| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
czwartek, 27 grudnia 2012
Koty obżarte poświątecznie

Dzidziuś i Dzikuska w misce. Troche inne ujęcie niż to sprzed kilku dni. Fot. Łukasz Łucka

Dzidziuś i Dzikuska w misce. Trochę inne ujęcie niż to sprzed kilku dni. O Dzikusce Janka mówi, że to Kot-Katastrofa. Katastrofa to zresztą jej trzecie imię. Dwa pierwsze już znacie: Dzikuska i Kotuńcia. A dlaczego Katastrofa? Bo ciągle z czegoś spada, zwisa i niesamowicie rozrabia.

Ryś, Miła i Diabeł ledwo się ruszają. Sąsiedzi Janki skarmiają je resztkami ze swych stołów, więc koty nawet nie bardzo są zainteresowane jedzeniem, które wynosi im Janka. Przychodzą na karmienia o stałych porach, no bo taki jest przecież rytuał, ale ledwo co skubną. Bardziej z grzeczności i ciekawości niż z potrzeby zaspokojenia głodu.

Ryś. Fot. Łukasz Łucka

Ryś.

A kiedy Janka wychodzi do nich w innych niż zwykle porach, na przykład z ciepłą wodą do picia, nawet nie fatygują się, by do niej wyjść.

- Rozleniwione takie się zrobiły, że muszę do nich pukać do tej skrzyni - opowiadała mi Janka przed chwilą. - Ryś i Miła wychodzą wtedy zaspane i niezadowolone, że im drzemkę przerywam.

Miła. Fot. Łukasz Łucka

Miła.

Bardzo mnie bawi to porozumiewanie się ludzi i kotów za pomocą pukania. Jak Janka spóźnia się z jedzeniem, to Ryś puk, puk stuka do niej w kuchenną szybę. A kiedy Ryś i Miła ze skrzyni nie wychodzą, Janka stuk, stuk - dobija się do nich. Komedia. :)

W mrozy w skrzyni sypia tylko Ryś, bo Miła biwakuje w domu. Tak jak i Diabeł. Ten ostatni przeniósł się wreszcie z okna, w głąb mieszkania. Szuka cieplejszych miejsc. Nadal jednak unika Janki jak ognia po myciu uszu ze świerzbu. Taki pamiętliwy!

Diabeł. Fot. Łukasz Łucka

Diabeł

Koty na szczęście dobrze przetrwały mrozy. Żaden nawet nie kichnie. Nadal jednak nie pokazuje się Burak. - Musiał być na gigancie - mówi Janka. Zabawił u nas dłużej, bo i kocie towarzystwo miał i stałą dostawę karmy, ale kiedy zrobiło się zimno wrócił w domowe pielesze. Przynajmniej taką mam nadzieję. Tu nikt o takim burasie nie słyszał, choć rozpytałam wiele osób. Nikt nigdzie nie znalazł też martwego kota. Zobaczymy, może znów się pojawi.

Mam jeszcze jedną nowinę od Janki, ale chwilę z nią jeszcze poczekam, bo może wkrótce dowiem się czegoś więcej, a poza tym - może uda mi się rozbudzić Waszą ciekawość ;).

Nie mam jeszcze nowych zdjęć. Te, które zamieszczam, są tuż sprzed mrozów i śniegu. Ale pokazuję je, bo co mi mają leżakować w komputerze.

Dzidziuś-Alpinista. Lubi na świat patrzeć z góry. Najlepiej spod samego sufitu. Diabeł. Fot. Łukasz Łucka

Dzidziuś-Alpinista. Lubi na świat patrzeć z góry. Najlepiej spod samego sufitu.

Dzidziuś-Alpinista. Lubi na świat patrzeć z góry. Najlepiej spod samego sufitu. Fot. Łukasz Łucka

Zdjęcia: Łukasz Łucka

21:35, joannagrabowska_net , Pod okiem Janki
Link Komentarze (6) »
czwartek, 23 czerwca 2011
Na Kocim... tylko żółw nie ma się dobrze

Ryś, Diabełek, Miła, Tot i Mandaryn już całkowicie przestawiły się na karmienia Janki. Miła przychodzi rano i wieczorem. Mandaryn potrafi stawić się na oknie nawet w ciągu dnia, co wcześniej rzadko czynił. Ryś, choć nadal głaskać się nie daje, także regularnie przychodzi na posiłki. Tylko Diabeł i Tot chodzą własnymi ścieżkami zdegustowane, że Janka znowu dzieciniec z domu zrobiła. Mało że zawsze irytował je Dzidziuś, to jeszcze dołączył do niego Dezydery.

- Między tymi dwoma jest pełna komitywa – opowiadała mi Janka w sobotę. - Razem sypiają w jak najciaśniejszych pudełkach, myją sobie pyszczki i ciągle rozrabiają. Na Dezyderego raz się zirytowałam. Ktoś niechcący zamknął go na pół dnia w pokoju Łukasza, w którym nie ma kuwety. Dezydery poradził sobie. Zrobił kupę do kwiatka, bo tam znalazł trochę ziemi. Trochę to potrwało zanim zorientowałam się, że to z niego tak nieprzyjemnie zalatuje.

Poza tym na Kocim wszystko w porządku. - Właściwie to najwięcej problemów mamy teraz z żółwiem – mówiła Janka. - Nawet po kilka razy w tygodniu jeździmy z nim do lekarza, bo spuchł, nie je i marnie wygląda.

Tego żółwia lata temu Janka kupiła na rynku od jakiegoś przybysza ze Wschodu. Bo jej się żal go zrobiło. To znaczy żółwia, a nie przybysza. I tak został w Jej domu. Co jakiś czas młode pokolenia kotów usiłowały wydłubać go ze skorupy, ale bez najmniejszego powodzenia. Żółw chował się w niej, a kociaki zdumione obchodziły go dookoła próbując zajrzeć pod pancerz. Nie inaczej jest z Dezyderiuszem...

Żeby zapewnić żółwiowi właściwe warunki leczenia – staruszek przez jakiś czas dostawał nawet od Janki zastrzyki w łapę – z pokoju Łukasza zostały wyeksmitowane najmłodsze koty, czyli Dzidziuś i Dezydery. To dlatego teraz ten pokój stał się dla obu kocurów w najwyższym stopniu atrakcyjny. Ciągle usiłują się do niego przemknąć. Dezyderemu raz się to udało. To wtedy miał ten wypadek z kupą w doniczce.

Wkrótce Janka planuje pojechać z Dyziem do Czterech Łap. Pod warunkiem, że będzie to konieczne. Pani Kasia z Niechcianych i Zapomnianych wysłała jej już mailem skierowanie, które jednocześnie jest dla Janki zapewnieniem, że fundacja pokryje koszt leczenia kociaka, jeśli będzie potrzebne. Bo Dezyderemu pojawiła się jakiś czas temu nieduża łysa plamka na brzuszku. Janka obawiała się, że może to grzybica, ale teraz nie wie, bo plamka zaczyna zarastać nową sierścią. Możliwe więc, że to nic poważnego i że kociak wyszarpnął sobie za dużo kłaczków podczas toalety, albo... dał sobie to zrobić podczas zabawy z Dzidziusiem.

Dziś znowu będę rozmawiać z Janką przez Skype. I może dostanę od Łukasza jakieś zdjęcia...? Dołączę je oczywiście natychmiast do notki.

14:42, joannagrabowska_net , Pod okiem Janki
Link Komentarze (2) »