| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
sobota, 23 lutego 2013
Dokonał się cud

- Dobry wieczór, poznaje Pani kota domowego? - zapytał Łukasz, syn Janki i Pana Ryszarda, który zdybał mnie dziś wieczorem na fejsbukowym czacie. I pokazał to zdjęcie:

Ryś drzemie na krześle w kuchni Janki. Fot. Łukasz Łucka

Ryś drzemie na krześle w kuchni Janki.

- Ryś?!!! W domu? Co się stało? - byłam naprawdę zaskoczona.

- Wciągnąłem go i mu się spodobało - odparł Łukasz. I pokazał jeszcze śpiącą z Rysiem Miłą.

Ryś i Miła w kuchni Janki. Fot. Łukasz Łucka

Ryś i Miła w kuchni Janki.

- Ale się cieszę! Wyglądają jak stare dobre małżeństwo - rozczulałam się nad kolejnymi zdjęciami, wrzucanymi na czat przez Łukasza.

Ryś w przedpokoju. Fot. Łukasz Łucka

Ryś w przedpokoju.

Ryś w przedpokoju. Fot. Łukasz Łucka

Ryś swoim uczynkiem zaszokował najwyraźniej także sam siebie. Bo jak inaczej tłumaczyć tę minę? Fot. Łukasz Łucka

Ryś swoim uczynkiem zaszokował najwyraźniej także sam siebie. Bo jak inaczej tłumaczyć tę minę? Przecież to mądry kot, nie żaden tam gamoń.

Patrzyłam na foty naprawdę zszokowana. W końcu, po zdjęciach napłynął tekst od Łukasza: - Cztery dni temu go wciągnąłem Rysia do domu pierwszy raz. Nocował u nas. Rano wyszedł, ale później znów go złapałem. Spędził u nas dwa dni i nie chciał wyjść. Dziś rano poszedł na dwór, ale mama go złapała. Miła jest bardziej ostrożna, jednak dzisiaj sama wbiegła nam do domu, jak Diabeł. I też nie chce wyjść.

To jest cud. Na tę chwilę: udomowienia Rysia, czekaliśmy kilka lat. No i proszę. Łukasz postawił kropkę nad "i". Po prostu go "wciągnął." :) Nie cackał się, tylko "wciągnął". Dzięki, Łukaszu! :)

Ale jest pewien bardzo poważny problem. Ryś i Miła nie potrafią korzystać z kuwety. Janka i jej rodzina mają więc przed sobą prawdziwe wyzwanie - nauczyć stare dzikusy korzystania z toalety, tzn. z kuwety...

To tyle na dziś. Za dzień, albo dwa, napiszę o Szurze, Kotuni, jej Narzeczonym, Diable i Dzidziusiu.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

23:44, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Ryś po prostu jest

Ryś. Fot. Łukasz ŁuckaOczywiście na Kocim podwórku. I w zasadzie tyle tylko można o nim powiedzieć. Bo Ryś nie robi nic nowego i nic niezwykłego.

- Nadal nie chce być przeze mnie głaskany. W porównaniu z nim Mandaryn, który unikał częstych kontaktów z ludzką ręką, wydaje się być superoswojony, bo nie tylko nie ucieka, kiedy go głaszczę, ale nawet czeka na następne dotknięcie - opowiada Janka.

Ryś nadal regularnie przychodzi na karmienia, kiedy miski są puste zasiada na kuchennym oknie i wlepia oczy w Jankę, jakby mówił: - No, dlaczego się ociągasz? Jestem tu! I chcę jeść.

Ryś przygląda sie światu z bezpiecznej odległości. Fot. Łukasz Łucka

Ryś przygląda się światu z bezpiecznej odległości

Gdy Janka wyciąga do niego rękę odsuwa się. Podchodzi, gdy Janka cofa dłoń zostawiając na parapecie jedzenie.

Nawet robienie zdjecia uwaza za zamach na swoją wolność... Fot. Łukasz Łucka

Nawet robienie zdjecia uwaza za zamach na swoją wolność...

Ryś po naszym wyjeździe wyraźnie się wycofał. Może czuje się przez nas zdradzony? Bardzo bym nie chciała. Z drugiej strony jednak wchodził nam przecież na kolana, pozwalał brać się na ręce. Niemal po każdym jedzeniu urządzał seanse głaskania.

Ryś bardzo nas martwi. Niby dobrze z nim, ale ta jego rezerwa...

Zdjęcia: Łukasz Łucka

19:56, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 stycznia 2011
Zaczaił się w krzakach i napadł na Mandaryna

To było przedwczoraj po wieczornym karmieniu. Mandaryn najadł się z nami - to znaczy ze mną, czyli Rysiem, Miłą i Diabełkiem pod świerkiem i wracał na swoje podwórko. Powoli, zadowolony, bo najedzony. A i pogoda nie taka zła była, więc się rozluźnił.

Kiedy był koło stołu do ping-ponga coś się poruszyło w ciemności, ale Mandaryn tego nie zauważył. Tylko nagle poczuł pazury na nosie. Wrzasnął przeraźliwie, az z Diabłem polecieliśmy sprawdzić co się stało. Przybiegły też po nas Magda i jej mama. Okazało się, że napadł na niego taki jeden czarny - znaczy Obcy. Parę razy pokazywał się już na naszym podwórku, ale pierwszy raz zaatakował. Dotąd biegał chyłkiem, jakby się bał. A wczoraj dodał sobie animuszu napadając na najspokojniejszego z nas. Mandaryn przecież nigdy z żadnym kotem się nie bił. Wolał zejść z drogi i ominąć wojownika. Inna sprawa, że nikt go nie zaczepiał, bo wiadomo wszystkim, że on taki niegroźny. O takich jak on Magda mówi, że „książki czytają”, ci co rozrabiają to „piłkę kopią”.

Mandaryn mocno przeżył napaść. Schował się po niej pod samochód i długo, przeciągle burczał. Jak nie on. Aż się jakiś człowiek patrzył na ten samochód dziwnie. Próbowaliśmy z Diabłem pocieszyć Mandaryna, ale on nie chciał z nami gadać. Tylko burczał. Nie chciał też, żeby Magda i jej mama były blisko tego schronienia pod samochodem. Domyśliły się chyba, bo odciągnęły mnie i Diabła pod swoją klatkę i tam nas wabiły głaskami. Tylko że nam nie to było w głowie. Ten Obcy nie ma prawa się tu panoszyć. Dawaliśmy więc się głaskać, ale cały czas patrzyliśmy na boki.

Mandaryn jak zobaczył, że nie ma nas przy jego samochodzie wyszedł wreszcie. Ale jakiś taki stłamszony. W sumie mu się nie dziwię. Trudno pogodzić się z batami. Raz czy dwa mi się też zdarzyły, tylko że ja bójek nie unikałem. Sam je kiedyś prowokowałem... Chyba mi trochę szkoda tego Mandaryna. Magdzie i jej mamie też. Jak go podejrzały pod tym samochodem, to zauważyły, że ma ranę na nosie koło prawego oka. Strasznie się tym martwiły, ale pocieszały się, że oko na szczęście nietknięte.

Mandaryna nie było wczoraj na kolacji. Nasze kobiety się martwią, ale tłumaczą sobie, że może dlatego, że padało... Ciekawe, czy Mandaryn dziś na kolację przyjdzie...? Może mieć uraz...

 

12:25, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (7) »
piątek, 19 listopada 2010
O dzikusie Rysiu, który w pieszczocha się zamienił

Ryś. Fot. Magda GrabowskaNie pamiętam, kiedy ostatnio coś opowiadałem. Mama Magdy sekuje nas chyba, bo ostatnio to ciągle tylko o Jasnej i jej córkach pisała. A ściślej, to w ogóle nie pisała, bo wyjechała do pracy do Warszawy i zostawiła nas na głowie Magdy. Wpadała od czasu do czasu na noc i pomagała jej, ale to Magda sama musiała sobie z nami radzić.

Tak poza wszystkim nie rozumiem ludzi. Ciągle gdzieś ich gna, ciągle się spieszą i nawet rozrywek szukają sobie o dziwnych porach. Tak jak dziś. Śpię sobie w najlepsze w skrzyni, jest już trzecia nad ranem a tu dolatują do mnie znajome głosy od strony bramy. Zwlokłem się z koca, który Pani Janka włożyła do tej skrzyni specjalnie dla mnie - no dobra, dla innych kotów też - i poszedłem sprawdzić. Swoje lata mam, ale słuch mnie nie zmylił. To Magda z mamą wracały do domu!!! O tej porze?

Ryś. Fot. Joanna GrabowskaOkazało się, że były w kinie. Na jakiejś tam premierze o jakimś tam Harrym Potterze. Zwariowały. Ale one chyba tak nie uważały, bo jeszcze wspominały, że jak w zeszłym roku też były na nocnej premierze na jakimś innym Harrym, to Diabeł przyniósł im pod klatkę upolowaną gdzieś mysz i się nią chwalił. Śmieszne to było, bo wtedy mama Magdy od razu pognała do domu, zaopatrzyła się w gumowe rękawiczki i torebkę foliową, żeby tę mysz wyrzucić. Bała się, że jak zobaczą ją sąsiedzi, to powiedzą, że w piwnicach są szczury i trzeba rozłożyć trutki. I że nikt nie pomyśli, że skoro Diabeł tę mysz upolował, to znaczy, że właśnie koty są najlepsze na myszy, a nie trutki.

Wczoraj Diabeł nic nie upolował, ale tak jak ja dziwił się, co ci nasi ludzie robią nad ranem na podwórku. Obaj tę ich obecność zresztą wykorzystaliśmy. Upomnieliśmy się o naszą cowieczorną porcję pieszczot. Bo jak Magda i jej mama nas nakarmiły przed tym swoim Harrym, to strasznie padało i nie pobiegliśmy za nimi do klatki na głaski.

Nie wiem dlaczego, ale one obie martwią się, że akurat ja tak pilnuję tych cowieczornych pieszczot. Fakt, dopiero od lata tak robię, ale to wystarczająco długo, żeby się przyzwyczaiły. Lubię jak mama Magdy kuca, a ja najpierw się ocieram o nią a potem wchodzę jej na kolana. Ona cały czas mnie głaszcze i do mnie przemawia, jaki to jestem Ryszard Wspaniały, ale że nie powinienem ufać ludziom. No przecież wiem, że nie powinienem. I nie ufam. Podchodzę tylko do nich i do Pani Janki czasami. Ale one i tak się martwią. Widać ludzie tak mają.

Ryś. Fot. Joanna GrabowskaA u Magdy to lubię jeszcze coś innego. Magda przy mnie kuca, ja wchodzę jej na kolana, a ona potem obejmuje mnie rękami i wstaje. Leżę na tych jej rękach jak na kanapie i patrzę na wszystko z góry. Żeby pokazać, że to lubię, cały czas ocieram się nosem o jej rękaw i mruczę. I Magda, i jej Mama to lubią.

Z tych cowieczornych pieszczot wynika jeszcze jeden plus dla mnie. Czasami jest zimno i mokro, to się na tych kolanach i rękach po prostu ogrzewam. I wycieram o kurtki, jeśli jestem mokry. Obie te nasze kobiety, niestety, rozszyfrowały mnie. I Diabła. Bo on robi to samo. Czasami mówią: „No co, ręczniki do was przyszły...” Skoro tak chcą się nazywać, to niech im będzie. Dla mnie są naszymi ludźmi. I tyle.

A że dopiero po sześciu latach dzikiego życia pokazuję niektórym ludziom, że mogą mnie lubić, to chyba nic złego. W końcu te ich pieszczoty są przydatne. Jestem nie tylko karmiony i drapany w miejscach, które im podstawiam, ale też - w razie potrzeby - ogrzewany i suszony.

To by było na tyle dziś. Zdaje się, że coś nowego dzieje się z innymi kotami. Pewnie mama Magdy wkrótce o nich napisze... I może dołączy jakieś moje zdjęcia.

Ryś. Fot. Magda Grabowska

Ryś. Tym razem u mnie na kolanach. Wyżej - na rękach Magdy

PS. Mama Magdy przekonywała mnie, że o tym już było. Ja nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek coś takiego opowiadał. Chyba że ktoś już kiedyś naplotkował na mnie... Ale nawet jeśli, to chyba ważniejsza jest moja wersja, prawda?

13:47, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 kwietnia 2010
Takie tam kocie gadanie...

Ryś. Fot. Magda GrabowskaDzień dobry, wracamy na blog. Mama Magdy położyła szlaban na informacje z Kociego podwórka przez ponad tydzień z jakiegoś ludzkiego powodu, ale na szczęście wszyscy normalnie się nami opiekowali. Tylko poplotkować sobie nie mogliśmy. Teraz to nadrobimy.

Zaczynam ja - czyli Ryś. Chorowałem ostatnio. Łamało mnie w kościach i ledwo się poruszałem. Nie uciekałem nawet jak Magda mnie dotykała. Nie było sensu, bo tyciała mnie tylko delikatnie w nos albo łebek, żeby zobaczyć, czy gorączki nie mam, ale nie miałem. Mnie po prostu bolało ciało, tak że nie chciało mi się ruszać z kosza pod oknem Pani Janki. Wszyscy tak się martwili moimi dolegliwościami, że ciągle do mnie zaglądali. I przynosili smakołyki. No to jadłem. Magda cieszyła się, bo na nią to zawsze czekałem, a dwa razy nawet głośno namiaukałem, że się grzebie i muszę za długo czekać. Magda wtedy szybciej nakładała mi jedzenie na talerzyk i cieszyła się, że ją tak głośno popędzam. Po kilku dniach zrobiło mi się lepiej, zacząłem się przeciągać i nasze opiekunki orzekły, że zdrowieję. Powiedziały też, że mój apetyt również o tym świadczy. Trochę się na nie oburzyłem, bo co to ma być, że mi wypominają, to że jem. Fakt, dużo więcej niż zwykle, ale przecież miałem zdrowieć. No to jadłem i zdrowiałem.

Magda zrobiła mi serię zdjęć, że niby taki przystojny po tym ozdrowieniu jestem. Zawsze byłem. Fot. Magda Grabowska

Magda zrobiła mi serię zdjęć, że niby taki przystojny po tym ozdrowieniu jestem. Zawsze byłem.

Pogodziłem się ostatnio z Mandarynem i nawet parę nocy sypialiśmy prawie razem. Albo ja w koszu a on na kocu obok, albo odwrotnie. Nie było sensu się kłócić, zwłaszcza, że mnie te kości bolały. Teraz z reguły sypiam sam, bo Mandaryn wędruje - jak zawsze kiedy jest ciepło. Tylko czego on szuka, skoro jest wykastrowany?! Ja zaprzestałem wędrówek odkąd ta przykrość spotkała i mnie, czyli od lata.

A tu jest Wielka Matka, czyli Jasna. Ale jej ten brzuch wisi...! Fot. Magda Grabowska

A tu jest Wielka Matka, czyli Jasna. Ale jej ten brzuch wisi...! Reszta zdjęć na końcu plotek.

A Jasna, jedna z matek moich dzieci, to znów ma małe. Chyba z Polarnikiem, moim synem, bo się koło niej mocno kręcił, kiedy jeszcze Yetim się opiekowała. Jasna kilka dni temu urodziła małe. Dużo ich ma chyba, bo Magda policzyła, że aż pięć cycuszków ma wyciągniętych. Z Panią Janką wyliczyły też, że Jasna okociła się najprawdopodobniej 13 kwietnia. Nie wiem, po co ludziom te daty. Potem wszyscy podglądali, gdzie Jasna ma te małe. Ale to wyglądało! Czaili się za świerczkami i na boisku do buli i gapili, czy Jasna pójdzie do tej komórki, w której przezimowała z Yetim, czy nie. A Jasna, mądrala, krążyła wszędzie, tylko nie tam. No to te szalone kobiety wykombinowały, że skoro tak, to na sto procent urodziła w tej właśnie komórce. I mają rację, niestety...

Z nowin absolutnych takich, to mam jeszcze jedną: Koteczka nie jest wysterylizowana i będzie miała małe. Tydzień temu była u nas, rozłożysta jak kalafior. Tak to Magda określiła. Wcześniej też przychodziła i dosłownie żarła. To znaczy Koteczka. Teraz zniknęła. Nasze kobiety podejrzewają, że okociła się na Przyjaznym Kotom Podwórku. I zamierzają to sprawdzić w weekend. Na razie mama Magdy często całe dnie przesiaduje w pracy i wraca późnym wieczorem. Wczoraj to przez nią o godzinę spóźniła się nam kolacja. Bo wróciła przed godziną 23. Co gorsze, zapowiedziała, że dziś ma też dyżur i to się pewnie powtórzy. Wolałbym nie, ale kto się przejmuje kocim gadaniem?

Jasna wpada teraz na karmienia jak po ogień. I bardzo czujnie cały czas się rozgląda. Fot. Magda Grabowska

Jasna wpada teraz na karmienia jak po ogień. I bardzo czujnie cały czas się rozgląda.

Jasna, jak zwykle, kiedy się okoci, bardzo skupiona. Fot. Magda Grabowska

Jasna, jak zwykle, kiedy się okoci, bardzo skupiona. A niżej ja - przystojniacha Ryś

No rzeczywiście, nieźle wyglądam. Fot. Magda Grabowska

No rzeczywiście, nieźle wyglądam.

Z przodu też, nie tylko z boku... Fot. Magda Grabowska

Z przodu też, nie tylko z boku...

No i najważniejsze. Mogę już bez problemu sie drapać. Fot. Magda Grabowska

No i najważniejsze. Mogę już bez problemu się drapać.

Zdjęcia: Magda Grabowska 

14:17, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (7) »
środa, 10 marca 2010
Jak Jasna z ludźmi sobie pogadała

Ryś. Fot. Magda GrabowskaTu Ryś. Muszę się pożalić. Na brak prywatności. Strasznie tłoczno zrobiło się na Kocim Podwórku. Jak dla mnie - za tłoczno. Na przykład Miła i Transwet, którzy do niedawna sypiali na Małym Podwórku, postanowili zamieszkać ze mną w skrzyni, że niby rodzina. Ona - matka moich dzieci, on - syn, ale nie jej, tylko Jasnej, czyli córki Miłej.

Miłą to bym jeszcze zniósł, ale tego Transweta! Przecież go już z daleka czuć kawalerem! Parę nocy tak we trójkę sobie spaliśmy, ale na dłuższą metę się nie da.

O, to Transwet. Nauczył się chodzić po oknach Pani Janki. Fot. Magda Grabowska

O, to Transwet. Nauczył się chodzić po oknach Pani Janki.

Szukałem miejsca w koszu, ale tam teraz Mandaryn zwykle się rozpiera. Rozumiem, bo w końcu zajęliśmy mu skrzynię, w której do niedawna mieszkał. O miejscówkę w koszu walczy czasami z Mandarynem Koteczka. Tej cholery to nie lubię. Ale Magda i Jej Mama to aż pieją na jej widok z radości i tym szczotkowym ogonem ciągle się zachwycają.

Kiedy Koteczka podsiada Mandaryna na moim legowisku w koszu, ten idzie do Cyklopa - na Przyjazne Kotom Podwórko. Ale i wtedy nie ma spokoju w ogródku, bo ciągle się tu kręcą Diabeł, Kisia, Tot, Rudzia i Pipa. Oni to mają dobrze - na noce wskakują do Pani Janki. Dlatego nie muszą specjalnie zabiegać o miejsce do spania.

Pani Janka mnie też do siebie zapraszała, ale odmówiłem. Wolę przestrzeń. A poza tym lubię Ją trochę podrażnić. Rano siadam sobie zawsze na parapecie kuchennego okna. Tak na wprost (podobno inne koty siadają tylko bokiem). I wpatruję się w Panią Jankę, która kręci się po kuchni. Po paru minutach Pani Janka nie wytrzymuje, otwiera okno i daje mi jeść. Coś tam jeszcze mówi, ale nie bardzo wiem co, bo jem.

Porannego zwyczaju nie zmieniłem, ale miejsce do nocowania - tak. Zwłaszcza, że przez parę nocy Jasna sama sypiała na piernatach na Małym Podwórku. Magdzie to było jej nawet żal i próbowała namówić Miłą do powrotu do córki, ale Miła wybrała ciepły kąt w mojej skrzyni. Właściwie to trudno jej się dziwić. Stara już jest i trochę ta zima dała jej w kość.

No więc od trzech nocy sypiam sobie z Jasną. Zauważyłem, że kiedy wieczorem jest pora karmienia, Magda stawia najpierw mokrą karmę, potem suchą i na koniec miskę z wodą. Potem sprząta i idzie do domu. Wczoraj musiała zmienić ten porządek i zrobić to, o co poprosiła ją Jasna.

A było tak: kiedy Magda z Mamą przyszły na Małe Podwórko spaliśmy z Jasną na piernatach. Nie chciało nam się wychodzić, bo był mróz, ale Magda tak nas wabiła, że nie wypadało jej zlekceważyć. Wyszliśmy z Jasną, a Magda - jak zwykle - zaczęła nam nakładać whiskasa w galaretce, takiego jakiego lubię. I wtedy Jasna pobiegła nagle w stronę najbliższej klatki. Oparła się przednimi łapkami o ścianę kamienicy i zastygła w bezruchu. Wygladało to bardzo dziwnie. Nasze kobiety stwierdziły, że pewnie Jasna chce im coś pokazać. Mama Magdy podeszła więc do niej i zobaczyła, że w tej ścianie jest kran. Wisiały z niego takie długie sople lodu. Magda i jej Mama od razu domyśliły się, że Jasna chce pić. O Magda od razu je to picie dała.

Sprytna ta Jasna. Wychowała sobie ludzi. Ja też muszę spróbować. Na początek postaram się ich zmusić tą opowieścią do zrobienia zdjęć Miłej i Jasnej. Fakt, to płochliwe koteczki. W dzień zwykle kryją się przed ludźmi, ale niechże te nasze kobiety się postarają. W ostateczności mogą przecież zrobić im nocne zdjęcia, prawda?

Zdjęcia: Magda Grabowska

11:58, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 lutego 2010
Jak by tu się zaskrzynić?

Ryś. Fot. Magda GrabowskaNie lubię Mandaryna. Odkąd Magda z Mamą i Łukaszem wymościli nam i ocieplili styropianem skrzynię, trwają walki o to, kto ją zasiedli. Wszystko jedno - mróz czy odwilż, Mandaryn śmie ze mną - Rysiem - o nią wojować. Co z tego, że początkowo nocowałem w koszu? Dosyć się tam wymarzłem. Teraz, jak Mandaryn chce, niech sobie w nim sypia. A skrzynia powinna być moja.

Tylko że Mandaryn tego nie rozumie. I co wieczór rozpoczyna te swoje podchody. Kiedy Magda przychodzi ze swoją Mamą na nocne karmienie, on potrafi z tej skrzyni nie wychodzić do jedzenia, żebym mu przypadkiem jej nie zajął. Fakt, sam tak pierwszy zrobiłem i on mnie teraz naśladuje, ale co wolno mi, to nie jemu.

Przez tego Mandaryna to mam teraz same kłopoty. Bo jak mi się akurat miejscówka w skrzyni trafi, to ani wyjść załatwić się, kiedy zechcę nie mogę, ani zjeść, bo zaraz ten młokos pcha się do niej. A najgorzej jest, kiedy tu zagląda do nas taka rudo-biała przybłęda. To domowy kot. Jeszcze niedawno miał obroże na szyi i czyściutki był aż strach. Ale chyba trochę się zasiedział na dworze, bo już tej obroży nie ma. Łazi wszędzie, wrzeszczy za kotkami i znaczy teren. Powinienem go gonić za każdym razem, jak tylko się pojawi. Ale jak w pobliżu jest Mandaryn, to po prostu nie mogę. Przedwczoraj jak tę przybłędę goniłem, to Mandaryn zajął mi skrzynię i już z niej nie wylazł jak wróciłem. Co to ma być? Mało że pilnuję, żeby obcy nam tu swoich smrodów nie zostawiali, to jeszcze nie mogę mieszkać w godziwych warunkach. I potem taki Mandaryn w ciepłej skrzyni się śmieje, że ja muszę się koszem zadowolić.

Mandaryn lubi spokojnie zjeść. Jego też denerwuje wyścig z Rysiem do skrzyni. Fot. Magda Grabowska

Mandaryn lubi spokojnie zjeść. Jego też denerwuje wyścig z Rysiem do skrzyni.

A już największym skandalem jest to, że do skrzyni pcha się jeszcze Tot. Ma stałą wejściówkę do Pani Janki. Ja niby też, ale ja nie jestem ani trochę udomowiony, a on tak. Czego więc szuka w mojej skrzyni?! A on potrafi tam nawet zasnąć. Raz to Magda go stamtąd wyciągała, bo mrozy akurat silne były a tu i Mandaryn, i ja chcieliśmy ze skrzyni skorzystać. Magda podała Tota Pani Jance do domu i skrzynia się zwolniła. Tyle że Mandaryn od razu do niej wskoczył, bo ja się na tego głupiego Tota zagapiłem.

Ryś. Fot. Magda Grabowska

Ryś melancholijny i zniesmaczony zachowaniem Mandaryna

Ale następnej nocy to już ja Mandaryna wykolegowałem i musiał sobie szukać innego noclegu. Poszedł wtedy na Przyjazne Kotom Podwórko, to na którym są pootwierane okienka do piwnic. Ja też mógłbym, ale mi się nie chce. Ja chcę mieszkać pod oknem Pani Janki - w skrzyni.

A wiecie, że jak raz ja uprzedziłem Mandaryna, to on patrzył na Magdę z pretensją i wyczekiwaniem w oczach? Myślał, że Magda mnie - jak Tota - ze skrzyni wygoni. Ale Magda mu powiedziała, że sprawiedliwość musi być i nie wygoni mnie ze skrzyni. Taką sprawiedliwość to rozumiem - skrzynia moja. Tylko że Magda dodała jeszcze, że powinniśmy w tej skrzyni razem zamieszkać, a jeśli nie chcemy to najsprawiedliwiej by było gdybyśmy się nią dzielili - jednej nocy ja miałbym w niej spać, drugiej - Mandaryn. Ale taka sprawiedliwość to mi nie pasuje.

20:32, joannagrabowska_net , Ryś
Link Komentarze (5) »
sobota, 05 września 2009
O Rysiu zbóju, który srokę upolował

Rys. Fot. Magda GrabowskaNie wiem, o co ludzie takie wielkie halo robią. Fakt, upolowałem dziś srokę, ale czy to powód, żeby od razu z tej okazji zdjęcia mi robić?

A było tak. Około południa Magda z mamą nieoczekiwanie pojawiły się w ogródku. Zwykle ich nie ma o tej porze, ale tym razem - jak podsłuchałem - przyszły z powodu Jasnej. Przez dwa ostatnie wieczory nie stawiła się na kolacji, więc się zaniepokoiły. Wyszły jej szukać, a przy okazji zabrały trochę żarełka dla nas. Wiadomo, że zawsze któreś głodne się znajdzie. No i chciały w razie potrzeby dokarmić Jasną.

A Jasna owszem, pojawiła się. Ale kompletnie obie kobiety olała. Trawkę sobie skubała, jak kurczak jakiś, albo królik. Przy okazji ludzie wypatrzyli, że musiała się przez te dwa dni okocić, bo zeszczuplała. Tylko, dlaczego nie chciała jeść? Wszyscy wiedzą, że kotki po okoceniu się i karmieniu małych - przez pierwsze dni niemal bez przerwy - konia z kopytami mogłyby pochłonąć, a tu taka niespodzianka. Jasna wyłącznie zieleninę podjadała.

Jasna. Fot. Magda Grabowska

Jasna.

Znudziło mi się to obserwowanie i obgadywanie kocicy i poszedłem sobie przez dziurę w siatce na małe podwórko. Na to, które dzielę zwykle z Jasną, Miłą i Transwetem. Wskoczyłem na dach garażu, żeby trochę świat z góry poobserwować i pomedytować, ale nic z tego. Latała wokół mnie, a raczej pod drzewem przy garażu jakaś masa srok. Rozwrzeszczanych jak to zwykle one. Trochę mnie wkurzyły, bo tak blisko kota się plątać, to po prostu ptasia bezczelność. No to skoczyłem na jedną. Młoda chyba była, bo choć zrobiłem to ot tak, od niechcenia, to ją złapałem. Zaraz się całe stado z dzikim terkotem rozkrzyczało się nade mną. A jak fruwały!

Nie czekałem na ich atak. Złapałem ptaka za szyję, wskoczyłem na siatkę i zawlokłem na komórki pod gęste gałęzie drzewa. Tam, gdzie jej towarzyszki nie mogły mnie sięgnąć. Srocze dzioby są twarde. Wiem coś o tym.

No i właśnie to polowanie tak ludzi zaskoczyło. Widać nie wszyscy pojmują, że kot najedzony, nie przestaje być myśliwym. A jeśli nawet pojmują, to i tak ich to dziwi. Sroczkę upolowałem, bo jestem myśliwym. I zawsze – jak trafi się okazja – czuję coś takiego w sobie, że muszę zapolować.

Poza tym ludzie też polują. I to tylko dla rozrywki, choć niby tacy cywilizowani są. Bo przecież jedzenie kupują sobie w sklepach. Ja sklepu nie mam. A poza tym nie mogę wyjść z wprawy.

Ryś upolował srokę. Fot. Magda Grabowska

Tak czy inaczej, czy to od razu powód, żeby fotografować mnie z corpus delicti? Zwłaszcza, że żadnej zbrodni – przynajmniej w moim kocim mniemaniu - nie popełniłem.

Zdjęcia: Magda Grabowska

17:29, joannagrabowska_net , Ryś
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 sierpnia 2009
Ryś, wyrzut sumienia Janki

Ryś. Fot Magda GrabowskaMieszkam na tym podwórku od jakichś trzech lat. I bardzo mi się tu podoba. Tutejsi ludzie dali mi nawet imię. Ryś.

Początkowo inne koty niespecjalnie mnie lubiły, zwłaszcza Tot, ale teraz już się jakoś godzimy. Tot dobrze to ujął: mijamy się z godnością. Ale wcześniej ciągle fukał na mnie i rzucał się do bicia. Wcale mu się nie dziwię. Wszystkie tutejsze kotki były moje: Zezia, Cykusia, Zielonooka. Z sąsiedniego podwórka też dwie uwiodłem: Jasną i Miłą. Kotek jest tu dużo więcej – Rudzia, Elegantka, Kisia, Pipa - ale jakoś nigdy się mną nie interesowały. Tot mi powiedział, że są wysterylizowane. Jeszcze niedawno nie wiedziałem, co to znaczy…

Trochę żałuję, że lekceważyłem kiedyś Tota i to, co miał mi do powiedzenia. A ciągle powtarzał: „drzyj gębę po nocach na innych podwórkach i nie posikuj na klatkach. Ludzie tego nie lubią. Uważaj, źle skończysz”.

Ryś, wyrzut sumienia Janki

„Co on tam może wiedzieć. Z zazdrości tak gada, bo stary już i kotki się nim nie interesują” - myślałem sobie. Ale na własnej skórze przekonałem się, że miał rację i chciał dobrze. A ja mu tyle razy futro przetrzepałem…

Ryś. Fot. Magda Grabowska

Któregoś wieczoru Łukasz, syn pani Janki zwabił mnie do kontenera na coś, za czym przepadam. Nie zdradzę, co to, bo licho nie śpi. Zamknął mnie w tym kontenerze i zostawił w ciemności. Prośbą i groźbą przekonywałem ludzi, żeby mnie wypuścili. A oni nic. Nie rozumieli najwyraźniej, choć zwracałem się do nich nawet tak pięknie i uwodzicielsko jak do kotek, które mi się podobały. Następnego dnia pani Janka zawiozła mnie do weterynarza. Przedstawiła jako dzikusa - widać, że pochodzi z innego kręgu kulturowego i nie wie, co to dzikość obyczajów – i zostawiła. Potem film mi się urwał, bo dostałem jakiś zastrzyk, a kiedy całkiem oprzytomniałem, byłem już u pani Janki. Usłyszałem, że mnie wypuści, jak tylko dojdę do siebie.

Ryś już po kastracji. Fot. Magda Grabowska

Ryś po kastracji wyraźnie miał depresję, ale już doszedł do siebie. Fot. Magda Grabowska

Usłyszałem też, że jestem wykastrowany. Co to znaczy, szybko się przekonałem. Głos mi się zmienił, bardziej chciało mi się jeść, kotki, owszem, nadal lubiłem powąchać, ale nic więcej. I nie mogłem kocurom z innych podwórek pokazywać, gdzie jest mój teren. Coś tam się udawało, ale to nie było to, co wcześniej.

Zrobiło mi się źle na świecie. Zniknąłem z podwórka na dwa dni, żeby to i owo przemyśleć. A wtedy ludzie się przestraszyli. Szukali mnie nawet. Słyszałem, jak mnie nawoływali, bo na sąsiednim podwórku byłem.

Ryś już po kastracji. Fot. Magda Grabowska

W końcu poszedłem pod okno pani Janki, bo tam zawsze dobre jedzenie było. Jak mnie zobaczyła to tak się ucieszyła, że aż jakąś potrawką dla juniorów mnie poczęstowała. „Chodź, Rysiu, chodź mój ty wyrzucie sumienia” – powtarzała.

Miła. Jej sterylizacja uratowała życie. Fot. Magda Grabowska

Miła. Jej sterylizacja uratowała życie.

Po tej kastracji łatwiej się dogaduję z kotami i kotkami z podwórka. Bo tu wszystkie są takie jak ja. Jasna i Miła z sąsiedniego podwórka pozwalają mi nawet ze sobą spać. Przyjemne z nich koteczki. Miła jest matką Jasnej. Dzieckiem którejś z nich i moim jest Transwet, ale już się w tym pogubiłem. Często z nimi przebywam, bo Magda i jej mama także nimi się opiekują. Miłej to nawet życie uratowały. Złapały ją do sterylizacji, a tu okazało się, że Miła miała już początki ropomacicza. Podobno przez koty i częste porody. No, nie wiem, nie wiem.

Jasna jest jedyną niewysterylizowaną kotką, któa pojawia się na naszym podwórku. Fot. Magda Grabowska

Jasna jest jedyną niewysterylizowaną kotką, któa pojawia się na naszym podwórku.

Początkowo Magda i jej mama karmiły Jasną, Miłą i Transwet na ich podwórku. Czekały aż zjedzą, sprzątały plastikowe talerzyki zostawiały jeszcze wodę w miskach i sobie szły. Ale jacyś pijani ludzie z balkonu parę razy wrzeszczeli do nich: „czego tu”, „kraść przyszły”, „zaraz się włamią do samochodu”. Chyba źle to znosiły, bo znalazły inne miejsce do karmienia. Przy siatce dzielącej podwórka, przy boisku do bouli. Pokazałem Miłej, Jasnej i Transwet, że spokojnie mogą tu przychodzić - przez dziurę, ale Jasna nie chciała. Miła i Transwet tak. I nawet im się tu spodobało, bo na ich podwórku tylko beton i beton, a tu tak zielono.

Transwet. Jeszcze nie wiadomo, chłopiec to, czy dziewczynka? Fot. Magda Grabowska

Transwet. Jeszcze nie wiadomo, chłopiec to, czy dziewczynka?

Wczoraj był wspaniały dzień. Jasna po raz pierwszy przyszła na nasze podwórko. Onieśmielona biegała na przykurczonych trochę łapkach, ale widać, że tu się jej spodobało. Magda z mamą stoją nieruchomo, tylko jedzenie podrzucają czasem na talerzyki, albo głaszczą wścibską Pipę, która zawsze podczas tych karmień im asystuje. Ładniutka ta Pipa.

Ryś po kastracji trochę się rozleniwił. Fot. Magda Grabowska

Ryś po kastracji trochę się rozleniwił.

Fot. Magda Grabowska

10:59, joannagrabowska_net , Ryś
Link Dodaj komentarz »