| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
środa, 13 marca 2013
Szura pragnie domu. Kto zapragnie Szury?

Szura. Fot. Łukasz Łucka

Szura. Fot. Łukasz ŁuckaGdzie jest dom szczęśliwych kotów, tam jest dom szczęśliwych ludzi” napisał poeta*. Dlatego z całego serca prosimy i proponujemy: ofiarujcie dom ślicznej szylkretowej kotce. Uszczęśliwicie i ją, i siebie.

Piękna Szura ma około pół roku. Któregoś zimowego dnia po prostu pojawiła się głodna i zziębnięta na naszym Kocim podwórku w Łodzi. Doświadczeń z ludźmi nie miała chyba najlepszych, bo trochę trzeba było się natrudzić, by ją oswoić. Ale, raz wzięta do domu, natychmiast się do niego przyzwyczaiła, jakby zawsze była kotką „na pokojach”.

Szura jest zdrowa (po badaniach u lekarzy w Czterech Łapach”), odrobaczona, czysta (korzysta z kuwety) i - jak to zadbana młodzież bez trosk na głowie - rozbrykana. Kiedyś mruczała ze strachu i by się uspokoić. Teraz mruczy, gdy coś sprawia jej przyjemność i jest po prostu szczęśliwa. Bardzo lubi głaskanie, zabawy i towarzystwo innych kotów. Lubi też ludzi, kiedy ich zna i gdy im ufa. Szura trafi do swoich nowych opiekunów wysterylizowana i zaopatrzona w książeczkę zdrowia. Kontakt: tel. 795 023 582; e-mail: kociepodworko@gazeta.pl

* Franciszek Klimek, autor wierszy o kotach

Szura. Fot. Łukasz Łucka

Drodzy Czytelnicy Kociego podwórka,

możecie nam pomóc w poszukiwaniu domu dla Szury? Zechcielibyście umieścić tę notkę u siebie na FB, albo na swoich blogach? Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania, albo potrzebowali zdjęć w większej rozdzielczości, piszcie na kociepodworko@gazeta.pl.

Dziękujemy i pozdrawiamy.

Ludzie Kociego podwórka

piątek, 05 października 2012
Prosimy o dom dla Gucia

Gucio na rękach Pani Danusi. Fot. Pani BeataO Guciu, blisko rocznym kocurku, napisała do mnie Pani Beata. Wiele razy pomagała kotom z Kociego, ostatnio w leczeniu Totka. Teraz sama obserwuje kocurka, który bardzo pilnie potrzebuje domu. Napisała o nim tak:

„Gucio to młody, czarno-biały kocurek, wesoły i bardzo przymilny. Niestety, został wyrzucony, bo przestał być małą kocią kuleczką i stał się zbędny. Wiemy, kto to zrobił, sąsiadka nawet go tam odniosła, ale... następnego ranka głodny Gucio już płakał na podwórku.

Na tę chwilę ma wikt i pudełko, w którym nocuje, ale niestety nie może zostać na stałe. (...) Gucio przed zimą musi znaleźć dom... Sąsiadka, która trzyma go do zdjęcia, kochana osoba, ma ponad 80 lat, ale nie chce by zwierzak się do niej przywiązał, bo - jak sama mówi - nie chce go skrzywdzić odchodząc i zostawiając samego (po historii Kacpra nie mogę mieć do niej o to pretensji, zwłaszcza, że Pani Danusia partycypuje w opiece nad wielokolorową koteczką). Kotek chyba nie ma jeszcze roku, jest czyściutki (w kamienicy u sąsiadów, gdzie nocuje, jeszcze nigdy nie nabrudził), bardzo lubi się bawić (teraz szaleje z kasztanami) i ufnie lgnie do ludzi. Żal stworzenia :(".

Jeśli ktoś zechciałby przygarnąć Gucia, bardzo proszę, niech zadzwoni do Pani Beaty - tel. 602244383, albo niech napisze maila na Kocie podwórko (kociepodworko@gazeta.pl).

I jeszcze więcej zdjęć Gucia:

Gucio. Fot. Pani Beata

„Ponowiłam próby sportretowania Gucia, ale jak to zrobić jak obiekt nie chce znieruchomieć nawet na ułamek sekundy? Wszystkie są lekko poruszone, nawet te na rękach, bo Guciowi obcy jest bezruch. No chyba poza chwilami, gdy przysypia, ale kiedy tylko ktoś do niego podchodzi, bezruch znika jak sen złoty. I to błyskawicznie” - napisała o Guciu Pani Beata. Dodała, że kocurek świetnie dogaduje się z innymi kotami.

Gucio na rękach Pani Danusi. Fot. Pani Beata

Gucio na rękach u Pani Danusi

Gucio. Fot. Pani Beata

Gucio. Fot. Pani Beata

Zdjęcia: Pani Beata

wtorek, 04 września 2012
„Boże, jak ja przeżywam, tę odpowiedzialność”, czyli jak Kacper pojechał do Anki Wrocławianki

Kacper. Fot. Anka Wrocławianka

Zanim o tym przeczytacie pozachwycajcie się kocurem. Anka Wrocławianka zrobiła mu wiele pięknych zdjęć, choć jest u Niej dopiero od niedzieli. Pokazuję kilka, więcej znajdziecie na Jej blogu Za Moimi Drzwiami.

Kacper. Fot. Anka Wrocławianka

A teraz obiecana niekrótka opowieść. Głównie dla ciekawych losów Kacpra, ale ze specjalną dedykacją dla tych, którzy zwątpili w nasz zdrowy rozsądek...

Dom Kacpra. Fot. Anka WrocławiankaTo były pierwsze dni ubiegłego tygodnia, poniedziałek, może wtorek. Pani Ewa z Małego podwórka usłyszała o kocie, który od dwóch tygodni mieszka sam w domu swego Opiekuna. Dom to szumna nazwa w tym przypadku: rozsypujący się, zagrzybiony stary drewniak bez kanalizacji, zamieszkany przez trzy rodziny. Ze swoim Opiekunem Kacper - pomimo niedostatku - był z pewnością W słoneczne dni Kacper lubił wygrzewać się na dachu pobliskiej komórki. Wychodzil przez uchylone okno. Fot. Ewa Sikorska szczęśliwy i bardzo zadbany. Ale Opiekun zmarł nagle. Dziewięcioletnim Kacprem nikt nie chciał się zająć. - W najlepszym razie grozi mu bezdomność, a mówią nawet o uśpieniu - opowiadała Jance zdenerwowana.

Janka zaalarmowała mnie, a ja - jak zwykle na początku takich sytuacji - wpadłam w lekką panikę, którą zawsze wywołuje pytanie: „Czy się uda?”. Zwłaszcza, że tym razem było nam trudniej. Nie miałyśmy pojęcia, gdzie Dotychczasowe mieszkanie Kacpra. Był tu szczęśliwy. Opiekun mimo niedostatku bardzo dbał o niego. Fot. Anka Wrocławiankaulokujemy kota, który miał „zwolnić” mieszkanie do 5 września. Ewa przy schorowanym Cypisku musi się nachodzić bardziej niż przy pięciu zdrowych kotach, Janka ma akurat ciężko chorego Totka, szalejącą po domu Dzikuskę, Dzidziusia i jeszcze kociopodwórkowe stadko, a ja jestem od nich 2500 km.

Poprosiłam o zdjęcia. W środę wieczorem To ta fotka tak poruszyła wielu Czytelników blogu.Ewa przysłała jedno. Zrobione komórką przez sąsiadkę Kacpra. - Ustawił się do niego natychmiast, jakby wiedział, że może to być dla niego jakaś nadzieja - relacjonowała Ewie autorka fotografii.

W czwartek informacje o Kacprze dałam na Kocim podwórku, FB, w okienku Przygarnij Zwierzaka na łódzkim portalu Gazety i posłałam do łódzkich For Animalsów. Notka, upowszechniana przez kolejne osoby i przez śląską Fundację MiauKot, zaczęła żyć własnym życiem. Tego samego dnia późnym wieczorem zgłosiła się na maila pewna łodzianka. I tyle było nadziei. Kiedy w piątek rano Ewa zadzwoniła do niej, bardzo przeprosiła, bo jednak nie może wziąć kota. Ona go pragnie, ale rodzina nie.

Obawiałam się tego. Mail był bardzo emocjonalny, napisany w porywie serca – bez wątpienia bardzo dobrego i wrażliwego - ale to o wiele za mało, jak się wielokrotnie przekonałyśmy w przeszłości.

Potem w sprawie Kacpra nastała cisza. Zaniepokojone kombinowałyśmy, co w razie całkowitego milczenia telefonu i maila robić. Szansą był jeszcze dom pewnej znajomej Janki, ale... wiosną odszedł w nim kot chory na białaczkę. W domu są dwa inne, które miały kontakt z tą chorobą. Zaprzyjaźniona weterynarz odradziła.

Sobota rano. Odezwał się telefon. W sprawie Kacpra zadzwoniła do Ewy Anka Wrocławianka. Napisała też na Kocie podwórko:

Od kiedy wczoraj przeczytałam o Kacprze, nie mogę przestać o nim myśleć. Jego historia poruszyła moje serce. Kiedy pokazałam ją mężowi, poruszyła także Jego. Mieszkamy we Wrocławiu, mamy dwa koty (maine coony) i psa (goldena) i moglibyśmy zająć się Kacprem, aż znajdzie dom stały. Może u nas mieszkać dowolnie długo. Wiem, że to dla niego będzie olbrzymi stres, ale znam się na kotach, miałam już kilka tymczasowych i wierzę, że potrafię go jak najmniej boleśnie zaaklimatyzować w naszym domu.”

Ucieszyło nas to i trochę przeraziło. „Kot wyjechałby do dosyć odległego miasta, jak zniesie podróż, jak mu będzie w tymczasowym domu, jak mogłybyśmy zapewnić jego utrzymanie? W gromadzie innych kotów byłoby to dla nas łatwiejsze i tańsze, a tak? No i kim są ludzie, którzy tak wspaniałomyślnie chcą pomóc kocurowi?” myślałyśmy z Janką i Ewą.

Anka Wrocławianka, jakby przeczuwając te rozterki, napisała:

Prowadzę bloga http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/ gdzie może Pani dowiedzieć się o mnie więcej i zobaczyć moje zwierzaki. Blog jest o wszystkim i niczym, generalnie o cieszeniu się życiem - taką przynajmniej mam nadzieję. (…) Po Kacpra moglibyśmy pojechać jutro. Jeśli On znajdzie dom stały, jesteśmy w stanie również go odwieźć do Łodzi, ale można mu przecież szukać domku we Wrocławiu.”

Postanowiłyśmy spróbować. Pod wieczór Ewa zadzwoniła do Anki Wrocławianki. To była długa rozmowa. Ewa pytała o wszystko, żeby upewnić się, że Kacper będzie miał dobrze u Tymczasowych Opiekunów.

Kochani, klamka zapadła, jutro ok.13 przyjedzie Pani Anka Wrocławianka z Mężem po Kacpra. (…) Wypytałam Ją o wszystko, o co prosiłaś. (…). Prosiła tylko, aby nie poprzestać szukać dla niego stałego domu, bo ona traktuje to jako dom tymczasowy, sama będzie szukała we Wrocławiu, ale prosi o wsparcie. (…) - napisała mi Ewa i rozemocjonowana dodała:

Boże, jak ja przeżywam, że wzięłam na siebie tę odpowiedzialność”.

Faktycznie, pierwszy raz znalazła się całkiem sama w tak trudnej sytuacji. Co z tego, że miałyśmy gorącą linię mailową i telefoniczną? To nie to samo.

Anka Wrocławianka i Jej Mąż z Kacprem. Fot. Ewa Sikorska

Anka Wrocławianka i Jej Mąż z Kacprem.

Niedziela, ok. godz. 13. Tymczasowi Opiekunowie podjeżdżają pod dom Kacpra.

Kacper w swoim pokoju. Fot. Anka WrocławiankaKacper początkowo ze spokojem i zaciekawieniem przyglądał się wszystkim z wysokości swoich piernatów. Wyraźnie lubi ludzi i gwar w mieszkaniu. Gorąco zaprotestował jednak przeciwko włożeniu go do kontenera. - Bronił się wszystkimi czterema łapami, ale ani razu nie wyciągnął pazurów. Jest niezwykły - opowiadała mi po wszystkim Ewa.

Dodała, że kot uspokoił się po około 15 minutach jazdy. Podróż zniósł idealnie, czasami tylko zamiauczał. „Jest cudny, grzeczny, spokojny i miły. No i piękny!” - napisała w sms-ie do Ewy Anka Wrocławianka tuż po przyjeździe do domu.

Kacper w kontenerze byl zaniepokojony, ale nie szalał jak to mają w zwyczaju inne przestraszone koty. Fot. Anka Wrocławianka

Kacper w kontenerze był zaniepokojony, ale nie szalał jak to mają w zwyczaju przestraszone koty.

Do mnie zaś napisała: „(...) i jak ja mam Pani odpisać?? Coś mi wlazło na kolanka i siedzi już od godziny:)) (…) jak tylko mnie uwolni, napiszę więcej:)”

To coś pokazała na zdjęciu, a ja całkiem się już uspokoiłam i pozbyłam jakichkolwiek wątpliwości.

Coś, czyli Kacper, na kolanach Anki Wrocławianki. Fot. Anka Wrocławianka

Coś, czyli Kacper, na kolanach Anki Wrocławianki tuz po przyjeździe do Jej domu.

Późnym wieczorem, dostałam wyczerpującego maila pełnego zachwytów nad Kacprem:

(...) przekupiłam cosia puszką moich kotów (tuńczyk w galarecie, nie byle co, ho ho:))) i właśnie pałaszuje ze smakiem. Przywiezionej puszki nie chciał zjeść, ale nie zmarnuje się, zjedzą kotki okoliczne, które dokarmiam. (...)

On jest cudowny! Od razu mi tak wyglądało z tego zdjęcia na Pani blogu, a teraz już jestem przekonana, że to kot absolutnie wyjątkowy i to przywilej móc z nim obcować. Oboje z mężem jesteśmy nim zachwyceni. Jest niezwykle opanowany, łagodny i mądry, otwarty, niezakompleksiony, ufny, odważny, no i prześliczny. Takiego kota to ze świecą szukać! Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że moje potwory zaakceptują nowego domownika. Nie martwię się ani o psa, ani o kotkę, które to są „do rany przyłożyć”, tylko zachowanie naszego Księcia, o iście bandyckich manierach, budzi moją obawę. Mam jednak nadzieję, że u niego, tak, jak u wielu „silnych w gębie” skończy się na pyskówce :). Zamierzam wprowadzić Kacperka w dom ze wszystkimi zasadami. Będzie odizolowany przez parę dni, aż nabierze zapachu domu. Będę mu pokazywać moje zwierzęta i cały dom z bezpiecznej pozycji w transporterze. Wszystko pomału.

Teraz zjadł i chciał wrócić na moje kolana, a tam komputer, więc ułożył się obok (...)

Po jedzeniu Kacper przytulił się do nóg Anki Wrocławianki. Fot. Anka Wrocławianka

Po jedzeniu Kacper przytulił się do nóg Anki Wrocławianki.

Anka Wrocławianka będzie szukać Kacprowi domu we Wrocławiu, my w Łodzi i wszędzie, gdzie się da. Kontakt do nas: 601 222 221, e-mail: kociepodworko@gazeta.pl.

Mąż Anki Wrocławianki z Kacprem. Fot. Anka Wrocławianka

Anko Wrocławianko, bardzo dziękujemy Tobie i Twojemu Mężowi.

Kacper jest w tej chwili na całkowitym utrzymaniu Anki Wrocławianki i Jej Męża.

Kacper jest w tej chwili na całkowitym utrzymaniu Anki Wrocławianki i Jej Męża. "Nie oczekuję zwrotu kosztów, wzięłam Kacpra z całym bagażem odpowiedzialności za niego" - napisała w mailu.

Zdjęcia:. Anka Wrocławianka, Ewa Sikorska (nr 4 i 7) i sąsiadka Kacpra (nr 6) 



poniedziałek, 03 września 2012
Kacper tymczasowo bezpieczny

Kacper gotowy do podrózy do Wrocławia. Fot. Anka Wrocławianka

Kacper gotowy do podróży do Wrocławia.

To oznacza, że po trzech tygodniach samotnego życia w pustym mieszkaniu rudzielec trafił w ręce Dobrych Ludzi do domu tymczasowego. Zaopiekują się kocurem do czasu znalezienia mu domu stałego. Na szczęście stałych opiekunów nie będziemy już szukać pod presją czasu (Kacper musiał opuścić dotychczasowy dom do 5 września) tylko na spokojnie.

Dom tymczasowy Kacpra jest... we Wrocławiu. Oszalałyśmy? Nie. Kocurem zaopiekowali się Wspaniali Ludzie: Anka Wrocławianka i Jej Mąż. Wczoraj przyjechali po niego i powieźli do Wrocławia. Kocur drogę zniósł doskonale, choć prawdopodobnie była to pierwsza podróż w jego dziewięcioletnim życiu. Jaka jest cała historia Kacpra, kim są jego Tymczasowi Opiekunowie, napiszę wkrótce w oddzielnej notce - długiej i szczegółowej. Przeczytają ją tylko Ci, którzy z rozmysłem się na to zdecydują.

Teraz natomiast ponawiam prośbę: rozpowszechnijcie wśród znajomych na FB wiadomość, że piękny, mądry, spokojny i po prostu doskonały (to słowa Anki Wrocławianki) kot pragnie znów mieć stały dom. Przez dziewięć lat mieszkał ze swoim Opiekunem w Łodzi. Może nie w dostatku, ale na pewno w szczęściu: Opiekun go kochał, dbał o niego, szczepił i leczył. Niewiele ponad trzy tygodnie temu wyszedł po zakupy. W sklepie dostał zawału serca. Do domu już nie wrócił. Kacper został sam w pustym mieszkaniu. Jeśli ktoś zechciałby wziąć go do swego domu na zawsze, prosimy o kontakt: tel. 601 222 221 lub e-mail: kociepodworko@gazeta.pl

Kacper jeszcze w łódzkim domu. Fot. Anka Wrocławianka

Kacper jeszcze w łódzkim domu.

Więcej zdjęć wkrótce - w dłuższej notce.

Zdjęcia: Anka Wrocławianka

czwartek, 30 sierpnia 2012
Kot w pustym mieszkaniu

Kacper pilnie potrzebuje domuZ Kacprem jest tak, jak z kotem z wiersza Szymborskiej. Przez dziewięć pięknych lat śliczny, spokojny i bardzo szanujący ludzi rudzielec żył ze swoim człowiekiem w Łodzi. Ale jego opiekun zmarł. Biedny Kacper został sam - w domu i na całym świecie. Nikt go teraz nie chce. Na razie mieszka w pustym mieszkaniu swego opiekuna. Ale mieszkanie trzeba zdać właścicielom – bez kota.

Co czeka Kacpra? Ci, co go nie chcą, mówią nawet o jego uśpieniu. A to byłoby barbarzyństwem. Kacper jest zdrowy, wykastrowany i bardzo grzeczny. Kiedy wychodzi do ogródka, nie ucieka, ale jeśli nie może wyjść z domu załatwia się do kuwety. Kacper bardzo chce mieć dom i swego człowieka, któremu mógłby pomruczeć.

Do tego zdjęcia, o które poprosiliśmy, ustawił się natychmiast, jakby wiedział, że może to być dla niego jakaś nadzieja.

Bardzo prosimy o dom dla Kacpra. To, że nie jest kociakiem w oczach wielu ludzi działa na jego niekorzyść, ale każdy wielbiciel kotów wie, że życie z dojrzałym, dobrze wychowanym, mądrym i lubiącym ludzi kocurkiem to sama przyjemność. Kontakt: tel. 601 222 221, e-mail: kociepodwórko@gazeta.pl

O tej sprawie powiedziały mi Janka i Pani Ewa. To bardzo pilne. Proszę, roześlijcie tę wiadomość, gdzie się da. A może ktoś zechciałby przygarnąć Kacpra choć na jakiś czas, dopóki nie znajdziemy mu stałego domu?

wtorek, 31 lipca 2012
Do czego służy kotu drabina?

Dzikuska. Fot. Łukasz ŁuckaDzikuska, gdyby umiała mówić, rzuciłaby pewnie komentarz, że to głupie pytanie i odparłaby, że oczywiście do wspinania się.

Zwłaszcza, że sprawa jej dotyczy. Któregoś dnia Janka zostawiła w przedpokoju przy pawlaczu drabinę. Czekała na wyniesienie jej do piwnicy. I co zrobiła Dzikuska? Wdrapała się po niej na pawlacz. - Widać bardzo jej się tam spodobało, bo przysnęła sobie. Spała smacznie, kiedy szukaliśmy jej po całym mieszkaniu. W końcu objawiła się bardzo zadowolona ze swego dowcipu - opowiadała mi Janka.

Wspominałam już, że Dzikuska wreszcie wyzdrowiała. Jest też wreszcie bardzo oswojona z ludźmi i należałoby dać jej nowe imię. - Pozostaniemy jednak chyba przy Dzikusce, bo to co wyprawia w domu to obłęd. Skacze, biega i zwisa ze wszystkiego w co tylko zdoła wbić pazury - opowiadała mi Janka. - Niczym się nie zraża. Często źle wymierzy skok, rozpaczliwie wtedy chwyta się wszystkim co w pazury jej wpadnie i ściąga to na siebie i na podłogę. Czort nie kot. Ostatnio bardzo zaprzyjaźniła się z Dzidziusiem. Ciągle się wylizują po uszach i łebkach. I sypiają wtulone jedno w drugie. Rozrabiają oczywiście też razem, choć mała bardziej. W końcu Dzidziuś to już dorosły kot.

Wkrótce będziemy szukać Dzikusce domu. Zrobimy jej zdjęcia i zamieścimy ogłoszenia gdzie tylko się da. Na razie Dzikuska szaleje u Janki.

I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili. Janka właśnie mi napisała, że August nadal jest na Kocim podwórku i albo nawołuje, albo awanturuje się z Kubą. Obiecała napisać więcej wkrótce - na razie potwierdzała tylko dostawę karmy, którą kupiłyśmy dla Kociego.

I jeszcze jedno - koty z Kociego nadal są wspierane puszkami przez Panie: Agnieszkę i Justynę. - Co miesiąc przynoszą po kilka puszek Kitekata - mówiła mi Janka. Obu Paniom bardzo dziękujemy.

wtorek, 17 lipca 2012
Dzikuska na zastrzykach

Dzikuska. Fot. Łukasz ŁuckaDziś - a właściwie wczoraj, bo północ właśnie minęła - dłuuugo porozmawiałyśmy sobie z Janką o kotach na kocim. O wszystkich, ale szczególnie o Dzikusce. Tak jak obie się obawiałyśmy, leki. które mała dostała podczas pierwszej wizyty u weta, nie wystarczyły. Zaleczyły tylko oczka. W zeszłym tygodniu Dzikuska zrobiła się osowiała i przestała jeść. Janka pojechała więc z nią ponownie do wetki - tej samej, u której była za pierwszym razem. Pani doktor tym razem dokładniej zbadała kotkę (łącznie z badaniem temperatury) i zaordynowała Dzikusce antybiotyk w zastrzykach. Stwierdziła, że u małej rozwinął się jednak calicivirus. Jeden zastrzyk kotka dostała od razu w gabinecie, a dwa następne Janka wzięła dla niej do domu. Dziś zrobiła pierwszy, a w środę będzie drugi. W czwartek wizyta kontrolna.

- Ale już teraz widać, że kotce jest lepiej - opowiadała mi Janka. - Zaczęła jeść, bawi się. Po prostu znów staje się sobą, czyli rozbrykaną Dzikuską.

Pytałam Jankę o co chodzi z tymi płytkami w pyszczku kotki, stwierdzonymi podczas pierwszej wizyty. Obie nadal nie bardzo wiemy, więc nie będę kombinować. Faktem jest, że teraz w pyszczku mała ma nadżerki. Dostała na nie Aftin. - Nadżerki powinny być smarowane nim, ale który kot pozwoli posmarować sobie czymś język - mówiła Janka. - Po jedzeniu wpuszczamy więc jej do pyszczka po kropelce leku.

Pani doktor zdecydowała, że Janka nie będzie płacić za to obecne leczenie kotki. Nie muszę chyba pisać, że nas to ucieszyło ;), zwłaszcza że...

No właśnie..., ale o tym napiszę jutro. :).

poniedziałek, 16 lipca 2012
Dzikuska była u weta

Dzikuska. Fot. Łukasz ŁuckaStraszne zaległości porobiły mi się na Kocim. Brakuje mi czasu na pisanie, bo szykujemy się do kolejnej przeprowadzki. Do większego mieszkania. Zapewniam jednak, że zaległości są tylko w pisaniu, a nie w opiece nad kotami :).

Karmę zamawiamy na bieżąco – według zapotrzebowania: dla dorosłych i ostatnio dla juniorów - a jakieś dwa tygodnie temu Janka była z Dzikuską do weterynarza. Dzięki Pani Beacie, która na badanie i leczenie małej przesłała pieniądze na konto Niechcianych i Niezapomnianych. Niestety wizyta została wyznaczona nie w naszych ulubionych Czterech Łapach, tylko tam, gdzie Jankę skierowała Pani Natalia z Fundacji. Szkoda, zwłaszcza że...

„Uczucia mam ambiwalentne - napisała mi Janka. - Z jednej strony pani doktor bardzo miła, a z drugiej nie zmierzyła temperatury ani nie posłuchała kota. Kotka ma coś w pyszczku (płytkę jakąś ???), w uszach jakieś zaczerwienienie (nie jest to raczej świerzbowiec) i trochę zaczerwienione oczy. Na to wszystko dostałam lekarstwa a poza tym została odpchlona i odrobaczona.”

I tyle. :( A w Czterech Łapach mieliśmy zawsze pełną i wyczerpującą informację. Wszystko od razu było wyjaśniane i tłumaczone. Koty nie zawsze miały mierzoną temperaturę, by ich nie męczyć i nie stresować nieprzyjemnym badaniem, gdy nie ma takiej potrzeby, ale... osłuchiwane były zawsze.

Dzikuska. Fot. Łukasz Łucka

Dzikuska została „oceniona” na trzy miesiące (na tym zdjęciu ma zatem ze dwa z kawalątkiem). Dostała książeczkę i jest teraz intensywnie oswajana przez całą rodzinę Janki.

Tabletki na odrobaczenie dostały i pozostałe koty. Nie będą z tego powodu szczęśliwe. Nie zapomnę, jak je aplikowałyśmy im z Magdą, kiedy byłyśmy jeszcze w Łodzi. W sumie to nawet im się nie dziwię, skoro na karmę z domieszką zmielonej na proszek odrobaczającej tabletki nawet muchy nie chciały siadać ;).

Zdjęcie: Łukasz Łucka

poniedziałek, 02 stycznia 2012
Sytuacja pilna bardzo

Właśnie odkryłam w kociopodwórkowej skrzynce bardzo pilną wiadomość. Wraz z jej nadawczynią – Panią Martą – bardzo proszę o pomoc.

Pani Marta napisała tak:

„Piszę do Was z prośbą o pomoc. Między świętami a nowym rokiem do mojej pracy ktoś podrzucił kota. Dokładnie pisząc, wyrzucił z samochodu i odjechał. Śliczny rudy tygrysek, widać, że domowy kot. Niestety nie znam płci. Sama mam dwa koty w tym jednego ze schroniska, więc nie mogłam go wziąć. Zadzwoniłam do schroniska, i go wzięli aczkolwiek strasznie płakałam, gdy go oddawałam :-((( Straszny miziak, umie korzystać z kuwety, tak na oko ma dwa lata. Może ktoś ma miejsce w domu dla kotka??

Z góry dziękuję. Załączam zdjęcie - słabej jakości, ale było robione na szybko.

Pozdrawiam.

Marta”

Lepiej, że jest w schronisku a nie na ulicy, ale... Jeśli tylko możecie, roześlijcie tekst i zdjęcie, gdzie tylko się da. Oto fota:

Kot. Marta J. 1-01-2012

czwartek, 29 września 2011
W końcu przyszła po pomoc

Pierwszy raz Janka dojrzała ją jakieś trzy tygodnie temu. Siedziała przy miskach koło skrzyni. Na widok Janki prysnęła przestraszona pod świerczek a potem w stronę komórek. - Nieduża, biało-czarna i na pierwszy rzut oka czyściutka - opowiadała mi wtedy Janka. Obie miałyśmy cichutką nadzieję, że może komuś z domu na krótko się urwała, bo tak już z innymi kotami się zdarzało, ale... wyszło jak zwykle.

Kilka dni temu Janka znowu ją zobaczyła - w ogródku pod oknem. Zjadała jakieś resztki po naszych rezydentach. Spłoszona uciekła i potem jeszcze raz i jeszcze, ale widać było, że stołuje się u nas regularnie.

Tekla w objęciach Janki. Fot. Łukasz Łucka

Tekla w objęciach Janki

- Jak się znowu pojawi, trzeba będzie ją odłowić - ustaliła Janka z Łukaszem. Długo nie czekali.

Zdjęcie zrobione komórką nie oddaje w pełni urody Kici Tekli, ale mała jest naprawdę urocza. Fot. Łukasz Łucka- Ostatniej niedzieli wyszłam do ogródka po pranie. Nie była to jeszcze pora wieczornego karmienia, więc koty na kolację nie przybyły. Pod świerczkiem siedziało jednak to biało-czarne chuchro i rozdzierająco płakało. Strasznie nieszczęśliwa była - opowiadała mi wczoraj Janka. - Zastukałam w okno do Łukasza. Podał mi dla niej jedzenie. Poprosiłam, żeby rozłożył klatkę, bo może uda mi się ją złapać.

Udało się. Szybciej niż Janka przypuszczała. Łukasz rozkładał jeszcze klatkę (tę samą, w której w zeszłym roku przyzwyczajałyśmy do nas Harpię i kurowałyśmy Henia i w której potem oswajałyśmy z nami Sówkę), a małe biało-czarne już było w rękach Janki. - Podeszła do talerzyka z jedzeniem, które jej nałożyłam. Nie uciekła gdy zbliżyłam się do niej. Schyliłam się więc, wzięłam ją na ręce i wstawiłam przez otwarte okno do kuchni. Szybko je zamknęłam i pobiegłam do domu. Początkowo była bardzo wypłoszona. Teraz trochę się już z nami oswoiła, ale - choć drzwiczki do klatki są cały czas otwarte - niechętnie opuszcza swoje schronienie, w którym spędziła pierwszą noc w naszym domu - opowiadała mi Janka.

Kotka wyraźnie zna człowieka, choć nie jest przesadnie ufna.

- Kiedy się ja głaszcze po grzbiecie i łebku - fuka - opowiadała Janka.

- To głaszcz ją po bokach - poradził praktycznie Łukasz, ale już nie dowiedziałam się, czy mała jest wtedy spokojniejsza. Bo Janka zaczęła mi opowiadać, że kotka jest bardzo grzeczna i czysta. Potrzeby załatwia w kuwecie. Chyba zwyczajnie została wyrzucona z domu, bo nikt jej nie szuka. Mała nie przepada za innymi kotami, a zwłaszcza za Diabłem. Bardzo się go boi i natychmiast fuka na jego widok. - Możliwe, że broniąc swego terytorium dał jej wcześniej popalić - podejrzewa Janka.Skontaktowała się już z Panią Kasią z Fundacji Niechciane i Zapomniane. Kotka pojedzie na badanie i odrobaczenie do weta. Mamy nadzieję, że jest całkowicie zdrowa, bo chcemy jak najszybciej znaleźć jej dobry dom. Na razie Janka i Jej Rodzina zapewniają małej maksimum pieszczot, żeby znowu zaufała ludziom. Na kicię wołają Tekla. - Bo kiedy ją odłowiliśmy, to były chyba imieniny Teodory, czy jakoś tak. Nie podobało się nam. Łukasz zaproponował Teklę i tak zostało - powiedziała mi Janka. - Ale nie przyzwyczajamy jej do tego imienia za bardzo częściej mówimy zwyczajnie Kicia.

Spójrzcie na ten wąs :) Rewelacja. Fot. Łukasz Łucka

Spójrzcie na ten wąs :) Rewelacja. Zdaniem Janki kotka może mieć około 5-6 miesięcy

Tak więc Kicia Tekla zamieszkała u Janki. Dzidziuś bardzo się nią interesuje. - Nawet brzuszek jej pokazuje i dosłownie przed nią się turla, żeby pokazać jak bardzo jest przyjazny, ale ona tego nie docenia, choć on tak się stara.

Najwyraźniej mała będzie potrzebować domu, w którym będzie jedynym zwierzakiem...

Zdjęcia: Łukasz Łucka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6