| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
piątek, 13 maja 2011
Henio ma swoich ludzi i dom

Henio na oknie. Wypatruje srok na akacji

Henio na oknie. Wypatruje srok na akacji

Henryk. Fot. GrabowskaWspominałam już o tym. Nie pisałam, jaki, bo... nie wiedziałam jak to zrobić. Teraz też nie wiem, ale część Przyjaciół Kociego podwórka już się domyśliła, więc nie ma co dłużej dumać.

Otóż Henio zostanie z nami. Tylko że nie w Łodzi. Przeprowadzamy się do Hiszpanii, do mojego męża. Nasza rodzina znowu będzie razem. Nareszcie. Prawie dwa lata rozłąki strasznie dały nam w kość.

Ale spokojnie: Kocie podwórko i blog pozostają.

Kociopodwórkowy zwierzyniec będzie dokarmiać Janka z Rodziną. Nie zostanie sama. Jeśli będzie potrzeba, by wyleczyć któregoś gagatka, pomoże sfinansować to Henryk. Fot. GrabowskaFundacja Niechciane i Zapomniane (Pani Kasia nam to obiecała). Z kolei nasza rodzina będzie pomagać w dokarmianiu – z Hiszpanii. O brzuszkach „naszych” zwierzaków będzie też pamiętać Pani Małgosia Kuczyńska. Obiecała, że nadal dwa razy w roku będzie podrzucać karmę dla Rysia, Diabełka, Miłej, Tota i Mandaryna. Kolejny raz zapewniła mnie o tym kilka dni temu, kiedy zadzwoniła do mnie, żeby zapytać o dom Henia. Czy przypadkiem nie zostaje z nami... Chciała wesprzeć wyposażenie go do wyprawy.

Pani Małgosiu, jeszcze raz dziękuję, ale - tak jak mówiłam - Henio wszystko już ma.

Właściwie nie mogę pojąć, dlaczego nikt nie chciał go przygarnąć. Bardzo Henryk. Fot. Grabowskaintensywnie szukaliśmy dla niego domu od jesieni. Jego zdjęcia i notka o losach w papierowej Gazecie chodziły prawie 30 razy. Wiosna zdarzył się tydzień, w którym były nawet co drugi dzień. Poza tym stale obecny był w internetowym wydaniu łódzkiej Gazety. Najpierw pojawił się kilkanaście razy pojedynczo, a teraz od kilku miesięcy jest na stałe i to na pierwszym miejscu w okienku „Przygarnij zwierzaka”. Bujał na Facebooku znajomych, na stronie Niechcianych i Zapomnianych i na blogu tej Fundacji, ogłoszenia o nim zamieściła też Pani Ania z For Animals. I nic.

A tyle innych naszych kotów przez ten czas znalazło domy: Buka (teraz Nuka, ostatecznie zamieszkała z Marcinem Masłowskim i jego rodziną, moim dawnym kolegą redakcyjnym i wielkim wielbicielem kotów), Mała Czarna (dzisiejsza Milva) i Buraska (czyli Ciri), i Sówka. Domy mają też dzieci Jasnej z Małego podwórka - Mysia i Pysia a także Mały Elek (to zasługa Niechcianych i Zapomnianych, my tę trójkę tylko odłowiłyśmy i zawiozłyśmy do lecznicy). A sama Jasna nadal rezyduje w Tuszynie. Nie potrafię tego pojąć.

Dorota, koleżanka z pracy, redaktorka naszej lokalnej strony w internecie, stwierdziła, że to dlatego, że Heniek miał być nasz. Że widać było, że musi być nasz, odkąd zobaczyła go ze mną. Pamiętacie, następnego dnia po operacji przyniosłam go na dyżur do redakcji, bo nie chciałam zostawić małego bez ludzkiej opieki w domu.

Może i Dorota ma rację, ale ja – mając w perspektywie przeprowadzkę – zupełnie się tego nie spodziewałam. I szukałam domu, bo nie chciałam, żeby był tym trzecim kotem przy naszej parce. Trzecim kotem jednak będzie, choć chyba nie jest mu z tym źle, bo bardzo zaprzyjaźnił się już z Elkiem (ocierają się, ganiają, krzyżują ogonki) i powoli podbija serce Furii. Łatwo mu nie będzie, bo nie raz i nie dwa oberwał od niej po nosie. Ale... bez pazurków. Furia najwyraźniej tylko go straszy. Poza tym zdarza się, że bawi się z nim w berka, pozwala mu spać obok siebie na moim łóżku, korzystać z jej kuwety (sama zagląda do jego kibelka) i sprawdzać, co ma w misce. To raczej dobre znaki.

Całą trójkę przygotowałyśmy już do podróży: przebadałyśmy, zaszczepiłyśmy przeciwko wściekliźnie, zaczipowałyśmy i wyposażyłyśmy w paszporty. Heniowy paszport musimy jeszcze tylko odebrać – czeka na nas w Czterech Łapach.

A teraz sprawa równie ważna. Ponieważ Henio zostaje u nas bardzo proszę o kontakt (kociepodworko@gazeta.pl) wszystkich Czytelników Kociego podwórka, którzy wsparli finansowo jego leczenie. Chciałabym oddać Wam pieniądze. By to uczynić, muszę mieć jednak coś więcej niż imiona nazwy miast i kwoty, a niestety tym tylko dysponuję. Ela-Eska stwierdziła, że jestem wariatka, Pani Małgosia i Janka też uważają, że to bez sensu, ale... wolałabym, żeby nikt nie pomyślał, że kogokolwiek naciągnęłam (wybaczcie, proszę, to określenie) na leczenie kota, który ostatecznie został z nami.

No tak, i tym sposobem wyraziłam swój największy problem związany z ofiarowaniem Heniowi naszego domu.

Teraz muszę jeszcze tylko wysłać maila do Doroty, żeby wyjęła Henia z „przygarniowego” okienka. Jego miejsce zajmie inny zwierzak.



09:20, joannagrabowska_net , Henryk
Link Komentarze (17) »