| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
niedziela, 24 kwietnia 2011
Z Wrocławia piękne listy piszą :)

Tuż przed Świętami dostałam od Pani Pauli Sawczak z Wrocławia bardzo miły list. Pani Paula i Jej Mąż - Łukasz - przygarnęli do swego domu Helę i Melę. Hela widziała na jedno oczko, Mela prawie wcale (początkowo wydawało się nam, że jest całkiem ślepa). Wraz z Charonem i Igorem – dwoma kocurkami, które Państwo Sawczakowie przygarnęli wcześniej – bardzo dbają o to, żeby ich Opiekunom przypadkiem nie nudziło się. Przeczytajcie zresztą sami list od Pani Pauli:

„Właśnie przeczytałam, że Koteczka znalazła nowy dom. Bardzo mnie to ucieszyło - i zasmuciło jednocześnie, bo, jak widzę, jest to dom tylko dla niej. A szukała Pani wspólnego miejsca dla kotki i Henia... Ja również, zgodnie z obietnicą (kilka miesięcy temu prosiłam Panią Paulę, tak jak wiele innych znanych mi osób, o rozejrzenie się i sprawdzenie, czy wśród ich znajomych nie znalazłby się ktoś chętny i godny zaufania – dop. jg). Nie pisałam jednak, nie dzwoniłam w tej sprawie - bo i pisać/mówić nie było o czym. Trudno jest znaleźć dom jednemu dorosłemu kotu, a co dopiero dwóm, w tym jednemu poniekąd specjalnej troski. Przykro mi, że nie udało mi się pomóc. Mam jednak wielką nadzieję, że kocurek szybko znajdzie swoich dobrych ludzi i że zarówno on, jak i Koteczka, odnajdą się w nowych miejscach, mimo że osobno. Bardzo liczę na happy end tej sprawy i będę jeszcze szukać miejsca dla Henia. Szczerze mówiąc jestem zdumiona, że tak piękny kot nie zainteresował nikogo poważnie do tej pory. Oby szybko się to zmieniło - dla dobra kocurka i tych szczęśliwców, którzy go wybiorą.

Hela, Igor i Charon. Fot. Paula Sawczak

Hela, Igor i Charon

Mela. Fot. Paula Sawczak

Jeśli chodzi o naszą kocią czwórkę, to wszystko jest w porządku. Przyszła wiosna, więc koty znów okupują balkon (zabudowany) i wygrzewają się na słońcu. Gubią mnóstwo sierści, co jest chyba największym minusem, jeśli miałabym (na siłę! szukać minusów życia z kocią gromadką. Poza tym jednak są niezmiennie słodkie i kochane i stanowią nasze cztery niewyczerpane źródełka radości. Udało nam się odchudzić Charona o prawie pół kilograma i wyprowadzić go ostatecznie ze sterydów - oczywiście pod kontrolą lekarza. Wciąż je specjalistyczną karmę, a z nim pozostałe koty, ale przynajmniej nie zatruwamy mu już organizmu lekami, co jest wielkim sukcesem. Raczej wróżono nam, że to dożywocie, te sterydy, ale zawsze warto zasięgnąć drugiej, a i trzeciej opinii jeśli chodzi o diagnozę lekarza. Nasz kocur już ponad miesiąc jest "czysty" i nie ma żadnych przykrych konsekwencji. Oby tak dalej. Mela jest nadal niepoprawnym pieszczoszkiem, od samego początku taka była. Jest też leniuszkiem i łakomczuszkiem (choć oczywiście nikt pod tym ostatnim względem nie przebije Heli!), co widać po jej okrągłym brzuszku, często wypiętym do góry z pozycji "głaszcz mnie". Hela na szczęście nie zatrzymała się w procesie oswajania z Łukaszem i - bardzo powoli, ale jednak - zbliża się do niego coraz bardziej. Postępy można zauważyć na przestrzeni raczej miesięcy niż dni, czy tygodni, ale wyraźnie jest bardziej ufna w stosunku do męża, często daje się głaskać i ociera się o jego nogi. Ze mną ma rytuał porannych i wieczornych pieszczot, podczas których wskakuje mi na kolana, mruczy jak traktor i "bodzie" mnie główką w brzuch czy ramiona. To taka forma namiętnego ocierania się A Igor, jak zawsze, szefuje kociej gromadce, znajdując sobie miejsca obserwacyjne zawsze ponad poziomem, na którym biega/śpi/je reszta kotów. Potrafi też być bardzo milutkim kocurem, zwłaszcza kiedy chce coś wyegzekwować, na przykład pozostanie na lodówce bądź w łazience, kiedy jest to nam akurat nie na rękę Mruczy wtedy i pokłada się tak, że trudno go w ogóle podnieść. Czasem jednak przychodzi też po odbiór swojej porcji pieszczot bez żadnego dodatkowego interesu.

Cała nasza czwórka ma się świetnie a my razem z nią. Z dużym ładunkiem optymizmu życzę również Pani, Magdzie, Pani Jance i Jej Rodzinie, aby w kontekście kocich towarzyszy życie układało się przynajmniej równie dobrze. Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych życzymy całą rodziną aby na Kocim Podwórku gościło słońce dosłownie i w przenośni, by było jak najwięcej pięknych i radosnych chwil, a relacja kot-człowiek przynosiła niezmiennie obu stronom radość i szczęście.”

Piękny list, prawda? W sam raz lektura na świąteczne dni.

I jeszcze jedno: Drodzy Przyjaciele Kociego..., nie martwcie się już brakiem domu dla Henia. Już go ma. Ale o tym napiszę trochę później. Najpierw - jeszcze raz o Koteczce i jej przesympatycznych Opiekunach. No to do następnej notki... ;)

Zdjęcia: Paula Sawczak

10:20, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 lipca 2010
Same dobre wieści: o Heniu i z Wrocławia

Ja wiem, że teraz najważniejsza jest sprawa zlamanej łapki Henia. Dlatego byłam z nim dziś w Żyrafie u dr. Wojciecha Witczaka. Orzekł, że Henio powinien mieć operację, bo inaczej w łapce - nawet jak się byle jak zrośnie - nastąpi zanik mięśni. Operacja będzie skomplikowana, może kosztować nawet 700 zł. Poprosiłam o pomoc Fundację Kocia Mama. I dostałam ją. Iza Milińska, szefowa Fundacji, której nawet nie musiałam wiele tłumaczyć, powiedziała, że kosztami leczenia Henia mam się nie martwić. No to się już nie martwię, tylko cieszę jak szalona. Henio zatem przez kilka tygodni pozostanie z nami w domu. Musi wydobrzeć. Dopiero potem poszukamy mu domu. Razem z Kocią Mamą.

Oto nasz Henryczek, czyli Henio. Fot. Magda Grabowska

Oto nasz Henryczek, czyli Henio.

Jutro znowu jadę z Heniem do Żyrafy. Dr Wojtczak zrobi mu jeszcze jedno prześwietlenie, żeby lepiej widzieć, co dzieje się z łapką kocurka. Możliwe, że obłupany jest też kawałek panewki. Prześwietlenie będzie w lekkiej narkozie, żeby Henio nie cierpiał i nie wiercił się. A potem, albo będzie miał od razu operację, albo w piątek. Wszystko zależy od tego, czy nie będzie musiał być jutro operowany inny pacjent dr. Witczaka.

O Heniu więcej napiszę w jednej z najbliższych notek.

Teraz pora na wieści z Wrocławia. Same dobre. Poczytajcie sami maila od Pani Pauli:

Hela, Igor i Charon na oknie, Mela na fotelu. Fot. Paula Sawczak"Dawno nie pisałam do Pani, ale na bieżąco śledzę wieści z Kociego Podwórka. Cieszę się, że większość wiadomości ma pozytywny wydźwięk; choć rodzi się dużo kociaków - zbyt dużo jak na „zapotrzebowanie” na nie... - i choć nie zawsze są zupełnie zdrowe, to jednak są ludzie, którzy im pomagają: i wyzdrowieć, i znaleźć nowe domy. To naprawdę budujące. Zmartwiło mnie natomiast ogromnie odejście Pipy... Trzymałam za nią kciuki od pierwszego wpisu na blogu, że coś się z Pipką dzieje... Strasznie, strasznie to smutne, że przeszła za Tęczowy Most. Osobiście głęboko wierzę w „kocie niebo”. Ktoś kiedyś powiedział: „Jeśli w niebie nie ma psów, to chcę pójść tam, gdzie po śmierci idą one”. Rozszerzyłabym to jeszcze o koty - i podpisuję się pod tym obiema rękami...
A u nas na szczęście wszystko w porządku. Choć w zasadzie słowo „porządek” nie do końca pasuje do opisu domu, w którym rządzą cztery koty :).

Ale spiochy. Igor tuli Melę, obok - Hela. Fot. Paula Sawczak

Ale śpiochy. Igor tuli Melę, obok - Hela.

Z kanapy zwisają smętne resztki obicia, w oknach nadal nie ma firanek a najlepszą zabawą wciąż jest wynoszenie żwirku z kuwet - co widać na każdym metrze kwadratowym mieszkania. Jednak nie wyobrażam sobie już swojej codzienności bez tej bezczelnej czwórki darmozjadów i psotników :) Każdy z nich ma swój unikalny charakter i jedną wspólną cechę - każdy z nich rozkochuje w sobie i uzależnia.

Hela zrobiła sobie przerwę w zabawie i łakomie zagląda do miseczki. Igor popatruje na uczepionego zabawki Charona, a Mela sięga łapką po sznurek, bo Charon sam nie może sie przecież bawić. Fot. Paula Sawczak

Hela zrobiła sobie przerwę w zabawie i łakomie zagląda do miseczki. Igor popatruje na uczepionego zabawki Charona, a Mela sięga łapką po sznurek, bo Charon sam nie może sie przecież bawić.

Dziewczynki skończyły w maju roczek, co świętowaliśmy symbolicznie 15-go maja :) Dostały surową pierś z kurczaka zamiast tortu, na którą załapał się też oczywiście Igor (Charon gardzi wszystkim, co nie jest Royalem i pastą odkłaczającą). Hela i Mela skorzystały natomiast z poczęstunku z okazji urodzin chłopaków, które z kolei świętujemy 1-go czerwca :)

Hela i Igor. Fot. Paula Sawczak

Hela i Igor.

Z tymi przekąskami trzeba będzie trochę przystopować, bo roztyła nam się część kociego towarzystwa... Helenka, jak zawsze, trzyma smukłą linię; wyhodowała sobie tylko worek skórny na brzuszku, w którym jest też trochę tłuszczu. Natomiast Melanka... to już inna historia. Ta dziewczyna, będąc najmniejszym z naszych kociaków, waży tyle samo co Igor, szef kociej gromadki! Ona ma naprawdę duży worek na brzuchu, który uroczo (naprawdę uroczo!) rozlewa jej się na boki, kiedy kotka leży na pleckach :) Trzeba będzie troszkę nad nią popracować, podobnie nad Charonkiem, który teraz waży ponad 5 kg. Staramy się więc organizować kotom jak najwięcej ruchu, zmieniać zabawki, bo kociaki szybko się nudzą (wyjątkiem są wspomniane kołeczki trocinowe, które służą za żwirek do kuwet) i - z bólem serca - ograniczyć przekąski, których cała czwórka domaga się na przemian robiąc słodkie minki i rozpaczliwe płacząc.

Kocia ferajna: Od lewej: Igor, kotwór Hela z rozdartą ziewaniem paszczą, Charon i pochłonięta pielęgnacja futerka Mela. Fot. Paula Sawczak

Kocia ferajna: Od lewej: Igor, kotwór Hela z rozdartą ziewaniem paszczą, Charon i pochłonięta pielęgnacjá futerka Mela.

Co ciekawe - największym łakomczuchem jest Helka i wygląda na to, że zjada najwięcej. Mela z kolei jest leniuszkiem i nawet jeśli nie zjada zbyt dużo, to wiele czasu spędza na odpoczywaniu po odpoczynku :) Charonek też jest raczej spokojny, za to Igor to diabeł wcielony: wszędzie wejdzie, wszystkiego dotknie, spróbuje, jak się da - to zrzuci :) A Hela wszystko co robi, robi bardzo intensywnie - myślę, że właśnie to tak u niej „spala kalorie”; jak się myje, to godzinami, jak się bawi, to do lecenia z łapek, jak przychodzi na pieszczoty, to kręci się, wierci, ociera i mruczy aż człowiekowi ręce omdlewają - a ona chce jeszcze :) Nadal jest moim małym skrzeczącym cieniem i uznaje tylko mnie. Bywa, że da się pogłaskać Łukaszowi, czasem nawet zaczepi kogoś, kto przyjdzie w gości. Jednak pyszczek prawdziwej pieszczoszki pokazuje tylko mnie i tylko mnie darzy prawdziwym zaufaniem.

Hela - gimnastyczka. Fot. Paula Sawczak

Hela - gimnastyczka.

Melania, podobnie jak Charon - śmiejemy się z mężem - jest sprzedajna :) Jeśli ktoś tylko wykaże chęć głaskania lub wzięcia na kolanka - ona jest chętna i gotowa :) Igor ostatnio też przełamał dumę i częściej niż kiedyś przychodzi po pieszczoty - jednak generalnie jest zdystansowany i zachowuje się jak przywódca stada. Do którego ja i mąż również się zaliczamy :)

Igor, przywódca stada, przylapany na drzemce w kuwecie. Fot. Paula Sawczak

Igor, przywódca stada, przyłapany na drzemce w kuwecie.
Na szczęście wszystkie koty są zdrowe i wyglądają na szczęśliwe - dokładamy wszelkich starań, żeby tak było. W tej chwili wszystkie cztery śpią, zmęczone upałem, w pokoju, w którym piszę ten list do Pani. Niby chodzą własnymi ścieżkami... a jednak te ścieżki nadspodziewanie często krzyżują się z naszymi, ludzkimi. One potrzebują nas, my potrzebujemy ich. Idealny układ :)

Mela (od lewej), Hela, Igor i Charon. Fot. Paula Sawczak

Mela (od lewej), Hela, Igor i Charon.
Mela w swoim ulubionym miejscu. Fot. Paula SawczakW załączniku przesyłam kilka aktualnych zdjęć naszej kociej gromadki. Pozdrawiamy Panią i Magdę oraz wszystkich Czytelników Kociego Podwórka.
Paula Sawczak"

Ojej, muszę wyskoczyć do sklepu po jakiś prowiant. Zdjęcia podepnę po powrocie. Na zachętę pokazałam jedno.

Przepraszam. Nic nie podpięłam wczoraj (pięć kotów w moim domu mnie sobą zajęło), a na dodatek źle przygotowałam foty - są za duże i tak nieładnie wystawały poza prawą krawędź, że muszę je jeszcze raz obrobić (fu, co za słowo), ale dopiero po powrocie z pracy.

Zdjęcie Henia: Magda Grabowska

Zdjęcia Ferajny z Wrocławia: Paula Sawczak

21:09, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 maja 2010
Kocie bójki i przyjaźnie

Dziś, dla odmiany, wieści z wrocławskiego podwórka. Tam są Hela i Mela, które zaprzyjaźniły się już mocno z Igorem i Charonem oraz podbiły serca Pani Pauli i Pana Łukasza. Jak się czują, co robią? Poczytajcie i pooglądajcie zdjęcia. Naprawdę wspaniałe. A Igor został idolem Magdy. Podziwia go niezmiennie od pierwszego zdjęcia, a teraz tym bardziej, bo zaprezentował się na jednym naprawdę niezwykle. Oto list, który dostałam zdaje się przedwczoraj:

Dzień dobry Pani Joanno!
Wiosna na dworze, wiosna na Kocim Podwórku i wiosna u nas w domu :) Od kiedy wyjrzało słońce, nasze koty chętnie wylegują się na parapecie balkonowym i nagrzewają godzinami swoje czarne (w jednym przypadku - szare) futerka.

Cała kocia czwórka z wrocławskiego podwórka: Igor, Charon, Hela i Mela. Fot. Paula Sawczak

Cała kocia czwórka z wrocławskiego podwórka: Igor, Charon, Hela i Mela.

Dzięki temu, że dużo leniuchują, mają potem mnóstwo energii na zabawę. Rozrabiają jak nigdy, urządzają sobie szalone wyścigi po mieszkaniu i, niestety, dość często się biją... Obserwujemy te bójki i, jak na razie, wydaje nam się, że nie wykraczają poza ramy zabaw. Niemniej czasem z niepokojem wysłuchujemy miauknięć i powarkiwań, bo niejednokrotnie te kotłowaniny po podłodze wyglądają poważnie.

Igor. Fot. Paula SawczakDzisiaj na przykład Igor uwziął się na Helę i ganiał ją po całym domu. Co więcej, po wszystkich poziomach domu - bo Hela jest drugim za Igorem kotem, któremu podłoga i niskie meble nie wystarczają; nie narusza co prawda granic Igorowego królestwa, czyli szaf w kocim pokoju, za to chętnie przesiaduje na szafie balkonowej, skąd ma doskonały widok na to, co dzieje się za oknem (balkon mamy zabudowany). Igor jest inicjatorem bójek w zasadzie zawsze i ewidentnie nie uznaje sprzeciwów. Biedna Hela więc, wykrzyczawszy swoje "nie" i pacnąwszy łapą raz i drugi w szary złośliwy pysk, musiała salwować się ucieczką. Oczywiście Igor był cały szczęśliwy i chętnie rzucił się w pogoń. Poleciało trochę wiórów, spadło kilka przedmiotów, ale po kilku minutach zabawy - bo nadal sądzę, że to zabawa - Hela i Igor zgodnie ułożyli się na fotelu i zasnęli wtuleni jedno w drugie. Podobnie się dzieje za każdym razem, kiedy nasze koty się okładają. Czasami biją się same dziewczyny, często chłopcy - wtedy wygląda to naprawdę niepokojąco, aczkolwiek podczas walki kocury przyjmują te wszystkie piękne, dostojne i groźne postawy, więc obserwujemy je z przyjemnością.

Charon, Hela i Mela polują na zajączka. Fot. Paula Sawczak

Charon, Hela i Mela polują na zajączka.

Pamiętam, jak kilka miesięcy temu, gdy braliśmy dziewczynki do nas, powiedziała Pani, że czasem, gdy patrzy Pani na nie podczas zabawy, przypominają syjamki - z tą gracją i smukłymi ciałkami. Cóż, po syjamkach została już tylko gracja i mnóstwo uroku, sylwetki kocic bowiem zaokrągliły się aż nadto i wzbogaciły o te nieszczęsne worki tłuszczowe, o których już pisałam. Ponoć to jeszcze norma, ale główkuję, co by tu zrobić, żeby małe nie "urosły" za bardzo...

Hela i Mela. Fot. Paula Sawczak

Hela i Mela.

Piękny Charon. Fot. Paula SawczakProblem w tym, że mamy całą gromadkę i trudno karmić koty każdego osobno. Wszystkie więc jedzą specjalną karmę Charona i, co najlepsze, to Hela i Mela najchętniej ją pałaszują. Są w ogóle łapczywe i łakome, daleko im do dystyngowanego Charona, który je powoli, nie pcha się pierwszy do miski i wygląda, jakby tak naprawdę gardził pożywieniem :) Jedyne, co wyzwala błysk w jego oczach - z rzeczy jadalnych - to pasta odkłaczająca, po którą przybiega pierwszy :) Dziewczynki natomiast krzyczą i płaczą, kiedy miseczka jest pusta, plączą mi się pod nogami i mruczą aż ściany drżą, kiedy czują, że przygotowuję im jedzonko. Mela wtedy nawet rozmawia ze mną; z reguły nie tak gadatliwa jak siostra, kiedy tylko pochwyci mój wzrok podczas mojej krzątaniny po kuchni, mówi tak słodziutko i cichutko "miau?", z autentycznym znakiem zapytania. Mam wrażenie, że w tym jednym miauknięciu zawiera się mniej więcej taka treść: „jestem taka malutka, kochana, śliczna i głodna; dasz jedzonko?" :)
Podsumowując - życie toczy nam się spokojnym rytmem, nie licząc kocich wybryków, które i tak wliczam do statusu "spokojnie". Jak koty są zdrowe i szczęśliwe, nie burzą harmonii domowej żadne przewrócone przedmioty czy głośne zachowanie. Tym bardziej doceniam nasz wreszcie uzyskany spokój, że czytam na bieżąco Kocie Podwórko i dowiedziałam się o Kacperku... :( Strasznie przykro czytać takie wieści, nie wyobrażam więc sobie, co musi czuć Pani Monika...

Pozdrawiam serdecznie całą rodziną.
Paula

Kacperka i Pani Moniki również nam bardzo żal. Kiedy kocurek zachorował bacznie przyglądaliśmy się całej kociej czeredce na podwórku, czy któryś z naszych podopiecznych nie choruje. Skontaktowaliśmy się też z Panią Anią, która zaopiekowała się Yetim (mały mógł mieć kontakt z Kacperkiem) i z Panią Bożenną, która dała dom Rudzikowi, czyli bratu Kacperka. Na szczęście żaden z kotów nie ma objawów choroby. Tym bardziej nie możemy zrozumieć, co się stało...

Jeszcze raz wszyscy z Kociego... serdecznie dziękujemy za wieści, Pani Paulo, pozdrawiamy bardzo, bardzo serdecznie :) i... czekamy na dalsze równie pogodne listy. :) 

Tagi: kot koty
16:58, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 lutego 2010
Bawią się, tyją i rosną

Dziś miało być o czymś innym. O supersesji zdjęciowej, którą Magda zrobiła w poniedziałek kotom na Kocim podwórku. Chciałam ją pokazać, póki jeszcze ślady zimy zostały, ale… foty poczekają. I tak są spóźnione. Dziś będzie aktualność z wrocławskiego podwórka, na którym balują Hela i Mela. Dacie wiarę, że… Ale może lepiej przeczytajcie, co Pani Paula napisała:

„Miałam nadzieję, że ten mail będzie już jednym wielkim "uff!" po szczepieniach... Niestety - nasza gromadka nie zakwalifikowała się do szczepień. A w zasadzie większość Pani Paula, z Melą (na pierwszym planie), Helą na ramieniu i Charonem na kolanach. Fot. Łukasz Sawczakgromadki, bo, o dziwo, Charon okazał się zdrowy i gotowy, że tak zrymuję - i dostał "kłujkę" po badaniu. Reszta ekipy - nie. Wyszło na to jednak, że te łezki w oczach dziewczynek to takie nie do końca niewinne, gdy połączy się ten objaw z tkliwym gardziołkiem. Podobnie nadwrażliwe gardło ma też Igor. Pani doktor powiedziała, że nie możemy ryzykować szczepienia, gdy maluchy nie są w 100% zdrowe. Owszem, jest dużo lepiej niż było, ale nie jest idealnie...

I tak kółko się zamyka, bo żeby było zupełnie dobrze, to koty muszą być odporne! Podawałam całej czwórce tran z rekina, potem jakieś inne kapsułki na wzmocnienie - i niby wszystko w porządku a okazuje się, że tylko pozornie. Muszę przyznać, że nigdy dotąd nie miałam takich kłopotów z futrzakami. Z drugiej jednak strony, nigdy nie miałam kotów z grupy podwyższonego ryzyka, no i maksymalnie trzy, które zresztą były rodziną (mama, synek i córeczka). A teraz? Jeden kociak łapie coś od drugiego, trudno się wręcz w tym połapać. Dostają obecnie - znany już chyba mefitkom - Unidox i oczywiście Lakcid, cała trójka; Charon "na pocieszenie" dostaje wtedy pastę odkłaczającą, żeby nie było mu przykro, że zajmuję się braciszkiem i siostrami a nim nie. Z kotami jak z dziećmi Mam nadzieję, że tym razem zdusimy już wszelkie najmniejsze pozostałości infekcji i zaszczepimy to towarzystwo, bo zaczynam się poważnie martwić. Nie mam pojęcia, co jeszcze moglibyśmy zrobić, żeby wszystkie koty były zdrowe...

Igor i Hela. Fot. Paula Sawczak

Igor i Hela. Spójrzcie, ta kocia dziewczyna ma wyraźne prążki na czarnym futerku

Mąż mówi, że bardziej dbam o koty niż o niego, co nie do końca jest prawdą. Powiedzmy, że na równi. W każdym razie oboje staramy się zapewnić całej czwórce jak najlepsze warunki, koty nie wychodzą na dwór, nie mają styczności z innymi zwierzakami i nie są narażone na kaprysy pogody. Z wyjątkiem Helenki, która trzyma smukłą linię syjamki, nasze futrzaki są tłuściutkie (ale bez przesady) i wyglądają zupełnie zdrowo (tu już Helenkę wliczając). Bawią się jak szalone, apetyt im dopisuje... a jednak  c o ś  ciągle im jest, coś, co nie pozwala nam odetchnąć.

Pan Łukasz, Charon, Mela i Hela. Fot Paula Sawczak

Pan Łukasz z Charonem, Melą i Helą

20 lutego
Nie zdążyłam ostatnio skończyć maila, więc piszę dzisiaj - już z dobrymi wieściami: wreszcie cała ekipa zaszczepiona! Igor, Hela i Mela są już zdrowe, więc dzisiaj dostały szczepionkę. Bardzo się cieszymy. Za miesiąc dziewczynki jadą jeszcze na powtórkę z rozrywki, bo to ich pierwsze szczepienie w ogóle. A potem rok przerwy dla całej czwórki Mam nadzieję, że nic już się nie będzie działo, co wymagałoby kocich wizyt u weterynarza - ewentualnie moje, po tabletkę na odrobaczenie
Zaszczepiona trójka: Igor, Hela i Mela. Fot. Paula Sawczak

Zaszczepiona trójka: Igor, Hela i Mela.

Przesyłam kilka aktualnych zdjęć w załączniku. Może już widać a może nie... ale nasze maluchy ślicznie rosną! Helenka waży już 3,15 kg a Mela 3,45 kg Chłopcy już dawno przekroczyli 4 kg ale dziewczyny jeszcze 3 miesiące temu ważyły po 2 kg z haczykiem. Hypoalergiczna karma im służy No i te przekąski, o które miauczą każdego rana...
Pozdrawiamy serdecznie całą szóstką
Paula Sawczak”

Wspaniale takie listy się czyta. Pani Paulo, dziękujemy i serdecznie wszyscy całą szóstkę pozdrawiamy :)

Zdjęcia: Paula i Łukasz Sawczakowie

19:32, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 lutego 2010
Bambusowe koraliki, czyli o czym trzeba zapomnieć

List z podwórka Heli i Meli przyszedł kilka dni temu, ale zagoniona w pracy na śmierć o nim zapomniałam. Dziś nadrabiam więc zaległości. Oto, co pisze Pani Paula Sawczak:
„Od razu na wstępie chciałabym przeprosić za milczenie; nie miałam czasu tak po prostu usiąść i spokojnie pokontemplować naszego życia a do tego opisać, co się w nim dzieje... Ostatnio szalony okres w pracy, więc tylko "z doskoku" przeglądam sobie Kocie Podwórko i wróżę Yetiemu szybką adopcję, bo wyjątkowo śliczny chłopak! I fajnie, że Fidel też znalazł dom, choć przyznaję, miałam nadzieję, że zgłosi się poprzedni właściciel... A propos adopcji - chciałam też spytać: co z Mają? Tą trzyłapą koteczką o ujmującym sposobie bycia? Jak się miewa? Czy być może znalazła kochający domek?

Literaci: Charon i Mela. Fot. Paula Sawczak

Literaci: Charon i Mela.

Z kolei nasz kochający domek - jak zwykle - do góry nogami Cztery koty naraz to nie przelewki... Przyznaję, że patrzę czasem z lekką zazdrością na wnętrza mieszkań znajomych, gdzie wiszą firanki, na stole stoją kwiaty w wazonie a tapicerka mebli wygląda... normalnie... Szybko jednak odrzucam tę zazdrość i mówię sobie, że nie można mieć wszystkiego. A wybór pomiędzy firankami a naszą gromadką jest oczywisty. Początkowo, świeżo po zamieszkaniu razem, nie mieliśmy zbyt wielu sprzętów, mebli ani ozdób w mieszkaniu. A potem "nastały" koty i trzeba było już z rozwagą urządzać gniazdko. Wiem jednak, że trzeba dać dzieciakom trochę czasu na wyrośnięcie z figli a wtedy to i te firanki zawisną w oknach.

Panienka z okienka, czyli Mela. Fot. Paula Sawczak

Panienka z okienka, czyli Mela.

Pochodzę z domu, gdzie zawsze był przynajmniej jeden kot, więc wiem, że w pewnym wieku te zwierzaki już nie zawracają sobie głowy dewastacją mieszkania. Aczkolwiek do dziś u rodziców, gdzie rządzi 17-letnia kotka E.T. - postrach wszystkich gości (i większości rodziny), kot z tzw. "charakterem" - stawianie wazonów z kwiatami należy do posunięć ryzykownych. Kotka bardzo lubi podgryzać rośliny, bawić się wstążkami, celofanem a w końcu badać wpływ grawitacji na chwiejące się przedmioty. Niemniej podkreślam z całą stanowczością - choćby się czasem tęskniło za zasłoną z bambusowych koralików, to nie oddałabym moich futrzaków za nic. Naprawdę - za nic.

Może to nudne, ale niech w takim razie zawsze będę nudna, jeśli ma to oznaczać, że u nas - nic nowego. Czyli innymi słowy: po staremu dobrze.

Piękna Helena. Fot. Paula Sawczak

Piękna Helena.

Jak tak dalej pójdzie, to w przyszłym tygodniu wreszcie zaszczepimy całą czwórkę. Helcia i Melanka mają co prawda lekko załzawione oczka, ale pan doktor powiedział, że one już tak po prostu będą miały, że należy zwracać uwagę, czy ta wydzielina nie mętnieje - bo wtedy oznacza to stan zapalny - i, jeśli jest jej zbyt dużo, przecierać oczka solą fizjologiczną. Małe rosną i tyją, świetnie już dogadują się z chłopakami i wygląda na to, że wreszcie wszystko się poukładało.

Chciałam jeszcze raz wspomnieć o tej domniemanej ślepocie Meli. Na pewno kotka gorzej widzi, niż pozostałe koty, ale mimo ciągłych obserwacji od ponad dwóch miesięcy, nie zauważamy, żeby była zupełnie ślepa. Ba! Gdyby nie te białe plamy na oczach, nie zorientowalibyśmy się, że mała może mieć jakikolwiek problem z widzeniem. Ostatnio mąż bawił się z kotami puszczając im "zajączki" po ścianach i podłodze. I zarówno Charon, jak i Mela, biegali za plamką światła aż opadli z sił. To chyba jedyna zabawa grupowa, którą da się zorganizować z Melą na dłużej. Dziewczyna jest nieubłagana, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju "namacalne" zabawki - wędkę, kulkę papieru, sznurek... Gdy już chwyci - a chwyta błyskawicznie, jak prawdziwy koci łowca - to nie puszcza. Inne koty nie mają co liczyć na zabawę, bo Melka trzyma mocno i zabiera zabawkę, żeby się nią nacieszyć w pojedynkę. A "zajączka" złapać się nie da, za to można go długo gonić... a przecież o to chodzi

Co do wzroku Heli, to od początku wiadomo było, że nie ma się czym martwić, bo jednooki kot nie ma problemów nawet, gdyby żył dziko. Podejrzewam jednak, że Helcia też widzi na to "zamglone" oczko; może nie tak dobrze, jak na to drugie, ale chyba zupełnie ślepe to jej prawe oczko nie jest. Właśnie wspięła mi się na kolana, chyba czuje, że o niej piszę Okropny "przeszkadzacz" z niej, bo jak już jest na kolanach, to oczekuje pieszczot i ociera się o moje ręce, klawiaturę, wskakuje przed ekran i pomiaukuje. Przyzwyczaiłam się już jednak dawno, że czasem trzeba oderwać się od pracy i po prostu potulić swoje koty, okazać im miłość, nie tylko nakarmić i oczyścić kuwetki. I w najmniejszym stopniu tego odrywania mnie od pracy nie mam im za złe.

Jak już będziemy po szczepieniach, napiszę jak nam poszło, jak się kociaki czują. Proszę trzymać kciuki, żeby udało nam się to wreszcie w przyszłym tygodniu.

Tymczasem pozdrawiamy całą rodziną - Panią, Magdę i kocich domowników i podwórkowiczów
Paula Sawczak”

Dobrze się takie listy czyta, prawda? Na koniec jedno wyjaśnienie. Maja to kotka bez ogonka i łapki z urazem kręgosłupa, która mieszka u Pani Doktor Joanny Rabiegi w lecznicy „Pies, czyli Kot”. Robiłąm już jej zdjęcia, ale są kiepskie. Wkrótce będę u Doktor Joanny z Yetim, wtedy sesję Majki powtórzę i wszystkim tę kociczkę pokażę. Byłoby super znaleźć jej dom…

Zdjęcia: Paula Sawczak

11:19, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (3) »
środa, 20 stycznia 2010
Futrzaków leczenie i rozpieszczanie

Z wrocławskiego podwórka nadeszły do nas superwieści. Oto mail od Pani Pauli (chyba nie muszę przypominać, że to z Nią, Jej Mężem, Charonem i Igorem mieszkają teraz Hela i Mela :)?).

„Wszystkie nasze koty kończą leczenie! Jeszcze tylko Mela przez tydzień będzie smarowana na oczkach maścią, ale pan doktor powiedział, że nawet nie trzeba przychodzić do kontroli, bo mała wygląda bardzo dobrze i ten tydzień leku to tylko po to, żeby ugruntować pożądany stan. Więc maluchy teraz przyjmują tylko tran na wzmocnienie odporności i, jeśli wszystko będzie szło w obecnym kierunku, za trzy tygodnie wreszcie zostaną zaszczepione. Cieszymy się z mężem, że wreszcie odstawiamy różne specyfiki, których koty nie lubią, które je stresują - mimo, że przecież są dla ich dobra... - i zostaje nam już tylko rozpieszczanie tych futrzaków. :)”

Igor (w głębi) i Hela. Fot. Paula Sawczak

Igor (w głębi) i Hela.

Mela i Charon na leżaku - jak napisała Pani Paula. Fot. Paula Sawczak

Mela i Charon na leżaku - jak napisała Pani Paula.

Tu jeszcze króciutkie wyjaśnienie. Na początku stycznia dom Pani Pauli zamienił się w kocio-ludzki szpital. Zachorowała Pani Paula i trzy koty: Charon, Igor i Mela. Tylko Hela trzymała się zdrowo, ale z kolei u niej objawił się na brzuszku maleńki guzek. Okazało się, że to przepuklinka. Igor i Charon dostali antybiotyki i osłonowo Lakcid, a Mela maść z antybiotykiem do oczu.

Na szczęście, jak napisała Pani Paula, guzek Heli jest niegroźny, ale kotka cały czas jest teraz obserwowana. „Zresztą trudno, żeby nie była, bo niemal non stop okupuje moje kolana :) - napisała Pani Paula. - Jest zazdrosna o każde moje pieszczoty z innym kotem i jak tylko zobaczy, ba! usłyszy, że głaszczę siostrzyczkę lub braciszków, przerywa najtwardszy nawet sen i z krzykiem do mnie przybiega :) Chłopaki dają się przepędzić, ale Mela niewiele sobie robi z Heli niezadowolenia. Któregoś dnia skończyło się na tym, że Mela ułożyła mi się na kolanach w taki sposób, że już nie było miejsca dla Heli - ta próbowała zepchnąć siostrę, ale ostatecznie położyła się na niej. I spały tak piętrowo :)”.

Mela bardzo dała się we znaki podczas aplikacji maści. „Wyrywa się i wierzga a raczej wije się jak fretka :). (...) Przy podawaniu leku w maści jestem cała ja i pół kota, ale tylko ta połowa, na której nie ma oczek... ” - pożaliła mi się Pani Paula. I natychmiast dodała: „Muszę jednak przyznać, że żaden z naszych kotków nie wygląda na chorego. Wszystkim dopisuje apetyt i wszystkie cztery wykazują niesłabnącą ochotę na zabawę. I - co bardzo nas cieszy - bawią się razem :)”

To tyle wieści z wrocławskiego podwórka na dziś. Pozdrawiamy całą Rodzinkę. :)

Zdjęcia: Paula Sawczak

12:45, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (4) »
czwartek, 31 grudnia 2009
Sylwestrowo od wrocławian i o wrocławiankach :)

Dziś dostałam kolejny wspaniały list - tym razem z Wrocławia. Pewnie już domyślacie się, że to od Państwa Pauli i Łukasza Sawczaków, opiekunów Heli, Meli, Igora i Charona. Przytaczam go w całości nie z lenistwa, tylko dla jego urody i poczynionych w nim obserwacji. Oto list:

"Dzień dobry Pani Joanno.
Nie mogę się przestać uśmiechać po przeczytaniu Pani ostatniego wpisu na blogu :) Chodzi mi o Diabła i jego kuwetkowe zwyczaje. Nasze dziewczyny po przybyciu do nowego domu, czyli do nas, załatwiały się tak samo! Bardzo to było pocieszne, zwłaszcza w wydaniu Meli, która czasem próbowała nawet trzema łapkami być "na zewnątrz", co było dość trudne, zważywszy na czynność, wysokość ścian kuwety i gabaryty malucha :) Teraz, nauczone przez starszych "braci", korzystają z kuwet w tradycyjny sposób. Ale... nie tylko. Jedną z ulubionych zabaw, której nauczyły też starszych chłopaków, jest "wyturliwanie" drewnianych kołeczków (żwirki, piaski się nie sprawdziły u naszych kocurów) na podłogę a potem ganianie za nimi po całym mieszkaniu. Odmianą tego sportu jest tarzanie się w kuwecie, zasypanej, ale jeszcze oczywiście nie użytej. Mistrzem w tej dziedzinie stał się, o dziwo, Charon, który robi więcej bałaganu, niż nasz przodujący siewca chaosu, Mela.

Od lewej: Mela, Hela, Igor i Charon podczas wspomnianej przez Panią Paulę kuwetowej zabawy

Od lewej: Mela, Hela, Igor i Charon podczas wspomnianej przez Panią Paulę kuwetowej zabawy

U nas, na szczęście, wiele się nie zmienia. Czyli koty rosną, zdrowieją i - odpukać - nie przysparzają poważniejszych kłopotów. Za to dają wiele radości i ciepła. Hela właśnie mi tu zaskrzeczała, żeby Panią pozdrowić :) Pozostała trójka do pozdrowień się dołącza. A ja ze swej strony życzę, by wszelkie troski i problemy zostały w 2009 roku a Nowy 2010 Rok przyniósł wiele wspaniałych chwil, powodzenie we wszystkich działaniach i dużo pozytywnego mruczenia wokół. Ten rok będzie należał do Kotów! W końcu Chińczycy nazwali go Rokiem Tygrysa... ;)
Pozdrawiamy serdecznie
Paula i Łukasz"

No i co, nie miałam racji? :D

A co do życzeń... Niech Nowy - 2010 - Rok będzie lepszy i piękniejszy od wszystkich dotychczasowych lat. Niech przyniesie Państwu - i wszystkim Czytelnikom tego bloga - prawdziwie szczęśliwe wydarzenia i spotkania z dobrymi ludźmi. Pani Pauli i Łukaszowi życzę, by nigdy nie przestali być wariatami (podobno tak niektórzy na Państwa patrzą), bo dzięki takim ludziom jak Wy świat jest lepszy.

Zdaje się uderzyłam w tony patetyczne :) proszę mi wybaczyć. Raz w roku można chyba. A teraz prościej: wszystkim - ludziom i zwierzętom - szczęścia, zdrowia i radości. I obyśmy za rok znów mogli sobie życzyć tego samego :)

21:43, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 grudnia 2009
I tak bez końca, czyli kocie dolegliwości

Ten list bardzo mnie zasmucił. Hela i Mela najwyraźniej przywlokły do Państwa Sawczaków jakąś infekcję, na którą po kolei zapadli Igor i Charon. Mam jednak nadzieję, że to już koniec takich niespodzianek. Oto list Pani Pauli z 21 grudnia:

„(…) U nas... cóż, niewesoło :( Po tym, jak pochorował się Igor - do dziś nie wiadomo na co - przyszła kolej na naszego wrażliwca, Charona. Od kilku dni miał odruch wymiotny, był osowiały, ale jadł normalnie, pił, mruczał... Pomyśleliśmy, że skoro tak zimno na dworze, nie będziemy go wynosić do weterynarza, zwłaszcza, że z każdym stresem kotom spada odporność. Postanowiliśmy przeczekać, że może to nic takiego. No i wielki błąd! :( Charon ma zapalenie gardła i oskrzeli. Pojechaliśmy w niedzielę do dyżurnego lekarza, bo sprawa przybrała już niebezpieczny obrót - kot najwyraźniej miał gorączkę i bardzo ciężko oddychał. Od wczoraj zatem trwa kuracja Charona i jest już dużo lepiej. Rano byliśmy nawet na prześwietleniu klatki piersiowej, żeby wykluczyć zapalenie płuc. Nie wiadomo właściwie skąd to choróbsko się przypałętało. Możliwe, że jednak "winne" są Hela i Mela. Ale nie jest to ważne, zresztą, jak wspominałam, wiedzieliśmy, że jest takie ryzyko, więc obserwujemy wszystkie koty dokładnie. Właściwie Charonek tak dzielnie znosi chorobę, tak ładnie je a czasem nawet się bawi, że prawdopodobnie gdyby nie obecność dziewczynek, nie zareagowalibyśmy odpowiednio wcześnie. Cóż, i tak za późno, jak się okazuje... Nie mogę sobie wybaczyć tej opieszałości, zwłaszcza, że płaci za nią kotek. Nie skupiam się jednak na biciu się w pierś; leczymy chłopaka, są już rezultaty, więc optymistycznie patrzymy w przyszłość.

Typowy podział. Hela z Cjaronem, Mela z Igorem

Typowy podział. Hela z Charonem, Mela z Igorem

Mela artystycznieHelka i Melka za to mają się - odpukać - świetnie. W zasadzie wszystkie problemy z infekcjami oczu minęły a po trudnościach w akceptacji nowego domku nie ma najmniejszego śladu. Hela nadal z rezerwą odnosi się do męża, ale ja to tłumaczę tym, że po prostu woli mnie ;) To taki moj mały cień, który wszędzie za mną chodzi - a najchętniej do kuchni - i ciągle opowiada coś tym swoim skrzekliwym głosem. Uwielbia pieszczoty, zwłaszcza poranne powitanie i nadal jest przodującym żarłokiem w naszym domu. Mam nadzieję, że utuczy się troszkę, bo ciągle jest chudsza od Meli. Niby większa, ale jednak bardziej koścista. Mela za to nie ma dystansu do nikogo i do niczego, dom traktuje jak oczywistą własność a nas jak oczywiste leżaki i drapaki. Ja dodatkowo jestem dystrybutorem jadła, często omiaukiwanym, że zbyt powolnym i skąpym. Gdy tylko się zbliżamy - mruczy :) Podobnie zresztą Hela, która w chwilach uniesienia aż pojękuje w mruku - kolejny odgłos, który ciężko opisać i który jest charakterystyczny dla tej kotki.”
Pani Paulo, proszę nie czynić sobie wyrzutów z powodu "opieszałości". Najważniejsze, że Charon jest leczony :)

Mela na budce, Hela idzie a Charon i Igor obserwują

10:49, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Komentarze (3) »
Smakowanie życia

Hela i Mela rozrabiają. Na szczęście ich opiekunowie mają dużo cierpliwości :). Oto list Pani Pauli z 15 grudnia:
„Muszę przyznać, że rozbawiła mnie historia z Elegantem :) Ale... nie zdziwiła! Jak pierwszy raz zobaczyłam jego zdjęcie na blogu, od razu pomyślałam "jaki piękny kocur!". A potem czytam, że to dziewczyna... A to jednak chłopak! :) Ma Pani zatem parkę. Cóż, ja mam dwie ;)))
Igor. Jeszcze łezka w oku, ale już pomaga Pani Pauli w pracyNasze koty - odpukać - czują się już dużo lepiej. Ostatnimi czasy w zasadzie najwięcej zmartwień przysparzał nam Igor. Chodził smutny, nie bawił się tak wesoło jak zazwyczaj, czasem kichnął albo łzawił z oczka. Zabieraliśmy go na noc do sypialni, żeby odpoczywał od harcujących w nocy dziewczynek. Dzisiaj jednak to Igor zrzucał nam lampki nocne na głowy w środku nocy, więc go grzecznie wyprosiliśmy, odczytując jego zachowanie jako objaw zdrowia. Na potwierdzenie naszych wniosków, z samego rana kocur zafundował nam słynny "jogging", aktywnością i długością trwania nadrabiając poprzednie apatyczne dni.

Obecnie zatem wszystkie cztery koty biorą tylko Immunodol na podniesienie odporności. Mela skończyła swój antybiotyk, kropelek do oczu też już nie potrzebuje. Troszkę łzawi, podobnie Hela, ale już nie występuje ropa. Poza tym dziewczynki bawią się jak typowe zdrowe kociaki, apetyt mają obie imponujący, więc jestem dobrej myśli. Jutro jeszcze kontrola, tak na wszelki wypadek, no i żeby wrócić do tematu szczepień. W grudniu powinna zostać zaszczepiona cała kocia ekipa.

Mela w budce, Hela na kolanach u Pani Pauli

Mela w budce, Hela na kolanach u Pani Pauli

Maluchy, tak jak wspominałam wcześniej, co zresztą zostało uwiecznione na zdjęciu, to straszne łakomczuchy :) Wczoraj porwały kawał mięsa, który odłożyłam mężowi na wieczór, kiedy wróci z pracy. Wystarczyła chwila nieuwagi - i kotlet znalazł się na podłodze. Któregoś dnia Hela porwała z kanapki plaster sera, innego znów została przyłapana na zachłannym chłeptaniu kakao.

Misja

Misja "ukraść kawałek kalafiora" zakończona powodzeniem

Dziewczyny nie pogardzą niczym, co jadalne i zakazane; wyturlały z talerza kawałek kalafiora, Mela ukradła nawet czekoladkę w papierku i zastanawiała się nad spróbowaniem kawy. Odzwyczailiśmy się trochę, muszę przyznać, od czujności na każdym kroku. Z Charonem nie ma i nigdy nie było problemu, jeśli chodzi o wyjadanie z talerza. To również jest uwiecznione na zdjęciu - on sobie po prostu siedzi na fotelu, gdy pozostałe koty pałaszują kalafiora. Ten kot był zawsze pełen pogardy wobec łakomstwa Igora, który potrafił zjeść np. pomidora. Z Igorem jednak też zaczęliśmy sobie radzić i w zasadzie, jeśli nie zorganizuje mu się specjalnych warunków do podkradania jedzenia - czyli nie zostawi się go na naprawdę długo samego z czymś apetycznie pachnącym - to też już tego nie robi. Nasze koty karmione są tylko specjalną karmą a urozmaicamy im posiłki kocim mleczkiem lub karmą mokrą. Podyktowane jest to, owszem, wygodą, ale przede wszystkim koniecznością trzymania diety delikatnemu Charonowi, który musi jadać chrupki dla alergików. Karmimy zatem całe stadko tą karmą i na nowo staliśmy się czujni wobec małych łakomczuchów, żeby sobie tym łakomstwem nie zaszkodziły :)

Na pierwszym planie Charon, Hela na kolanach, Mela na budce i Igor - obserwator

Na pierwszym planie Charon, Hela na kolanach, Mela na budce i Igor, obserwator

A poza tym, że łakomczuchy, to straszliwe pieszczochy :) Kiedy tylko usiądę, Mela wyrasta jak spod ziemi i sadowi mi się na kolanach. Czy to przy biurku przy pracy, czy przy stole, czy żeby odpocząć - kot musi na mnie być :) Stanowi to pewien problem, bo do tej pory robił to Charonek i wydaje się być trochę zazdrosny. Ustępuje Meli, ale czasem patrzy na nią w taki dziwny sposób spod przymrużonych powiek... :) Staram się "dzielić swoje kolana" równo pomiędzy wszystkie koty, więc czasem Melę po prostu gdzieś odkładam i biorę na ręce jednego z pozostałych kotów. Zwłaszcza Helę trzeba ośmielać, bo ona sama, owszem, chodzi z mną często krok w krok, ale rzadko włazi na mnie tak bezceremonialnie jak Mela. Jak już się jednak Helenkę "rozgłaszcze" a ona się rozmruczy, to chodzi po mnie jakbym była kocim drzewkiem :) Niby takie podobne - z wyglądu - te siostrzyczki a jednak zupełnie różne. Hela jest delikatna, płocha i nieśmiała. A przy tym gadułka, maruda i nieprzeciętny łakomczuch (żeby nie powiedzieć "żarłok"! tej kotce puszczają wszelkie hamulce, gdy w grę wchodzi coś do jedzenia). I pieszczocha - ale tu już taka sama jak Mela. Która z kolei jest odważna, zaczepna i wręcz agresywna; w zabawie potrafi mocno podrapać a nawet pogryźć. Któregoś dnia bawiła się na moich kolanach i nagle tak mnie ugryzła w nogę, że mimo spodni, zostawiła na niej krwawy ślad i siniak. Ktoś by się mocno zdziwił, myśląc, że to bezbronny ślepy kociak... :)”

Dziewczyny po domowemu :)

Dziewczyny po domowemu :)

10:22, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Dodaj komentarz »
Porządki po Świętach, czyli chwile słabości

Dostałam w grudniu trzy kolejne piękne listy od Pani Pauli i… do tej pory ich nie opublikowałam na blogu. A są o słabościach – nie tylko kocich, także ludzkich. Chyba każdy, kto opiekuje się kotami, coś takiego przeżył. W ramach poświątecznych porządków nadrabiam więc wszelkie zaległości. Oto list z 12 grudnia (jeszcze dziś w kolejnych wejściach zamieszczę następne):

„(…) Z naszą Melą już dużo lepiej. Do jutra włącznie bierze antybiotyk, ale wygląda na to, że na tym się skończy. Jeszcze kilka razy dostanie kropelki do oczu i mam nadzieję, że to też wystarczy, bo zakrapianie tej jędzulki jest wyjątkowo trudne. Właśnie wchodzi mi na klawiaturę, jakby chciała dodać coś od siebie, np. "a wyobraź sobie, jakie to jest nieprzyjemne dla mnie!" :) Siedzi mi teraz na kolanach i mruczy... Jest słodka, uwielbia się przytulać i być głaskaną.

Kłębowisko czarnych kotów: Charon przy oparciu, Mela leży, a Hela jeszcze stoi.

Kłębowisko czarnych kotów: Charon przy oparciu, Mela leży, a Hela jeszcze stoi.

Co ciekawe, Hela również objawiła naturę Pieszczocha i to przez duże "P" właśnie. Oswoiła się już z nami wszystkimi i chętnie przychodzi po pieszczoty. Kocim zmysłem oczywiście wyczuwa, kiedy mam zamiar podać jej tabletkę albo kropelki (dziś rano dostała ostatni raz Tobrex - i oby na tym się skończyło!) i wtedy trzeba ją ganiać po całym mieszkaniu. Ale gdy już zacznie się ją głaskać i drapać... Co ten kot wyprawia! Kręci się, wierci, ociera, wygina - a mruczy przy tym! Jak większość odgłosów, które Hela wydaje, również mruczenie jest niezwykłe - głośne, przejmujące, aż z pomiaukiwaniem z rozkoszy :) Od początku wiedziałam, że to wspaniały kociak potrzebujący miłości, ale na początek czasu, żeby się przyzwyczaić do nowych warunków. Dwa tygodnie minęły i ze spłoszonego mefita przemykającego chyłkiem z brzuszkiem przy ziemi, Helenka przeistoczyła się w pieszczocha, który tak się pręży i tak zapomina, że niejednokrotnie spada z kolan przy głaskaniu.


Mela, Igor, Hela

Mela, Igor i Hela (zgodnie z ruchem wskazówek zegara)

Z naszym Igorkiem też już lepiej. Zdaje się, że nie wspominałam Pani, że chłopak nam się pochorował na początku tygodnia. I właściwie trudno stwierdzić - na co. Ni stąd ni zowąd zaczął się dziwnie zachowywać: stał się osowiały a na zaczepki pozostałych kotów reagował prychaniem. To było zupełnie do niego niepodobne. Zaczęliśmy więc baczniej mu się przyglądać, ale nic niepokojącego poza tymi zmienionymi reakcjami wobec "rodzeństwa" nie zaobserwowaliśmy. Pytałam naszą panią doktor, czy to może jakaś spóźniona reakcja na przybycie nowych domowniczek, ale trudno było coś powiedzieć bez badania kota. Zaniosłam więc Igora do gabinetu i okazało się, że ma gorączkę. Lekka tkliwość brzuszka, ale poza tym nic. Codziennie więc nosiłam go na badanie, ale nowe objawy się nie pojawiły. Może to i dobrze, ale w sumie nie wiadomo co mu było. Dostał zastrzyki przeciwzapalne i na zmniejszenie gorączki i powoli wracał do siebie. Teraz, po tygodniu, możemy powiedzieć, że już z nim w porządku - zachowuje się normalnie i ma prawidłową temperaturę. Ale za to teraz wszystkie koty - z Charonem włącznie - łykają Immunodol na zwiększenie odporności.

Po parapetach i oparciach foteli obie kotki chodzą równie swobodnie jak po podłodze

Po parapetach i oparciach foteli obie kotki chodzą równie swobodnie jak po podłodze

Co tam słychać na świecie za oknem?

Co tam słychać na świecie za oknem?

Co tam słychać na świecie za oknem?

Prosiła Pani o jakieś historie związane z Igorem...(…) Od początku Igor był okazem zdrowia i witalności; z typowym kocim okrucieństwem wykorzystywał swą przewagę fizyczną nad chorowitym swego czasu Charonem. Przy szlachetnym wyglądzie rasowego samca rozpłodowego jest zabawnie gapowaty, uwielbia grzebać w śmieciach a bez Charona w zasięgu wzroku - płacze (podobnie jak Hela bez Meli). Jest jedynym (sic!) kotem w naszym domu, który chodzi po "najwyższych kondygnacjach", czyli po szafach. Lubi sobie przycupnąć na wysokościach i obserwować pozostałą część "stada" z wysoka, przysypiając z - daję głowę! - uśmieszkiem na pyszczku :) Czasem zaś spaceruje po tych szafach i śpiewa. Wspominałam już, że to gadatliwy kot - znów podobieństwo z Helą. W weekendowe poranki, kiedy nie wstajemy wcześnie do pracy, Igor daje wyraz swojemu niezadowoleniu i tęsknocie. Irytuje go, gdy zbyt długo jesteśmy zamknięci w sypialni, więc staje pod drzwiami i "gada" :) Kiedy to nie skutkuje i nie wychodzimy, zaczyna się "jogging" - jak do tej pory, nie poznaliśmy żadnego kota, który by coś takiego uprawiał. Igor staje na tylnych łapkach, a przednimi "biega" po drzwiach. Nie jest to zwykłe drapanie, on zresztą nie używa do tego pazurów. Po prostu przebiera łapkami w miejscu, czyniąc oczywiście irytujący hałas, który w końcu wyciąga nas z łóżka :) Zauważyłam, że Hela i Mela z podejrzanie zafascynowanymi pyszczkami obserwują "jogging" Igora (czasem odbywa się on np. na szybie, kiedy za oknem siedzi ptaszek)... Co to będzie, gdy będziemy mieli w domu trzech biegaczy?! :)
Przyznaję, że były chwile słabości, kiedy po ciężkim dniu trzeba było wieczorem złapać mefity i zakropić im oczka. Człowiek chciałby po prostu paść do łóżka, a tu trzeba biegać za maluchami, które przecież są o niebo zwinniejsze od nas, chwytać je i gwałtem leczyć te biedne oczy, które mimo leków, ciągle ropieją, łzawią... "Łzawiłam" już razem z nimi, pragnąc, żeby po prostu były zdrowe, dobrze się czuły, żeby już nie trzeba było zadawać im cierpień... Te chwile słabości jednak mijają, kiedy w końcu zaczynają być widoczne efekty leczenia. No i oczywiście w ciągu dnia, kiedy można obserwować bawiące się stadko albo kiedy pałaszują świeżo podaną karmę. Moim ulubionym momentem jednak jest "wyjście z sypialni" :) Pisałam już na pewno, że oboje z mężem jesteśmy alergikami (w tym mamy uczulenie na koty...), więc zachowując resztki rozsądku w naszym kocim domu, azylem dla nas, do którego nie mają wstępu (prawie wcale...;)) koty, uczyniliśmy sypialnię. Więc kiedy wychodzę rano z pokoju, kiedy koty są stęsknione po całej nocy beze mnie - przybiegają wszystkie cztery i wszystkie cztery mruczą, ocierają się, nie pozwalają przejść, bo plączą się pod nogami i przewracają na plecki wystawiając brzuszki do głaskania... To naprawdę jest jedyne w swoim rodzaju :)”

Zdjęcia: Paula Sawczak

09:00, joannagrabowska_net , Hela i Mela
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3