nam jest miło, że sprawiamy im przyjemność. Lubimy do nich wtedy podchodzić, żeby nas pogłaskały.

Elegantka w kwietniu. Powolutku sierść zaczyna jej odrastać. Fot. Magda Grabowska

Elegantka w kwietniu. Powolutku sierść zaczyna jej odrastać.

Od maja śmiało wychodzę na podwórko. Moje futerko jest już całe, choć miejscami ciemnobrązowe, a było czarne. Zdaje się jednak, że dla nikogo nie jest to problemem. Dla mnie też nie.

Elegantka dziś. Fot. Magda Grabowska

Elegantka dziś.

Fot. Magda Grabowska

15:11, joannagrabowska_net , Elegantka
Link Komentarze (4) »