| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
piątek, 11 września 2009
Zielonooka: Przyszły typy z ostrymi narzędziami

Zielonooka. Fot. Magda GrabowskaAle się porobiło na naszym podwórku. Przyszły do nas wczoraj dwa typy. Z sekatorami i siekierą. Elegantka mnie zawołała, więc je sobie obejrzałyśmy. Jeden gruby i duży, drugi chudy. Ale narozrabiali. Wycięli pełno młodych drzewek: prawie trzymetrową lipę, kasztanowca, grab, małe dąbki, klony jesion i wyrąbali starą jabłonkę. Poharatali także krzaki bzu.

Mama Magdy się wściekła. Będą gdzieś teraz jakieś pisma słać, że nieodpowiedzialni ludzie z firmy sprzątającej zamiast wyciąć chaszcze, zniszczyli zieleń na podwórku. Nieodpowiedzialni to mało powiedziane. Bezmózgowce to jakieś. Nawet koty wiedzą, że drzewa są pożyteczne, a ci je wycięli.

Mnie ta wycinka też martwi. Inne koty również. Po jabłonce często sobie skakałyśmy, w krzakach bzu chowałyśmy się, a te młode drzewka po prostu ładnie wyglądały. Nie rozumiem, dlaczego przeszkadzały tym bezmyślnym ludziom z ostrymi narzędziami.

Nasze podwórko bardzo teraz zbrzydło. Obie z Elegantką tak uważamy. Mama Magdy, pani Janka i jeszcze jedna ich sąsiadka - pani Hania - z rodzinami są tego samego zdania. I jeszcze się boją, że teraz to podwórko zamieni się w klepisko, na którym samochody będą parkowały, gdzie zechcą. Mają rację, bo w sadku jest teraz dużo miejsca, gdzie będą mogły wjechać.

Magda to nawet porobiła zdjęcia tych powycinanych drzewek i krzaków. Żeby ci ludzie, którzy to zrobili „beknęli”. Nie rozumiem tylko co to drzewkom pomoże, kiedy oni będą tak bekać na podwórku, ale może o coś innego tu chodzi?

A poza tym Magda zrobiła mi i Elegantce nowe zdjęcia. Nazwała je „taniec przyjaźni”. Nie rozumiem, dlaczego ludzi tak fascynuje nasza przyjaźń. Czyżby oni tak nie potrafili?

Zielonooka i Elegantka. Taniec przyjaźni. Fot. Magda Grabowska

Zielonooka i Elegantka. Taniec przyjaźni. Fot. Magda Grabowska

Zielonooka i Elegantka. Taniec przyjaźni. Fot. Magda Grabowska

Zielonooka i Elegantka. Taniec przyjaźni. Fot. Magda Grabowska

Zielonooka (z prawej) i Elegantka. Taniec przyjaźni. Fot. Magda Grabowska

19:27, joannagrabowska_net , Zielonooka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 sierpnia 2009
Zielonooka, przyjaciółka Elegantki

Zielonooka. Fot. Magda GrabowskaElegantka tak pięknie opowiadała o mnie, jakbym jakimś cudem była. Nie wspomniała ani słowem, ile ja jej zawdzięczam. A niespełna półtora roku temu, kiedy byłam jeszcze młodą kotką, miałam na prawym boku ogromną ranę. Jeden wielki strup. Ludzie, którzy się nami opiekują, do dziś zastanawiają się dlaczego, czy jakiś człowiek mnie skrzywdził, czy pies tak pogryzł. A ja nie potrafię im powiedzieć. Magda dokarmiała mnie i obserwowała. Ale nie pozwalałam jej do mnie podejść. Jak tylko się zbliżała, uciekałam.

Elegantka bardzo się mną wtedy opiekowała. Wszędzie za mną chodziła i wylizywała tego strupa. Gdyby nie ona, nie poradziłabym sobie, bo nie mogłam dostać się do niego moim językiem. Był taki duży i sztywny. Pękał gdy tylko próbowałam go powąchać. Bardzo to bolało. Elegantka ciągle go myła swoim języczkiem i po jakimś miesiącu strup znikł, a w jego miejscu wyrosło futerko. Jak w takiej sytuacji nie czuć wdzięczności?

Potem wszędzie już chodziłyśmy razem. Prawie zawsze. Przerwę miałyśmy tylko wtedy, gdy Magda, jej mama i pani Janka złapały mnie do klatki łapki na sterylizację. Ależ się na nie wściekłam!

Zielonooka krótko po sterylizacji. Fot. Magda Grabowska

Zielonooka krótko po sterylizacji.

Wszystko przez mamę Magdy. Latem zeszłego roku urodziłam kociaki. Nie pokazałam ich ani Magdzie, ani jej mamie. Od sąsiadów usłyszały tylko, że jakieś dwa czarne kręciły się po podwórku, kiedy wyjechały na wakacje. Dowiedziały się, że zajęli się nimi ludzie z sąsiedniej kamienicy. Ale nie wiedziały, czy to moje dzieci, czy Cykusi, mojej mamy. To wtedy mama Magdy stwierdziła, że trzeba mnie wysterylizować, bo niemożliwością jest, żeby kilka kotek ciągle kociło się i traciło swoje małe. Poza tym ludzie z kamienicy mogliby zacząć narzekać, że za dużo jest kotów na podwórku.

Zielonooka z Elegantką. Fot. Magda Grabowska

Zielonooka z Elegantką.

Pewnego październikowego dnia wyszłam do nich na karmienie. Miały ze sobą taką druciana klatkę a w niej pyszne jedzenie. Nie ufałam tej klatce i temu jedzeniu. Włożyłam do środka tylko łebek. I wiecie, co mama Magdy zrobiła. Zanim się zorientowałam pchnęła moją pupę i wpadłam do klatki. Zaczęłam szaleć, bo jak tak można. No i bardzo się wystraszyłam. Zasłoniły klatkę jakąś szmatką, żebym w ciemności się uspokoiła, ale nie ze mną te numery. Cały czas warczałam i szamotałam się. Musiały mnie przełożyć do takiego plastikowego kontenera.

Zawsze chętnie bawiłam się Elegantką. Nawet wtedy, gdy nie wyglądała pięknie. Fot. Magda Grabowska

Zawsze chętnie bawiłam się Elegantką. Nawet wtedy, gdy nie wyglądała pięknie.

A potem była sterylizacja. Kiedy pani Janka mnie odbierała, lekarz powiedział, że wszystko poszło dobrze i można mnie wypuścić następnego dnia. Mama Magdy chciała, żeby pani Janka przetrzymała mnie trochę dłużej, żebym nie rozerwała sobie jakichś szwów, ale zaprotestowałam. Nie piłam i nie jadłam. Zrobiłam im za karę siku i kupę. Jak mama Magdy do mnie zajrzała, to wściekła ochlapałam ją tymi sikami. Niech ma. Skapitulowała. Powiedziała, że chyba rzeczywiście nie ma co mnie trzymać dłużej. I wypuściły mnie.

Zielonooka. Fot. Magda Grabowska

Było ładne ciepłe popołudnie. Mojemu uwolnieniu przyglądały się wszystkie koty na podwórku. Nie mogłam pokazać im, że się boję. Wyszłam z kontenera powoli z dumnie podniesioną głową. Tylko wyglądałam nieszczególnie. Mokra, bo przecież ochlapując mamę Magdy siuśkami, sama też się nimi wypaprałam.

Za Zielonooką siedzi Ryś. Zima zamieszkał z kotkami w ich domku ze skrzyni. Fot. Magda Grabowska

Za Zielonooką siedzi Ryś. Zima zamieszkał z kotkami w ich domku ze skrzyni.

Ale się potem o mnie te kobiety bały. Szły za mną, żeby zobaczyć gdzie się schowam. Weszłam w krzaki przy śmietniku i czekałam. One też. Po długim czasie wreszcie sobie poszły. Ja również. Schowałam się w komórce, o której tylko ja wiedziałam. Umyłam się trochę i zasnęłam. Zbudziłam się dopiero w nocy. Strasznie głodna. Mama Magdy pamięta, że było około trzeciej nad ranem. Razem ze swoim mężem wyszła wtedy po Magdę, która wracała dyskoteki. Magda jest studentką, ale jej rodzice ciągle myślą, że dzieckiem i dlatego tak po nią wychodzą. Magdę to trochę złości, ale chyba ciut się jej podoba, że tak się nią interesują. Wtedy w nocy mama Magdy mnie zobaczyła. Tam gdzie zwykle dostawałam jeść od Magdy. Od razu wyciągnęła z kieszeni saszetkę pysznej karmy. Bo ta kobieta zawsze nosi ze sobą kocie jedzenie - na wszelki wypadek. Magda też. To ona swoją mamę tego nauczyła i pilnuje, żeby zawsze tę karmę w torbie miała.

Zielonooka. Fot. Magda Grabowska

Po tym nocnym karmieniu uznałam, że mogę jednak przychodzić do tych ludzi. Oczywiście zjeść. Ale długo nie pozwalałam im zbliżyć się do mnie. Dopiero tej zimy. Rodzice Magdy wyjechali do Japonii i Magda miała dla nas dużo więcej czasu. Nikt jej nie poganiał, że zimno i musi się uczyć. Przychodziła na karmienie i próbowała nas głaskać. Raz i drugi dotknęła też mnie. Początkowo od razu odskakiwałam i myłam te miejsca, na których poczułam jej rękę. Ale obserwowałam Elegantkę. Magda głaskała ją od dawna i wyglądało, że Elegantka to lubiła. To i ja wreszcie pozwoliłam na ten dotyk. Potem także mamie Magdy, która do dziś ma wyrzuty sumienia, że mnie tak do klatki wepchnęła.

Zielonooka. Fot. Magda Grabowska

I Magda, i jej mama bardzo mnie i Elegantkę lubią. Mówią, że jesteśmy niezwykłymi kocimi przyjaciółkami. Mądrymi i pięknymi. I że ludzie powinni brać z nas przykład. Wiem, bo podsłuchiwałam, jak rozmawiały o nas z sąsiadką. Teraz każdego wieczoru przychodzą nas głaskać. Obrażamy się na nie tylko, jak nam na karki wyciskają jakieś lekarstwo. Ależ ono śmierdzi. I zlizać tego nie można, bo wylewają je nam między łopatki. Żaden koci język tam nie sięga. Chodzimy wtedy złe i śmierdzące tak, że wszystkie inne koty po krzakach się chowają. Wiedzą, co robią. Tyle że te chytre kobiety przy pomocy pani Janki wyłapują je później wszystkie po kolei i tak samo traktują.

Od lewej: Elegantka, Tot i Zielonooka. Fot. Magda Grabowska

Od lewej: Elegantka, Tot i Zielonooka.

Jedno muszę przyznać. Mniej się po takich śmierdzących łapankach drapiemy, a nasze opiekunki chętniej i dłużej nas głaszczą.

Fot. Magda Grabowska

12:33, joannagrabowska_net , Zielonooka
Link Dodaj komentarz »