| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
wtorek, 25 grudnia 2012
Mikołaj był na Kocim... :)

Drodzy Czytelnicy Kociego...

wprawdzie tegoroczne Święta osiągnęły już półmetek, to jednak - choć mocno spóźniona - i tak złożę Wam życzenia:

Niech w Waszych domach zagości spokój i radość,

Niech Wasze Rodziny i zwierzyńce docenią Waszą obecność,

Niech Wasze myśli, troska i pamięć o najbliższych sprawią, że wszystkim będzie cieplej.

Życzy Wam tego również całe Kocie podwórko.

I zarazem dziękuje: za pamięć, za życzenia i prezenty. Pani Beato, Pani Justyno - serdeczne dzięki za puszki i saszetki karmy.

czwartek, 06 grudnia 2012
Janioł 2012 :)

Wczoraj obdarowała mnie nim Ela Piotrowska z Radia Eska. Wkleiła go na moją ścianę na FB. A ja dzielę się nim z Janką i Jej Rodziną. Bez Nich nic bym nie mogła zrobić na Kocim...

Janioł 2012

A za co ten Janioł?

"Janioł 2012 dla tych co walczą o zwierzaki
Jeżeli uważasz, że Ktoś z Twoich Znajomych jest Janiołem, wstaw mu na tablicę.
Taki drobny upominek pod koniec roku u wyrazy wdzięczności dla Tych co mają Serce dla Zwierząt i że wspólnie walczymy o to samo...
"

Janka nie udziela się na FB. Tylko dlatego więc pokazuję tego Janioła na blogu.

Elu-Esko, dzięki za pamięć, choć podtrzymuję to, co napisałam na FB - ja sama nie zasługuję. Janka - tak.

sobota, 24 grudnia 2011
Świątecznie i serdecznie :)

Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie Magda - znów mnie wyręczyła i zrobiła tę kartkę świąteczną. Zamieszczam ją zatem z najgorętszymi i najserdeczniejszymi uściskami dla wszystkich Czytelników Kociego podwórka :)

Wszystkiego najlepszego... ;) Fot. Magda Grabowska

Aaaaa... zapomniałam powiedzieć: Tekla ma dom. To superwiadomość na gwiazdkę :)

O niej i o wielu innych wydarzeniach wkrótce napiszę :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Kocie pozdrowienia

Kiedy Basia Deroin zobaczyła na blogu dzisiejszą notkę o "paryskich gościach" podesłała nam jeszcze swoje "Kocie pozdrowienia". Napisała, że to są koty z różnych stron świata. Sama je kiedyś sfotografowała a teraz specjalnie dla nas skleiła w jedną pocztówkę. Prosiła o przekazanie ich wszystkim kotolubnym ludziom, którzy zaglądają na ten blog.

A ja z przyjemnością te pozdrowienia zamieszczam :)

Kocie pozdorwienia od Basi Deroin

Następna notka będzie o kotach z Kociego.. w Łodzi. Właśnie się umówiłam z Janką na rozmowę...

Mamy gości z Paryża

Robi się międzynarodowo na Kocim podwórku. :) Pragnę Wam przedstawić pewną parkę dachowców z Paryża.

Oto Wisznu, a niżej - Rustine:

Wishnu. Fot. Barbara Deroin

Wisznu. Gdyby nie ten czarny nosek, byłby trochę podobny do Henia...

Rustine. Fot. Barbara Deroin

Rustine.

Kilka dni temu, Basia Deroin, bardzo fajna fotografka i reportażystka z Paryża, przysłała mi zdjęcia dwóch kotów, które przed laty przygarnęła Jej koleżanka Claire. Wiecie o czym to świadczy? Ano o tym, że przyjaciół podwórkowców na całym świecie jest pełno :). Aż się milej na duszy robi, prawda?

O obu kotach Claire Basia napisała mi tak:

Wishnu ma 12 lat. Claire dostała go koleżanki jak był malutki. Ale płakał, kiedy go zostawiała samego w domu. Rok później w domu Claire zjawiła się Rustine, która ma 11 lat. Ta sama koleżanka znalazła ją na ulicy. Od tej pory Wishnu przestał płakać. Rustine jest trochę strachliwa i widać, że cierpiała głód, bo do tej pory rzuca się na jedzenie jakby jej miało zabraknąć. Podobno dzień przed otrzymaniem Rustine, Claire śnił się tygrysi kotek. Ot i cała historia tych dwóch sympatycznych kociaków.”

A skąd się wzięło imię Wisznu, czy też - jak pisze Basia - Wishnu?

Otóż Claire często bywa w Indiach. Ponieważ jest urzeczona tym krajem i chciała go jeszcze lepiej poznać, sama nauczyła się nawet hindi. A Wishnu, czyli Wisznu ;), to obok Brahmy i Sziwy trzecie bóstwo w hinduizmie.

Jak wyczytałam w internecie, Wisznu ma sześć doskonałości: wiedzę, majętność, siłę, sławę, piękno i wyrzeczenie.

Co do piękna – bez dwóch zdań - sprawdza się, o pozostałych doskonałościach ani Basia, ani Clair nie wspomniały, ale zapewne kocur także je posiada. ;)

Najwyraźniej wszystkie koty najpiękniejszej rasy europejskiej gustują w pudełkach...:) Fot. Barbara Deroin

Najwyraźniej wszystkie koty najpiekniejszej rasy europejskiej gustują w pudełkach...:)

Rustine. Fot. Barbara DeroinI jeszcze kilka słów o Basi. Pochodzi z Polski, ale od lat mieszka we Francji. Była przewodnikiem turystycznym, teraz jest fotografką i reporterką. Podróżuje po świecie i fotografuje różne zakątki. Swoje prace pokazuje na wystawach. Właśnie przygotowuje wystawę z Syrii. To tam się poznałyśmy. Pewnego dnia ostatniej jesieni skoro świt (chyba około 6 rano) spotkałyśmy się przypadkiem przed świątynią Bela w Palmyrze. I Ona, i ja z koleżankami dziennikarkami z Polski, chciałyśmy zobaczyć ruiny tego starożytnego miasta o wschodzie słońca. Warto było. Nie tylko zobaczyłam ruiny w niezwykłym słońcu, ale także – a może przede wszystkim – poznałam Basię, z którą korespondujemy sobie do dziś. We wrześniu Basia jedzie do Mongolii. Prawie na miesiąc... Bardzo ciekawa jestem Jej zdjęć i wrażeń.

Zdjęcia: Barbara Deroin

poniedziałek, 25 lipca 2011
Diabeł i Tot znów w domu

Odkąd Dezyderiusz ma dom - i oczywiście przeniósł się do niego - Diabeł i Tot znowu zagustowali w noclegach u Janki. Zwłaszcza Totek. On i staruszek - jak na podwórkowca - i spokój lubiący, więc gościem w nocy jest częstym. Diabeł - głównie wtedy, gdy na dworze mokro. 

Totek, jak zwykle zaspany. Fot. Łukasz Łucka

Totek, jak zwykle zaspany.

- Wkracza wtedy do domu i wykorzystuje nas w charakterze ręcznika, tak jak kiedyś was - opowiadała mi Janka.

Diabeł nie mógł się zdecydować: wyjść do zdjęcia, czy sie ukryć. Oto jest pytanie... Fot. Łukasz Łucka

Diabeł nie mógł się zdecydować: wyjść do zdjęcia, czy się ukryć? Oto jest pytanie...

Wyszedł...  Fot. Łukasz Łucka

Wyszedł... 

... tylko po to, żeby się po chwili schować. Zawsze był taki trochę pokręcony. Fot. Łukasz Łucka

... ale tylko po to, żeby się po chwili schować. Zawsze był taki trochę pokręcony.:)

Oj, pamiętamy obie z Magdą te mokre i brudne chwile. Bywało tak: burza, deszcz, my wracamy do domu, a tu spod samochodu sąsiada zaparkowanego przed klatką Diabeł wyskakiwał mokry jak nieboskie stworzenie. Natychmiast pchał się nam na kolana, kiedy się przy nim kucało, albo wręcz na ręce. Ale tylko wtedy, kiedy był mokry. Gdy się wytarł, odchodził w sobie znane miejsca, bo już nie byłyśmy mu potrzebne.

W czasie jednej z ostatnich burz w Łodzi tak samo postapił z Janką. - Miałam na sobie akurat białą bluzkę. Kiedy się o nią parę razy otarł już nie była biała. Potem poszedł do Łukasza - na nim również zostawił resztki mokrej sierści. A gdy tylko poczuł, że jest suchy, a na dworze przestało padać, natychmiast wyszedł przez okno w kuchni - opowiadała mi Janka.

Z Totem jest trochę inaczej. Ten, gdy odkrył, że Dezyderego już nie ma, ponownie zaczął regularnie sypiać w domu, bo jemu najbardziej zależy na spokoju. Przy dwóch brykających młokosach - Dzidziusiu i Dezyderym, którzy na dodatek nie mieli żadnego respektu wobec zaawansowanego wiekiem kocura - nie miał najmniejszych szans na odpoczynek w ciszy.

Co innego teraz... :) Żółwie nie hałasują i nie łapia go za ogon.

Zdjęcia: Łukasz Łucka

niedziela, 05 czerwca 2011
Już nie przychodzą pod naszą klatkę

I całe szczęście, bo to oznaczałoby, że były za bardzo z nami związane. Teraz na posiłki grzecznie stawiają się w ogródku pod oknem Janki.

Podczas pożegnalnej sesji grzecznie pozował nam Ryś, Diabełek i Dzidziuś (na zdjęciach niżej). Miła była w lecznicy (bo to był poniedziałek), Tot gdzieś polazł, a Mandaryn jak zwykle przyszedł, gdy zrobiło się ciemno, więc foty nie ma. Fot. Magda Grabowska

Podczas pożegnalnej sesji grzecznie pozował nam Ryś, Diabełek i Dzidziuś (na zdjęciach niżej). Miła była w lecznicy (bo to był poniedziałek), Tot gdzieś polazł, a Mandaryn jak zwykle przyszedł, gdy zrobiło się ciemno, więc foty nie ma

Diabełek. Fot. Magda Grabowska- Miła zawsze przychodzi rano – opowiadała mi wczoraj Janka. - Najada się, daje się trochę pogłaskać i znika gdzieś na cały dzień. Pojawia się dopiero wieczorem na kolacji. Po tej operacji zębów wygląda znacznie lepiej. Nawet się trochę zaokrągliła. Ryś jest na wszystkich posiłkach, ale je mało. Zawsze coś zostawia na talerzyku, choć nie daję mu dużych porcji, żeby jedzenie się nie marnowało. Mandaryn za to przychodzi coraz częściej także w dzień. Siada na oknie i wpatruje się w nie dopóty, dopóki nie dostanie karmy. Potem przychodzi także wieczorem. Nie boi się. Mogę operować miskami tuż przy nim i nie ucieka. Tylko ten Ryś taki nieufny się zrobił... Patrzy na mnie bokiem, jakby pytał, co z wami? Nie pozwala się Dzidziuś. Fot. Magda Grabowskadotknąć, choć widać, że chciałby być pogłaskany. Kiedy jestem za blisko miski odskakuje. Podchodzi, gdy odsuwam się. A Diabeł i Tot są obrażone, bo przeszkadza im w domu obecność Dezyderia. Z nim to najbardziej zaprzyjaźnił się Dzidziuś. Nawet spią w jednym pudełku, które sobie znalazły.

Na szczęście na razie karmy Jance nie brakuje. Zostawiłyśmy jej cały składzik. Ponad 50 dwustugramowych puszek mokrej i około 20 kg suchej. Z myślą o Dezyderiuszu i ewentualnych innych małych kociakach, które mogą trafić do Janki i Jej Rodziny, dałyśmy Jance jeszcze zamykany koszyk piknikowy i dokupiłyśmy jeden plastikowy kontener. Bo ten szmaciany, był już mocno I jeszcze raz Ryś - podczas toalety. Fot. Magda Grabowskanadwyrężony przez inne koty, no i oznakowany przez Małego Elka, kiedy był wieziony na kastrację. Czyściłyśmy go z Janką i szorowałyśmy, wietrzyłyśmy przez długie godziny, ale zapaszek pozostał. Znacznie mniejszy, ale jest. Mam nadzieję jednak, że kontenery nie będą szybko potrzebne.

W lipcu postaramy się zaopatrzyć Kocie podwórko w kolejne partie jedzenia. Postanowiłyśmy z Magdą, że Kocie podwórko nie może ucierpieć z powodu naszego wyjazdu. Zostawienie wszystkiego na głowie Janki i Jej Rodziny byłoby nie fair.

Poza tym pewnie mamy nadzieję choć trochę zagłuszyć w ten sposób nasze wyrzuty sumienia. Że zostawiłyśmy te koty i wyjechałyśmy. - Widać było, że początkowo tęskniły za wami – opowiadała mi jeszcze tydzień temu Janka. - Przychodziły wieczorem pod waszą klatkę i trzeba je było stamtąd wołać na kolację.

Czy muszę dodawać, że i my tęsknimy za Kocim podwórkiem?

Zdjęcia: Magda Grabowska

niedziela, 24 kwietnia 2011
Radości, spokoju i wytchnienia

Planowałyśmy z Magdą przygotować znowu świąteczną kartkę, ale tegoroczna Wielkanoc zaskoczyła nas jak drogowców zima. Nie znaczy to jednak, że życzeń nie będzie:

Drodzy Przyjaciele Kociego podwórka

życzymy Wam

dużo pogody, radości i spokoju w te Święta.

I jeszcze wytchnienia

- od codzienności, od tego co przygnębia i martwi.

ludzie i koty z Kociego podwórka

niedziela, 17 kwietnia 2011
Zapomnieli o moich urodzinach

Henio. Fot. Joanna GrabowskaTo ja, Henio. I to o moich urodzinach zapomniały Mama Magdy i Magda. Przypomniało im się, kiedy dostały maila od Ludzi mojej siostry - Harpii. Ci Ludzie to Pani Magda i Pan Łukasz. Przysłali zdjęcia Harpii z chrupkowym tortem urodzinowym i świeczką. Wiecie, że Harpia tę świeczkę zdmuchnęła? No trochę jej w tym pomogli Pani Magda i Pan Łukasz, ale, zdmuchnęła... A ja nie miałem co zdmuchiwać. Mama Magdy mnie tylko wyściskała, jak wróciła z pracy. Bo oczywiście miała dyżur i do domu wróciła dopiero późnym wieczorem.

Nieoczekiwanie pozwoliła mi dziś przemówić. Może ma wyrzuty sumienia, a może uznała, że jestem wystarczająco dorosły? W końcu mam już rok. I przyjaciół - Elka i Furię. Z Elkiem galopuję często po mieszkaniu, Furię baaardzo lubię. Mama Magdy śmieje się, że wpatruję się w nią maślanymi oczami, tzn. w Furię. Nie wiem, co to według niej znaczy, ale jeśli lubienie, to się nie myli. Furia czasami da mi po nosie, albo pogoni, jak nie ma humoru, ale na przykład wczoraj powąchała mi ogonek, a dziś – nos.

Ludzie Harpijki przysłali jej zdjęcia. Ładna ta moja siostra i zdrowa. Tak napisała Pani Magda. Zresztą, co ja będę gadać, zobaczcie sami:

Harpia. Fot. M. i Ł. Pieczonko

Harpia. Fot. M. i Ł. Pieczonko

Harpia. Fot. M. i Ł. Pieczonko

A tu jestem ja :)

Henryk. Fot. Magda Grabowska

 

Zdjęcia: Łukasz Pieczonko i Magda Grabowska

wtorek, 22 marca 2011
Koty cały czas mruczą dziękczynnie

Obiecywałam tę notkę już tak dawno, że pewnie wiele osób przestało już na nią liczyć... Bardzo przepraszam za zwłokę, ale doba ostatnio jest dla mnie za krótka. Magda miała dosyć ciężką grypę, musiałyśmy z Janką same radzić sobie z karmieniem kociego towarzystwa, a jednocześnie wywiązywać się ze wszystkich innych naszych obowiązków w pracy i w domu.

Dziś mam wreszcie trochę luzu po niedzielnym i poniedziałkowym dyżurze w redakcji i... zaczynam nadrabiać zaległości. A tych zrobiło się sporo, bo i o Sówce i o Małej Czarnej i o Burasce muszę napisać i o wszystkich innych kotach z Kociego... - i domowego – podwórka.

Najpierw jednak o Dobrodziejach.

Pisałam już o części wpłat na leczenie kociopodwórkowych mieszkańców, które wpłynęły na konto Fundacji Niechciane i Zapomniane. Potem jednak wpłynęły dalsze – od Pani Sylwii z Somonina i Pani Ani z Łodzi (po 100 zł). Tym sposobem zrobiło się w sumie z poprzednimi wpłatami 505 zł. Na operacyjne leczenie paszczy Tota poszło 135 zł i po 100 zł na sterylizację Małej Czarnej i Buraski. Zostało więc jeszcze 170 zł na dalsze koty – a zwłaszcza na leczenie zębów Miłej. Czekamy tylko aż się ociepli.

Kocie podwórko wsparła także Pani Ewa (100 zł), Ta, która mieszka w kamienicy przy Małym podwórku. Opłaciła nam transport do Czterech Łap z Diabełkiem, Małą Czarną i Buraską, zakup 3,6 kg suchego Whiskasa (w całości trafił do Janki) oraz odpchliwacz dla podwórkowców. Wkrótce go zaaplikujemy – w ten weekend, jeśli będzie ciepło. Chodzi o to, żeby deszczowa pogoda nie zmusiła kotów do schowania się w koszu i skrzyni i wylizywania tego, co zakropimy im na karki. Koty pewnie będą złe, ale za bardzo się już drapią. Jakoś nie pragniemy poprzenosić ich sierściowych sublokatorów do naszych domów.

Jeszcze w grudniu – tuż przed nowym rokiem - do Czterech Łap wpłynęło też 50 zł od Pani Zofii z Łodzi. Miałyśmy dzięki temu jak zapłacić za część kuracji Diabełka.

Koteczka liczy puszki Feliksa od Pani Małgosi. Fot. Joanna Grabowska

Koteczka liczy puszki Feliksa od Pani Małgosi

A w poprzednią niedzielę odwiedziła nas Pani Małgosia Kuczyńska ze swoją śliczną półroczną córeczką Marysią. Zostawiły 40 puszek różnych smaków Feliksa. Podzieliłyśmy zapas na pół. 20 zaniosłam do Janki i tyle samo Magda zmagazynowała w naszej kuchni.

Feliksy od Pani Małgosi widać na zdjęciu – policzyła je Koteczka (ciągle dla niej i dla Henia nie możemy znaleźć domu). A na innych fotach pokazuję – zgodnie z obietnicą – piękne koty Pani Beaty, która też wsparła leczenie Diabełka i Tota (pisałam o tym wcześniej).

Życie rodzinne. Fot. Beata Sikirycka

Życie rodzinne

Życie rodzinne. Fot. Beata Sikirycka

Drodzy Czytelnicy, Dobrodzieje Kociego podwórka, serdecznie dziękujemy za pomoc. Dzięki Wam łatwiej nam dbać o nasze bezdomniaki, a one same – jak widać – mogły szczęśliwie przetrwać zimę. Wkrótce pokażemy je na zdjęciach, ale najpierw napiszę o Sówce, Małej Czarnej i Burasce, które znalazły wspaniały dom.

Jeszcze raz dziękujemy za pomoc.

Bacchus. Fot. Beata Sikirycka

Bacchus

Bawimy sie w chowanego. Fot. Beata Sikirycka

Bawimy się w chowanego

Łamiemy zakazy. Fot. Beata Sikirycka

Łamiemy zakazy

Posuń się. Fot. Beata Sikirycka

Posuń się

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7