| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
piątek, 21 maja 2010
Odeszła, mrucząc

Nasza Pipka nie żyje. Do tej pory nie możemy się z tego otrząsnąć.

Pipa. Fot. Magda GrabowskaW środę późnym popołudniem poczuła się bardzo źle. Wcześniej straciła apetyt. Nie miała gorączki, ale była osowiała. Małgosia Kozerawska, koleżanka z redakcji, zawiozła nas do Czterech Łap. Dr Justyna Orzeł dała kotce zastrzyki i umówiłyśmy się na dalsze badania - morfologię i oznaczenie grupy krwi. W drodze powrotnej do domu Pipka ożywiła się. Reagowała zaciekawieniem na to, co robi Małgosia i na odgłosy z ulicy.

W czwartek rano pojechałam służbowo do Warszawy. Jechał ze mną tym samym pociągiem Łukasz, syn Janki, w sprawach związanych z turniejem buli. Nie miał dobrych wieści. Pipka nadal nie chciała jeść ani pić. Pojona strzykawką wyraźnie okazywała niezadowolenie. Potem schowała się pod piec. Na szczęście dosyć szybko wyszła spod niego. Janka znalazła ją przy klatce i wzięła na ręce. Kotka rozmruczała się i mruczała tak jej na rękach bardzo długo. Praktycznie cały dzień. Kiedy około 17 przyszłam zrobić jej zastrzyki, na chwilę przerwała to mruczenie. Ale zaraz potem znowu mruczała. Jednocześnie cały czas - z łebkiem opartym o miękki kocyk, na którym leżała na parapecie - wpatrywała się w widok za oknem. Potem przysnęła.

Po godz. 20 zadzwonił do mnie Łukasz. Powiedział, że Pipa chyba umiera. Ani mnie, ani Janki akurat nie było w domu. Zadzwoniłam do dr. Aleksandra Korzeniowskiego po pomoc. Był już po pracy, ale od razu przyjechał. Nie mógł nic zrobić. Pipka odeszła.

Stało się to właśnie teraz, kiedy są pieniądze na przetaczanie jej krwi. Pani Ania z Łodzi przeznaczyła na ten cel 200 zł, Pani Małgosia z Mężem (w marcu dokarmili nasze koty masą przysmaków) 100. Ponad 100 uzbierała wśród przyjaciół także Ela-Eska, koleżanka z radia Eska. Wystarczyłoby tego i na oznaczenie grupy, i na kilka jednostek krwi.

Lekarze z Czterech Łap pocieszają nas, że lepiej, że stało się to teraz. Kotka nie męczyła się długo. Nagłe pogorszenie stanu zdrowia i szybkie odejście tylko potwierdziły, że był to FIP. W tej sytuacji przetoczenie krwi przedłużyłoby na krótko jej życie, ale by jej nie uleczyło. Wiem, że mają rację, ale naprawdę trudno się z tym pogodzić.

Tak się zastanawiamy z Janką nad tym mruczeniem. Kotka chyba się w ten sposób uspokajała?

17:48, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 17 maja 2010
Antybiotyk odstawiamy

Pipa jeszcze w pełni sił przed chorobą. Fot. Magda GrabowskaByłyśmy dziś z Pipką u doktora Aleksandra Korzeniowskiego w Czterech Łapach. Powiedział, że Pipa wygląda lepiej. Dodał jednak, że jeśli wyzdrowieje, to będzie to cud. Ale my chcemy w cuda wierzyć. Tym bardziej, że na razie nie jest gorzej. I płynu jej w brzuszku nie przybyło. Wprawdzie także nie ubyło, ale Pipa zaczęła sama jeść - bez zachęty - i pić - nie ze strzykawki tylko z miseczki. Chuda jest nadal i blada, ale już nie apatyczna. Interesuje się wszystkim, co się wokół dzieje i bardzo porządnie załatwia się do kuwety, choć w przeszłości, już jako kociak, nie lubiła wchodzić z nią w bliższy kontakt.

Od tygodnia, a właściwie sześciu pełnych dni, Pipka nie miała gorączki. Odstawiamy więc antybiotyk i rzadziej będziemy jej robić zastrzyki. Pozostał steryd i preparat witaminowy. To dwa wkłucia. Najbliższe - w środę. Jutro Pipka ma wolne od igieł. Następne, jeśli wszystko będzie dobrze - w sobotę. Jeśli tylko coś zacznie się dziać, powrócimy do codziennych zastrzyków. Oby nie, bo po 12 dniach podawania jej trzech zastrzyków dziennie kotka zrobiła się cokolwiek niecierpliwa. A kiedy nie miała siły protestować po prostu głośno płakała. Czułam się jak kat, bo to ja wywoływałam ten płacz. Jance też nie było lepiej. W końcu - jak pomocnik kata - trzymała biedną Pipkę podczas zabiegów.

Na wieczory pozostał jeszcze interferon i doszło pół tabletki kwasu foliowego. To na tę anemię. Jeśli nie pomoże, będziemy myśleć o przetoczeniu krwi.

Łatwo napisać, tylko skąd wziąć na to pieniądze... Najpierw oznaczenie grupy, potem sprowadzenie odpowiedniej ilości krwi. Pipko zdrowiej, bo będziemy musiały wziąć na ostrą dietę i nas, i całe Kocie podwórko.

Tagi: kot koty
22:12, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (4) »
wtorek, 11 maja 2010
Huśtawka

Pipa. Fot. Magda GrabowskaWczoraj z Pipą było źle. Miała wysoką gorączkę 40,2 st. C i była bardzo osowiała. Dr Justyna Orzeł w Czterech Łapach zrobiła jej usg. Płynu w brzuszku nie przybyło, ale kotka kiepsko jadła, prawie nie piła i nawet nie burczała na nas, co ma w zwyczaju.

Na brak apetytu nie pomogła wczoraj nawet kreska relanium, które podałam Pipie wczoraj rano. Ożywiła się dopiero wieczorem, po zastrzyku przeciwgorączkowym. Najwyraźniej spadła jej temperatura. Poburczała na nas po swojemu, kiedy strzykawką podawaliśmy jej interferon a potem jeszcze poiliśmy wodą. Pochrupała trochę Royala, którego Magda podbiera Elegantkowi i Zielonookiej, i położyła się spać.

Głód naszedł Pipkę późnym wieczorem i w nocy. Zjadła chrupki, wołowinę, którą jej Magda w dzień ugotowała i wypiła kocie mleko. Dziś rano znowu zjadła. Najpierw mokre, potem suche i popiła wszystko wodą. W nagrodę nie dostała relanium do pyszczka. Zwłaszcza że po zastrzykach znowu zjadła (chyba trochę ze stresu) i głośno upominała się, żeby ją wypuścić z klatki, bo ona chce iść na dwór. Oczywiście nie poszła.

Jutro z rana kolejna seria zastrzyków i w południe wizyta w Czterech Łapach.   

Tagi: kot koty
19:33, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (6) »
niedziela, 09 maja 2010
Pozostaje nadzieja

Pipa. Fot. Magda GrabowskaNigdy tego słowa nie lubiłam. Za dużo kryje niepewności. Tyle że teraz możemy mieć tylko nadzieję. Bo Doktor Aleksander Korzeniowski z lecznicy Cztery Łapy skłania się jednak ku FIP-owi. Nie miałam siły o tym pisać w piątek. Właściwie wyniki krwi Pipy nie były złe. Większość wskaźników była w granicach normy, ale tych dolnych. Hemoglobina wyglądała jednak nieciekawie. No i wskaźnik koronawirusa wywołującego FIP był niekorzystny - 48:52. Nie wiem czy tak to się pisze. Wygląda... jak wynik jakiegoś meczu.

Kotka jest teraz odizolowana od reszty kociego towarzystwa. Siedzi biedna w klatce u Janki i wcale jej się to nie podoba. Patrzy tęsknie za okno na podwórko, kiedy ją tylko z niej wyjmujemy. Kiepsko je i pije. Janka podaje jej wodę strzykawką, tak jak dwa lata temu pokarm, kiedy ktoś przyniósł do niej trzy- czy czterotygodniową Pipkę. Pipka burczy i protestuje, ale pije.

Pipa kilka dni przed stwierdzeniem u niej choroby. Fot. Magda Grabowska

Pipa kilka dni przed stwierdzeniem u niej choroby.

Burczy i warczy także podczas zastrzyków, które dawałam jej wczoraj, dziś i dam jutro rano. Antybiotyk, sterydy i lek podnoszący odporność. Wieczorem - interferon.

Nie potrafię powiedzieć, czy kotce po nich lepiej. W poniedziałek wieczorem pojedziemy do lecznicy. Miałyśmy jechać we wtorek rano, ale mam dyżur. Wizytę przyśpieszymy, bo nie chcę jej opóźniać.

A poza tym? W kuchni Janki nocuje teraz tylko Tot i Rudzia. W innych pokojach Dzidziuś. Nie mają wstępu do pokoju, w którym jest Pipka. Reszta towarzystwa nocuje na dworze. Całe szczęście, że zrobiło się ciepło. Choć Diabełek i Kisia nie są tym chyba uszczęśliwione. Kisia pokazała nam się dziś podczas porannego karmienia. Diabiełek - nie. Było wilgotno więc może nie chciał opuszczać swojej kryjówki.

Na zdjęciu Pipa nie wygląda nawet tak źle. Teraz jest znacznie chudsza. Fot. Magda Grabowska

Na zdjęciu Pipa nie wygląda nawet tak źle. Teraz jest znacznie chudsza.

Bardzo boimy się, żeby od Pipy nie zaraziły się inne koty. Mydła praktycznie nie wypuszczamy z rąk, żeby nie przenieść wirusa, ale czy to wystarczająca ochrona?

Tagi: kot koty Pipa
14:37, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 maja 2010
Miejmy nadzieję, że ktoś ją tylko kopnął

Tak powiedziała Dorota Szczepańska, koleżanka z pracy i wielka miłośniczka kotów pomagająca mi przy blogu, kiedy dowiedziała się, że właśnie wróciłam z lecznicy Cztery Łapy. Razem z Magdą zawiozłyśmy do doktora Aleksandra Korzeniowskiego naszą Pipkę.

Pipa podczas kroplówki w Czterech Łapach. Fot. JG

Pipa podczas kroplówki w Czterech Łapach.

Tydzień temu zniknęła z Kociego podwórka. Szukałyśmy jej na sąsiednich posesjach i w głębokich wykopach wodociągowych na pobliskiej ulicy, ale nie znalazłyśmy. Powróciła sama po dwóch dobach. Nieswoja i przepłoszona. Nie wyglądała zdrowo i, co gorsza, unikała nas. Poprzedniej nocy Magdzie udało się ją złapać. Pipa trafiła oczywiście pod opiekę Janki - na obserwację. Wczorajszy dzień jasno pokazał, że jest z nią źle: nie jadła (skusiła się tylko na odrobinę surowego mięsa), mało piła, wyraźnie jest wychudzona, apatyczna i odwodniona. Dziś z samego rana powiozłyśmy ją do lecznicy.

Pipa, jak na siebie, była bardzo cierpliwa, ale tradycyjnie „pyskowała”. Fot. JG

Pipa, jak na siebie, była bardzo cierpliwa, ale tradycyjnie „pyskowała”.

Zajął się nią doktor Aleksander. Zrobił usg, podał kroplówkę, zastrzyki - z antybiotykiem, przeciwgorączkowy i przeciwbólowy, pobrał krew do badań i założył do żyły wenflon. Kroplówkę Pipka dostanie od nas także dziś wieczorem. A poza tym interferon do pyszczka.

Dlaczego to wszystko? Bo Pipa ma płyn w jamie brzusznej. Nie wiadomo, co to. Może po uderzeniu i obrażeniach wewnętrznych, a może... Boję się to napisać. Bo może to być FIP. Ta sama choroba zabrała przed Świętami Wielkanocnymi Kacperka. Jeśli to FIP, to znaczy, że na naszym, albo którymś z sąsiednich podwórek jest ognisko i zagrożone są wszystkie nasze młode koty.

Tu już kombinowała, jak wyrwać sie z objęć Magdy i zeskoczyc na podłogę. Fot. JG

Tu już kombinowała, jak wyrwać się z objęć Magdy i zeskoczyć na podłogę.

Dlatego, tak jak Dorota, mamy na Kocim podwórku nadzieję, że Pipę „tylko” ktoś kopnął. Tym bardziej, że po kroplówce (sole i glukoza) poczuła się lepiej i w domu Janki (a ściślej w klatce, do której trafiła, żeby odizolować ją i jej osprzętowanie od innych kotów) zajęła się jedzeniem. Dostała cielęcą saszetkę Whiskasa.

Zrobiłam dziś w lecznicy Pipce kilka zdjęć. Komórką, więc są kiepskie, ale widać na nich, jaka jest biedna.

Jutro znowu jedziemy z nią do Czterech Łap. Będą też wyniki.

Tagi: kot koty Pipa
15:36, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (6) »
wtorek, 05 stycznia 2010
A Cyklop to w mrozy kotki szuka

Pipa. Fot. Magda GrabowskaTo ja, Pipa. Dziś poplotkuję o Cyklopie, Transwecie i Polarniku. Wszyscy trzej byli właśnie na popołudniowym karmieniu. Ten pierwszy, wpadł tylko na chwilę. Schronił się pod samochodem koło klatki Magdy. Liznął parę razy karmę z talerza i... poszedł sobie na sąsiednie podwórko w poszukiwaniu kotki. Po drodze miaukał i mruczał tak, że aż się Magda i jej Mama śmiały. Ja też się śmiałam, bo kto to słyszał, żeby w takie mrozy zaloty uprawiać. Głuptas z tego Cyklopa. Ale tak naprawdę to Magda i jej Mama martwią się, bo oko Cyklopa źle wygląda. A on nie pozwala sobie pomóc. Po ostatnim polowaniu na niego, kiedy przed Świętami tak bardzo Magdę podrapał, strasznie nieufny się zrobił. I ciągle ucieka przed wszystkimi na podkurczonych łapach.

A Transwet i Polarnik - choć to też niewykastrowane kocury - wzięły na razie na wstrzymanie. Transwet to młodziak jeszcze - ma zaledwie dziewięć miesięcy, ale Polarnik jest starszy - ma ze dwa lata już. No i wszędzie posikuje - nawet w naszym ogródku.

Cyklop ledwie dzis liznął karmę. Fot. Magda Grabowska

Cyklop ledwie dziś liznął karmę.

Magda i jej Mama już planują ich wykastrować. Trochę tego nie rozumiem - z jednej strony zachwycają się Transwetem i Polarnikiem, że tacy są piękni, a z drugiej - nie chcą żeby było po nich więcej dzieci. Jak dla mnie to nielogiczne, ale podobno dla samych kocurów to lepsze, bo są bezpieczniejsze. Niby dlatego, że za kotkami w obłędzie nie latają, nie walczą między sobą, no i nie podpadają ludziom za te dzikie wabiomiauki i smrodki pozostawiane podczas znakowania terenu.

Pipa na śniegu myje łapkę. Fot.Magda Grabowska

Pipa nie maszeruje. Myje łapkę

Cyklopa też chcą oczywiście wykastrować. Przy okazji operacji oka. Ale na razie nie mają klatki łapki. Bez niej nie wyłapią tych kocurów, bo one dzikie są strasznie. Pozwolą podsunąć sobie jedzenie, Transwet pobawi się nawet z Mamą Magdy patyczkiem, ale nic więcej. Uciekają jak tylko chce się do nich bliżej podejść.

Pipa na śniegu. Fot.Magda Grabowska

Pipa uwielbia zabawy na śniegu. Tu zastygła w bezruchu, bo zobaczyłą Transweta.

A dziś podczas tego karmienia Magda porobiła nam zdjęcia. Ja się chętnie fotografowałam, Cyklop już mniej. Szybko zwiał. Polarnikowi to było chyba wszystko jedno, bo głodny był i nie reagował na hałasy. A Transwet łaził w bezpiecznej odległości po starym kurniku i oknie Pani Janki.

Podobają mi się te zdjęcia. Zwłaszcza moje. Lubię śnieg i ładnie na nim wyglądam, prawda? A teraz zdjęcia Polarnika i Transweta:

Polarnik. Fot. Magda Grabowska

Polarnik (wyżej i na trzech fotach niżej)

Polarnik. Fot. Magda Grabowska

Polarnik. Fot. Magda Grabowska

Polarnik. Fot. Magda Grabowska

A teraz sesja z Transwetem:

Transwet, zwany przez Magdę Transikiem. Fot. Magda Grabowska

Transwet, zwany przez Magdę Transikiem

Transwet, zwany przez Magdę Transikiem. Fot. Magda Grabowska

Transwet, zwany przez Magdę Transikiem. Fot. Magda Grabowska

Zdjęcia: Magda Grabowska

18:05, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 25 października 2009
Poszła Pipa do lekarza...

Pipa. Fot. Magda GrabowskaLudzie, którzy się nami opiekują, znów mnie dziś zaskoczyli. Złapali i wsadzili do kontenera i zawieźli do weterynarza, czyli do Czterech Łap. A już myślałam, że wiem, kiedy na mnie polują. W końcu od czterech tygodni unikam ich jak mogę, żeby przestali mnie karmić tymi swoimi lekarstwami. Fakt, niezbyt skuteczna byłam, bo zawsze udawało się tym okropnym osobom mnie schwytać, ale utrudniałam im to ze wszystkich sił.

Wchodziłam na przykład pod świerki. Nie potrafili tam za mną wejść, więc tylko wstawiali miseczkę z jedzeniem pod gałęzie. W czasie zabaw na boisku do bouli też byłam już bardzo ostrożna. Zbliżałam się do nich bezpiecznie tylko rano, kiedy Magda sypała nam suchą karmę do miseczek. Zawsze wtedy spieszy się, bo biegnie na jakieś tam wykłady czy ćwiczenia i często nawet nie zdąży nas pogłaskać.

Oto ja, Pipa. Czy jestem za gruba? Fot. Magda GrabowskaDziś jak zwykle przyszła rano, ale tym razem z mamą. Trochę mnie to zdziwiło, bo o tej porze mama Magdy zawsze idzie do pracy i w ogóle do nas nie zagląda, ale pomyślałam, że może tym razem zrobiła wyjątek. I owszem, zrobiła – dla mnie. Jak tylko przysiadłam przy niej złapała mnie za kark, podała Magdzie, a Magda Pani Jance, która już czyhała w oknie, żeby mnie wrzucić do kontenera. Poburczałam na nie wszystkie i powyłam trochę w tym kontenerze, żeby nie myślały, że mnie to nie obeszło, ale nie drapałam i nie walczyłam. W sumie je lubię i nie chcę im krzywdy zrobić. Nie buntuję się specjalnie nawet jak mi podają te tabletki. Tylko burczę, ale nie kopię tylnymi łapami, jak to na przykład ta jędza Hela.

A do lekarza mama Magdy powiozła mnie z Dzidziusiem i Melą. Ja zajmowałam jeden kontener, a tamte paskudy drugi. Objuczona nami mama Magdy wyglądała, jakby wyruszała na handel. Chyba jej niewygodnie było. W końcu wszyscy troje z tymi kontenerami trochę ważymy.

Ciągle muszę myśleć, gdzie tu się schować. Fot. Magda GrabowskaA u lekarza zachowywaliśmy się bardzo grzecznie. Ja też. Tylko z wagi uciec chciałam, kiedy mnie Pani Doktor Justyna na niej postawiła. Ważę 3,5 kg. Oczywiście zaczęły się komentarze, że jak na podwórkowca to zdecydowanie dużo. Trochę zła byłam, ale zaraz potem zaczęło się badanie i nie miałam czasu dyskutować. A poza tym, kto dyskutuje u lekarza. Trzeba wizytę przetrwać i tyle. No i przetrwałam. Dostałam zastrzyk, usłyszałam, że tabletek już nie trzeba mi dawać i że następny zastrzyk mama Magdy zrobi mi w środę lub w czwartek. To zależy, kiedy dam się złapać. No to zobaczymy... Bylebym o tym nie zapomniała.

Mela też była prawie grzeczna. Ale trochę się wyrywała, więc Pani Doktor Justyna obcięła jej pazurki. To także po to, żeby mama Magdy mogła dać Meli zastrzyk i żeby Mela nie drapała Pani Janki, kiedy będzie dostawać Unidox i jakieś krople do oczu. Bo Mela znów ma jakąś ropkę w oczkach. I znów musi być leczona.

A Dzidziuś to już właściwie zdrowy. Tak jak ja dostał zastrzyk, jeszcze trzy dni ma dostawać Unidox a potem w środę albo w czwartek jeden zastrzyk. I będzie można znowu szukać mu domu, bo już będzie zdrowy. Trzymam kciuki. Nie lubię Dzidziusia, bo panoszy się w kuchni Pani Janki. A tę kuchnię bardzo lubię, bo w niej ciepło i takie przyjemne zapachy... Dzidziuś niech szuka sobie innej kuchni. Hela i Mela też.

19:17, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 października 2009
Kto i dlaczego nie kocha Batmana?

Pipa. Fot. Magda GrabowskaCo za jędza z tej Rudzi. Jak ona śmie plotkować o mnie. Może i przybyło mi na boczkach, ale i tak jestem najładniejsza na naszym podwórku. Fotografować się nie daję, bo nie. I ukrywam się po krzakach, bo rzeczywiście ciągle ktoś na mnie poluje, żeby faszerować tabletkami od dr Justyny z Czterech Łap. Ja ich po prostu nie lubię. Ciekawe, co by Rudzia powiedziała, gdyby codziennie musiała łykać jakąś pastylkę.

Ale nie o Rudzi tylko o Batmanie chciałam opowiedzieć. To niewykastrowany kocur, który pokazał się na naszym podwórku jakoś w połowie wakacji. Tak gościnnie zaglądał i jak był głodny to sobie u nas dojadał. Potem znikał na dzień, dwa i przychodził znowu. Teraz jednak postanowił chyba zamieszkać na naszym podwórku, bo jest tu cały czas.

No i mamy problemy. Jeden, ten najważniejszy to nasz - stałych mieszkańców. Batman, zapominając o naszej gościnności, zaczął niektóre z nas ścigać. Dobierał się zwłaszcza do mnie i do Koteczki. Ganiał nas bez opamiętania, choć jesteśmy wysterylizowane. Ja dałam mu odpór, ale Koteczka do dziś się z nim bije. Inne koty - poza Totem i Rysiem, którzy pilnują u nas porządku - dają mu spokój. No, tolerują go.

Batman. Fot. magda Grabowska

Batman dziś, a na zdjęciu niżej - sprzed kilku tygodni, kiedy tylko pojawił się na naszym podwórku. Widać różnicę, prawda?

Batman sprzed kilku tygodni. Fot. Magda Grabowska 

Ale najgorsze jest to, że Batman uwziął się na Cyklopa. Ciągle go od misek przegania. Z kolei Batmana gania Kuba. To ten domowy kocur, który nam często podczas kolacji przeszkadza. Kuba, jak tylko z daleka zobaczy Batmana, to od razu pędzi za nim, burczy i do bicia się rzuca. Na całym podwórku te jego wrzaski słychać. Początkowo nie było mi żal tego Batmana. Bo mnie zaczepiał. Ale teraz to już Kuba przesadza. On chyba chce od nas wypędzić Batmana. I Cyklopa. Tylko że Cyklop z Kubą nie walczy, ucieka, chowa się i przychodzi później. A Batman próbuje walczyć. I coraz częściej musi uciekać, bo Kuba sielniejszy od niego, choć kastrat.

Batman. Fot. Magda Grabowska

Batman. Fot. Magda Grabowska

Batman. Fot. Magda Grabowska

Batman swoje imię zawdzięcza zabawnemu umaszczeniu - maseczce na łebku i czarnej pelerynie ciągnącej się od grzbietu aż do koniuszka ogona

No i przez Kubę Batman ciągle głodny chodzi. Z nami nie je z powodu Rysia i Tota, a sam też nie bardzo, bo go Kuba ściga. Magda ma strasznie dużo zajęcia z nim. Musi pilnować, żeby żaden inny kot nie zbliżał się do miejsca, w którym karmi Batmana. Bo tego kota z jakiegoś powodu bardzo jej żal i mówi, że coraz biedniej wygląda. Ale to pewnie dlatego, że ona wszystkie koty kocha. Ale nas - z jej podwórka - najbardziej.

Zdjęcia: Magda Grabowska

16:09, joannagrabowska_net , Pipa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 października 2009
Pipy (za)chowanka

Pipa. Fot. Magda GrabowskaDzień fajnie dziś mi się zaczął, ale szybko się popsuł. Magda postanowiła zabrać mnie do lekarza. Ale ja nie taka głupia jestem. Jak tylko zobaczyłam, że się pojawiła przy ogródku z kontenerem od razu uciekłam w krzaczki. Ale z niej dudka robiłam.:) Magda mnie wołała, udawałam, że podchodzę a potem myk pod świerczek, albo w miętę, albo pod inne roślinki. W końcu Magda zrezygnowała. Poszła po suchą karmę i zaczęła ją sypać w ogródku. Przy okazji Cyklop się najadł, ale ja nie jestem głupia. Nie dałam się zwabić. Magda już chyba zrezygnowała, bo zaczęła się z Kisią gałązką bawić. Wyszłam, bo i ja to lubię. I wiecie, co mi zrobiła? Magda, oczywiście. Nagle, w trakcie zabawy, przydusiła mnie ręką do ziemi, złapała pod łapy i włożyła do tego kontenera. Nawet nie zdążyłam porządnie zaprotestować. Poburczałam trochę, powyłam, ale dałam się zapakować jak cielak. No i pojechałyśmy do weterynarza. Do Czterech Łap, oczywiście. Magda coś tam po drodze mówiła, że niegrzeczna jestem i że pół godziny straciła na zabawę w chowanego ze mną. Ale co mnie to obchodzi. To ona chciała mnie do weterynarza zabrać.

Kisia, fot. Magda Grabowska

O, to przez tę Kisię i jej zabawę zostałam złapana. Siedzi tu jak niewiniątko...

W poczekalni to cichutko byłam. Bo tam trzy psy przed nami w kolejce czekały. Obserwowałam je przez kratki kontenera. Na wszelki wypadek nie wierciłam się. Bo wiadomo, co takiemu, nawet choremu, psu do głowy wpadnie?

A potem wylądowałam na stole u dr Agnieszki. Lubię ją, więc grzeczna byłam. Nawet zastrzyk pozwoliłam sobie zrobić i nie protestowałam. Tylko smutno mi się zrobiło, jak się dowiedziałam, że dalej będę tabletki łykać a 12 października to jeszcze na szczepienie pojechać, żebym więcej na tę kaliciwirozę nie chorowała.

Potem wróciłyśmy grzecznie do domu. Magda mnie wypuściła i nawet pokazałam, że się na nią nie gniewam. Dałam się pogłaskać. Dziś już leków nie będę dostawać dzięki temu zastrzykowi. To jakiś antybiotyk. Działa jeszcze jutro i w niedzielę. Od poniedziałku mają być te następne tabletki.

Pipa.Wyglada jakby nie miała jednego kła. Ale ma wszystkie. Fot. Magda Grabowska

To ja Pipa. Wygladam jakbym nie miała jednego kła. Ale mam wszystkie.

Już ja im pokażę. Tylko muszę uważać, bo mnie łapią tak w porze wieczornego karmienia. Raz mama Magdy – jak tu jeszcze była – to mnie nawet z drzewa zdjęła. Tak bezczelnie za kark chwyciła i Pani Jance przez okno mnie podała. A tam Łukasz i Pani Janka tabletkami mnie nafaszerowali. Aż dwiema.

Prawda, że jestem piękna? Nie mogę wprost napatrzyć się na moje futerko. Fot Magda Grabowska

Prawda, że jestem piękna? Nie mogę wprost napatrzyć się na moje futerko.

Dosyć na dziś. Wieczorem jeszcze ciekawie będzie, bo Magda wiezie do lekarza jędze, to znaczy Helę i Melę. One leczą się u dr Rabiegi w „Pies, czyli kot”, dlatego nie pojechały ze mną do „Czterech Łap”.

Pipa w roślinkach. Fot Magda Grabowska

A tak wyglądam w roślinkach.

Zdjęcia: Magda Grabowska

15:53, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (3) »
środa, 23 września 2009
Ciężki wtorek Ciemnoruda

Pipa. Fot. Magda GrabowskaTo ja Pipa. Wreszcie odobraziłam się trochę na Magdę i jej mamę i mogę opowiedzieć Wam, co się we wtorek wydarzyło. Wyobraźcie sobie, że tym dwóm okropnym kobietom przyszło do głowy zabrać mnie do weterynarza. Razem z Ciemnorudem. Rozumiem, że on. Chory przecież, i to jak! Jak się parę dni temu pojawił znowu na naszym podwórku, to wszystkie koty i kotki, łącznie ze mną, uciekały od niego, albo go ofukiwały. Wyglądał i pachniał tak, że lepiej nie mówić. Nawet pchły go opuściły i zostało tylko kilka jakichś desperatek. Magdzie i Łukaszowi to najwyraźniej nie przeszkadzało, bo zapolowali na niego i wsadzili w kontener. Potem Ciemnorud zniknął nam z oczu. Okazało się, że Magda z mamą zawiozły go do weterynarza, a potem pozwoliły mu zamieszkać w komórce Pani Janki. Nie spodobało mi się to, bo mnie zawsze z niej wyrzucano. Ale kto zrozumie ludzi…

Ciemnorud nadal mieszka w tej komórce. Mama Magdy martwi się strasznie, a ja jej nie rozumiem. Sama chciałabym tam posiedzieć. No, może nie tak długo jak Ciemnorud, ale choć jedną noc. Kiedy idą do niego z jedzeniem, albo wyczyścić kuwetę to zawsze je podglądamy. Ja, Mandaryn, Cyklop, Transwet, Kisia, Diabełek i Koteczka. Nawet Miła z sąsiedniego podwórka przychodzi. Dziś rano siadła na dachu Ciemnorudowej komórki i zawisła głową nad Magdą. Ale wyglądała! A jak Magda się śmiała ;)

Ale miałam mówić o wizycie u weterynarza. Kiedy czekaliśmy w kolejce Ciemnorud zwinął się w kontenerze w kłębek. Udawał chyba, że się nie boi, a może tak go głaskanie mamy Magdy zadowoliło. Wyglądał, jakby dobrze mu było. Ja za to wierciłam się trochę, bo ciągle jakieś nowe hałasy do mnie dolatywały. No i mój kontener był miękki, fajnie się wyginał nawet jak wyciągałam łapkę.

Ciemnorud, 22 września 2009. Fot Magda Grabowska

Czy można nie pokochać takiego kota?

W gabinecie na pierwszy ogień poszłam ja. Magda naskarżyła, że rano kaszlę i kicham na mokro. Dr Agnieszka wsadziła mi w pupę termometr, zajrzała do pyszczka, wymacała, osłuchała i stwierdziła, że mam kaliciwirozę. Nie wiem, co to takiego, ale jeśli wiąże się z termometrem w pupie i trzema zastrzykami, to nic miłego. Nawet nie mogłam tych kobiet za to drapnąć, bo mnie jednocześnie pukały po głowie. A potem postawiły mnie na wagę. Wielką jak dla słoni niemal, a nie takiej koteczki jak ja. Wreszcie dały mi święty spokój: wsadziły w kontener i zajęły się Ciemnorudem.

Ten to miał przechlapane. Na siłę wyciągały go z tego kontenera, nawet wysypać go z niego chciały, ale on się zaparł wszystkimi czterema łapami o brzegi i się nie dawał. Ale dr Agnieszka ma swoje sposoby i go wydobyła z ukrycia. A potem miał pobieraną krew. Ale się darł. Bardzo zdrowo, jak na chorego kota. Trzy osoby go trzymały. I ręcznik miał na głowie. Ale wszystko poszło bardzo szybko. Potem dostał znowu jakieś zastrzyki i mógł zwiać do kontenera. Już nie zwijał się zadowolony w precel, tylko wbił w tylną ściankę i udawał, że go nie ma.

Właściwie to mu się nie dziwię. Sama też bym protestowała. Kiedy wróciliśmy na nasze podwórko postanowiłam pokazać Magdzie i jej mamie, że to, co mi zrobiły wcale mi się nie podobało. Ale chyba nie do końca mi to wyszło, bo jak tylko mnie wypuściły, pognałam do komórki Ciemnoruda, zobaczyć, co z nim. A jemu nic nie było. Zrobił siku do kuwety i mama Magdy się zachwyciła, że to bardzo rozumny kot. Też coś. A potem głaskały go i głaskały, aż mnie złość wzięła. I Koteczkę też. Bo my też mamy futerka do głaskania. A te kobiety tylko Ciemnorudem się zajmowały.

Pipa, kotka bardzo niezależna. Fot. Magda Grabowska

Pipa, kotka bardzo niezależna.

A wieczorem to Magda do nas na kolację nie wyszła, tylko jej mama i tata. Podsłuchałam, jak mama Magdy mówiła Pani Jance, że Magda jest chora. Dziś też idzie do weterynarza. Tylko takiego od ludzi.

Zdjęcia: Magda Grabowska

01:18, joannagrabowska_net , Pipa
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2